Logo Przewdonik Katolicki

Jesteśmy tylko ludźmi

Anna Sosnowska

„Dzielimy ubóstwo i niepewność jutra z najsłabszymi” – tak misję wspólnoty Chleb Życia streszcza jej przełożona, s. Małgorzata Chmielewska.

– Jakiego miejsca szukamy? – pyta taksówkarz.
– Schroniska.
– Schroniska?
– Tak, dla chorych bezdomnych.
– A – mruknął zniesmaczony.
W tym momencie dojeżdżamy pod wskazany adres. Ulica Potrzebna 55, Warszawa. W głębi podwórka spory, otynkowany na biało dom z ładnymi firankami w oknach. Bardziej na lewo wypielęgnowany ogród – z drewnianym mostkiem, ławkami, stolikiem i figurą Matki Bożej. Reszta Świętej Rodziny – Józef z małym Jezusem na rękach – wita tych, którzy przekroczą próg domu.
 
Wizja lokalna
Wcześniej mieściła się tutaj stołówka wojskowa, potem hurtownia materiałów elektrycznych. Kiedy okazało się, że schronisko istniejące od 1994 r. potrzebuje nowej siedziby, pustostan na Potrzebnej znaleźli sami bezdomni. Dobrze znali te okolice – niektórzy koczowali na pobliskich działkach. Wyniki nocnej „wizji lokalnej”, w której wzięło udział kilka osób korzystających z dobrodziejstwa latarek, były obiecujące. Wspólnota Chleb Życia wynajęła budynek od kolei. Wielka hala, dzięki postawieniu „papierowych ścian” zaczęła nabierać kształtu domu. O jej przeszłości przypominają dziś tylko charakterystyczne dla tego miejsca pokoje przechodnie.

Czas pobytu się skończył
Razem z trzema osobami ze wspólnoty Chleb Życia mieszka tu osiemdziesiąt osób bezdomnych obojga płci, borykających się z mniej lub bardziej poważnymi problemami zdrowotnymi (częściej bardziej). Regulamin mówi, że mogą przebywać w schronisku nie dłużej niż dwa miesiące, ale znajdą się i tacy, którzy są tu od dwóch lat. Nikt w tym domu nie usłyszy: pani/pana czas pobytu się skończył. Chyba że ktoś zapije albo zachowuje się agresywnie w stosunku do innych. Na to nie ma zgody. Musi się wyprowadzić. Dom na Potrzebnej z założenia przypomina trochę stację przesiadkową. Trafiasz tu ze swojej przeszłości (np. z dworca, szpitala, więzienia), otrzymujesz pomoc i wsparcie – od lekarzy, pielęgniarki, terapeuty, pracownika socjalnego, zaprzyjaźnionego ze wspólnotą księdza – i ruszasz dalej. Czyli przebywasz tu do momentu „rozwiązania spraw życiowych”.
Każdy z siedmiu polskich domów wspólnoty Chleb Życia nosi jakąś nazwę. Jest Betania, Nazaret, Emaus. Ten to Betlejem. Bo Jezus rodzi się w ubóstwie, w stajni. Bo nie ma takiej nędzy, do której On nie chciałby wejść.
– Żyjemy w tym domu razem, nosimy te same ubrania z darów, jemy to samo i służymy sobie nawzajem – mówi Renata Trzeszczak, kierowniczka ośrodka. – Każdy ma tu swoje zadania i staramy się, żeby każdy czuł się potrzebny. Kiedy ja pracowałam w biurze, ktoś umył te schody i posprzątał łazienkę. Od piątej rano inwalidzi na wózkach obierali włoszczyznę, żebyśmy mieli co zjeść na obiad. Ktoś mi poda dziś zupę, ktoś inny umyje talerz i go zdezynfekuje. Nie, ja się dla nikogo nie poświęcam.
 
Nie chcę tego słyszeć
We wspólnocie obowiązuje zasada, że nie opowiada się szczegółowo o swojej przeszłości. Kiedy na przykład pracownik socjalny pyta, czy ktoś odsiadywał wyrok, chce jedynie wiedzieć, jak długo. Jeżeli człowiek spędził za kratkami dwadzieścia lat, to oczywiste, że może mieć teraz problemy adaptacyjne czy kłopoty z wysłaniem listu poleconego. Dzięki takiej informacji łatwiej mu pomóc. Ale pytanie „za co siedziałeś?”, nie pada. – Jesteśmy tylko ludźmi, dopiero zmierzającymi do świętości, dlatego wolę nie słyszeć, że ktoś ciął swoje dzieci butelką czy je gwałcił. Trudno byłoby mi wtedy patrzeć na niego z taką samą miłością i tak samo go traktować jak na przykład upośledzonego dwudziestolatka – mówi Renata. Jeśli ktoś ma potrzebę porozmawiania o swojej przeszłości, może iść do terapeutki pani Małgosi czy do księdza. Albo do kaplicy.

Przecież to nasz Józek
Dla niektórych mieszkańców schronisko staje się w życiu stacją końcową. W zeszłym roku zmarło tu dziesięciu mężczyzn – wszyscy na nowotwór, wszyscy byli przed czterdziestką, jeden z nich miał dwadzieścia dwa lata. Renata (z wykształcenia pielęgniarka) mówi o tym okresie dwie rzeczy: trudny i wyjątkowy. Trudny – wiadomo czemu. Wyjątkowy, bo między mieszkańcami Betlejem bardzo zacieśniły się więzi. Każdy z umierających leżał na innej sali i stawał się w jakimś sensie jej centrum. Koledzy z sąsiednich łóżek zajmowali się kąpaniem, zmienianiem pampersów, szykowaniem posiłków i karmieniem. Nikt nie powiedział, że się brzydzi, boi albo że mu śmierdzi.
Pewnego dnia do domu na Potrzebnej przyszedł, a właściwie niemal się doczołgał, mężczyzna w bardzo złym stanie. Niebawem zmarł. Ponieważ w przychodni nie miał jeszcze założonej dokumentacji, zaczęły się schody z aktem zgonu. Tego dnia było dość ciepło, a ciało leżało na wspólnej sali. Po jakimś czasie Renata poszła tam, żeby wyjaśnić wszystko innym mieszkańcom i przeprosić ich za zaistniałą sytuację. Usłyszała: „Jakie ciało? Przecież to nasz Józek. Niech on sobie tu leży. Dobrze, że teraz już się nie męczy”.
– Nigdy nie radzimy sobie z czyjąś śmiercią do końca, ale też całe życie tego się uczymy. Dla mnie ważne jest to, czy zrobiłam wszystko, co mogłam, czy przed kimś nie uciekałam i czy udało mi się z nim pożegnać. Z większością mi się udaje. Jeden chory się dusił i już nie był w stanie mówić, więc tylko mi napisał na kartce „dziękuję” – mówi Renata.

Łaska boska krążąca
Chleb Życia jest wspólnotą katolicką i ten fakt każdy z mieszkańców schroniska (czy innych domów) musi zaakceptować. Nie musi jednak uczestniczyć w życiu religijnym. Rano tylko członkowie wspólnoty odmawiają jutrznię. Na wieczorną modlitwę może już przyjść każdy. Dwa razy w tygodniu w kaplicy Betlejem któryś z zaprzyjaźnionych księży odprawia Mszę św., niekiedy w domu odbywają się rekolekcje. Za to codziennie przez kilkanaście godzin trwa adoracja Najświętszego Sakramentu. Żeby ją „obstawić”, mieszkańcy zapisują się na dyżury, ale raczej nie ma z tym kłopotu. Niektórzy konsekwentnie omijają kaplicę szerokim łukiem. Można jednak wierzyć, że miłość Boga i Jego łaska nie dają się zamknąć w czterech ścianach, lecz krążą po całym schronisku, przynosząc owoce nie zawsze widoczne dla ludzkiego oka.

Oto Baranek Boży
Ze Statutu: „W Domach Wspólnota Chleb Życia nie może zabraknąć trzech elementów charakteryzujących Stowarzyszenie:
1) kontemplacji Jezusa Chrystusa w Eucharystii;
2) apostolstwa;
3) służby ubogim”.
Zza punktu numer dwa wychyla się dyskretnie postać św. Jana Chrzciciela, patrona wspólnoty. To on wypowiedział słynne słowa, powtarzane przez Kościół od wieków w czasie każdej Mszy św.: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata” (J 1, 29). Wskazywać Jezusa – tylko tyle i aż tyle mają robić ci, którzy należą do stowarzyszenia. Ale wskazywać Jezusa nie płomiennymi przemowami (tu widać pewną rozbieżność z Janem Chrzcicielem), lecz przede wszystkim własnym życiem. Bo „od głoszenia kazań to są księża”.

Nic nie mamy
– Cuda? Dla mnie cudem jest to, że żyję w tej wspólnocie już dwadzieścia sześć lat i zasadniczo nigdy niczego nam nie zabrakło – chleba, ubrań czy szamponu i mydła – mówi Renata. – Zawsze udawało nam się zapłacić rachunki na czas. A przecież sami z siebie nie mieliśmy na to wszystko pieniędzy. Cudem jest to, że udało się otworzyć i urządzić siedem domów, które jakoś przetrwały, chociaż był okres, kiedy we wspólnocie z piętnastu osób zostały cztery. Dziś też można nas policzyć na palcach dwóch rąk. A jednak w naszych domach mamy co roku ponad tysiąc mieszkańców stacjonarnych, ponad sześciuset uczniów i studentów obejmujemy funduszem stypendialnym, prowadzimy przedszkole i świetlicę dla dzieci ze wsi oraz warsztaty dla bezrobotnych. Nic nie mając, ciągle możemy dawać. Dla mnie to jest bardzo realny cud.

Wyjście
Ostatnie spojrzenie za siebie. Nad drzwiami wejściowymi wisi duża, zrobiona z deski wizytówka. „Wspólnota Chleb Życia”. I pod spodem: „Dom Betlejem”. Na wewnętrznej stronie drzwi – otwartych na oścież, bo upał jest niemiłosierny – rzuca się w oczy jeszcze jeden napis: „Wyjście ewakuacyjne”.
 
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki