Logo Przewdonik Katolicki

Pontyfikat ze znakami czasu

Małgorzata Szewczyk
Fot.

Benedykt XVI przez osiem lat kierował łodzią Piotrową, chociaż niemal natychmiast po wyborze okrzyknięto go papieżem przejściowym. Niewątpliwie w czasie jego pontyfikatu nie brakowało trudnych i bolesnych momentów w życiu Kościoła, mierzył się z nimi, zgodnie ze swoją dewizą: Współpracownicy prawdy.

Benedykt XVI przez osiem lat kierował łodzią Piotrową, chociaż niemal natychmiast po wyborze okrzyknięto go „papieżem przejściowym”. Niewątpliwie w czasie jego pontyfikatu nie brakowało trudnych i bolesnych momentów w życiu Kościoła, mierzył się z nimi, zgodnie ze swoją dewizą: „Współpracownicy prawdy”.

Kiedy 19 kwietnia 2005 r. świat obiegła informacja, że w czwartym głosowaniu drugiego dnia zgromadzenia kardynałów kard. Joseph Ratzinger został wybrany na 265. papieża, niewielu to zaskoczyło. 78-letni wówczas wybitny teolog, „pancerny kardynał”, jak o nim mówiono, był nie tylko jednym z najbliższych współpracowników Jana Pawła II, ale należał też do grona tzw. papabili. On sam też jakby coś przeczuwał, skoro zwierzał się po konklawe: „Podczas konklawe modliłem się do Boga, żeby mnie nie wybrano. Tym razem jednak Bóg wyraźnie mnie nie posłuchał”. I nie było w tym zdaniu cienia fałszu. Wystarczy bowiem przypomnieć słowa wypowiedziane w czasie jego pierwszego wystąpienia, 19 kwietnia, przed błogosławieństwem Urbi et Orbi: „Po wielkim papieżu Janie Pawle II kardynałowie wybrali mnie – prostego, skromnego pracownika winnicy Pana. Pocieszam się faktem, że Pan potrafi się posługiwać niedoskonałymi narzędziami i działać przy ich pomocy, a przede wszystkim zawierzam się waszym modlitwom. W radości Pana zmartwychwstałego, ufni w Jego stałą pomoc, idziemy przed siebie. Pan nam pomoże, a Maryja, Jego Najświętsza Matka, stoi u naszego boku”. Przyjął imię Benedykta, nawiązując tym samym do patrona Europy i założyciela zakonu benedyktynów, św. Benedykta z Nursji. Przez osiem lat kierował łodzią Piotrową, chociaż niemal natychmiast po wyborze okrzyknięto go „papieżem przejściowym”.
 
 
Prymat Boga
Niewątpliwie w czasie jego pontyfikatu nie brakowało trudnych i bolesnych momentów w życiu Kościoła, mierzył się z nimi, zgodnie ze swoją dywizą: „Współpracownicy prawdy”. Bo też i postulat stanięcia w prawdzie, relacja wiary i rozumu, przypieczętowana spójnością doktryny z praktyką chrześcijańską, a także zachęta do nowej ewangelizacji wyznaczyły kierunek tego pontyfikatu. Najważniejszą jednak kwestią nauczania Benedykta XVI był absolutny prymat Boga, który jest miłością. Stąd – tak charakterystyczny dla jego pism i wypowiedzi – apel o przywrócenie Bogu należnego Mu miejsca we współczesnym świecie i przeciwstawianie się „dyktaturze relatywizmu”: „Wszystko przemija, przypomina nam o tym Pan, ale Słowo Boże się nie zmienia. (...) nawet w naszych czasach nie brakuje klęsk żywiołowych, wojen i przemocy. Nawet i dzisiaj musimy szukać stabilnego fundamentu dla naszego życia w nadziei, w której jest Jezus. Musimy bronić się od relatywizmu” (Anioł Pański,18.11.2012) czy „Wielkim problemem Zachodu jest zapominanie o Bogu: ta niepamięć szerzy się coraz bardziej. W ostatecznym rozrachunku – jestem o tym przekonany – wszystkie pojedyncze problemy można sprowadzić do tego zagadnienia” (Spotkanie z kardynałami, biskupami i pracownikami Kurii Rzymskiej, 2006).Wielokrotnie przestrzegał przed uleganiem złudnemu wrażeniu, że wszystko – nawet prawdy wiary – jest względne. „Obowiązkiem Kościoła jest troska <>. Nie możemy ulec pokusie relatywizmu czy subiektywnego czy selektywnego interpretowania Pisma Świętego. Tylko cała prawda pozwoli przylgnąć do Chrystusa, który umarł i zmartwychwstał dla naszego zbawienia” – podkreślał siedem lat temu w Warszawie. Uważał, że u podstaw współczesnego kryzysu kultury i ekonomii leży kryzys człowieka, kryzys antropologiczny. Wskazywał na groźne dla człowieka konsekwencje odrzucania płciowości jako faktu danego w akcie stwórczym, a traktujących ją jako rolę społeczną, o której decyduje się autonomicznie. Uważał, że atak na rodzinę, którego jesteśmy świadkami, przejawia się także w nowej filozofii seksualności znanej pod hasłem „gender”. Zgodnie z nią płeć nie jest już pierwotnym faktem natury, który człowiek musi przyjąć i osobiście wypełnić sensem, ale rolą społeczną, o której decyduje się autonomicznie, podczas gdy dotychczas decydowało o tym społeczeństwo. Benedykt XVI był przekonany, że zarówno pogląd ten, jak i podporządkowana jemu rewolucja antropologiczna są głęboko błędne. Przypomniał, że w biblijnej wizji człowiek stworzony jest jako mężczyzna i jako kobieta, a dualizm ten jest dla niego istotny. Kiedy natomiast człowiek kwestionuje swoją naturę, dopuszcza się manipulacji.
Bolesnym doświadczeniem dla całego Kościoła były przypadki nadużyć w kapłaństwie. Benedykt XVI musiał się z nimi zmierzyć niemal na początku swego pontyfikatu. Kontynuował proces oczyszczania Kościoła, o którym wspominał jeszcze jako dziekan Kolegium Kardynalskiego podczas Drogi Krzyżowej w Koloseum w 2005 r. W roku 2008, podczas swojej pielgrzymki do USA i w czasie pobytu w Sydney, nie tylko spotkał się z grupą ofiar molestowania, ale zapewniał ich o swojej duchowej bliskości. W 2010 r. skierował do wiernych Kościoła irlandzkiego list. Właśnie w tym kraju skala tego zjawiska wywołała głęboki kryzys. Zobligował wszystkie episkopaty do przygotowania instrukcji postępowania z księżmi oskarżonymi o molestowanie nieletnich.
 
 Nowe inicjatywy

Trudno odmówić Benedyktowi XVI podejmowania nowych inicjatyw, jak organizowany Dziedziniec Pogan, ogłoszenie Roku św. Pawła (2008–2009) z okazji 2000. rocznicy urodzin Apostoła, Roku Kapłańskiego (2009–2010), w związku z przypadającą 150. rocznicą śmierci patrona proboszczów, św. Jana Vianneya czy trwającym właśnie Roku Wiary z okazji 50. rocznicy rozpoczęcia Soboru Watykańskiego II i bodaj najważniejszy postulat – podjęcie nowej ewangelizacji, tak potrzebne, gdy szerzenie się niewiary jest jedną z najgroźniejszych chorób współczesnej cywilizacji. Podjęcie nowej ewangelizacji powierzył wszystkim chrześcijanom. Powołał też Papieską Radę ds. Krzewienia Nowej Ewangelizacji (2010), mającą rangę watykańskiego urzędu i oficjalnie erygowaną na mocy motu proprio Ubicumque et semper („Ewangelia zawsze i wszędzie”, 2010). Nie mniej ważne wydaje się ustanowienie w ubiegłym roku Papieskiej Akademii Latinitas (Języka i Kultury Łacińskiej). To wyraz troski papieża o propagowanie znajomości łaciny w Kościele i w procesie edukacji. Wielokrotnie zarzucano mu, że nie potrafił podjąć dialogu ze współczesną kulturą, tymczasem on oceniał ją, podobnie jak kondycję współczesnego człowieka, w optyce Ewangelii. Apelował o wierność chrześcijańskiemu dziedzictwu Europy, którą w jednym z przemówień nazwał „polifoniczną jednością” i dzięki której Unia Europejska może być ubogacona. Stale zachęcał do odkrywania piękna wiary i dawania jej świadectwa, w świecie, który bardzo tego potrzebuje. Wskazał na konieczność odnowienia w naszych czasach wychowania do wiary, obejmującego nie tylko pewną znajomość jej prawd oraz zbawczych wydarzeń, ale która rodziłaby się z prawdziwego spotkania z Bogiem w Jezusie Chrystusie, wpływającego w sposób decydujący na nasze życie. „Wierzyć to w całkowitej wolności i radości powierzyć siebie opatrznościowemu dziejowemu planowi Boga, jak to uczynił patriarcha Abraham, jak Maryja z Nazaretu. Wiara jest więc zgodą, z którą nasz umysł i serce wypowiadają swoje Bogu, wyznając, że Jezus jest Panem. To przemienia życie, otwiera mu drogę ku pełni sensu, czyni je tak nowym, pełnym radości i niezawodnej nadziei” – mówił podczas jednej z katechez w 2012 r. Z całą mocą podkreślał, że „nasze czasy wołają o chrześcijan, którzy byliby porwani przez Chrystusa, którzy wzrastaliby w wierze dzięki zażyłości z Pismem Świętym i sakramentami. Ludzi będących niemal otwartą księgą opowiadającą doświadczenia nowego życia w Duchu Świętym, obecności tego Boga, który nas wspiera w drodze i otwiera nas na życie, które nigdy nie będzie miało końca”. Wiary nie można ograniczać do przyjęcia określonego katalogu prawd, ona domaga się nawiązania głębokiej relacji z osobowym Bogiem.

 

Nauczyciel wiary

Był nauczycielem wiary, żywo i prawdziwie zafascynowanym osobą Zbawiciela.

Z jego nauczania biła niesamowita głębia myśli teologicznej, którą zauważył i docenił już Jan Paweł II, mianując go w 1981 r. prefektem najważniejszej dykasterii – Kongregacji Nauki Wiary.

Benedykt XVI w swoich pismach często wraca do fundamentalnego stwierdzenia, że „Bóg jest miłością. Deus caritas est” (1 J 4, 8.16), które musi być punktem wyjścia dla wszystkich sądów dotyczących istoty stworzenia, a przede wszystkim człowieka. Miłości – centralnemu słowu teologicznej myśli jego duchowego mistrza św. Augustyna – poświęcił też pierwszą encyklikę Deus caritas est (2006). Podkreślił w niej, że miłość Boga i miłość bliźniego, stanowiąca fundament najważniejszego przykazania, są nierozłączne. Był przekonany, że „chrześcijanie muszą być prorokami Dobrej Nowiny”, bo uniwersalne przesłanie Ewangelii jest przesłaniem nadziei, którą trzeba głosić. Drugiej cnocie teologicznej poświęcił też kolejną encyklikę Spe salvi („W nadziei zbawieni”, 2007), nazywaną „traktatem o nadziei, zachęcającym do refleksji nad sensem życia”. O tym, że miłość w prawdzie jest podstawą prawdziwego rozwoju człowieka i całej ludzkości, bez której nie można osiągnąć sprawiedliwości, pisał w swojej ostatniej encyklice Caritas in veritate („Miłość w prawdzie”, 2009). Ale nauczanie papieża to również konstytucje i listy apstolskie, a także cztery posynodalne adhortacje: Sacramentum caritatis (o Eucharystii jako sakramencie miłości, 2007), Verbum Domini (o Słowie Bożym w życiu i misji Kościoła, 2010), Africae munus (o zadaniach Kościoła w Afryce, 2011) i Ecclesia in Medio Oriente (o Kościele na Bliskim Wschodzie, 2012). Na uwagę zasługuje zwłaszcza konstytucja Anglicanorum coetibus (2009), ustanawiająca ordynariaty personalne dla tych anglikanów, którzy chcą przejść do Kościoła katolickiego. Kiedy czyta się jego rozważania na Anioł Pański czy homilie, trudno nie zauważyć jego zamiłowania do opisów biblijnych, tekstów liturgicznych i pism biskupa z Hippony. Zafascynowanie myślą teologiczną biło też ze środowych audiencji generalnych, w czasie których, przez ostatnie lata, przedstawiał sylwetki ojców Kościoła oraz wielkich pasterzy pierwszych wieków aż po wczesne średniowiecze. To wspaniały wykład niezwykłej mądrości, która pozwala odnaleźć się w tradycji wiary. Jednak najbardziej osobistym dziełem teologicznym Benedykta XVI jest trzyczęściowe opracowanie chrześcijańskiej chrystologii pt. Jezus z Nazaretu. Ta przejmująca medytacja jest wynikiem jego osobistego odkrywania postaci „Jezusa historycznego”. „Postać Jezusa w rzeczywistości rozsadza wszystkie dostępne kategorie i można ją zrozumieć tylko w perspektywie tajemnicy Boga” – napisał w przedmowie do pierwszej części. Tym, co uderzało w sprawowanej przez niego liturgii, to dbałość o najmniejsze szczegóły, sięganie do gestów znanych mu jeszcze sprzed reformy Soboru Watykańskiego II i przestrzeganie przepisów, do czego zresztą namawiał Kościoły lokalne. Na Mszach papieskich Komunia św. udzielana była wiernym tylko do ust, fragmenty liturgii były odmawiane po łacinie, większą wagę przywiązywano też do śpiewu. W 2007 r. ogłosił motu proprio Summorum Pontificum w sprawie odprawiania Mszy św. w rycie trydenckim, zrównując je w prawach z rytem posoborowym. Benedyktowi XVI zarzucano, że uwstecznia Kościół, przekreślając Vaticanum II, tymczasem on sam ubolewał, że postanowienia soborowe zostały wypaczone przez media i źle zrozumiane. Jego zamiarem było zwrócenie uwagi na ciągłość liturgii na przestrzeni dziejów oraz przywrócenie należytego miejsca i piękna liturgii, którą zachwycał się, będąc jeszcze małym chłopcem. Podczas tego pontyfikatu nie brakowało też decyzji, za które był bardzo krytykowany. W 2008 r. zgodził się zmienić tekst wezwania modlitwy wiernych za żydów w liturgii Wielkiego Piątku. Krytyką, a także zamieszkami wywoływanymi przez muzułmanów, zakończył się wykład papieża wygłoszony w Ratyzbonie w 2006 r. podczas pierwszej wizyty w Niemczech. Muzułmanie poczuli się dotknięci cytatem na temat proroka Mahometa. W 2009 r. zdjął ekskomunikę z czterech biskupów konsekrowanych w 1988 r. bez zgody Stolicy Apostolskiej przez abp. Marcela Lefebvre’a. Papież nie wiedział jednak, że jeden z nich, bp Richard Williamson, zanegował Holokaust. Jednocześnie nie ukrywał, że warunkiem pełnej jedności z lefebrystami jest uznanie przez nich całej nauki Kościoła, w tym dokumentów Vaticanum II. Szerokim echem w świecie odbiła się niedawna sprawa papieskiego kamerdynera Paola Gabriele, gdy okazało się, że wynosił on dokumenty z papieskich komnat.

 

Kontynuator dzieła Jana Pawła II

Niemal 25 lat spędzonych u boku Jana Pawła II sprawiło, że jak nikt znał Kościół. Wraz z jego wyborem wiązano nadzieje na kontynuację dzieła polskiego papieża. I można powiedzieć, że okazał się jego wiernym kontynuatorem. Wystarczy wymienić publiczne sprawowanie sakramentów, dialog ekumeniczny (wznowił rozmowy z Cerkwią moskiewską) i międzyreligijny, Światowe Dni Młodzieży czy spotkania rodzin. W ubiegłym roku spotkał się na placu św. Piotra z 40 tysiącami młodych ze świata przy okazji kolejnego Europejskiego Spotkania Młodych Táize. Osobiście przewodniczył 11 obrzędom kanonizacji, upoważnił kardynałów do przeprowadzenia 116 beatyfikacji, które dały Kościołowi 870 błogosławionych. 45 osób z 20 krajów świata ogłosił świętymi. W tym gronie jest pięciu Polaków: Józef Bilczewski, Stanisław Kazimierczyk, Szymon z Lipnicy, Zygmunt Szczęsny Feliński i Zygmunt Gorazdowski. Osobiście przewodniczył ceremonii beatyfikacyjnej: bł. kard. Johna H. Newmana w 2010 r.  My, Polacy, zapamiętamy go też jako tego, który 1 maja 2011 r. wyniósł na ołtarze Jana Pawła II. Zmodyfikował także ceremonie beatyfikacyjne, które zdecentralizował, i zmienił priorytety w wynoszeniu na ołtarze, wyraźniej zaznaczając różnice między świętymi, którzy mogą być czczeni w całym Kościele powszechnym, a błogosławionymi, których kult ograniczony jest do jednej diecezji czy zakonu. Trudno nazwać go „papieżem pielgrzymem”, choć  w ciągu ośmiu lat swego pontyfikatu odbył 24 podróże zagraniczne, ale niedosyt w tym względzie można tłumaczyć wiekiem. Po pierwszej zagranicznej podróży do Kolonii z okazji XX Światowego Dnia Młodzieży, w 2006 r. odwiedził Polskę. Do rangi symbolu urosła jego wizyta na terenie byłego niemieckiego obozu koncentracyjnego Aschwitz-Birkenau, gdzie zdjąwszy piuskę na znak najwyższego szacunku, samotnie modlił się pod Ścianą Śmierci. „Mówić w tym miejscu kaźni i niezliczonych zbrodni przeciwko Bogu i człowiekowi, niemających sobie równych w historii, jest rzeczą prawie niemożliwą – a szczególnie trudną i przygnębiającą dla chrześcijanina, dla papieża, który pochodzi z Niemiec. W miejscu takim jak to brakuje słów, a w przerażającej ciszy serce woła do Boga: Panie, dlaczego milczałeś? Dlaczego na to przyzwoliłeś?” – mówił w swoim przemówieniu. Trzykrotnie odwiedzał swoją ojczyznę, Niemcy, był również w Hiszpanii, Francji, a także m.in. w Brazylii, USA, na Kubie, w Meksyku, na Cyprze. Pielgrzymował też do Ziemi Świętej. Szczególne miejsce na trasie jego podróży apostolskich zajmowała Afryka: Kamerun, Angora, Benin. Będąc na Czarnym Lądzie, dotykał wszystkich „otwartych ran” jego mieszkańców: głodu, epidemii AIDS, regionalnych konfliktów, prześladowań chrześcijan, handlu ludźmi. Liban był kolejnym, po Turcji, Jordanii, Izraelu, Autonomii Palestyńskiej i Cyprze, krajem Bliskiego Wschodu, a zarazem miejscem jego ostatniej podróży. Ubiegłoroczna papieska podróż do Kraju Cedru była szeroko omawiana nie tylko przez libańskie, ale i międzynarodowe mass media, także dlatego że Ojciec Święty przekazał Libanowi i krajom Bliskiego Wschodu posynodalną adhortację Ecclesia in Medio Oriente.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki