Logo Przewdonik Katolicki

Prezent od Józefa

Monika Białkowska

Kiedy ktoś się zachwyca, jak mamy dobrze, bo mamy dom, odpowiadam, że to od św. Józefa.

Rodzice: Paulina i Michał Michalscy. Dzieci: Łucja, Klara, Jonasz i Józef. Jest jeszcze Franek, ale w niebie. Klara zawsze o nim przypomina i rysuje go na rodzinnych zdjęciach jako aniołka przy swojej głowie, bo jest jej bliźniakiem. Dom: niezbyt wielki, taki akurat, żeby wszyscy się zmieścili, ale żeby nie musieli się szukać. Jeszcze pachnie nowością, całkiem niedawno wyprowadziły się ostatnie myszy. Funkcjonalny, bezpieczny, wymarzony: prezent od św. Józefa.
Ich wspólna historia zaczęła się kilkanaście lat temu. Pan Michał, rozczarowany i zmęczony różnymi relacjami, dość miał szukania kobiety swojego życia. – Wkurzałem się na Pana Boga i pytałem Go, po co mi daje te pragnienia – wspomina. – Nie chciałem już sobie robić nadziei i żyć złudzeniami. Klęknąłem i powiedziałem, żeby dał mi już spokój, że ja już nie szukam, że odpuszczam. Tego samego wieczoru poznałem Paulinę.
Swojego dużego fiata pan Michał oddał w rozliczeniu za suknię ślubną. Pieniędzy wystarczyło jeszcze tylko na obrączki.
 
List do Józefa
Młodzi małżonkowie nie mieli nic: zamieszkali w akademiku. Potem rodziły się kolejne dzieci. Z akademika przeprowadzili się do mieszkania rodziców i marzyli o własnym domu.
– Przeczytaliśmy kiedyś świadectwa rodzin, które twierdziły, że pomaga im św. Józef – mówi pani Paulina. – Pisali do niego listy, dzieci rysowały dom, z płotem ogródkiem, a potem się okazywało, że taki dom znajdowali, że mogli go kupić, że ktoś im go podarował. Jedna z rodzin szukała domu w konkretnym miejscu, żeby być blisko rodziców i móc się nimi zająć. Przejeżdżali potem przez wieś i zobaczyli dom dokładnie ze swoich rysunków, z tabliczką „na sprzedaż”. Zatrzymali się tam, ale okazało się, że dom w zasadzie jest już sprzedany, ale po usilnych prośbach właścicielka zgodziła się odstąpić od tamtej umowy i sprzedać dom właśnie tej rodzinie. Przy przekazywaniu kluczy powiedziała, że w domu został stary obraz, że być może zechcą go zatrzymać. Na obrazie był św. Józef… – Kiedy czyta się takie historie, to człowieka aż ciarki przechodzą! Oczywiście postanowiliśmy również taki list napisać. Napisaliśmy, kim jesteśmy, dzieci narysowały dom i włożyliśmy list za obraz św. Józefa w jednym z poznańskich kościołów. To było pewnie ze dwa lata temu.
 
Zabierz pragnienia
Dom państwu Michalskim nie spadł z nieba. Wcześniej już mieli kupioną działkę. Myśleli o domu z konstrukcji drewnianej, zbierali ulotki i wizytówki. Pani Paulina leżała wtedy w ciąży w szpitalu, a jej mąż jeździł po polach i filmował działkę, żeby pokazać ją żonie. Potem okazało się, że w pobliżu powstaje skład amunicji dla samolotów F16 i państwo Michalscy stwierdzili, że nie chcą mieszkać w takim właśnie sąsiedztwie. Działkę sprzedali. – Płakałam wtedy pewnie z miesiąc – wspomina pani Paulina.
– To był taki czas, że ile razy na coś się napaliliśmy, zaraz okazywało się, że nic z tego – mówi pan Michał. – Przyszedł wreszcie moment, kiedy zacząłem prosić Boga, żeby po prostu zabrał nam te pragnienia. Jak nie mamy mieć domu, to go nie będziemy mieć, niech nam tylko pozwoli się z tym pogodzić. Przekonywałem Paulinę, żeby już nie szukała żadnych domów, bo i tak nic z tego nic nie wyjdzie. I rzeczywiście na kilka miesięcy daliśmy sobie spokój.
 
Ślad na desce
– Potem zmarł nagle mój tato – pani Paulina kontynuuje opowieść. – A tydzień po jego śmierci okazało się, że jest nas o jedno więcej. Dzieci natychmiast stwierdziły, że kolejne dziecko powinno dostać imię po dziadku: Józef. Choć przy poprzednich dzieciach nie chcieliśmy znać płci, tu na ich prośbę pytaliśmy lekarza, żeby wiedzieć, czy to Józef, czy Józefinka. I gdzieś w tym kontekście małego Józefa znów powróciła do nas modlitwa do św. Józefa i marzenie o domu.
Byłam wtedy w ostatnim miesiącu ciąży. Po kolejnej modlitwie znalazłam w internecie ofertę sprzedaży domu w Gowarzewie przy ul. Trzeckiej. Dom był piękny, taki akurat dla nas, w dodatku za przystępną cenę. Pojechaliśmy go zobaczyć. Przejechaliśmy całą ulicę… – nigdzie nie było domu ze zdjęcia! Michał stwierdził, że być może ktoś podał nazwę głównej ulicy, a dom jest gdzieś na uboczu, wjechaliśmy więc w boczną drogę. Wjechaliśmy – i za chwilę zakopaliśmy się w wielkim błocie na końcu ślepej uliczki. Ja za kierownicą, Michał cały w błocie, a wyjechać nie możemy. Wymyśliliśmy, że trzeba coś podłożyć pod koła, zaczęliśmy więc szukać. Niedaleko był dom tuż po budowie, z leżącymi jeszcze deskami. Wzięliśmy jedną z desek, aż gumę na niej spaliliśmy, ale udało nam się wyjechać. Michał zapowiedział, że to koniec szukania domu, on ma dość. Odczekałam jeszcze tydzień i udało mi się go namówić na spotkanie z pośrednikiem – znów chodziło o dom w Gowarzewie. Pojechał, a kiedy wrócił, stwierdził, że chyba ten dom kupimy. Pani, która go budowała, postanowiła zostać w Wielkiej Brytanii. Dom nie był wykończony, ale też tańszy, więc po sprzedaniu mieszkania mogliśmy myśleć o kupnie. Zaczęło się załatwianie formalności, a Michał postanowił zawieźć mnie tam, żebym zobaczyła dom. „Przecież już tu byliśmy!” – pomyślałam po przyjeździe na miejsce. Przy tym hydrancie zakopaliśmy się w błocie, a pani z domu obok krzyczała, że zniszczymy jej trawnik. „Nasz” dom to dokładnie ten, z którego braliśmy deskę, próbując wydostać się z pułapki! Później, kiedy dawna właścicielka sprzątała bałagan po budowie, pozwoliła nam zatrzymać na pamiątkę deskę ze śladami po spalonej oponie.
 
Bóg wybiera
– To wszystko poukładało się za sprawą św. Józefa – mówi z przekonaniem pani Paulina. – Czujemy, że to jest jego dom. Bez niego nigdy byśmy go nie mieli. Dzięki niemu wszystko udało się skończyć w terminie, nikomu z ekipy nic się nie stało. Kiedy brakowało pieniędzy na zapłacenie robotnikom, za chwilę dostawałam skądś zwrot dokładnie takiej sumy, jaka nam brakowała. Baliśmy się pierwszego rachunku za gaz, a on był niższy, niż się spodziewaliśmy. Czegokolwiek nam w tym domu potrzeba, mówimy o tym św. Józefowi, niech on się martwi. I pomyśleliśmy, że chcemy tu zrobić świętemu kapliczkę. Przygotowaliśmy wykusz pod dachem, nad wejściem głównym wejściem. Od zaprzyjaźnionego księdza dostaliśmy figurę św. Józefa. I umieścimy go w tej kapliczce, żeby nad nami czuwał.
– Kiedy ktoś się zachwyca, jak mamy dobrze, bo mamy dom, odpowiadam, że to od św. Józefa. Ludzie oburzają się, że u nich „to tak nie działa”. Ale to rzeczywiście nie działa tak, że dziś się pomodlisz, a jutro coś spada z nieba. My też modliliśmy się długo i długo szukaliśmy. Pan Bóg sam wybiera czas.
 
Stukrotnie
– To jest też ciekawe doświadczenie dla mnie jako mężczyzny – mówi pan Michał. – Kiedy zaczęliśmy wykańczać dom, mając za mało czasu i za mało pieniędzy, postawiłem na parapecie dwa obrazki: św. Józefa i św. Jana Pawła II. I pewnie, że chciałbym powiedzieć, że to jest moje dzieło, dom zbudowany moimi rękoma dla mojej żony i dzieci, że to ja tak mądrze i roztropnie wszystko przemyślałem i zaplanowałem, że sam do tego doszedłem. A tu nic z tego, to nie ja, to jest prezent. Ale ta świadomość też pomaga, bo można powiedzieć Bogu: dałeś nam to, więc się dalej zatroszcz! Bóg daje nam stukrotnie. W Kościele zniknął zwyczaj dziesięciny, ale my próbowaliśmy i jakoś udawało się Bogu oddać to, co Mu się należało. I to rzeczywiście wraca po stokroć. Przecież my nigdy nie zarobiliśmy takich pieniędzy, jakie jest wart ten dom, nie mamy się co oszukiwać! To jest dowód na Boże dawanie. Wkracza wtedy, kiedy nam wydaje się, że już nic się nie da zrobić. Że wyczerpaliśmy już wszystkie swoje pomysły, siły i możliwości, że wszystko nasze okazało się być do niczego. Wtedy dopiero On ma miejsce, żeby wejść i działać. I tak się dzieje w całym naszym życiu, od pierwszego spotkania do dziś. 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code
  • awatar
    Marta
    23.06.2016 r., godz. 22:02

    Ja również wierzę w pomoc św. Józefa. A to przede wszystkim za sprawą przyjaciółki z Niemiec, która napisała mi o tym świętym, chociaż tyle razy słyszałam jako dziecko pieśni do Niego. Modliłam się żarliwie po utracie pracy i wszystko zaczęło się układac w mojej rodzinie. Nadal mam problemy, ale zawierzyłam św. Józefowi. On na pewno nas nie opuści w potrzebie. O św. Józefie pomagaj mi w tej trudnej sytuacji. Ufam Ci!

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki