Pamiętam, że w szkole miałam dobre oceny i lubiłam się uczyć. Mimo to niektóre przedmioty sprawiały mi trudność. Do tej pory nie rozumiem, jakim cudem miałam ogromne problemy z matematyką w szkole podstawowej i średniej, a w czasie studiów łatwo przyszła mi nauka statystyki i metodologii badań, przez większość studentów uznawanych za najgorszy koszmar matematyczny. Pamiętam też, że duży wpływ miała na mnie atmosfera domu. Tata, profesor geografii, z ogromną pasją podchodził do nauki i gotowy był mi pomagać, podsuwać różne książki i inne źródła wiedzy (tak, wtedy jeszcze nie było internetu). Dziś, gdy mnóstwo wartościowej wiedzy odlega o kilka kliknięć w internecie, widzę, że wiele dzieci nawet nie próbuje z tego korzystać. A przecież większość wiedzy, którą wykorzystujemy na co dzień – zarówno w domu, jak i w pracy – tak naprawdę uzyskujemy wskutek samodzielnych poszukiwań. Podczas nauki zostają nam na tacy podane tylko podstawy. Dlatego warto rozwijać w dzieciach pasję nauki. Jak to robić?
Przedszkolaki
Dzieci przedszkolne są naturalnymi odkrywcami i poszukiwaczami. Zadają wiele pytań, a często domowe zniszczenia są wynikiem nie tyle przekory i robienia rodzicom na złość, ile właśnie ciekawości i chęci eksperymentowania. Problem polega na tym, jak zachować mieszkanie w stanie nadającym się do zamieszkania, a jednocześnie nie zabijać w dzieciach tej naturalnej ciekawości.
Dobrym pomysłem na tym etapie jest zamiana rutynowych zadań w wyprawy odkrywcze. Pada deszcz? Wychodzimy po zakupy w kaloszach, chlapiąc po kałużach. Idziemy do sklepu? Pozwól dziecku pogrzebać w koszu z przecenionymi różnościami, ciekawe, co odkryje. Można także pozwolić na eksperymentowanie z przeterminowanymi produktami. Zamiast wyrzucać stęchłą mąkę, pozwól dziecku wymieszać z farbką i malować mączne obrazy. Gdy dziecko się kąpie, ukryj mnóstwo małych zabawek pod pianą, niech zabawi się w rozpoznawanie ich po dotyku. Generalnie można pomyśleć, jak zwykłe, codzienne zajęcia zmienić w „przeprawę na biegun północny” niczym w przygodach Kubusia Puchatka. Kolejna rzecz to pozwolić sobie na „marnowanie czasu”. Gdy idziemy dokądś z przedszkolakiem, trzeba z góry nastawić się, że zabierze to więcej czasu, niżbyśmy planowali. Dzieci żyją chwilą i nawet perspektywa kolejnej godziny może być bardzo odległa. Maluch zobaczył biedronkę? Pozwól mu ją obejrzeć, policzcie kropki... A zatem pozwalajmy na buszowanie – w parku, na podwórku, w ogrodzie, lesie. Wszędzie dookoła jest mnóstwo fascynujących rzeczy do odkrycia! Warto też wspierać dziecko w poszukiwaniu odpowiedzi na pytania. Nie tylko starać się samemu na nie odpowiadać, ale zachęcać dziecko do samodzielnego poszukiwania odpowiedzi, eksperymentowania. Wiele z pytań da się zamienić w poszukiwania, eksperymenty. Co się stanie, jeśli wrzucimy lód do wrzątku? Czy sokiem da się malować? Czy duża piłka spadnie z piętra szybciej niż mała? To są świetne tematy eksperymentów. Zachęcajcie do naukowego podejścia do tematu, to znaczy sformułowania hipotezy (tak, owszem pięciolatka można nauczyć tego słowa), na przykład: „Duża piłka spadnie szybciej, bo jest duża” i weryfikacji hipotezy za pomocą doświadczenia – tzn. wypuszczamy piłki i je obserwujemy. Wyniki eksperymentu możemy nawet zapisać lub narysować w specjalnym zeszycie. Jest z tym dużo radości. Ciekawym wsparciem są też encyklopedie dziecięce, z mnóstwem obrazków i ciekawostek. Jeśli dziecko ma starsze rodzeństwo, dobrym pomysłem jest zachęcenie starszych do czytania młodszym – wszyscy dowiadują się dzięki temu czegoś nowego.
Dzieci szkolne
Kim chciałbyś być, jak dorośniesz? Trzynastoletnia Zosia odpowiada bez wahania: „Pisarką lub malarką”, pięcioletni Piotrek: „Strażakiem”, dziewięcioletnia Ania: „nie wiem”. Problemem niektórych osób jest to, że niczym specjalnie się nie interesują. Jakoś ich naturalna, dziecięca ciekawość została uśpiona.
Jednak kiedy dziecko ma swoje „terytorium eksperckie”, dziedzinę, w której wie lub potrafi więcej niż inni, natychmiast wzmaga się chęć nauki (a przy okazji samoocena). Każde dziecko ma w sobie zalążki pasji nauki, może mieć jednak problem z ich zdefiniowaniem. Warto próbować to odkryć. Co najbardziej lubisz robić? W czym czujesz się dobry, co twoim zdaniem potrafisz dobrze zrobić? Co sprawia ci największą przyjemność? Na jaki temat chciałbyś się czegoś więcej dowiedzieć?
Jeśli dziecko ma trudności z odpowiedzią na takie pytania, można spróbować z pytaniami o preferencje. Na przykład: „Gdybyś miał do wyboru pójść na zajęcia z rysowania lub na naukę pływania, co byś wybrał?”. Szukamy takiego tematu, zagadnienia, które sprawia, że dziecku zaczynają się błyszczeć oczy. Gdy znajdziemy „to coś”, dalsze możliwości są duże – książki, czasopisma, programy komputerowe, kursy, zajęcia muzealne poświęcone jakiejś tematyce, w końcu także wyjazdy wakacyjne. Dajmy też dzieciom okazję do zademonstrowania nowo nabytej wiedzy czy umiejętności. Mogą zrobić pokaz dla innych dzieci – rodzeństwa, kuzynostwa, koleżanek, kolegów. Mogą zrobić pokaz dla dorosłych (dla przykładu: nasze dzieci co jakiś czas urządzają nam teatr kukiełkowy).
Jeżeli nadal mamy problemy ze zdefiniowaniem obszaru zainteresowań dziecka, warto... wyłączyć telewizor i gry komputerowe. Bardzo wiele dzieci skarży się na nudę, ponieważ są przyzwyczajone do łatwej rozrywki, jaką jest oglądanie bajek czy gry. W zamian kupmy książki opisujące eksperymenty, które można wykonać w domu. Widziałam bardzo wiele takich pozycji. Dobrym rozwiązaniem na wakacje jest też dostarczenie dużej ilości materiałów – sznurków, desek, starych ubrań, kamieni, muszli, farb itp. Niech nasze pociechy stworzą jakąś konstrukcję, budowlę, urządzenie, dzieło sztuki. Pozwólcie poszukać inspiracji w internecie, ale potem niech dzieci spróbują same poeksperymentować.
Wreszcie razem
Można też zachęcać dziecko do uatrakcyjniania tematów dla niego nudnych. Przykładem może być prezentacja, którą musiała przygotować moja córka na temat Mrożka. Stwierdziła, że jego twórczość wydaje jej się za bardzo udziwniona, a życiorys nudny. Namówiłam ją do poszukania cytatów z wypowiedzi innych osób na jego temat. Okazało się, że te cytaty są o wiele ciekawsze, a wiele z nich jest żartobliwych, czasem nawet złośliwych. Dzięki temu rozbudowała swoją prezentację o elementy, które wzbudziły zaciekawienie słuchaczy. A zatem można odkryć ciekawe elementy nawet w temacie, który nas zupełnie nie interesuje.
Okres wakacji jest doskonałym momentem na tego rodzaju poszerzanie horyzontów, odnajdywanie pasji nauki. Mamy czas, by zająć się tematami na co dzień spychanymi na margines. A być może po wakacjach dziecko okaże się na tyle zafascynowane jakimś zagadnieniem, że warto będzie zainwestować w całoroczny kurs czy zajęcia dodatkowe. Po to, by odkryło w swoich zainteresowaniach samego siebie.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













