Logo Przewdonik Katolicki

Cmentarzysko statków kosmicznych

Małgorzata Dęba
Kosmiczne śmieci / fot. Fotolia

Latają nad naszymi głowami, wykorzystywane do eksplorowania kosmosu, obserwacji Ziemi i meteorologii. Co się z nimi dzieje, gdy kończą służbę?

Zdecydowana większość statków kosmicznych po wystrzeleniu zostaje na orbicie okołoziemskiej, stając się sztucznymi satelitami naszej planety. Odkąd Ziemia w 1957 r. zyskała pierwszego satelitę o nazwie Sputnik 1, wystrzelonego przez Związek Radziecki, tysiące kolejnych poszło w jego ślady – ich liczbę szacuje się na 6600. Aktualnie na orbicie pozostaje 3600, z czego tylko około tysiąca nadal spełnia swoją funkcję. Co z resztą?
Przewidziane są trzy rodzaje „emerytury” dla statków kosmicznych: pozostawienie na aktualnej orbicie, wysłanie na „orbitę cmentarną” oraz deorbitacja.

Latające złomowisko
Pozostawione na orbicie stają się częścią kosmicznych śmieci. Wraz z grupą sprzętu zgubionego przez astronautów podczas spacerów kosmicznych i pozostałości po kolizjach stanowią zagrożenie dla nadal czynnych obiektów. Ich liczba rośnie w zastraszającym tempie, dlatego przez niektórych określane są mianem latającego złomowiska. Trudno nie zgodzić się z taką opinią, wiedząc, że wedle szacunków sprzed sześciu lat roku wokół Ziemi krąży około 20 tys. śmieci o średnicy powyżej 10 cm, ponad 500 tys. o średnicy od 1 cm do 10 cm, a tych poniżej 1 cm są dziesiątki milionów. Każdy z tych obiektów może osiągać prędkość nawet 28 tys. km/h, dlatego spotkanie nawet z tymi najmniejszymi może zakończyć się poważnymi uszkodzeniami. Europejska Agencja Kosmiczna starając zapobiegać takim wypadkom, wydała w 2002 r. postanowienie, wedle którego każdy statek kosmiczny w 25 lat po zakończeniu misji ma być wyniesiony na orbitę cmentarną lub deorbitowany.
Orbita cmentarna, zwana także śmieciową, to nic innego jak cmentarzysko satelitów, leżące setki kilometrów powyżej orbity okołoziemskiej (geostacjonarnej). Ustalono ją w taki sposób, który ma zapobiegać zderzeniu z wciąż wykorzystywanym sprzętem kosmicznym, a także z innymi elementami kosmicznego śmietnika. Sam proces wyniesienia satelity na orbitę cmentarną jest „paliwożerny”. Potrzebna do tego celu ilość paliwa wystarczyłaby do utrzymania się na swojej orbicie przez trzy miesiące. Ale i tak w przypadku satelitów krążących w znacznych odległościach od Ziemi nadal jest to operacja mniej kosztowna od deorbitacji.

Kierunek Antypody
Deorbitacja to nic innego jak sprowadzenie statku kosmicznego z orbity w gęste warstwy atmosfery. Może zakończyć się zarówno bezpiecznym lądowaniem, jak w przypadku statku Sojuz lub kapsuł statku Merkury i Gemini albo spaleniem w czasie wejścia w atmosferę. Prędkość kilkudziesięciu tysięcy kilometrów na godzinę powoduje silne działanie oporu powietrza, a co za tym idzie, wytworzenie się ilości ciepła powodującej spalanie i wyparowanie większości satelitów. W przypadku większych obiektów, np. stacji kosmicznych, efekt ten uzyskuje się tylko częściowo, w wyniku czego części zniszczonych statków spadają na Ziemię. Miejsce „lądowania” odpadów nie jest jednak przypadkowe. Ich celem jest, zwany cmentarzyskiem statków kosmicznych, rejon Oceanu Spokojnego, położony prawie 4 tys. km na południowy-wschód od Nowej Zelandii. Dlaczego akurat tam? Ze względu na głębokość oceanu dochodzącą w tym miejscu do 4 km, a także bezpieczną odległość od szlaków morskich oraz zaludnionych terenów. Najbardziej okazałym „eksponatem”, który tu spoczął, jest ważąca 135 ton rosyjska stacja kosmiczna Mir, sprowadzona na Ziemię w 2001 r. po 15 latach w przestrzeni kosmicznej. Prawdopodobnie będzie to też ostatni przystanek Międzynarodowej Stacji Kosmicznej.
Jak widać, problem śmieci to nie tylko „ziemska” sprawa. Już wkrótce może okazać się, że przy braku rozsądnego zarządzania odpadami kosmicznymi mogą stać się one źródłem większego zagrożenia niż te, które na co dzień produkujemy w naszych domach.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki