Podróże w czasie są niemożliwe, ale i od tej reguły są wyjątki. Wystarczy wyjechać kilkanaście kilometrów za Gniezno, żeby zobaczyć świat sprzed stu i dwustu lat: całą wieś z dworem i kaplicą, z chatami, kościołem, przydrożnym krzyżem i figurą św. Rocha, czuwającego nad mieszkańcami wsi i hodowanymi przez nich zwierzętami.
Wieś trochę oszukana
Trochę oszukana ta wieś: ludzi w niej mało. Pies jeden, pięć kóz i żadnego kota, wylegującego się w słońcu. Nie ma kotów, bo i ludzie tu na stałe nie mieszkają – cała wieś to ekspozycja w Wielkopolskim Parku Etnograficznym w Dziekanowicach. Poza tym jednak wszystko jest prawdziwe. W kościele ksiądz z parafii w Dziekanowicach odprawia niedzielną Sumę, a młodzi przyjeżdżają tu, żeby powiedzieć sobie sakramentalne „tak”. Zatrudnione w muzeum panie, ubrane w solidne suknie i fartuchy sprzed lat, nie tylko otwierają kolejne chałupy i cierpliwie odpowiadają na zadawane przez turystów pytania. To do nich należy dbanie o czystość domów sprzed stuleci. Pranie haftowanych narzut i obrusów? Ręcznie oczywiście, przecież taka misterna robota we współczesnych pralkach się rozsypie. Mycie podłóg? Cóż, kto dziś jeszcze pamięta, jak szorowało się drewniane podłogi, bez mopa i chemicznych płynów? Okna też trzeba umyć i kurze regularnie ścierać, i pilnować, żeby myszy do chałup nie nawchodziły, i podwórko posprzątać, i chwasty pielić, a kapusta w ogrodzie i fasolka też same nie wyrosną, a być muszą. I ogórki trzeba zakisić, pięknie pachną w jednej z chałup, pani prosi, żeby się częstować. I kozy oporządzić: białego capa z długą brodą i czarnego kozła z długimi rogami, i białą kozę z dwoma koźlątkami, które jeszcze nie muszą być na łańcuchu, więc podchodzą do zwiedzających i można je podrapać po nosie. Kiedy spokojnie chodzę po wsi, panie siedzą na ławeczce niedaleko wyschniętego stawu, ale ten spokój to tylko pozory. Zupełnie jak niegdyś, lata temu, to tylko chwilowa przerwa w ciężkiej pracy.
Wielkopolski Park Etnograficzny w Dziekanowicach jest częścią Muzeum Pierwszych Piastów na Lednicy i w przyszłym roku świętować będzie 40-lecie istnienia. Podziwiać w nim można kilkadziesiąt budynków architektury wiejskiej, przywiezionych tu z różnych regionów Wielkopolski. Na 21 hektarach odtworzony jest układ przestrzenny wielkopolskiej wsi z połowy XIX wieku – i jest to układ najbardziej czytelny pośród wszystkich skansenów europejskich.
A ja? W lesie w drodze od dworu do wsi cieszę się zapachem sosnowego igliwia i szukam śladów wiary naszych przodków.
Kaplica z poligonu
Naprzeciw dworu, lekko ukryta między drzewami, stoi drewniana kaplica, otoczona starymi cmentarnymi krzyżami. Kaplica jest niewielka, z wieloma napisami wyrytymi na belkach. Mówi się o niej, że to kaplica z Otłoczyna, choć tak naprawdę stała kilka kilometrów dalej, w lesie między Toruniem a Aleksandrowem Kujawskim. Dziś jest tam tylko las, ale przed wojną w pobliżu było kilka wsi, wysiedlonych potem w 1946 roku, kiedy teren przeznaczono na poligon.
Wybudowano ją w 1765 roku z fundacji kasztelana brzeskiego Jana Szymona Dąmbskiego, zmarłego bezpotomnie – być może miała być wotum, choć jego intencji dziś nie znamy. Miejscowi opowiadali, że w 1812 roku zatrzymał się i modlił w niej Napoleon Bonaparte. Kiedy w 1830 roku przez bród w Otłoczynie przeszła armia rosyjska, przy kaplicy pochowani zostali polegli powstańcy. Do 1848 roku przy kaplicy mieszkali pustelnicy – później pruski właściciel ziem polecił rozebrać drewniany domek, w którym mieszkali i tak skończyła się historia pustelni.
Kiedy w 1946 roku kaplica znalazła się na terenie poligonu, okoliczne wsie wysiedlono i zniszczono. Kapliczka nadal kilka razy w roku odwiedzana była przez pielgrzymów z pobliskiego Otłoczyna i Aleksandrowa Kujawskiego, ale stojąc samotnie w Puszczy Bydgoskiej, stopniowo popadała w ruinę. Zewnętrzne belki pokryte zostały licznymi napisami, wyrytymi przez żołnierzy z poligonu i wcześniejszymi, jeszcze wojennymi. Wreszcie w latach 70. XX wieku prymas Wyszyński polecił jej przeniesienie do skansenu w Dziekanowicach. Choć wrośnięta była mocno w historię ziemi i w serca ludzi, tylko to mogło ją wówczas uchronić przed kompletną dewastacją. Wymieniono kilka spróchniałych belek i dziś jest pięknym miejscem, nieco na uboczu zrekonstruowanej wsi.
Zrębowa, jednonawowa, z dwuspadowym dachem i dobudowana zakrystią i sygnaturką nad prezbiterium cieszy oczy. Na nadprożu wyrytą ma datę budowy. Wewnątrz znajdują się barokowe obrazy Matki Bożej Częstochowskiej i św. Kazimierza, na kolebkowym sklepieniu podziwiać można polichromie pełne ptaków, liści i kwiatów. Piękne miejsce, ale nam trzeba iść, szukać dalej…
Kościół z Wartkowic
W drodze z dworu i kaplicy do centrum wsi przechodzę przez las. W nim, ukryta w gęstwinie, bez żadnej wytyczonej tam drogi, stoi ukryta figura Chrystusa, upadającego pod krzyżem. Jeśli przedrzeć się przez zagajnik i stanąć przy nim, można Jezusowymi oczami zobaczyć piękną panoramę wioski. Potem jeszcze minąć trzeba przydrożny krzyż, przywieziony z Zegrza i ustawioną na wysokim cokole kapliczkę św. Rocha z Górek Dąbskich, i już wejść można do kościoła. I tu znów zaczyna się ciekawa historia.
Zaczyna się w Wartkowicach, niedaleko Uniejowa, na wschodnim krańcu Wielkopolski. Kto ufundował tamtejszy kościół pw. św. Anny i św. Wawrzyńca – nie wiadomo. Postawiony w 1719 roku zastąpił wcześniejszą świątynię z fundacji Wiktorii z Szołdorskich Załuskiej. Remontowany i przebudowywany, użytkowany był do 1985 r., kiedy to obok postawiono nowy kościół, murowany. Ten stary rozebrano i przeniesiono do Dziekanowic. Dziś stoi tu w sąsiedztwie organistówki – brakuje jeszcze plebanii, ale i ona ma wkrótce dopełnić obraz wsi trochę oszukanej, ale zupełnie jak prawdziwa.
Kościół zbudowany jest na planie prostokąta z trójbocznym prezbiterium. Do kościoła przylegają kruchta i zakrystia. Dach pokryty jest gontem, a ściany zewnętrzne obite deskami. Ciekawe są polichromie wewnątrz kościoła, odkryte zresztą dopiero podczas rozbiórki kościoła przed przeniesieniem go do Dziekanowic. Nad wejściem do zakrystii ocalały delikatnie rysowane, przepiękne twarze aniołów. Na ścianach prezbiterium zrekonstruowano polichromię – obraz zasłony, okalającej główny ołtarz.
W kościele jest cicho, podłoga z desek nie pozwala dźwiękom nieść się tak jak w granitowych wnętrzach. Barokowy ołtarz kryje w sobie kopię XVIII-wiecznego obrazu św. Anny Samotrzeciej i figury św. Stanisława i św. Jana Nepomucena. Są jeszcze ambona i chrzcielnica z XVIII wieku, ławy kolatorskie, przepiękna belka tęczowa, boczne ołtarze św. Jana Chrzciciela, św. Józefa z Dzieciątkiem i Serca Maryi, a także krucyfiksy, lichtarze, konfesjonały, stacje Drogi Krzyżowej, organy, feretrony, figury procesyjne, baldachim, nawet drewniany katafalk. Wszystko wygląda tak, jak wyglądać powinno – albo jeszcze lepiej, bo kościół w skansenie nie jest martwy. Wprawdzie nie przechowuje się w nim Najświętszego Sakramentu, ale wciąż odprawiane są w nim Msze św. Kościół żyje.
Bóg w dom
Żeby znaleźć inne świadectwa wiary przodków, trzeba już bardziej wytężyć wzrok. Nie są tak okazałe jak kościół czy kaplica, ale dla ludzi miały nie mniejsze znaczenie. Nie ma w Dziekanowicach chałupy bez świętych obrazów i krzyży. Malowane, drukowane, haftowane, wiszą nad łóżkami i na ścianach. Imię Jezusa i Maryi wyryte jest na stropowych belkach. Na specjalnie przygotowanych narożnych półkach stoją święte figury. Gdzieś spotkać można pamiątki z pielgrzymek – zdaje się, że najczęściej pielgrzymowano do Kalwarii Zebrzydowskiej. W bogatych domach na konsolach stoją wysokie krzyże z lichtarzami. Gdzieniegdzie nad dziecięcym łóżeczkiem zobaczyć można bogato wyszywaną pamiątkę chrztu św. Gdzie indziej wiszą świadectwa przyjęcia do Bractwa Straży Honorowej. W domu Olędrów na stole leży stara, pisana po niemiecku książeczka do nabożeństwa.
Chodzę po chałupach w starej, trochę oszukanej wsi, która jest świadectwem prawdziwego życia sprzed lat. I czasem tylko przemknie mi przez głowę pytanie, co zostanie po nas i po naszej wierze…
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













