Logo Przewdonik Katolicki

Pieśni ogromnych dwanaście!

Natalia Budzyńska
Fot.

W lutym 180 lat temu Adam Mickiewicz zakończył pisanie Pana Tadeusza. Rękopis epopei znajduje się teraz we Wrocławiu i będzie główną atrakcją tworzącego się powoli Muzeum Pana Tadeusza. Na razie w towarzystwie wielu rekwizytów można go zobaczyć na wystawie Historia rękopisu Pana Tadeusza teksty, konteksty, realia.

W lutym 180 lat temu Adam Mickiewicz zakończył pisanie Pana Tadeusza. Rękopis epopei znajduje się teraz we Wrocławiu i będzie główną atrakcją tworzącego się powoli Muzeum „Pana Tadeusza”. Na razie w towarzystwie wielu rekwizytów można go zobaczyć na wystawie „Historia rękopisu Pana Tadeusza – teksty, konteksty, realia”.

Adam Mickiewicz wcale nie miał zamiaru pisać epopei narodowej. Miał to być rodzaj sielanki niewielkich rozmiarów, o czym informował w liście przyjaciela Antoniego Edwarda Odyńca w grudniu 1832 r.: „Piszę teraz poema szlacheckie w rodzaju «Herman i Dorothea», już ukropiłem tysiąc wierszy. Podoba się bardzo szlachcie powstańskiej. Duch poetycki czuję w sobie”. Herman i Dorothea to lekka mieszczańska idylla napisana przez Goethego. Dwa lata później Mickiewicz pisał w liście: „Może bym i «Tadeusza» zaniedbał, ale już był bliski końca. Więc skończyłem wczora właśnie. Pieśni ogromnych dwanaście! Wiele mierności, wiele też dobrego. Co mam najlepsze, to obrazki z natury kreślone naszego kraju i naszych obyczajów domowych”. Wystawa we Wrocławiu przedstawia przede wszystkim zagmatwaną i bogatą historię rękopisu, który ostatecznie trafił do Zakładu Narodowego im. Ossolińskich. To druga odsłona ekspozycji, która miała miejsce dwa lata temu, wówczas osią były wątki fabularne zawarte w sześciu pierwszych księgach poematu. Tym razem skupiono się na Epilogu oraz sześciu ostatnich  księgach. – Dużo miejsca poświęcono zarówno burzliwym dziejom rękopisu od jego napisania do współczesności, jak i recepcji tego utworu – powiedział Mariusz Prasał z Zakładu im. Ossolińskich. Obie wystawy są przygotowaniem do planowanego na 2016 rok otwarcia Muzeum „Pana Tadeusza” we wrocławskiej kamienicy Pod Złotym Słońcem. Po wielu problemach finansowych resort kultury potwierdził, że na przygotowanie tej placówki Ossolineum otrzyma 38 mln zł z programu „Konserwacja i rewitalizacja dziedzictwa kulturowego”. Głównym „bohaterem” muzeum i obu wystaw jest rękopis. Tekst pisany w Paryżu w latach 1832–1834 przetrwał do dziś w stanie kompletnym. Od momentu powstania przez wielu traktuje go jak relikwię i pamiątkę narodową. Przechowywany jest w hebanowej szkatule ozdobionej płaskorzeźbami i rytowanymi płytkami z kości słoniowej, przedstawiającymi sceny z epopei.

 

Z rąk do rąk

Podobno pomysł „poematu sielskiego” zrodził się w myślach Mickiewicza podczas pobytu w Wielkopolsce w 1831 r. Tak przynajmniej twierdził przyjaciel poety Józef Bohdan Zaleski. Ale właściciel wsi Łukowo Józef Grabowski twierdził z kolei, że to w jego miejscowości nasz wieszcz wpadł na pomysł napisania Pana Tadeusza. Przypuszczenia badaczy są różne i żadne nie jest pewne. Wiadomo za to, że na początku grudnia 1832 r., przebywając już w Paryżu, Mickiewicz rozpoczął intensywną pracę nad poematem. W styczniu 1833 r. w listach donosił, że gotowe są już „dwie wielkie pieśni”. Trzecią i czwartą ukończył dopiero w maju: „Skończyłem trzecią pieśń Pana Tadeusza. Zanosi się na długą chryję; dotąd dosyć dobrze udaje się” – pisał w liście do przyjaciela i poety Stefana Garczyńskiego, którym wkrótce musiał się opiekować w chorobie i bardzo przeżył jego śmierć. Z tego powodu do pracy zabrał się dopiero w listopadzie i tak z przerwami pisał do 13 lutego 1834 r. Pan Tadeusz ukazał się drukiem już w czerwcu tego roku, ale jakie były dzieje rękopisu? Mickiewicz pisząc poemat, pomieszkiwał u Ignacego Domeyki. Ten widząc, że brudnopis został przepisany na czysto, przywłaszczył go sobie, po czym fragmenty rozdał znajomym „na pamiątkę”. Już wtedy kartki zapisane ręką mistrza miały wielką wartość i były bardzo cenione w polskich kręgach towarzyskich. Domeyko część rękopisu zabrał ze sobą do Chile, gdzie pracował naukowo i tworzył uniwersytet. We wspomnieniach przyznawał, że nie sądził, iż z tym Mickiewiczowskim rękopisem przemierzy cały świat i „że mi będzie wielką pociechą na starość”. Tak też napisał w liście do syna Adama – Władysława Mickiewicza. Krótko przed śmiercią przywiózł rękopis do Paryża, kazał zrobić odpisy, sfotografować, a jedną z kartek podarował Marii, córce poety. Dalsze losy autografu były ściśle związane z historią ludzi, jeden przekazywał drugiemu, kartki przechodziły wiec z rąk do rak. Aż dziw, że zachowały się do naszych czasów w tak dobrym stanie i w komplecie. Władysław Mickiewicz, wiedząc, że Domeyko jest w posiadaniu rękopisu ojca, nie myślał o odkupieniu go, co jest zaskakujące. Zrobił to dopiero po wielu latach po śmierci Domeyki i przekazał rękopis do zbiorów Muzeum Mickiewiczowskiego. Ale nie był to przecież Pan Tadeusz w całości. Domeyko na przykład kilkoma kartkami obdarował krewnego Waleriana Chełchowskiego, który na szczęście przekazał je Władysławowi. Były jeszcze inne autografy będące własnością przeróżnych osób, np. Bogdana Jańskiego, oficjalnego korektora wydania epopei, albo Eugenii Lirischówny, narzeczony, a później żony adiustatora Eustachego Januszkiewicza. No i sam Mickiewicz obdarował kartami rękopisu osoby, które szczególnie lubił i szanował. Na przykład Marię Falkenhagen-Zaleską, córkę pisarza Józefa Korzeniowskiego, Magdalenę Gołuchowską, poetę Bohdana Zaleskiego (jego syn zwrócił te karty Władysławowi Mickiewiczowi), Stefana Witwickiego, też poetę. Słynny badacz Pana Tadeusza Stanisław Pigoń twierdził, że Adam Mickiewicz sprzedał rękopis hrabinie Annie Wąsowiczowej, lecz późniejsze badania i analizy korespondencji wykazują, że była to sprzedaż fikcyjna. Przyjaciele po prostu zbierali pieniądze, aby wspomóc poetę, który znajdował się w bardzo trudnym położeniu.

 

U Tarnowskich

Natomiast rękopis sprzedał Władysław Mickiewicz, syn poety. Nowym właścicielem został w 1871 r. Stanisław Tarnowski, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, bibliofil i historyk literatury. To właśnie on zlecił wykonanie ozdobnej szkatułki, w której do dzisiaj przechowywany jest rękopis. Szkatułka została wykonana w 1873 r. przez lwowskiego artystę Józefa Brzostowskiego. Sześćdziesiąt lat później rękopis został odkupiony od syna Stanisława Tarnowskiego za sumę 60 tys. zł przez jego stryjecznego brata Zdzisława Jana Tarnowskiego. Manuskrypt stał się częścią wspaniałej kolekcji dzieł sztuki i białych kruków, która była traktowana jako dobro publiczne. W latach 30. XX wieku Zdzisławowi zaproponowano sprzedaż rękopisu za kwotę 100 tys. zł, co było ogromną sumą. Ten jednak odrzucił propozycję, chcąc, by skarb narodowy pozostał w rodzinie. Aż do wybuchu wojny rękopis Pana Tadeusza znajdował się więc w Dzikowie, który obecnie jest częścią Tarnobrzega. Zbiory Tarnowskich w dwudziestoleciu międzywojennym były traktowane jako dobro publiczne, w kolekcji znajdowały się liczne rękopisy, zbiory malarstwa i wiele księgarskich białych kruków. Ostatni właściciel kolekcji dzikowskiej, Artur Tarnowski, po wybuchu wojny w 1939 r. przekazał Pana Tadeusza w depozyt Zakładowi Narodowemu im. Ossolińskich we Lwowie. Pozostałe zbiory jego siostra Róża kazała zamurować w piwnicach zamku. Przetrwały wojnę.

 

Czasy Ossolineum

Pan Tadeusz dotarł do Lwowa owinięty w poduszki pokryte skórą. W radzieckim Lwowie zaopiekował się nim – jak i wszystkimi zbiorami Ossolineum – Jerzy Borejsza, a właściwie Beniamin Goldberg, brat niesławnego Józefa Różańskiego, prawnika i oficera NKWD. Władze sowieckie rękopis znacjonalizowały i przekazały na własność Ossolineum. W czasie okupacji niemieckiej zarządcą zbiorów został prof. Mieczysław Gębarowicz. Wiosną 1944 r. ewakuował najcenniejsze zbiory rękopiśmienne do Krakowa, stamtąd Niemcy chcieli je wywieźć w głąb Rzeszy. Transport został jednak porzucony na Dolnym Śląsku, gdzie odnaleźli go Polacy. Wśród zbiorów był i rękopis Pana Tadeusza. W roku 1947 ponownie trafił do Ossolineum, tyle że teraz przeniesionego do Wrocławia. Ówczesny dyrektor Zakładu Narodowego im. Ossolińskich Antoni Knot wspomina: „Uzgodniliśmy, że nie podamy do publicznej wiadomości faktu odzyskania autografu aż do chwili załatwienia sprawy, gdyż już otrzymałem od dyrektora Biblioteki Jagiellońskiej Edwarda Kuntzego list, w którym domagał się zwrotu rękopisu”. A to dlatego, ponieważ zbiory dzikowskie w całości zostały przekazane Bibliotece Jagiellońskiej. Ostatecznie Rada Ministrów przyznała rękopis Ossolineum. W 1999 r. okazało się, że rękopis ma przecież prawowitego właściciela, a jest nim Jan Artur Tarnowski, i to on dopiero mógł podpisać akt notarialny, na mocy którego rękopis został sprzedany miastu Wrocław, a następnie przekazany na własność Zakładowi Narodowemu im. Ossolińskich. Jan Artur Tarnowski wycenił autograf na sumę 600 tys. dol., miasto zapłaciło 200 tys. dol., a brakująca reszta została uznana za darowiznę. „Taki skarb nie ma ceny” – powiedział wtedy Adolf Juzwenko, dyrektor Ossolineum. Ów skarb będzie głównym i najważniejszym eksponatem powstającego Muzeum „Pana Tadeusza”. W oczekiwaniu na nowoczesną multimedialną ekspozycję pokazującą idee i konteksty możemy rękopis oglądać w bardziej konwencjonalnym towarzystwie obrazów i rzeźb przedstawiających Adama Mickiewicza, a wypożyczonych z polskich i zagranicznych muzeów.

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki