Obrazy Michaela Willmanna, zwanego „śląskim Rembrandtem” najpierw zdobiły kościół klasztorny w Lubiążu, teraz są rozproszone po kościołach Warszawy. Jednego nadal nie odnaleziono, choć akcja poszukiwawcza miała zaangażować polskich internautów. Historia dzieł Willmanna to doskonały temat na sensacyjny film z pocysterskim klasztorem w tle.
Rok 1945. Czerwonoarmiści plądrują lochy pocysterskiego klasztoru w Lubiążu. Podobno w podziemiach Niemcy uruchomili produkcję części do rakiet V1 i V2. Czego szukają Rosjanie i czy to ma jakiś związek z tą legendą? Rosjanie dewastują ołtarze, palą nimi w piecach, niszczą trumny Piastów śląskich, prawdopodobnie kradną ich insygnia – jabłka, miecze, berła. W każdym razie nie odnaleziono ich później, szczątki są porozrzucane. Odnalazła się jednak mumia Willmanna, barokowego malarza, autora kilkudziesięciu obrazów, których większość przetrwała wojnę w nienaruszonym stanie. Jakie były ich losy? Wojsko radzieckie nie opuściło Lubiąża tak szybko, w budynkach poklasztornych urządzono szpital psychiatryczny dla radzieckich żołnierzy. Obrazów Willmanna już wtedy w Lubiążu nie było, przechodziły z rąk do rąk, z jednej skrytki do drugiej. Ostatecznie przejęła je Metropolitarna Kuria Warszawska. Stąd wiele z nich jest rozproszonych po warszawskich kościołach. Co kilka lat odnajdują się kolejne. Czy powinny powrócić na swoje miejsce? I gdzie? Do pustego dziś Lubiąża?
Na usługach cystersów
Michael Willmann, choć pozostawił po sobie wspaniałe malowidła w bazylice w Krzeszowie, to jednak przede wszystkim malował dla Lubiąża. Niewiele można się dowiedzieć o tym artyście, bywa zaledwie wspominany w kilku lakonicznych zdaniach przez historyków sztuki. Urodził się w 1630 r. w Królewcu w Prusach Książęcych, które do roku 1657 pozostawały lennem polskim. Uczył się w pracowni ojca – malarza Christiana Petera i jako czeladnik wyruszył po dalsze nauki do Europy Zachodniej, do Niderlandów. We Flandrii i Holandii kształcił się na dziełach Rembrandta, Rubensa i van Dycka. Przez rok (1657–1658) był nawet nadwornym malarzem w Berlinie. Reszta jego życia związana była już z Polską, a konkretnie z Lubiążem. W 1656 r. poznał bowiem opata tamtejszych cystersów Arnolda Freibergera, który cztery lata później sprowadził artystę do Lubiąża. Willmann wkrótce ożenił się z wrocławianką Heleną Liskową, założył rodzinę, wybudował dom z wielką pracownią malarską, w której pod jego okiem pracowało kilkunastu uczniów i kupił winnicę. Dopiero wtedy, po kilku latach pracy dla cystersów, przeszedł z protestantyzmu na katolicyzm. Malował dla miejscowych i czeskich klasztorów cysterskich, wśród nich są kościoły w Lubiążu, Trzebnicy, Henrykowie, Rudach, Kamieńcu i w Krzeszowie. Obrazy zamawiali także u niego przedstawiciele innych zakonów oraz wrocławscy biskupi. Co ciekawe, wśród zleceniodawców znaleźli się i protestanci. Równocześnie zupełnie zrezygnował z tematyki portretowej i mitologicznej na rzecz barokowego malarstwa religijnego. Prawdopodobnie nie było malarza na północ od Alp, który by aż tak związał swoją twórczość z potrzebami zakonnych i kościelnych mecenasów. W tym czasie cystersi pragnęli, by kościoły „wypełnione wspaniałymi dziełami przybliżały wiernym historię zbawienia, pobudzały religijną wyobraźnię i nakłaniały do gorliwej modlitwy”. Willmann malował ogromne obrazy na płótnie przeznaczone do ołtarzy lub dekoracji ścian wnętrz kościelnych. Na życzenie swoich mecenasów nauczył się trudnej techniki fresku mokrego i pokrył nim ściany dwóch kaplic w lubiąskim kościele klasztornym oraz wnętrze letniego refektarza w pałacu opackim. Dzieło to zrobiło tak duże wrażenie, że szybko otrzymał kolejne zlecenie na wykonanie fresku, jednak na znacznie większą skalę. Zamówienie pochodziło od opata klasztoru w Krzeszowie, Bernarda Rosy, który stał się ważną postacią dla rozwoju kariery artystycznej Willmanna. Freski w Krzeszowie robią wrażenie do dziś, to jedyne tego typu wnętrze na północ od Alp. Willmann zmarł nagle 26 sierpnia 1706 r. w Lubiążu i został pochowany wśród zakonników w krypcie kościoła klasztornego. Jego zmumifikowane ciało odnaleziono i zidentyfikowano w 1990 r. Dziś nie przeczytamy o nim obszernych opracowań, mimo że nazywany jest „śląskim Rembrandtem”. Sam o sobie napisał w jednym z listów, że jest „wiejskim malarzem z Lubiąża”.
60 obrazów dla Lubiąża
Wróćmy więc do Lubiąża. Zespół klasztorny do dziś robi wrażenie przede wszystkim wielkością. Nic dziwnego, to największe opactwo cysterskie na świecie, choć oczywiście żadnych zakonników już w nim nie ma, w klasztornym kościele nie są odprawiane Msze, a większość pomieszczeń niszczeje. Długość fasady wynosi 223 m – to najdłuższa fasada barokowa w Europie, a cały kompleks ma powierzchnię dwa i pół razy większą od zamku na Wawelu. Cały zespół klasztorny jest drugim co do wielkości obiektem sakralnym na świecie! Na dodatek to architektoniczna perła śląskiego baroku. Rekordy towarzyszyły klasztorowi niemal od początku, bo już w XIV w. biblioteka klasztorna należała do największych w Europie. Jednak złoty okres dla opactwa rozpoczął się po wojnie trzydziestoletniej. To wtedy ówczesny opat sprowadził do Lubiąża Michaela Willmanna. Jeszcze za jego życia wybudowano monumentalny pałac opacki liczący ponad 300 sal z bogatym wystrojem wnętrz. Willmann miał więc co robić. W 1810 r. król pruski skasował zakon cystersów i przywłaszczył sobie jego dobra. Zniszczono wiele zabytków, przepadła cysterska biblioteka, a w klasztorze urządzono szpital dla umysłowo chorych arystokratów. Dla świątyni w Lubiążu Willmann stworzył ok. 60 płócien. W wielu przypadkach były to wielkie obrazy, każdy miał cztery metry wysokości i trzy szerokości. Miały być wykładnią doktryny katolickiej, powstał więc na przykład cykl ukazujący męczeńską śmierć apostołów i św. Pawła, tzw. martyria. Nieprawdopodobne jest, że obrazy Willmanna przetrwały sekularyzację zakonu. Dopiero w 1943 r. płótna zostały przewiezione przez niemieckiego konserwatora prowincji śląskiej Günthera Grundmana do kościoła benedyktynek w Lubomierzu. Na przełomie 1944 i 1945 r. Niemcy wywieźli obrazy do Szklarskiej Poręby, a tam zostały przechwycone przez Armię Czerwoną. Armia Radziecka oddała je władzom polskim, a te w 1952 r. przetransportowały obrazy do Warszawy i przekazały Metropolitarnej Kurii Warszawskiej. Tę zawieruchę przetrwały 43 płótna Willmanna: 30 otrzymała kuria, osiem znalazło się w Muzeum Narodowym we Wrocławiu, trzy w Muzeum Narodowym w Warszawie, a dwa uznano za zaginione. W tym główny obraz ołtarzowy Trójca Święta.
Rozproszone „willmanny”
Dzisiaj zespół klasztorny w Lubiążu, mimo że poddawany koniecznej konserwacji, to tylko puste mury. Wywieziono obrazy, zdewastowano wnętrza i ich wyposażenie, nie ma śladu po 25 ołtarzach, ambonie, wspaniałych stallach Matthiasa Steinla, które nazywano „anielskimi”. Wiadomo jednak, gdzie większość z tych dzieł sztuki jest obecnie. Na przykład detale i figury ozdabiające stalle są we wrocławskim Muzeum Narodowym – zachowała się niemal setka fragmentów! Kilka z nich użyto do ozdobienia kościoła w Stężycy. „Willmanny” natomiast wiszą w kilku warszawskich kościołach, często ukryte w bocznych ołtarzach i nieopisane. Najciekawsze znajdują się w czterech warszawskich świątyniach. Cztery można oglądać w kościele Wszystkich Świętych na placu Grzybowskim, dwa w kościele św. Stanisława Kostki, trzy w archikatedrze św. Jana, a dwa w kościele na placu Zbawiciela. Historycy sztuki, muzealnicy i architekci pod kierownictwem dr. hab. Andrzeja Kozieła z Uniwersytetu Wrocławskiego przygotowali monografię cysterskiej świątyni w Lubiążu i opracowali projekt stworzenia muzeum Michaela Willmanna. Według nich lubiąski kościół powinien odzyskać swoje dzieła sztuki. „Gdy w 1989 roku całe dawne opactwo Cystersów w Lubiążu stało się własnością Fundacji Lubiąż, kościół Wniebowzięcia NMP był już prawie pusty – na miejscu pozostały jedynie okaleczone średniowieczne płyty nagrobne, architektoniczny wystrój rzeźbiarski i malowidła freskowe – i w takim stanie znajduje się do dzisiaj. Wielka kulturowa katastrofa stała się faktem, a każdy, kto obecnie wkracza do wnętrza kościoła klasztornego w Lubiążu boleśnie tego doświadcza” – piszą autorzy monografii. To prawda. Stan, w jakim znajduje się pocysterska świątynia, jest karygodny. Czy kogoś oprócz grupki entuzjastów to zainteresuje?
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Zyskaj codzienny dostęp do wartościowych treści, które pomagają lepiej rozumieć świat, wiarę i współczesne wydarzenia — gdziekolwiek jesteś i kiedy tylko chcesz.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Wypróbuj bez ryzyka
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu i sprawdź wszystkie możliwości serwisu.
Po okresie próbnym subskrypcja kosztuje tylko 19,90 zł miesięcznie.
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.
Subskrypcja roczna

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Najlepsza cena
Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.
- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.













