Logo Przewdonik Katolicki

Apokalipsa Hasiora

Natalia Budzyńska
Fot.

W latach 70. i 80. znany i popularny, ulubieniec mediów i Polski Ludowej. Dziś niemal zupełnie zapomniany. Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie zorganizowało pierwszą od wielu lat tak dużą wystawę dzieł Władysława Hasiora z wyraźną intencją przywrócenia mu należnej pozycji w historii sztuki.

Pojedyncze prace Władysława Hasiora prezentowane są w Muzeum Narodowym w Krakowie, Poznaniu, Warszawie, Wrocławiu, a także w galeriach w całej Europie. Największą kolekcję posiada Muzeum Tatrzańskie, które prezentuje je w Galerii Hasiora w Zakopanem. Ten budynek został artyście udostępniony na pracownię i mieszkanie. Oprócz galerii Władysław Hasior zorganizował tu miejsce spotkań z publicznością, podczas których artysta wygłaszał prelekcje ilustrowane własnymi przezroczami. Galeria oficjalnie została otwarta w Zakopanem w 1984 r., a tak jej atmosferę opisała ówczesna dyrektorka Muzeum Tatrzańskiego: „… jedyna w swoim rodzaju instalacja z własnych eksponatów, kreująca przestrzeń magiczną przesyconą muzyką, światłami, odrealniona w fantatycznych odbiciach ogromnych luster”. Byłam w tej galerii kilka razy jeszcze w latach 80., kiedy Władysław Hasior żył, i pamiętam, że miejsce to wówczas było pełne oglądającyh. Hasior był w tamtych czasach artystą interesującym i kultowym. Do Galerii Hasiora wypadało zajrzeć.

 

Artysta kontrowersyjny

Jednak lata 90. nie były dobre ani dla jego twórczości, ani dla opinii o nim. Głośno mówiono o tym, że był ponoć ulubionym artystą władzy ludowej, że na zamówienie władz robił projekty wprawdzie interesujące artystycznie, ale z nieodpowiednimi inskrypcjami. Najbardziej znany jest przykład rzeźby zatytułowanej Żelazne organy, która stoi na Przełęczy Snozkiej koło Czorsztyna. We wzniesionej w 1966 r. żelaznej konstrukcji ukryte zostały piszczałki organowe, rzeźba miała grać na wietrze. Inskrypcja głosiła: „Poległym na Podhalu w walce o utrwalenie władzy ludowej”. Pomnik nie zagrał na wietrze, ponieważ wszystkie grające części usunięto zaraz po inauguracji pod pretekstem zachowania ciszy w rejonie pasterskim. Po roku 1989 pomnik chciano usunąć, ocaliła go artystyczna wartość, a Hasior tłumaczył, że tak naprawdę zrobił pomnik upamiętniający wszystkich zabitych w imię wolności, którzy zginęli na tych terenach do roku 1961. Z powodu podejrzeń o służalczość wobec władzy o Hasiorze zapomniano. Niesłusznie. Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie zorganizowało imponującą wystawę jego dzieł z lat 1956–1986. Zgromadzono ponad sto prac, z których część nie była nigdy reprodukowana. Na podstawie prac, filmów i fotografii przypomniano artystę, który w latach 70. i 80. był polskim „towarem eksportowym”. Przede wszystkim zobaczyć można asamblaże, czyli przestrzenne obiekty zbudowane z przedmiotów znalezionych, oraz monumentalne „sztandary” z kontrowersyjnymi czasem aplikacjami z przeróżnego rodzaju materiałów. Jedną z sal muzeum zajmują wielkoformatowe zdjęcia Wojciecha Plewińskiego z 1962 r. przedstawiające artystę w swojej pracowni w Zakopanem. Jej ściany pokryte są pracami należącymi jakby nie do tego świata. To świat nierealny, choć zbudowany z przedmiotów znajdujących zastosowanie w codzienności. W całości wykreowany przez artystę, który powtarzał, że sztukę rodzą: intuicja, wyobraźnia i fantazja.

 

Asamblaże i sztandary

Władysław Hasior był rzeźbiarzem, choć jego rzeźby były niekonwencjonalne. Urodził się w Nowym Sączu, do Zakopanego przyjechał w 1946 r. i rozpoczął naukę w Liceum Sztuk Plastycznych u Kenara. Studiował w warszawskiej ASP. Jego obiekty z „przedmiotów znalezionych” sprawiły, że zainteresował się nim Zachód. Oprócz nagród otrzymywał także zamówienia na realizacje plenerowe. W latach 50. jego twórczość była awangardowa i jedyna w swoim rodzaju, trudno ją było zdefiniować. Trójwymiarowe kompozycje, na które składały się przedmioty do siebie niepasujące, oddalone od siebie semantycznie, które jednak w całości ujawniały całe bogactwo wrażeń i znaczeń. W tym samym okresie działał inny artysta, który odkrył podobny sposób ekspresji, Robert Rauschenberg, prekursor asamblażu i pop-artu. Obaj nie mieli o swoim istnieniu pojęcia. Do niego odnosi się tytuł krakowskiej wystawy, który sugeruje podobne inspiracje, ale oczywiście na wystawie dzieł Rauschenberga nie zobaczymy. Po co więc to porównanie w tytule? Czy Hasior musi podpierać się amerykańskim artystą? Nie sądzę. Sam buduje ten niepokojący nastrój, katastroficzny klimat przepełniony powojenną traumą, polską i katolicką tradycyjną symboliką, tworząc z kawałków blachy, zardzewiałych drutów, żarówek, zepsutych lalek, szkła, rozbitych luster, łyżek i widelcy, noży, świecidełek, sznurków, futra i lisiej kity, plam czerwonej farby. Lęki Hasiora nie są bezpodstawne, są wręcz ciągle aktualne. To lęki współczesnej cywilizacji, a może raczej egzystencjalny lęk każdego człowieka: strach przed śmiercią, przed unicestwieniem. Artysta mówił, że celem jego sztuki jest znalezienie nowego znaku dla archetypicznych tematów. To asamblaże wywierają na odbiorcy największe wrażenie, wstrząsają. Sztandary ze swoją kiczowatością oddziałują bardziej powierzchownie, nawiązując do arrasów, godeł rodowych czy kościelnych chorągwi. To sztuka powstała z połączenia wytworów popkultury i sacrum, jarmarczności i codzienności. Władysław Hasior już dawno nie miał tak dużej indywidualnej wystawy. Zmarł po ciężkiej chorobie w 1999 r. w zapomnieniu, a nawet odrzuceniu przez środowisko. Pochowany został na Pęksowym Brzyzku.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki