Logo Przewdonik Katolicki

Żywioły mając na skinienie?

Natalia Budzyńska
Fot.

W Krakowie trwa wystawa, która już stała się wydarzeniem sezonu. Nic dziwnego po raz pierwszy w Polsce możemy obejrzeć prace Josepha Mallorda Williama Turnera, najsłynniejszego malarza angielskiego, genialnego pejzażysty.

W Krakowie trwa wystawa, która już stała się wydarzeniem sezonu. Nic dziwnego – po raz pierwszy w Polsce możemy obejrzeć prace Josepha Mallorda Williama Turnera, najsłynniejszego malarza angielskiego, genialnego pejzażysty.

 

Prace Turnera pokazywane są w Tate Gallery w Londynie na ekspozycji stałej, ale wiele akwarel wystawionych w Krakowie pochodzi z innych kolekcji angielskich i amerykańskich.  Zgodę na ich wypożyczenie wcale nie jest łatwo uzyskać. Tym bardziej okazja zobaczenia ich w Muzeum Narodowym w Krakowie jest nie lada gratką. Turner krótko przed śmiercią powtarzał, że „Słońce jest Bogiem”. Kiedy umierał, podobno było szaro i ponuro, ale wkrótce potem do pokoju wpadł promień słońca, które nagle pojawiło się na niebie. Turner pragnął uchwycić ten promień w całej swojej twórczości.
 
Pejzażysta
Joseph Mallord William Turner urodził się w 1775 roku w Londynie. Jego ojciec był fryzjerem i perukarzem, miał swój salon fryzjerski w Covent Garden. O matce niemal nic nie wiadomo. Podobno miewała ataki furii i zmarła w londyńskim szpitalu dla psychicznie chorych. Od razu było jasne, że mały William ma talent plastyczny, rysował od dziecka. Najpierw to, co widział przez okno czy podczas spacerów. Kwiaty, drzewa, domy. Gdy William ma 9 lat, kopiuje ilustracje z tanich wydań książkowych i sprzedaje je klientom ojca. Jako trzynastolatek pobiera pierwsze nauki u akwarelisty specjalizującego się w widokach architektury. Ale już rok później znajdziemy go na liście studentów Królewskiej Akademii Sztuki. Na wakacje jeździ do Bristolu, wspina się na skały, ryzykując upadek. Wszystko po to, by znaleźć najdogodniejsze miejsce do szkicowania niedostępnych widoków. Choć pejzaż był kategorią usytuowaną najniżej w hierarchii Akademii, Turner zyskuje coraz większą popularność. Ma zaledwie 15 lat, kiedy jego akwarela zostaje przyjęta na prestiżową wystawę w Salonie Akademii. Opinia Akademii była wówczas bardzo ważna i niepodważalna. To szkoła decydowała o stylu i technikach – najbardziej utalentowani studenci malowali farbami olejnymi. Ale dla malarza pejzażowego, którym był Turner, najpraktyczniejsze było niewielkie i poręczne pudełko z akwarelami, do których łatwo było dodać nowe barwniki, by  uzyskać niespotykane, ciekawe i żywe kolory. W tym czasie podróże były coraz modniejsze, a pejzaż nagle stał najbardziej pożądanym rodzajem malarstwa. Obrazy Turnera często więc przerabiano na sztychy i sprzedawano jako drukowane. Zamieszczano je też w przewodnikach dla podróżujących. Turner też bardzo lubił wojaże.
 
Podróżnik
Był nastolatkiem, kiedy wyruszył w trasę dookoła Wielkiej Brytanii. Często wędrował pieszo. Bardzo interesowały go skały, budowa geologiczna ziemi. Wspinał się na urwiska, podziwiał ruiny zamków, wszystko szkicował. Potrafił zapatrzyć się w wodę, obserwował fale, przypływy, porty, statki, powietrze, wiatry, chmury, niebo, zachody słońca, światło... Kiedy miał 20 lat, po raz pierwszy namalował obraz olejny – Rybacy na morzu. Tutaj już zupełnie wyraźnie widać to, co go najbardziej fascynuje – słabość istoty ludzkiej wobec natury. Blask księżyca będący źródłem światła staje się tematem samym w sobie. Obraz jest dramatyczny, wiry fal wciągają nas w jego głąb. Turner chciał udowodnić Akademii, że także w malarstwie olejnym może tworzyć arcydzieła. W 1801 r. został wybrany na członka Akademii, co wówczas było niebywałym sukcesem. Rok później wyjechał do Francji i Szwajcarii, gdzie zachwyciły go Alpy, efektem czego jest  kilkaset alpejskich szkiców. We Francji zwiedził Luwr i po raz pierwszy zetknął się z dziełami sztuki z przeszłości. To tam zobaczył obrazy Claude’a Lorraina, osiemnastowiecznego pejzażysty, który będzie go inspirował do końca życia. Wyprawa do Włoch zaowocowała nowymi kolorami i widokami Wenecji – bo przeciez nie tylko Turner uważał, że nigdzie nie ma takiego słońca, jak we Włoszech. Kolory włoskiego pejzażu dodały jego sztuce nowej siły. Po powrocie z dalekich podróży wynajmuje dom z widokiem na Tamizę w robotniczej dzielnicy Londynu, Chelsea. W 1834 r. staje się na chwilę kronikarzem społecznym, malując pełne grozy sceny pożaru Parlamentu. Piekło na brzegu Tamizy kreśli na żywo, a potem przenosi na płótno. Mimo że jest akwarelistą, co roku maluje przynajmniej jeden obraz olejny po to, by wystawić go na corocznym Salonie w Akademii. Stopniowo oddala się od szczegółów i zupełnie przestaje być realistą. Maluje dzieła ekspresyjne i wręcz abstrakcyjne, widzimy dynamiczne, rozmazane plamy, chaos i grozę.
 
Ekscentryk
Podobno kazał się przywiązać do masztu, żeby poczuć sztorm i oddać go na płótnie. Legenda mówi, że działo się to w 1819 r. na statku płynącym do Włoch. Turner zamiast ukryć się w kajucie, pozostał  na pokładzie i wyciągnął szkicownik. Z tego własnie jest znany – niejednokrotnie ryzykował życiem, chcąc oddać prawdę o żywiołach. Intrygowała go siła natury, jej groza i niespokojne piękno. Człowiek wobec tej mocy przyrody jest mały i niewiele znaczący. Turner był ekscentrykiem i samotnikiem. Mecenasi go lubili i chętnie przyjmowali, lecz krytycy często byli nieprzychylni, nie rozumieli jego sztuki, szczególnie ostatnich dzieł. Pozornie niedbałe pociągnięcia pędzla w XIX w. budziły odrazę. Był bogaty, ale nie otaczał się luksusami. Żył samotnie i choć podobno miał dwie córki, jednak nie stworzył rodziny. Jego życie było bardzo tajemnicze. Mówił o sobie: Wyobraźnia artysty króluje w jego intymnym ustroniu, zawsze pełna tajemnic, niczym głos wydobywający się z Ciemności.
Bardzo dużo malował, pozostawił po sobie niemal 30 tys. prac, z czego większość przekazał Galerii Narodowej w Londynie. Zażyczył sobie, żeby obok jego obrazów wisiało płótno Lorraina, jego mistrza. Został pochowany w 1851 r. w Katedrze św. Pawła w Londynie.
 
Wizjoner
Na wystawie w Krakowie udało się zgromadzić ponad 80 prac tego wybitnego pejzażysty i wizjonera, w tym aż 11 obrazów olejnych. Ekspozycja została podzielona na pięć części, której głównymi tematami są żywioły. A więc Ziemia, Woda, Powietrze, Ogień. Piąta sala ma tytuł Fuzja i przedstawia dzieła, w których Turner zespolił wszystkie żywioły, dochodząc wręcz do abstrakcji. Zaprezentowane zostały zarówno dzieła wczesne, jak i późne, dzięki czemu ukazuje się nam cała droga artystyczna malarza. Ekspozycję uatrakcyjniają efekty dźwiękowe. Przechodzimy przez ciemny tunel i słyszymy dźwięki natury: szumiące fale, porywy wiatru, trzask ogniowych iskier, łoskot toczących się kamieni.
 
Tegoroczny noblista, Tomas Tranströmer napisał wiersz o jednym ze szkiców Turnera:
Twarz Williama Turnera ogorzała od wiatru
Rozkłada sztalugi aż w kipieli.
Zanurzamy się w głębiny wraz z zielonosrebrną linią.
 
On brnie w płyciznę królestwa śmierci.
Pociąg wtacza się. Zbliż się.
Deszcz, deszcz przeciąga nad nami.
(Szkic z 1844 roku, przeł. Leonard Neuger)
 
 
„Turner – malarz żywiołów”, Muzeum Narodowe w Krakowie, wystawa czynna do 8 stycznia 2012 roku
 
 
 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki