Dziki Polak z Montparnasse'u

W Muzeum Narodowym w Poznaniu trwa wystawa prac artysty przez Polskę zapomnianego: Gustawa Gwozdeckiego (1880-1935). Ta pierwsza jego ekspozycja monograficzna zostanie także pokazana w warszawskiej Zachęcie i Muzeum Narodowym w Krakowie.



"Gwozdecki? Kto to jest?" - taka reakcja nie jest żadną niespodzianką, bowiem Gustaw Gwozdecki jest artystą kompletnie nieznanym nawet dla większości historyków...
Czyta się kilka minut
W Muzeum Narodowym w Poznaniu trwa wystawa prac artysty przez Polskę zapomnianego: Gustawa Gwozdeckiego (1880-1935). Ta pierwsza jego ekspozycja monograficzna zostanie także pokazana w warszawskiej Zachęcie i Muzeum Narodowym w Krakowie.

"Gwozdecki? Kto to jest?" - taka reakcja nie jest żadną niespodzianką, bowiem Gustaw Gwozdecki jest artystą kompletnie nieznanym nawet dla większości historyków sztuki czy absolwentów Akademii Sztuk Pięknych. Natomiast we Francji to nazwisko nie brzmi już tak całkiem obco. Pewnie dlatego, że po wyjeździe z Polski w 1902 roku bardzo szybko wtopił się w środowisko paryskie i bywał w kraju jedynie przejazdem. W kołach nowatorskich Paryża miał uznanie za duży temperament twórczy.

Oburzenie i zachwyt

Gwozdecki urodził się w Warszawie w rodzinie artystycznej o tradycjach teatralnych. Nie był uczniem jakiegoś mistrza: można powiedzieć, że malarstwa uczył się sam. Biografowie wspominają, że w okresie młodości duży wpływ wywarła na nim osobowość Stanisława Przybyszewskiego. Ale potem wyjechał i wyobraźnią jego zawładnął Paryż: początkowo Paryż polskich malarzy Olgi Boznańskiej i Władysława Ślewińskiego i młodszych: Żaka, Makowskiego czy Biegasa, a później Paryż Matisse'a, i Modiglianiego. To właśnie znajomość z Matissem spowodowała zwrot w jego twórczości. Ale zanim to się stało, malował obrazy, które można by usytuować w tradycji wczesnoekspresjonistycznej. Takie właśnie płótna, na których deformacja i nieczytelność form łączyła się z przedziwną kolorystyką, pokazał Gwozdecki na wystawach w Krakowie (1906, 1908), Lwowie (1907) i Poznaniu (1908). Obrazy wstrząsnęły krakowską publicznością i wywołały głosy oburzenia i zachwytu: cóż może być lepszego dla artysty! Henryk Gottlieb pisał we wspomnieniach: "Zbiorowa wystawa jego prac w Krakowie była dla młodego pokolenia wydarzeniem niezwykłym, wnoszącym w życie artystyczne kraju pojęcia zgoła nowe, niezmiernie śmiałe, operujące świeżością i brawurą - niepodobne do wszystkiego, co zwykło się widzieć na polskich wystawach sztuki." Przewrót i prawdziwy przełom nastąpił krótko potem: Gwozdecki zafascynował się fowizmem Matisse'a.

Indygo z tonem pomarańczowym

Teraz dopiero stał się prawdziwym awangardzistą, "dziką bestią" ("les fauves"). Wśród artystów pracujących w Paryżu Henri Matisse, Andre Derain czy Vlaminck stanowili grupę najenergiczniej eksperymentującą. Eksperymentowali głównie z kolorem i kompozycją, a rysunek był płaski i uproszczony. Fowizm był reakcją na impresjonizm i symbolizm: "Można mówić o szkole impresjonistów, ponieważ oni przestrzegali pewnych zasad. My nie mamy żadnych, sądzimy tylko, że ich kolory były nieco nudne" - pisał jeden z fowistów van Dongen. Gwozdeckiemu brak zasad bardzo odpowiadał, zresztą w rozprawie "O ewolucji w sztuce" twierdził, że hasłem sztuki jest wolność zupełna i swoboda twórczości czystej. We Francji szybko znalazł uznanie, od początku wystawiał na paryskich salonach: salonie Niezależnych, Salonie Jesiennym i Societe Nationale des Beaux-Arts, znali go i cenili znaczący krytycy paryscy, jak choćby Andre Salmon czy poeta Guillame Apollinaire. W 1913 roku Gwozdecki zorganizował w swojej pracowni na Montparnassie wystawę, a oni napisali parę słów do Katalogu. Salmon określił go jako "wybitnego, oryginalnego i głęboko nowoczesnego artystę", który "ofiaruje znacznie więcej niż tylko zręczną podróbkę francuskich nowości". Z kilkudziesięciu powstałych wtedy fowistycznych obrazów zachowało się zaledwie kilka, z których najciekawsza jest "Martwa natura z japońską laleczką". Nie można np. obejrzeć tych, które tajemniczo opisywał Appolinaire jako "pejzaże w trudnych odcieniach szarości". Aby twórczość tego okresu choć trochę sobie wyobrazić, posłuchajmy, jak opisał je znany wówczas krytyk paryski Louis Vauxcelles: "Gwozdecki z całą pewnością umie zestawić indygo z tonem pomarańczowym. Niektóre jego bukiety szkarłatne, głęboko niebieskie lub o tonie szafranu sprawiają naszym oczom szczerą rozkosz". Podobno dzięki temu Gwozdecki zyskał popularność także w Polsce, gdzie według jego biografów stał się kimś w rodzaju paryskiego patrona dla rodzącej się w środowisku polskich ekspresjonistów i formistów moderny.

W stylu Modiglianiego

W 1916 roku Gwozdecki wyjeżdża do Nowego Jorku, gdzie powołano go na prezesa nowojorskich Salonów Dorocznych. W tym czasie następuje stopniowa zmiana artystycznego języka: zwraca się ku nowemu klasycyzmowi oraz fascynacji portretami fajumskimi, rysunkiem waz greckich i sztuką japońską. Na wystawie reprezentuje ten okres cykl rysunków na papierze: kilkadziesiąt przepięknych kobiecych głów i aktów. Właśnie portrety z lat 20.-30. urzekają subtelnością i płynnością linii, spokojem i harmonią, pewnego rodzaju monumentalizmem. Ale droga do takiego malarstwa była dla Gwozdeckiego długa. W 1927 roku powrócił na Montparnass i zmarł w swojej pracowni 8 lat później.

Wystawa przygotowana przez Muzeum Narodowe w Poznaniu jest pierwszą w Polsce jego wystawą monograficzną i przez to niewątpliwym wydarzeniem artystycznym. Zgromadzono na niej prawie wszystkie zachowane prace Gwozdeckiego będące w kolekcjach publicznych i prywatnych w kraju, we Francji i Stanach Zjednoczonych. Zobaczyć można 50 obrazów olejnych, 120 prac na papierze (w tym po raz pierwszy pokazany w całości zbiór z kolekcji Fundacji Kościuszkowskiej w Nowym Jorku), akwarele, gwasze i grafikę. Wystawę można oglądać w Poznaniu do 13 kwietnia, a później pojedzie do warszawskiej Zachęty i Muzeum Narodowego w Krakowie.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 10/2003