Logo Przewdonik Katolicki

Wierzę w Boga, który stworzył człowieka z miłości

ks. dr Mirosław Tykfer
Fot.

Aby nasza modlitwa nie była jedynie wypowiadaniem słów, trzeba znać ich sens i zrozumieć treść . Dlatego w Roku Wiary przypominamy treść Credo, próbując zgłębić istotę naszej wiary. W drugim odcinku naszego cyklu rozważamy słowa: Wierzę w Boga (…) Stworzyciela nieba i ziemi, wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych.

Aby nasza modlitwa nie była jedynie wypowiadaniem słów, trzeba znać ich sens i zrozumieć treść . Dlatego w Roku Wiary przypominamy treść Credo,   próbując zgłębić istotę naszej wiary. W drugim odcinku naszego cyklu rozważamy słowa: „Wierzę w Boga (…) Stworzyciela nieba i ziemi, wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych”.

 

W każdą niedzielę podczas Mszy św. recytujemy Wyznanie Wiary, tzw. Credo. Jest ono starożytnym streszczeniem tego, w co wierzy Kościół. Papież Benedykt XVI zaprasza nas w Roku Wiary do refleksji nad jego treścią, szczególnie z pomocą Pisma Świętego i Katechizmu Kościoła Katolickiego. Zastanawianie się nad tym, w co wierzymy, nie ma nas prowadzić jedynie do poszerzenia wiedzy religijnej. Każda katecheza, a szczególnie ta, która wprost odnosi się do fundamentów naszej wiary (a tak jest istotnie w przypadku chrześcijańskiego Credo), powinna nas prowadzić do spotkania z żywym Bogiem. Pamiętać więc musimy, że o tyle poznajemy Boga i formułujemy jakiekolwiek zdania na temat Jego natury, o ile sam Bóg wpierw nam się objawia. Tekst Wyznania Wiary jest zawsze owocem odpowiedzi człowieka na objawienie Boga albo – mówiąc bardziej precyzyjnie – rodzi się zawsze w łonie wspólnoty Kościoła, który wyznaje wiarę w Boga objawionego w Jezusie Chrystusie.

Chciałbym skoncentrować uwagę czytelników na jednym, niewielkim fragmencie Credo, w którym czytamy: „Wierzę w Boga (…) Stworzyciela nieba i ziemi, wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych”. Moje rozważanie poświęcone jest więc w głównej mierze prawdzie o Bogu, który jest Stworzycielem świata, ale też nauce o człowieku, który – wyznając wiarę w jedynego Boga – odnajduje najgłębszy wyraz prawdy o samym sobie. Pytanie o Stworzyciela i stworzenie osadzę w kontekście współczesnych kontrowersji związanych z teorią ewolucji oraz w odniesieniu do egzystencjalnych rozterek człowieka żyjącego w kulturze zsekularyzowanej.
 
Bóg, Stwórca nieba i ziemi
 W pierwszym wersecie Księgi Rodzaju czytamy: „Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię”. To zdanie, wprowadzające nas w teologię stworzenia, jest odpowiedzią na pytanie: Kto stoi u początków świata i człowieka? Nie jest to więc tekst, którego celem jest wyjaśnienie, jak powstał świat w sensie naukowym, ale raczej kto jest jego Stwórcą. Dlaczego tak ważne wydaje się podkreślenie owego rozróżnienia między pytaniem „kto” a pytaniem „jak”? Okazuje się, że brak rozpoznania zasadniczego celu, którym kierował się autor natchnionego tekstu, wprowadza wiele zamieszania do poprawnej jego interpretacji. Odpowiedź na pytanie „kto” ukierunkowuje bowiem czytelnika na osobę, na samego Boga, który objawia się przez swoje dzieła. Bóg stwarza świat i człowieka, który będzie w nim zamieszkiwał. Wszystko, co czyni Bóg, jest dobre – jak podkreśla Księga Rodzaju – co znaczy, że Stwórca świata jest dobry i jest zarazem źródłem wszelkiego dobra. Cel zasadniczy, dla którego powstała Księga Rodzaju, jest więc teologiczny, co znaczy, że ma on służyć przede wszystkim za spisane świadectwo wiary Żydów i chrześcijan w jedynego Boga, Stwórcę wszechświata.
Na podstawie powyższego świadectwa poznajemy ponadto istotne cechy Boga, który ukierunkowuje dzieło stworzenia na szczęście człowieka. Ponadto Bóg, który powołuje do istnienia kolejne elementy przyrody, ukazuje się jako Istota kierująca się swoistą „logiką”, pewnym porządkiem, który nadawany jest rzeczom tego świata. Człowiek może odnaleźć więc w tym świecie nie tylko bezpieczne miejsce swego przebywania, ale przede wszystkim ukryty sens swego istnienia. Cała przyroda niejako ukrywa i odkrywa tajemnicę pochodzenia człowieka od Boga, a co za tym idzie, jego przeznaczenia do odkrycia szczęścia w budowaniu osobowej relacji ze Stwórcą.
Przyjrzyjmy się teraz bliżej próbom odpowiedzi na pytanie, jak Bóg stworzył świat. Jak już była o tym mowa powyżej, opisanie naukowego modelu powstania świata nie było w żadnym wypadku zamysłem autora natchnionego. Jeśli tekst biblijny miał być wyrazem wiary w jedynego Boga, Stwórcę nieba i ziemi, to tak też należy go czytać, tzn. przede wszystkim jako świadectwo wiary w Boga, który jest źródłem wszelkiego życia i dobra. Podejmowane próby odpowiedzi na pytanie „jak” na podstawie samego tekstu doprowadza najczęściej do całkowitego lub przynajmniej częściowego przeciwstawienia wiary i racjonalnego myślenia. Na pierwszy rzut oka wydaje się bowiem, że naukowe dowodzenie, a szczególnie to, które przeniknięte jest myśleniem ewolucyjnym, podważa sposób stworzenia świata opisany w Księdze Rodzaju. Jeśli człowiek jest wytworem biologicznej ewolucji przyrody, jak twierdzą skrajni ewolucjoniści, to jakim sposobem może być on jednocześnie dziełem Boga? Poza tym, podtrzymują ci sami, jak wytłumaczyć sześciodniowe stworzenie świata, w konfrontacji z wynikami odkryć archeologicznych, które potwierdzają tezę o milionach lat kształtowania się świata przyrody? Otóż odpowiedź wydaje się prosta, jeśli Księgę Rodzaju potraktujemy nie w kategoriach naukowych, ale jako tekst ściśle religijny. Zawiera on bowiem przede wszystkim religijną prawdę o Bogu Stwórcy i człowieku stworzonym na Jego obraz. Z tej perspektywy do przyjęcia jest wizja ewoluującego świata materii, jeśli sama materia nie będzie potraktowana za ostateczne źródło wszelkiego życia, a w szczególności życia człowieka. Żadna teoria ewolucji nie może postawić świata materialnego w miejsce Stwórcy, bo tym samym ujawnia swoje ideologiczne założenia co do wiedzy, której sama udowodnić nie potrafi, tj. wiedzy o tym, kto lub co stoi u początku świata.Biblia nie jest tekstem naukowym w takim sensie, żeby można było doszukiwać się w nim racjonalnych dowodów na istnienie Boga, a co za tym idzie, na sposób, w jaki stworzył On człowieka. Zgodnie z intencją autora, biblijne obrazy pojawiających się kolejno etapów tworzenia się świata przyrody potraktować należy jako rodzaj symbolicznej obudowy zasadniczej treści. Symbolika stwarzania w sześć dni ma raczej za zadanie naprowadzić czytelnika na podstawowe przesłanie tekstu, jakim jest objawienie prawdy o Bogu i Jego zamyśle stwórczym wobec człowieka. Pismo Święte nie mówi więc, w jaki sposób historycznie dokonało się dzieło stworzenia, nie jest przyrodniczym modelem wyjaśnienia początków świata. Chce jedynie przekazać świadectwo wiary o tym, kto był jego Autorem oraz jakie płyną stąd konsekwencje dla właściwego pojmowania człowieka i jego życia na ziemi.Z powyższego rozważania należy wnioskować, że teoria ewolucji, w jakiejkolwiek formie ona występuje (pamiętać bowiem trzeba, że nadal jest to tylko teoria, która przyjmuje różne założenia, co do sposobu opisu ewoluującej materii), nie musi stać w sprzeczności z religijną wiarą w Boga, Stwórcę nieba i ziemi, jeśli sama nie jest uwięziona w materialistyczne założenia co do początków wszechświata.

 

Człowiek stworzony z duszą i ciałem

Z biblijnej nauki o stworzeniu świata przez Boga można wyciągać rozmaite wnioski będące fundamentem właściwego rozumienia człowieka i jego ostatecznego przeznaczenia. W tym sensie prawda religijna, zapisana w Księdze Rodzaju, nie jest bez znaczenia dla nauki, a szczególnie nauki o człowieku. Wyznanie chrześcijańskiej wiary w stworzenie świata materialnego przez osobowego Boga nie jest bowiem jednoznaczne z potwierdzeniem tezy, że osoba ludzka jest tylko wytworem materii. W przeciwnej sytuacji uznać należałoby, że świat ze swej natury pozbawiony jest wymiaru duchowego, a człowiek nie posiada czegoś, co można byłoby nazwać duszą. Właśnie w tym kontekście konieczne jest odwołanie do drugiej części cytowanego fragmentu Credo. Zaraz bowiem po słowach wyznania wiary w Boga, Stworzyciela nieba i ziemi, czytamy o Stworzycielu „…rzeczy widzialnych i niewidzialnych”. Otóż „rzeczy widzialne” to cała rzeczywistość świata, która poddaje się poznaniu poprzez ludzkie zmysły. Jeżeli jednak wierzymy, że człowiek jest stworzony na obraz i podobieństwo Boga, to tym samym uznajemy, że człowiek w sposób naturalny obdarowany jest przez Stwórcę wolną wolą, rozumowym poznaniem i zdolnością do życia wiecznego. Nie może on więc być jedynie produktem przypadkowych powiązań chemicznych i bezcelowego procesu biologicznych przemian materii. Człowiek jest osobą, tzn. istotą rozumną i posiadającą wolną wolę. Właśnie poprzez rozum może ukierunkować on swoje myśli oraz czyny zgodnie z wolą Boga. Wszystkie te elementy razem wzięte: rozum, wolna wola oraz dar życia wiecznego, świadczą o tym, że człowiek ma duszę. Osoba ludzka nie jest więc jedynie produktem świata materialnego, ale poprzez swoje pierwotne odniesienie do Boga, ukazuje się jako istota składająca się z ciała i duszy. Dusza jest zaś tym elementem człowieka stworzonego na obraz Boga, który nigdy nie da się zredukować do jego psychiki lub biologicznego funkcjonowania jego mózgu. Ideologia materialnej wizji świata znajduje bowiem swoich zwolenników także pośród tych, którzy zajmują się „tropieniem” wszelkich śladów zwierzęcej natury człowieka. Mowa jest o tych, którzy szukają potwierdzenia tezy, że człowiek jest istotą, która tym różni się od zwierząt, że posiada bardziej skomplikowany system nerwowy nazywany inteligencją. W opozycji do takiego sposobu widzenia człowieka, zgodnie z chrześcijańską wiarą, wyznajemy, że dusza ludzka jest czymś, co przekracza materię, a jako element podobieństwa człowieka do Boga, jest nieśmiertelna. Gdy więc mowa o rzeczach niewidzialnych, to w pierwszym rzędzie Wyznanie Wiary odnosi się do całego wymiaru duchowego świata, który został nadany temu właśnie światu wraz ze stworzeniem człowieka (świadomie nie odnoszę się do świata niematerialnych duchów, które należałoby, obok ludzkiej duszy, zakwalifikować do stworzenia „rzeczy” niewidzialnych).

           

Człowiek stworzony do miłości

 Na koniec chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jeden istotny wymiar wiary w Boga Stwórcę. W Księdze Rodzaju czytamy o tym, że „na początku” Bóg stworzył niebo i ziemię. Zupełnie spontanicznie nasze myśli kierują się do początków w czasie. Odwołując się do teorii wielkiego wybuchu, powiedzielibyśmy, że zanim nastąpił domniemany wybuch, musiało istnieć coś, co było jego przyczyną. Zakładając, że teoria o wybuchu w jakiejkolwiek mierze jest prawdziwa, ową poprzedzającą „przyczynę” chrześcijanie upatrywaliby w wolnym akcie samego Boga. Jeżeli jednak zakładamy, że tekst biblijny wcale nie chce udowadniać nam sposobu, w jaki powstał świat, to należy wnioskować, że sformułowanie o „początkach” wcale nie musi oznaczać punktu w czasie. Księga Rodzaju, jak uważają niektórzy starożytni i współcześni pisarze chrześcijańscy, nie zajmuje się tyle sprawą początków w czasie, co początkami świata w naturze Boga. Inaczej mówiąc, „to, co na początku” rozumieć należy jako wyjaśnienie prawdziwej natury rzeczy stworzonych. Stworzenie ma swoje źródło w samym Bogu i w ten sposób niejako odzwierciedla Jego naturę; nosi w sobie wewnętrzne ukierunkowanie na stawanie się do Niego podobnym. Człowiek nie jest kimś, kto istnieje z przypadku, ale jest owocem miłości Boga. Naturą Boga jest bowiem miłość, a ta jest stwórcza. Najgłębszym powołaniem człowieka jest więc odkryć źródło życia i miłości, którą obdarowuje go Stwórca. Poznanie to prowadzić powinno następnie do pozytywnej odpowiedzi człowieka na to obdarowanie i całkowite oddanie się Bogu. Bez tej fundamentalnej prawdy o nadprzyrodzonym powołaniu człowieka nie jest możliwe pełne zrozumienie sensu jego istnienia.

Współczesna, zsekularyzowana kultura wydaje się głośno wołać o zagubione poczucie sensu. Wszelkie bowiem teorie wykluczające Boga z życia człowieka kończą się z czasem ubóstwieniem świata materialnego i zredukowaniem egzystencjalnych pytań człowieka do poszukiwania doczesnego samozaspokojenia. Psychologiczna samorealizacja i zaspokojenie materialnych potrzeb człowieka nie prowadzi jednak do szczęścia, ale do jeszcze większego odczucia pustki i nieszczęścia. Chrześcijańska wizja człowieka, który odkrywa „początki” swojego istnienia w miłości Boga, uznaje natomiast, że celem ostatecznym istnienia całego stworzenia, rzeczy widzialnych i niewidzialnych, jest zjednoczenie człowieka z Bogiem, źródłem wszelkiego życia. Jest to wizja, która radykalnie neguje egoizm oraz jednoznacznie wzywa do miłości Boga i drugiego człowieka. Początkiem i końcem wszelkiego istnienia jest bowiem Bóg, który jest miłością.

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki