Logo Przewdonik Katolicki

Aleksander - poeta światła

Natalia Budzyńska
Fot.

Ogromne wrażenie robi wielka wystawa malarstwa Aleksandra Gierymskiego w Muzeum Narodowym w Warszawie. To pierwsza powojenna ekspozycja zbierająca niemal wszystkie jego dzieła w jednym miejscu. Jego obrazy pokazują, jak urzekające i różnorodne było malarstwo polskie drugiej połowy XIX wieku.

Muzeum Narodowe w Warszawie posiada w swej kolekcji większość obrazów Aleksandra Gierymskiego, w tym słynną Pamarańczarkę, która dopiero cztery lata temu została odnaleziona po zawierusze wojennej i odzyskana. Po 76 latach od ostatniej tak wielkiej prezentacji malarstwa Gierymskiego, Muzeum Narodowe zgromadziło nie tylko obrazy ze swej kolekcji, ale także z 18 innych muzeów polskich, dwóch instytucji zagranicznych oraz wielu kolekcji prywatnych. Na wystawie, obok obrazów dobrze znanych, pokazane są także dzieła, które publiczność będzie oglądać po raz pierwszy od końca XIX w. Zgromadzono w sumie ok. 120 obrazów i szkiców olejnych, niemal 70 rysunków, jeden szkicownik i ponad setkę drzeworytów wykonanych według rysunków Gierymskiego, a także zespół fotografii modeli pozujących artyście. Wystawa jest częścią projektu „Bracia Gierymscy”, w ramach którego 20 kwietnia w Muzeum Narodowym w Krakowie zostanie otwarta wystawa twórczości starszego brata Aleksandra Gierymskiego – Maksymiliana. Jeszcze w XIX w. obaj byli okrzyknięci twórcami nowoczesnej sztuki polskiej. Trzynaście sal, a w nich obrazy, prezentowane chronologicznie, a wśród nich te najbardziej znane i rozpoznawalne, tak charakterystyczne dla rozwoju artystycznego Aleksandra Gierymskiego: Gra w mora, Piaskarze, Pomarańczarka, Święto Trąbek, Anioł Pański, Wieczór nad Sekwaną, Trumna chłopska, Ogrody w Tivoli, Wnętrze bazyliki św. Marka w Wenecji.

 

Światło w altanie

„Ja od śmierci brata zostałem człowiekiem” – tak podobno powiedział Aleksander Gierymski do Stanisława Witkiewicza, który był autorem jego biografii. Najpierw bowiem Aleksander żył w cieniu brata, co, jak widać, nie było dla niego obojętne. Maksymilian zmarł młodo, miał zaledwie 28 lat, ale do tego czasu trzymali się razem. Wyjechali z Warszawy w  świat dość wcześnie, kształcili się w Monachium w tamtejszej Akademii Sztuk Pięknych, mieli wspólną pracownię, wspólnych modeli, kostiumy i rekwizyty. Po śmierci Maksymiliana Aleksander wyjechał do Rzymu, gdzie zamieszkał i się usamodzielnił. To z tamtego okresu pochodzi jego pierwsze dojrzałe dzieło Gra w mora, realistycznie ujęta scena rodzajowa ukazująca wnętrze włoskiej tawerny. Wykorzystywał wówczas po raz pierwszy fotografie upozowanych modeli. Te pierwsze prace wystawione w warszawskiej Zachęcie krytykowano za ponurą tematykę i „szpetny realizm”. Być może pod wpływem tych opinii Gierymski zmienił tematykę swojej twórczości. W 1875 r. poznał Helenę Modrzejewską, słynną aktorkę, którą otaczał zawsze krąg adoratorów. Aleksander był jednym z ich. To młodzieńcze uczucie wzbudziło w nim chęć sztuki poetyckiej, barwnej, fantazyjnej. W ten sposób powstała Sjesta włoska przedstawiająca scenę z udziałem patrycjuszy w strojach renesansowych. Wśród nich postać kobieca wzorowana na Modrzejewskiej, a szkice tej kobiecej postaci zachowały się w warszawskim szkicowniku Gierymskiego. Artystę jednak przede wszystkim zaczął interesować kolor. W studiach do kolejnego obrazu zatytułowanego W altanie Gierymski zgłębiał tajemnice kolorystyczno-świetlnych zjawisk obserwowanych w naturze. W rezultacie okazało się, że szkice plenerowe są znacznie lepsze niż gotowy obraz, który powstał w atelier i był wielokrotnie poprawiany. Zabrakło mu lekkości, sugestywności i finezji, którą posiadają szkice olejne. Zgromadzone w jednej sali wprawiają w zachwyt. Gierymski pokazał się tu jako impresjonista – podobnie jak oni dostrzegał wizualny efekt łączenia się drobnych plam czystych farb położonych obok siebie na płótnie, co dawało złudzenie nowej jakości barwnej, której nie można było osiągnąć, po prostu mieszając farby na palecie.  

 

Obrazki z Powiśla

Pomarańczarka lub Żydówka z pomarańczami to najsłynniejszy obraz okresu warszawskiego. Stał się symbolem dzieł utraconych, wywiezionych i skradzionych w czasie II wojny światowej. Cztery lata temu został odzyskany i po męczącej i długotrwałej pracy konserwatorów możemy oglądać go w pełnej krasie. Po wielu latach pobytu za granicą Gierymski powrócił do Warszawy i zachwycił się miastem, atmosferą ciasnych uliczek, wiślanego nabrzeża i najuboższych dzielnic. Bohaterką Pomarańczarki jest stara kobieta, uliczna handlarka, którą artysta ustawił opartą o balustradę na tle zamglonej panoramy miasta. Historia odzyskania dzieła, które jeszcze w albumach wydanych przed dekadą podpisywane jest jako zaginione i istniało jedynie w czarno-białych reprodukcjach, to temat na osobny artykuł. Obraz był bardzo zniszczony, kilkanaście miesięcy trwały prace konserwatorskie. Dzisiaj możemy oglądać owoce tej trudnej pracy i dzieło Gierymskiego w jego przepięknej kolorystyce i uroku. Nad motywem Żydówki sprzedającej owoce artysta sporo pracował, drążąc ten temat w wielu szkicach rysunkowych. Widać, jak stopniowo rezygnował z rodzajowego aspektu  tej sceny, coraz bardziej wysuwając samą postać na pierwszy plan. Odmienny charakter mają inne znane obrazy z tego okresu: Piaskarze i Święto Trąbek. Gierymski malował sceny rodzajowe, obrazkowe reportaże z życia miasta. Szczególnie ten ostatni obraz uznawany jest za dzieło wybitne, między innymi ze względu na grę świateł i barw. 

 

Nokturny i słoneczna wieś

Fascynacja światłem zyskała nowy wymiar w serii nokturnów miejskich malowanych w latach 90. Przebywał wówczas we Francji, gdzie zetknął się z malarstwem impresjonistów. Eksperymentował, ale impresjonistą nigdy nie został. Nocne światło go zafascynowało, czego owocem są tajemnicze, nastrojowe, pełne melancholii nocne widoki miasta. Ten niesamowity wręcz nastrój nie był obecny w poprzednich jego pracach. Kontrasty światła i cienia, ginące w półmroku szczegóły, osamotnienie ludzkich postaci, których kontury giną w tle. Obrazem wieńczącym nocny paryski okres jest monumentalny Wieczór nad Sekwaną, poprzedzony serią olejnych studiów plenerowych. Po mistrzowsku uchwycił ulotne wrażenie barwnych niuansów i refleksów światła załamującego się na powierzchni wody w ostatnich promieniach zachodzącego światła. Wkrótce Gierymski skorzystał z zaproszenia i gościny Włodzimierza Tetmajera i w podkrakowskich Bronowicach powstała seria słonecznych pejzaży, tak jakby artysta chciał już uciec od ponurych i melancholijnych widoków. Droga w Bronowicach czy Chłopiec w słońcu, który zresztą należy do dzieł utraconych i odzyskanych całkiem niedawno, to niemal sielskie idylle. Inna w wymowie jest słynna Trumna chłopska, w oszczędny sposób pokazująca tragedię rodziców po stracie dziecka. Patos tej sceny kryje się w pozornym spokoju. W mistrzowski sposób Gierymski odtworzył pogłębiony psychologicznie wizerunek człowieka.

 

Nostalgia ostatnich lat

Nie mógł usiedzieć na miejscu. Ciągle podróżował. A przy tym trudno powiedzieć, żeby był szczęśliwy. „Był jednym z najnieszczęśliwszych, najsamotniejszych i najbardziej męczących istnień” – napisał o nim Stanisław Witkiewicz. Ciągle coś go gnało, ostatnie lata spędził we Włoszech, jeździł od miasta do miasta, malował właściwie fotograficzne miejskie krajobrazy oddawane z obsesyjną wręcz dbałością o szczegóły. Katedra w Amalfi, Pizza del Popolo w Rzymie, Wnętrze bazyliki św. Marka w Wenecji. Ten ostatni obraz uznawany jest dziś za najwybitniejsze dzieło Gierymskiego z ostatniego okresu twórczości. Nawiązał tu do atmosfery panującej na nokturnach, genialnie oddał nastrój skupienia i powagi panujący w monumentalnym, mrocznym wnętrzu świątyni. U schyłku życia malował pejzaże pozbawione obecności człowieka. Pełne smutku i nostalgii. Na zamówienie stworzył dzieła nietypowe, ale bardzo przejmujące: Morze i Jezioro o zachodzie słońca. Szczególnie Morze zapowiada już zupełnie nowy okres w sztuce, to obraz na wskroś nowoczesny, poruszający prostotą i czystością. Ostatni rok życia Gierymski spędził w swojej rzymskiej pracowni, coraz bardziej pogłębiając się w nerwicy i depresji. Miesiącami pracował nad jakimś motywem, po czym sam go niszczył. W końcu na ulicy powalił go atak nerwowy. Umierał na zbiorowej sali w zakładzie psychiatrycznym. Nie była to spokojna śmierć człowieka, który czuł się spełniony i szczęśliwy.

 


Wystawa „Aleksander Gierymski 1850–1901” w Muzeum Narodowym w Warszawie trwa od 20 marca do 10 sierpnia, towarzyszy jej bogaty program wydarzeń: oprowadzenia kuratorskie, wykłady niedzielne i czwartkowe, warsztaty dla dzieci, tematyczne spacery po mieście, warsztaty dla osób z dysfunkcją wzroku i słuchu, lekcje muzealne, a także gry miejskie.  Szczegóły: www.new.mnw.art.pl.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki