Choć gdy piszę te słowa, misja kosmiczna z udziałem polskiego astronauty Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego jeszcze nie wystartowała, warto na moment zastanowić się nad sensem takich przedsięwzięć. By coś takiego mogło dojść do skutku, potrzebny jest wysiłek kilku państw, Europejskiej Agencji Kosmicznej, amerykańskiej NASA, należącej do Elona Muska prywatnej firmy SpaceX, która w tej chwili prowadzi najbardziej zaawansowany program lotów na orbitę, oraz całego oceanu pieniędzy. Czy to wszystko jest tego warte?
Moim zdaniem absolutnie tak. Stworzenie w 2014 roku przez ówczesny rząd Donalda Tuska Polskiej Agencji Kosmicznej, prace kontynuowane przez rządy Beaty Szydło i Mateusza Morawieckiego i dziś przez kolejny rząd Donalda Tuska są poza wszystkim dobrym przykładem ponadpartyjnej zgody, co do rzeczy najważniejszych w państwie. Ale nie tylko z powodu naprawdę rzadkiej współpracy ponad podziałami warto o kosmosie myśleć.
Kolejnym powodem jest fakt, że nasza Agencja ma istotny pion obronny, jej wiceszefem zawsze jest wojskowy, bo również polska armia od kilku lat myśli o swoich kompetencjach w zakresie kosmosu. I nie chodzi tu nawet o jakieś gwiezdne wojny, ale tak ważne dla funkcjonowania gospodarki sprawy jak np. nawigacja satelitarna, szpiegostwo satelitarne itp. Powoli wysyłamy w kosmos własny sprzęt, korzystamy z satelitów europejskich partnerów. Gdy na początku swej prezydentury Donald Trump odciął Ukrainę od danych wywiadowczych, zdobywanych przez amerykańskie służby, zobaczyliśmy, jak ważnej są w tej sprawie własne możliwości. I też można być pewnym, że gdyby doszło do jakiegoś poważniejszego konfliktu między Zachodem a Rosją czy Chinami, mogłoby zacząć się od użycia jakiejś broni unieszkodliwiającej system satelitów, by przeciwnik stracił możliwości komunikacji i nawigacji.
Ale przemysł kosmiczny to nie tylko zbrojenia. Już wiele filmów nakręcono o tym, jak wyglądał wyścig podczas zimnej wojny, jak upokorzeni wysłaniem przez Sowietów sputnika Amerykanie postanowili polecieć na Księżyc. Lądowanie na Księżycu przesunęło granice ludzkiej wyobraźni, przesunęło granice tego, co uważaliśmy za możliwe. Ale z drugiej strony był to też moment niezwykłego nasilenia odkryć naukowych czy rozwoju technologicznego.
Mało kto wie, że dzisiejsza telekomunikacja, jaką znamy, nie byłaby możliwa w takiej postaci, gdyby nie to, że misja Apollo doprowadziła do odkrycia szeregu rozwiązań telekomunikacyjnych. Tak samo było z „miniaturyzacją” komputerów, które wówczas jeszcze były wielkie, ale konieczność upchnięcia w rakiecie własnego komputera pokładowego, dokonującego obliczeń niezbędnych do bezpiecznego lotu i powrotu na Ziemię, popchnęło komputery w nowe miejsce. Podobnie było z laserami, odkrywaniem nowych tkanin czy materiałów syntetycznych albo systemów oczyszczania wody.
Tak więc misja Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego jest symbolem tego, dlaczego ważne są własne ambicje kosmiczne, a nie tylko osobistym sukcesem naszego kosmonauty – choć oczywiście i to mu trzeba oddać.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.








