Logo Przewdonik Katolicki

Bez śladu

Monika Białkowska

II wojna światowa pociągnęła za sobą wiele ofiar, również wśród księży. Część z nich trafiła na ołtarze. Inni – choć formalnie nieuznawani za męczenników – ginęli tą samą co oni śmiercią.

Wśród tych, którzy świadomie szli na śmierć za wiarę, był ks. Michał Rólski, proboszcz ze Szczepanowa, i ks. Zenon Niziółkiewicz, proboszcz ze Słaboszewa. W Inowrocławiu zapamiętano świadectwo, jakie dał swoim życiem ks. Bolesław Jaśkowski, proboszcz tamtejszej fary.
Pochodził z Łobżenicy, a zanim trafił do Inowrocławia, pracował w Łagiewnikach, Parlinie, Chomiąży, Gnieźnie, Strzelnie, Witkowie i Zdunach. W dokumentach, przechowywanych w gnieźnieńskim Archiwum Archidiecezjalnym, zachowało się niewiele: zaledwie krótkie zeznanie ks. Stanisława Płoszyńskiego z Inowrocławia z 1955 r. i kazanie ks. Dobromira Ziarniaka, wygłoszone aż 38 lat po śmierci ks. Jaśkowskiego, którego mało kto z żyjących mógł jeszcze pamiętać. Zginął – jak chcieli hitlerowcy – bez śladu…
 
Bolek i stryjek
Urodził się w grudniu 1884 r. Jego ojciec Franciszek był łobżenickim lekarzem, niestety zmarł wcześniej, więc mały Bolek przeszedł pod opiekę stryja Mikołaja – weterana powstania styczniowego i proboszcza parafii w Dziekanowicach. Oficjalne biografie wspominają tylko krótko o tym fakcie, zaraz po nim podając maturę w Wągrowcu i wstąpienie do gnieźnieńskiego seminarium. Jednak wpływ stryja, polskiego patrioty i szanowanego kapłana, organizatora wieców wyborczych w latach 80. XIX w. i członka Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk nie mógł pozostać bez wpływu na młodego chłopaka i jego powołanie. Bolesław rzeczywiście po ukończeniu gimnazjum w Wągrowcu zgłosił się do seminarium duchownego i w lutym 1909 r. przyjął święcenia kapłańskie.
Pierwsza jego kapłańska posługa była zastępstwem za chorego proboszcza w Łagiewnikach Kościelnych koło Kłecka. Później wielkie dzieło pozostało po nim w Chomiąży Szlacheckiej – tamtejsza parafia przez 20 lat pozostawała bez księdza, a on ją ożywił, zakładając również czytelnię ludową i Towarzystwo Młodzieży.
 
Przeciw Niemcom
Ważne rzeczy działy się również za przyczyną ks. Bolesława Jaśkiewicza w Strzelnie. Tu w pełni ks. Bolesław mógł pokazać swoje zacięcie patriotyczne, kulturalne, oświatowe, a nawet gospodarcze. Mimo obowiązujących zakazów, w tajemnicy przed pruską policją, w każdą niedzielę spotykał się dziećmi, żeby przy okazji gier i zabaw uczyć je polskich piosenek. Pierwsza w mieście drużyna harcerska oraz pierwsza w mieście biblioteka powstały z inicjatywy ks. Bolesława. Przez kilka lat był przewodniczącym Towarzystwa Przemysłowców oraz czynnym członkiem Związku Towarzystw Przemysłowych, Towarzystwa Czeladzi Katolickiej oraz Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk – tego samego, do którego wcześniej należał jego stryj. Pracę w Strzelnie skomplikowała śmierć proboszcza: ks. Bolesław zastępował go przez pół roku, samodzielnie prowadząc parafię, a następnie otrzymał polecenie rozpoczęcia pracy w Witkowie.
Proboszczem został w 1918 r., obejmując parafię w Zdunach. Czekała go tam trudna praca, ponieważ większość miejscowej ludności stanowili Niemcy. Wiedział, że musi za wszelką cenę ratować polskość. Na początku stycznia 1919 r. zorganizował uroczyste przyjęcie polskiego wojska – ale gdy Zduny zostały zdobyte przez Niemców, on sam trafił do aresztu. Po uwolnieniu szpiegowano go i nachodzono w domu, oskarżano o przekazywanie polskim żołnierzom sygnałów świetlnych z kościelnej wieży, o potajemne kontakty z polskim wojskiem, o to wreszcie, że odmówił udostępnienia salki parafialnej na kwaterę dla niemieckich żołnierzy.
 
Ksiądz od rekolekcji
Kiedy przyszła wolność, cieszył się Polską. Robił wszystko, by uwolnić z obozu w Neuhammer polskich jeńców. Potem wystarał się, by w Zdunach stanął pomnik powstańców wielkopolskich oraz Dom Sierot, w którym dach nad głową znalazło 60 dzieci polskich emigrantów z Kresów Wschodnich i Japonii. Założył Koło Śpiewacze „Harmonia”, Stowarzyszenie Młodzieży Polskiej i Koło Rolnicze – mieszkańcy cenili go i nadali tytuł Honorowego Mieszkańca Zdun. Do Niemców nie chował urazy, przeciwnie: w wolnej już Polsce bronił ich prawa do nabożeństw i pieśni w języku niemieckim i tłumaczył, że jako katolicki ksiądz nie może pozwolić, by jego niemieccy parafianie odeszli przez niego od Boga.
Kiedy w listopadzie 1926 r. ks. Bolesław otrzymał polecenie objęcia parafii pw. św. Mikołaja w samym sercu Inowrocławia, miał nieco ponad 40 lat. Miał siły i zapał do pracy, choć mógł się spodziewać, że właśnie tu przyjdzie mu doczekać zasłużonej kapłańskiej emerytury. Na razie był czas pracy w dużej, miejskiej parafii, liczącej około 12 tys. dusz w części miasta i ośmiu wsiach. Ks. Jaśkowski założył cmentarz przy ul. Marulewskiej, o którym mówiono, że jest najpiękniejszym cmentarzem na Kujawach i w Wielkopolsce. Odrestaurował kościół z zewnątrz, a w jego wnętrzu odnowił ambonę i ołtarze Pana Jezusa i św. Antoniego. To, co materialne, nie przysłaniało mu jednak duchowego wymiaru parafii. Ks. Bolesław rozwijał bibliotekę parafialną, chór i kółko muzyczne. Założył Ligę i Akcję Katolicką, Pomoc Duszpasterską, Trzeci Zakon i Towarzystwo Opieki nad Rodakami za Granicą, wspierał Stowarzyszenie Młodych Polek, Towarzystwo Robotników Polsko-Katolickich, Związek Kapłanów UNITAS, a nawet Ligę Morską i Towarzystwo Ogrodów Działkowych. Założył i redagował parafialny miesięcznik, dzięki jego staraniom powstała parafia na Mątwach i nowy kościół.
Być może jednak najważniejszym jego dziełem było coś, co sam wymyślił i jako pierwszy w Polsce wprowadził, a co dziś wydaje się nam oczywiste: to właśnie on organizował coroczne zamknięte rekolekcje dla poszczególnych stanów, prowadzone wówczas w Zakładzie im. Focha w parku zdrojowym.
 
Nie daj, by poszły na marne
Nawet, kiedy świętował 25-lecie kapłaństwa, ks. Bolesław nie przestawał snuć coraz to nowych planów. Marzyła mu się budowa Domu Katolickiego, uzbierał niezbędne fundusze i materiały budowlane – i wtedy wybuchła wojna.
Miał doświadczenia z Niemcami. Przeżył już jedną niewolę. Mimo to, gdy żołnierze Wehrmachtu weszli do Inowrocławia, on nawoływał ludzi do zachowania spokoju i dyscypliny, do rozwagi. Miejscowy rzeźnik, Niemiec, ale przychylny Polakom, uprzedził proboszcza, że znajduje się na liście osób przeznaczonych na śmierć. Mimo to ks. Bolesław nie wyjechał z Inowrocławia. Aresztowano go 10 września pod zarzutem uprawiania antypruskiej działalności w okresie zaborów. Przetrzymywano go najpierw i katowano w miejscowym więzieniu sądowym. Po miesiącu, wraz z 500 innymi Polakami i Żydami, wywieziono pod Zajezierze, w okolice Gniewkowa. Tam wszystkich rozstrzelano, ciała oblano łatwopalną substancją i spalono.
 „Ostatnia wojna zażądała wielkiej daniny krwi kapłańskiej – mówił ks. Ziarniak w homilii z okazji
38. rocznicy śmierci ks. Jaśkowskiego. – Bóg chciał, aby ta krew oczyściła nas, wzmocniła zdziesiątkowane szeregi przez nowe powołania kapłańskie i była nasieniem żywej wiary w narodzie. Miasto nasze Inowrocław zapłaciło za swą wierność wobec Boga i Ojczyzny szczególnie licznymi ofiarami. (…) Wśród kapłanów inowrocławskich i z okolicy aresztowanych 2 listopada, a było nas wówczas 35, wśród nich ks. Jaśkowski – żyje nas jako świadków już niewielu, bo czterech. Mamy obowiązek przypominania, szczególnie młodym, że kapłan polski dzielił zawsze losy ludu polskiego, nie był elementem obcym społeczeństwu, ale szedł z robotnikiem, kupcem, inteligentem do więzienia i był niszczony szczególnie zaciekle. (…) Dziś wspominając tę piękną postać wołamy do Boga: na ich krew męczeńską, na ich męki przedśmiertne, na ich prace kapłańskie zaklinamy Cię Chryste, nie daj, by te zasługi poszły na marne, ale były posiewem żywej wiary dla całego miasta naszego”. 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki