Sztuka w piekle

Te portrety robione ukradkiem w tajemnicy, były dla mnie zapomnieniem, wprowadzały w inny świat, mój świat Sztuki, Czułam, że muszę informować o naszej egzystencji, albo przynajmniej szkicować. To słowa artystów (Franciszka Jaźwieckiego i Esther Lurie), którzy tworzyli w piekle.
Czyta się kilka minut

„Te portrety robione ukradkiem w tajemnicy, były dla mnie zapomnieniem, wprowadzały w inny świat, mój świat Sztuki”, „Czułam, że muszę informować o naszej egzystencji, albo przynajmniej szkicować”.  To słowa artystów (Franciszka Jaźwieckiego  i Esther Lurie), którzy tworzyli w piekle.

W grudniu 2011 r. wyszła książka Lidii Ostałowskiej pt. Farby wodne o losach akwarel malowanych przez czeską Żydówkę Dinę Gottliebovą, więźniarkę obozu w Auschwitz. W styczniu 2012 r. po raz pierwszy opublikowano w całości zbiór rysunków nieznanego więźnia wykonanych w obozie Auschwitz II–Birkenau. Także w styczniu odnalazł się portret Chopina wykonany przez Mieczysława Kościelniaka, który wisiał w sali prób obozowej okriestry i został uznany za zaginiony. Wszystkie te wydarzenia ostatnich miesięcy prowokują pytanie: jak możliwa była sztuka w takim miejscu? Artysta mógł przez nią stracić życie, ale z drugiej strony, to ona życie mu ratowała. I to nie tylko w sensie dosłownym. Była ucieczką w świat wyobraźni. Przypominała o człowieczeństwie. Przywracała światu piękno. Stawała się dokumentem, świadectwem, krzykiem. W Auschwitz przebywało wielu artystów, którzy przeróżnymi sposobami tworzyli. W muzealnej kolekcji sztuki zgromadzono ponad 6 tys. prac plastycznych, w tym ok. 2 tys. wykonanych przez więźniów. Wśród nich są rysunki i szkice wykonane kredką i ołówkiem, na zwykłym kawałku kartonu, na skrawkach papieru do pakowania, ale także obrazy olejne na płótnie, akwarele na kartonie, figurki i płaskorzeźby z drewna, gipsowe plany plastyczne.

Szkice schowane w butelce

Kto jest autorem Szkicownika z Auschwitz? Nie wiadomo. Dwadzieścia dwie kartki schowane były w butelce i ukryte w fundamentach jednego z baraków Birkenau. Odnalazł je w 1947 r. były więzień Auschwitz, Józef Odi, który w tym czasie był wartownikiem Miejsca Pamięci. W miejscu, gdzie szkice zostały znalezione, działał założony w 1943 r. szpital dla mężczyzn, a nieopodal znajdowały się komory gazowe i krematoria IV i V. Jeden z rysunków przedstawia Judenrampe, rampę kolejową pomiędzy Auschwitz I a Auschwitz II, która funkcjonowała do wiosny 1944 r. Można stąd wywnioskować, że szkice powstawały prawdopodobnie w roku 1943. Autor był doskonale świadomy skali zjawisk, jakie oglądał własnymi oczami i w swoich rysunkach chciał jak najdokładniej to pokazać. Szkice są pełne szczegółów; mundury esesmanów, naklejki na walizkach, a nawet numery rejestracyjne ciężarówek – wszystko to sugeruje, że autor rysował dowody Zagłady. MM – to inicjały więźnia, który stworzył jedno z najcenniejszych dzieł sztuki obozowej. Ołówkiem, czasem podkolorowane kredką oraz tuszem, pokazują masową zbrodnię w Auschwitz. Muzealnicy próbowali dociec jego prawdziwego nazwiska. Niestety, nie udało się. Być może miał jakąś funkcję w szpitalnym baraku, być może właśnie dzięki temu zdobył ołówek i kartki z zeszytu. Wydawnictwo Muzealne postanowiło nie upiększać komputerowo kartek ze szkicownika. Pokazane są tak, jak zostały odnalezione – pozaginane, brudne i zażółcone. Są dziełem całkowicie unikalnym.

Mengele wydaje rozkaz: maluj!

Mieczysław Kościelniak jest autorem portretu Chopina, który powstał w obozie w Auschwitz. Sądzono, że został zniszczony przez uciekających Niemców, tymczasem odnalazł się w domu prof. Aleksandra Skotnickiego. Otrzymał go w podarunku od krakowskiego sędziego Jana Sehna, który w 1945 r. kierował Komisją Badania Zbrodni Hitlerowskich. Muzeum w Aschwitz ma kilkaset prac Mieczysława Kościelniaka. Aresztowany w 1941 r., trafił do Auschwitz, gdzie działał w konspiracji. Po raz pierwszy uratowali go koledzy lekarze, a potem talent. Obok oficjalnych rysunków, tworzonych na zamówienie Niemców – głównie ich portretów, a także prac przedstawiających orkiestrę i szpital – postanawia z narażeniem życia udokumentować przerażającą rzeczywistość, która go otacza. W ten sposób powstało ponad 300 wstrząsających rysunków, których tematem jest choroba i rozpacz. Udało mu się przemycić rysunki poza obóz z transportem brudnej bielizny. Mieczysław Kościelniak poznał o. Maksymiliana Kolbego; jest autorem jego ostatnich portretów. Osiemnaście grafik wykonał w ukryciu. Ukrywane, przemycane, wywożone, odnajdywane... Dzieje zbioru akwarel czeskiej Żydówki, Diny Gottliebovej, opisuje w rewelacyjnej książce reportażu Lidia Ostałowska. Dzięki talentowi Gottliebova uratowała życie swoje i matki. Najpierw rysowała portrety na zamówienie esesmanów. Potem zwrócił na nią uwagę Josef Mengele i na jego rozkaz miała stworzyć galerię portretów więźniów cygańskich. Farbkami wodnymi, akwarelami, z którymi dotąd nie miała w ogóle do czynienia. Mengele potrzebował romskich twarzy do swojej pracy „naukowej”, a dzięki akwarelom idealnie miały wyjść odcienie skóry i oczu. Gottliebova tworzyła pod presją, wystarczyło przecież, że Mengele nie byłby zadowolony. Akwarele przetrwały wojnę, choć ich droga do muzealnej kolekcji nie była prosta i wciąż ma dalszy ciąg. To piękne portrety, pełne smutku i tragedii.

Uchronić wnętrze

„Co czuje artysta poddany takiej presji? Sztuka nie powinna służyć ludobójstwu. A gdy służy i mimo to sprawia przyjemność? Zdegradowana do fotografii, do rzemiosła, pozwala żyć. Jak można sobie z tym poradzić?” – pyta Lidia Ostałowska w książce Farby wodne. Młoda warszawska artystka, wywieziona z getta, Halina Ołomucka wspomina: „O ścianę była oparta, rozmyta deszczem sentencja: Arbeit macht frei. Dobrowolnie zgłosiłam się, że mogę tę sentencję przemalować. Robiłam to, żeby przeżyć. Chciałam chronić moje wnętrze”. Oprócz dekoracyjnych prac dla funkcyjnych (niektórzy mieli takie ambicje, żeby dekorować „swoje” baraki) malowała ukradkiem także głód, rozpacz, szaleństwo. Więźniarki prosiły ją, aby malowała im portrety, aby świat o nich nie zapomniał. Wiele rysunków ukryła w Birkenau w obozie kobiecym, przetrwały w schowku do końca wojny.  Jeden, portret cierpiącej nieludzko dziewczynki, wzięła ze sobą w marsz śmierci. Przechowywała go potem w kolejnych obozach, aż do wyzwolenia.

 

„W moich portretach kobiety są ładniejsze”

Talent mógł uratować życie w sensie dosłownym: za portrety wykonywane na zlecenie esesmanów więzieni artyści dostawali zwykle dodatkowe porcje jedzenia lub lżejszą pracę. Ale sztuka ratowała też życie duchowe, wewnętrzne, dawała silę potrzebną do przeżycia. Jeden z więźniów, którego Höss przyłapał na rysowaniu koni, ratując się przed śmiercią wmówił komendantowi obozu, że przydałoby się w Auschwitz muzeum. I tak Franciszek Targosz stał się odpowiedzialny za Lagermuseum, które szybko stało się azylem dla artystów uwięzionych w Auschwitz. Przychodzili tam Mieczysław Kościelniak, Jan Komski-Baras, Włodzimierz Siewierski, Bronisław Czech, Xawery Dunikowski, Józef Siwek i wielu innych. Potajemnie mogła tu powstawać prawdziwa kronika zbrodni. Oprócz prac – dokumentów, powstawała sztuka, która wprowadzała trochę piękna w ten bestialski świat. Zofia Stępień-Bator wspominała: „Próbowałam wszystko bardziej uprzyjemnić, ponieważ wszystko było takie brzydkie, szare, smutne i brudne… W moich portretach kobiety są ładniejsze. Milsze, wszystkie mają więcej włosów – ich oczy też nie mają takiego tragicznego spojrzenia”. Bronisław Czech, artysta wychowany w otoczeniu Tatr, malował właśnie góry. Uciekał od obozowej rzeczywistości w ukochane Tatry i zbójnickie legendy.

Cierpienie spotykało się z nadzieją.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 6/2012