Logo Przewdonik Katolicki

Trzeźwość to szczęście

Marcin Jarzembowski
Fot.

Społeczeństwu polskiemu wyraźnie zagraża niebezpieczeństwo biologicznego zwyrodnienia i utraty moralnej sprawności wskutek stale wzrastającego w naszym kraju spożycia alkoholu... pisał do kapłanów w 1979 roku kard. Stefan Wyszyński. Przed nami sierpień kolejny już raz przeżywany jako miesiąc trzeźwości.

„Społeczeństwu polskiemu wyraźnie zagraża niebezpieczeństwo biologicznego zwyrodnienia i utraty moralnej sprawności wskutek stale wzrastającego w naszym kraju spożycia alkoholu...” – pisał do kapłanów w 1979 roku kard. Stefan Wyszyński. Przed nami sierpień – kolejny już raz przeżywany jako miesiąc trzeźwości.

Kościół katolicki w Polsce zachęca wszystkich do całkowitej abstynencji od alkoholu. Prosi tym samym o świadectwo powstrzymania się od picia z motywów religijno-moralnych, wychowawczych oraz patriotycznych.

 


Rozmowa o znaczeniu trzeźwości, zagrożeniach płynących z nałogów, wychodzeniu z uzależnień – z proboszczem bydgoskiej parafii Ducha Świętego, członkiem Zgromadzenia Ducha Świętego oraz diecezjalnym duszpasterzem Apostolstwa Trzeźwości - o. Markiem Karczewskim CSSp.

Co zdaniem Ojca oznacza pojęcie trzeźwości?

– Trzeźwość jest zdrowym spoglądaniem na świat i na rzeczywistość, która nas otacza. Jest to normalne funkcjonowanie człowieka w rodzinie oraz w społeczeństwie. Nie powinno nam zależeć na poszukiwaniu tego, co zmienia nastrój, kiedy mamy kiepski dzień. To pozwoli z kolei na właściwe relacje i przyjaźnie z drugim człowiekiem, a także na ewentualne rozwiązywanie ludzkich problemów, które rodzą się pod wpływem środków „znieczulających”.

 

Co dzieje się z człowiekiem, kiedy ta trzeźwość jest zaburzona?

– Myślę, że trzeźwość i normalne funkcjonowanie zostają zaburzone w momencie, kiedy człowiek nie radzi sobie z wieloma problemami. Nie potrafi stawić czoła wyzwaniom, które są przed nim, i dla łatwiejszego rozwiązania owych sytuacji sięga się po środki zniewalające. Na początku wydaje się, że przynoszą one właściwe efekty. Człowiek się uspokaja, a w rezultacie coraz bardziej pogrąża w uzależnieniu od alkoholu, narkotyków, palenia papierosów, hazardu, seksu, internetu.

 

Czyli tych zagrożeń jest wiele, a mówienie, że uzależnia przede wszystkim alkohol jest bardzo zawężone. Nie tylko wódka powoduje przecież tak wiele nieszczęść.

– Uzależnienie obejmuje wiele dziedzin ludzkiego życia. Obejmuje tzw. przyjemności, które związują człowieka z jakimś konkretnym nałogiem. Złym przyzwyczajeniem, które wydaje mu się, że go rozpręża, uatrakcyjnia jego funkcjonowanie w rodzinie i społeczeństwie. Człowieka coraz częściej zniewalają tańsze napoje procentowe. Wielu nie dziwi już widok kogoś idącego z puszką lub butelką piwa. Dzieje się tak nie tylko w okresie letnim, ale w ciągu całego roku. Taki styl zachowania przyjął się naszym kraju. Nie mając wielu środków na zakup droższych i mocnych trunków, sięga się po tańsze, tym samym wypijając coraz więcej.

 

O jakiej skali problemu mówimy, spoglądając chociażby na grunt lokalny?

– Łatwość dostępu do środków zmieniających nastrój, w tym także dostęp do internetu, sprawiają, że procent uzależnionych jest dość wysoki. Wiele osób nie kontroluje stylu swojego życia, a przez to bardzo wciąga się w uzależnienia. Na pewno trudno sobie wyobrazić dzisiejsze funkcjonowanie bez internetu, który jest wszechstronnym narzędziem, również w pracy. Ale jeśli ktoś spędza przed komputerem kilkanaście godzin dziennie i trudno mu go wyłączyć, nie potrafi bez tego funkcjonować, może być już uzależniony. Również kiedy młodzi zaczynają popalać narkotyki na zabawach – bo inni mówią, że to rozluźnia, wprowadza w „dobry” nastrój – otwiera się droga do uzależnień. Potem taki człowiek nie potrafi bez tego się bawić. Nie potrafi odnaleźć się w grupie rówieśników. Kończąc na alkoholu, sam dostęp do niego jest dzisiaj bardzo łatwy. W towarzyskim piciu wszystko wydaje się być normalne, ale częste spożywanie napojów procentowych wpędza człowieka w nałóg. Oczywiście, należy wspomnieć, że nie wszyscy pijący staną się ludźmi uzależnionymi. Tak samo jest z papierosami lub hazardem. Człowiek chce się odegrać, traci coraz więcej pieniędzy, wchodzi w koło, z którego nie wie, jak się wydostać.

 

Od kilku lat jest Ojciec członkiem Miejskiej Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych w Bydgoszczy...

– Wśród wszystkich członków komisji, pochodzących z różnych ugrupowań społecznych czy samorządowych, jestem jedynym kapłanem. Komisja ma na celu m.in. wydawanie zgody na sprzedaż alkoholu w różnych punktach spożywczych, monopolowych lub jednorazowych pozwoleń z okazji okolicznościowych imprez. Jednak naczelnym jej wyzwaniem jest – jak sama nazwa mówi – rozwiązywanie określonych problemów: zapraszanie osób nadużywających alkoholu, zgłaszanych przez rodzinę czy też komisariaty policji, aby zmotywować je do podjęcia leczenia oraz terapii. Jesteśmy świadomi, że nie wszyscy z tego zaproszenia skorzystają i przyjmą oferowaną pomoc. Wielu jednak, bojąc się sankcji prawnych, często taką decyzję podejmuje.

 

A jak wygląda problem alkoholizmu wśród młodych?

– Wydaje mi się, że dotyczy on sporej grupy osób w tym przedziale wiekowym. Młodzi nie zdają sobie często sprawy z tego, że bardzo szybko mogą popaść w uzależnienie. Chociażby zaczynając od tego przysłowiowego „fulla”, który wśród młodzieży jest tak bardzo popularny na imprezach. To wspomniane wcześniej spacerowanie z puszką piwa sprawia, że młodzi, częściej – w tym również dziewczęta – popadają w alkoholizm.

 

Przez uzależnienie cierpi cała rodzina. Co się dzieje, kiedy pije ojciec, matka lub jedno z rodziców?

– To prawda, wystarczy, że nałogowo pije jedna osoba, a pozostali członkowie rodziny stają się współuzależnieni. To znaczy dostosowują swój styl życia do zachowania tej osoby, która przeżywa stan choroby alkoholowej. Bardzo często boją się podejmować jakiekolwiek kroki, aby ktoś się nie obraził czy nie zrobił awantury. Dlatego próbują taki stan zaakceptować, przystosowując się, a jest to podstawowy i pierwszy błąd. Jeżeli zauważa się, że ktoś ma problem alkoholowy, trzeba go motywować do podjęcia leczenia. Również współuzależnieni mogą podjąć terapię, aby zobaczyć, jak sobie radzić z uzależnionymi. Czasami trzeba zdecydować się na drastyczne kroki wobec najbliższych, by zmusić ich do leczenia, jeśli sami takiej decyzji nie chcą podjąć.

 

Dlaczego sierpień jest akurat miesiącem trzeźwości? Przecież wtym czasie ludzie mają urlopy i odpoczywają. Wielu pyta: dlaczego nie Wielki Post czy Adwent? To ma być wyzwanie?

– Bez wątpienia, ma to być wyzwanie. Po pierwsze do tego, aby samemu wytrwać w abstynencji. Po drugie, aby bardziej myśleć o tych, którzy alkoholu nadużywają. To sposób na przeżywanie wolnego czasu właśnie bez dodatkowych środków. Mamy tyle ciekawych miejsc, gdzie możemy w lepszy sposób spędzić urlop. I wcale nie musi on być wzmacniany alkoholem. Sztuką jest umiejętność odmawiania sobie tego, co tak łatwo jest dostępne i na pozór może ugasić pragnienie. To wyrzeczenie staje się wielką cnotą. Pokazuje wielkość człowieka, który potrafi sobie czegoś odmówić.

 

Na czym polega duszpasterstwo do spraw trzeźwości?

– W pierwszej kolejności jest to tworzenie okazji dla ludzi uzależnionych, aby mogli zobaczyć, że droga do trzeźwości prowadzi przez Chrystusa. Boga, który daje łaskę i siłę do tego, aby powstawać z nałogu. Duszpasterstwo to modlitwa, to rekolekcje dla osób uzależnionych i współuzależnionych. To tworzenie ośrodków, gdzie można sobie z tymi problemami radzić. Nie wszystkie te formy są realizowane na terenie diecezji, ale przy wielu parafiach uzależnieni znajdą realne wsparcie. Mamy spotkania w bydgoskim kościele klarysek, w sanktuarium w Górce Klasztornej czy w świątyni rektorskiej u duchaczy.

 

Alkoholikiem jest się do końca życia...

– Tak, jeżeli u kogoś stwierdzono uzależnienie od alkoholu – a mogą to uczynić lekarze – alkoholikiem jest się do ostatnich chwil swojego życia. Można być jednak trzeźwym alkoholikiem, pięknie przeżywając swoje życie. Jeżeli ktoś jest trzeźwy, to samo określenie alkoholik nie jest negatywnym pojęciem. Może być wręcz pięknym świadectwem wobec tych, którzy przeżywają takie problemy.

 

To prawda, że nie ma nic bardziej wartościowego jak świadectwo własnego życia. Takim świadectwem jest również życie Ojca?

– Był to czas rozpoczęcia Wielkiego Postu. Myśli o przyznaniu się do tego, kim jestem, że przeżywam problem z nadużywaniem alkoholu, wciąż we mnie narastały. Na pewno impulsem, który mnie zmobilizował, były również świadectwa innych. Tych, którzy weszli na drogę trzeźwości, pokazując, że naprawdę warto. Od tamtej chwili minęło już trzynaście lat. Widzę w tym wszystkim wielkie wsparcie Pana Boga, który odpowiednio kieruje człowiekiem, pokazując jego upadki, a także stawiając w tym wszystkim odpowiednie osoby. Odwołuję się do przykładów z własnego życia, chociażby podczas spotkań z innymi kapłanami. Dlatego że wielu księży nie zdaje sobie sprawy z tego, jak szybko mogą popaść w uzależnienie.

 

W jaki sposób mógłby Ojciec zachęcić innych, aby jednak podjęli leczenie, jeżeli mają problemy z nałogiem? Również zachęcił zdrowych, aby tego zagrożenia się wystrzegali...

– Na pewno ta granica jest cienka i nie zawsze samemu się ją dostrzega. Stąd ważne jest uwrażliwianie osób z najbliższego otoczenia, aby dawały sygnały tym, którzy przeżywają problem. Może potrzeba pomocy, rozmowy z kimś, kto przeżywał podobną sytuację. Tym, którzy nadużywają alkoholu, życzę, aby na swojej drodze spotkali ludzi, dających świadectwo o swoim trzeźwym życiu. Życzę również odwagi w przyznaniu się do choroby. Potem można od razu zacząć się ratować. Wtedy będzie już tylko lepiej.

 


Świadectwo Romana - alkoholika

„To było dawno, ponad piętnaście lat temu. Moje picie bardzo mi dokuczało i charakteryzowało się ciągami. Wówczas wzywałem Boga, którego dla mnie nie było. Tak przynajmniej wtedy myślałem. Potrzebowałem pomocy i nie mogłem jej znaleźć. Próby samotnego radzenia sobie z nałogiem kończyły się wzlotami i upadkami. Aż u kresu sił przyszedł czas na terapię. Zacząłem uczęszczać na mityngi Anonimowych Alkoholików. Jakież było moje zdziwienie, gdy usłyszałem, że odmawiano tam «Modlitwę o pogodę ducha». Przeżyłem szok. Ja, który zwracałem się do Niego o pomoc, ponownie swoje myśli skierowałem do Boga. Program Anonimowych Alkoholików jest oparty na duchowości i wiem, że skutecznie działa. Słuchając przyjaciół ze wspólnoty AA, postanowiłem również udać się na pierwsze dni skupienia do Zakroczymia. Było to w styczniu 2000 r. Po rozmowie z kapłanem, która okazała się spowiedzią z życia, coś we mnie pękło. Czytając kroki, opierając się na nich, postanowiłem żyć na nowo. Mogę śmiało i z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, że program duchowy dla osób uzależnionych jest tą cudowną pastylką na chorobę alkoholową. Na mojej drodze abstynencji, drodze ku trzeźwości, Bóg stawia ludzi, a wśród nich wspaniałych kapłanów, którzy mają wielką wiedzę o uzależnieniach. Dają wsparcie i nadzieję na lepsze jutro”.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki