Logo Przewdonik Katolicki

Spotkali się w niebie

Kamila Tobolska
Fot.

Zginęli, bo ich oprawcy nienawidzili Boga. 108 wyjątkowych osób a w tym gronie nie tylko kapłani, klerycy, osoby zakonne, ale i świeccy, których beatyfikował razem w 1999 roku, podczas swojej podróży do Ojczyzny, Jan Paweł II. Ich życie przypadło na czas II wojny światowej stali się więc męczennikami tego czasu, a Kościół wspomina ich 12 czerwca.

Zginęli, bo ich oprawcy nienawidzili Boga. 108 wyjątkowych osób – a w tym gronie nie tylko kapłani, klerycy, osoby zakonne, ale i świeccy, których beatyfikował razem w 1999 roku, podczas swojej podróży do Ojczyzny, Jan Paweł II. Ich życie przypadło na czas II wojny światowej – stali się więc męczennikami tego czasu, a Kościół wspomina ich 12 czerwca.

Pochodzili z różnych miejscowości naszego kraju, wywodzili się z różnych środowisk. Połączyła ich wiara w Boga, której pozostali wierni aż do końca. Nie zaparli się jej, mimo prześladowania i okrutnych cierpień zadawanych im przez hitlerowskiego okupanta. Pozostają dla nas, szczególnie obecnie, kiedy nierzadko przychodzi nam ponosić różnego rodzaju konsekwencje przyznawania się do swojego katolicyzmu, przykładem tego, że dla Chrystusa warto poświęcić wszystko – nawet życie. Ich obraz beatyfikacyjny znajduje się w poświęconej im kaplicy w Sanktuarium Maryjnym w Licheniu. W Polsce są tylko dwie parafie pod wezwaniem Błogosławionych 108 Męczenników: w Powierciu k. Koła i Malborku, ale pamięć o nich jest żywa w miejscach, z którymi byli związani: miejscowościach, parafiach czy zgromadzeniach. Wciąż jednak pozostaje wiele do zrobienia w propagowaniu postaci tych bohaterów polskiego Kościoła. Poznajmy chociaż czworo z nich.

 

Muszę być świętą!

Zamordowana w obozie koncentracyjnym w Ravensbrück w wieku 39 lat bł. Natalia Tułasiewicz była nie tylko nauczycielką, ale i człowiekiem sztuki. Urodziła się w Galicji, kiedy miała 15 lat jej rodzina zamieszkała w Poznaniu, gdzie studiowała polonistykę. Po jej ukończeniu rozpoczęła pracę w Prywatnej Szkole Powszechnej pw. św. Kazimierza, a następnie w Gimnazjum Sióstr Urszulanek. Bł. Natalia była urodzonym pedagogiem, postrzegano ją jako nowoczesną i niezwykle twórczą nauczycielkę. Ta wykształcona kobieta, poetka i skrzypaczka, chłonna piękna oraz sztuki entuzjastka życia, pragnęła wiele osiągnąć. Odpowiedzialna, wymagająca przede wszystkim od siebie, mówiła, że nie tylko chce, ale musi być świętą. Choć słaba fizycznie, o wątłej posturze i chorowita od dzieciństwa, była niezwykle silna duchem.

Po wybuchu wojny zorganizowała szkołę podwórkową. W listopadzie 1939 r., wysiedlona przez hitlerowców, trafiła do Krakowa. W tym mieście i jego okolicach prowadziła tajne nauczanie, dbając, jak sama mówiła, „aby wojna nie wyjałowiła z dusz uczennic dobra i piękna”. Najpiękniejszym jednak znakiem jej działalności nauczycielskiej była praca w Hanowerze. Wiosną 1943 r. zdecydowała się na wyjazd jako wolontariuszka wydziału duszpasterskiego organizacji „Zachód” na przymusowe roboty do znajdującej się tam fabryki. Podczas pobytu Natalii w hanowerskiej fabryce jej misją była pomoc wywiezionym tam robotnicom. Służyła wsparciem i radą w warunkach gdzie głód, choroby, wyniszczająca praca i celowa demoralizacja powodowały napięcia oraz konflikty. Modliła się z pracownikami i głosiła im katechezy. Została aresztowana w kwietniu 1944 r. po wizycie nieostrożnego kuriera z Polski. Więziona, poniosła śmierć w komorze gazowej w Wielki Piątek 31 marca 1945 r., tuż przed wyzwoleniem obozu.

 

Kiedy zabrakło księży

Bł. Franciszek Stryjas urodził się w 1882 r. w Popowie w okolicach Kalisza. Prawie nie uczęszczał do szkoły. Sam, pod opieką rodziców, nauczył się czytać i pisać. Oni też, co ważniejsze, zaszczepili w nim żywą wiarę i ducha patriotyzmu. Od wczesnej młodości marzył, by zostać nauczycielem religii, posiadał bowiem umiejętności pedagogiczne i kochał dzieci. Poślubił Józefę Kobyłkę, z którą miał siedmioro dzieci. Kiedy żona zapadła na ciężką chorobę, przez lata walczył o jej życie, na co stracił prawie cały swój majątek. Po jej śmierci ożenił się ponownie z wdową Józefą Nosal i zamieszkał na stałe w niedalekiej wiosce Takomyśle położonej w parafii Chełmce, z którą bardzo się związał. W 1940 r. wywieziono z niej księży do obozu koncentracyjnego w Dachau, spełniając więc swoje marzenia Franciszek rozpoczął konspiracyjne nauczanie religii. Początkowo uczył u siebie w domu, a po zwiększeniu się liczby chętnych dzieci, postarał się o nowe punkty katechizowania w sąsiednich parafiach. Regularnie dochodził do nich lub dojeżdżał rowerem. Z niezwykłą ofiarnością i narażeniem własnego życia, przez prawie trzy lata przygotował do Pierwszej Komunii Świętej blisko 300 dzieci. W lipcu 1944 r. otrzymał wezwanie na posterunek żandarmerii w Opatówku. Oskarżono go o tajne nauczanie i prowadzenie działalności politycznej oraz o to, że jest zakonspirowanym księdzem. Po kilkudniowym przesłuchaniu został przewieziony do więzienia w Kaliszu, gdzie był nadal przesłuchiwany i bity przez Gestapo. Na skutek licznych obrażeń ciała zmarł 31 lipca 1944 r.

 

Siostra Ewa od Opatrzności

Bogumiła Noiszewska była najstarsza z jedenaściorga dzieci wybitnego lekarza okulisty. Urodziła się w 1885 r. w Ostaniszkach w guberni wileńskiej. Jej dziadkowie zostali deportowani w te strony za działalność patriotyczną i powstańczą. Idąc w ślady ojca, z wyróżnieniem ukończyła studia medyczne w Petersburgu. W czasie I wojny światowej pracowała w wojskowych lazaretach, po czym w 1919 r. wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, przyjmując imię s. Ewy od Opatrzności. Po złożeniu w 1927 r. ślubów wieczystych pracowała jako nauczycielka, głównie przedmiotów matematyczno- przyrodniczych, najpierw w Jazłowcu (zachodnia Ukraina), a od 1938 r. w Słonimiu (Białoruś). Tam, oprócz bycia nauczycielką, pracowała również jako lekarz szkolny. Leczyła jednak nie tylko w domu zakonnym, ale udzielała także porad lekarskich osobom, które przychodziły do furty klasztornej. Byli to nie tylko Polacy, ale też Ukraińcy czy Żydzi. W ciężkich przypadkach opuszczała nawet klasztor. Aresztowano ją nagle, 18 grudnia 1942 r., choć będąc tak bardzo zaangażowana w pomoc innym, mogła się tego spodziewać w każdej chwili. Rozstrzelano ją kolejnego ranka razem z inną nazaretanką, s. Martą od Jezusa (Kazimierą Wołowską), która także została wyniesiona na ołtarze w zbiorowej beatyfikacji 108 męczenników.

 

Niech się dzieje wola Boża

Bł. ks. Marian Konopiński, zmarły 1 stycznia 1943 r., to z kolei przedstawiciel tych wszystkich kapłanów, którzy w czasie II wojny światowej oddali życie za swoje powołanie i ojczyznę. Urodził się w 1907 r. w Kluczewie k. Szamotuł. Święcenia kapłańskie przyjął w 1932 r. z rąk prymasa Augusta Hlonda. Jako wikariusz pracował w Ostrzeszowie, po czym w poznańskich parafiach pw. Bożego Ciała i św. Michała Archanioła. Młodsza siostra błogosławionego, 97-letnia dziś Zofia Barańczak (mama Małgorzaty Musierowicz, znanej autorki książek dla dzieci i młodzieży), niedawno w rozmowie z „Przewodnikiem” ze wzruszeniem wspominała czasy, kiedy jako studentka medycyny mieszkała razem z siostrą u brata w Poznaniu. Ks. Konopiński chciał bowiem w ten sposób odciążyć rodziców, którzy kształcili jeszcze dwóch synów. To właśnie ze względu na siostry odmówił, kiedy Kuria zaproponowała mu naukę za granicą. Podjął za to studia w zakresie nauk społecznych na Uniwersytecie Poznańskim.

 

Z chwilą wybuchu II wojny światowej ks. Konopiński zgłosił się ochotniczo do Dowództwa Wielkopolskiej Brygady Kawalerii. Przydzielono go jako kapelana do 15. Pułku Ułanów Poznańskich, z którym przeszedł cały szlak bojowy, aż do kapitulacji Warszawy. Po niej trafił do obozu jenieckiego na terenie Niemiec – Oflagu X B w Nienburgu. Został zwolniony w czerwcu 1940 r., po czym Gestapo natychmiast go aresztowało i osadziło w więzieniu w Hamburgu. W maju 1941 r. przeniesiony do Dachau. Został wyznaczony, jako jeden z 20 kapłanów do prowadzonych w obozie pseudomedycznych eksperymentów, w ramach których zakażono go śmiertelną ropowicą i zmuszono do spożywania jedynie lekarstw homeopatycznych. Stan ks. Konopińskiego stał się krytyczny. Jak wspominali świadkowie, w czasie agonii powtarzał tylko słowa: „Niech się dzieje wola Boża”. Kiedy jeden ze współbraci, ks. Henryk Kaliszan, wyspowiadał go, udzielił mu wiatyku i ostatniego namaszczenia (Hostii i olei świętych dostarczył potajemnie, z kaplicy obozowej, do której Polacy nie mieli dostępu, niemiecki kapłan), obaj księża uścisnęli sobie dłonie, po czym ks. Marian powiedział: „Do zobaczenia w niebie...”.

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki