Logo Przewdonik Katolicki

Być naprawdę

Dominik Górny
Fot.

Z Mają Komorowską, wybitną aktorką teatralną, filmową i telewizyjną,rozmawia Dominik Górny

Z Mają Komorowską, wybitną aktorką teatralną, filmową i telewizyjną,

rozmawia Dominik Górny

 
Rozmawiamy w szczególnym dniu, w którym Ojciec Święty Benedykt XVI ogłosił, iż rezygnuje z urzędu. Wszyscy próbujemy teraz zrozumieć słuszność i dotrzeć do źródła przyczyn decyzji papieża... A Pani ?
– Dowiedziałam się o decyzji Benedykta XVI, jadąc w pociągu do Poznania na spotkanie z parafianami sanktuarium Miłosierdzia Bożego. Rozdzwoniały się telefony. Wszyscy chcieli w jakiś sposób zjednoczyć się w przeżywaniu tego, co się stało. Bycie świadkiem decyzji papieża to wyjątkowy moment, który każdy z nas musi starać się przeżyć najlepiej, jak umie; trzeba nauczyć się być cierpliwym, zmierzyć się z własnymi myślami. Potrzebujemy czasu i wewnętrznego wyciszenia. Mam zaufanie do decyzji Benedykta XVI. Wierzę, że Ojciec Święty tę decyzję przemodlił.
 
...tak też jest zapisane w Księdze Koheleta – wszystko ma swój czas...
– Tak... – jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem. Ciągle mierzymy się z sobą i z ludźmi wokół nas. Musimy na pewno szukać tego, co nas łączy – każdy na miarę swoich przeżyć, uczuć, intelektu i emocji.
 
Czyli tak jak Pani lubi powtarzać – trzeba się starać.
– Wiemy, że chociaż nie zawsze nam się wszystko udaje, to już samo staranie się jest ważne.  
 
O czym mówi zresztą Pani w swojej książce Pejzaż, w której wyjątkowe znaczenie nadaje Pani słowu „tęsknota“.
– Tak, ponieważ to uczucie towarzyszy nam przez całe życie i siłą rzeczy ma wpływ na to, co robimy – na nasze poszukiwania.
 
Zwróciłem też uwagę na pewną istotną w tej książce refleksję – im jesteśmy starsi, tym częściej wracamy do lat, w których wszystko było jeszcze możliwe. Te powroty w nas do wspomnień, do ludzi, których już z nami nie ma, to poczucie, że coś przeminęło, ten brak jest ważny...
– Oczywiście, nie można się go pozbawiać, ale można starać się go wypełniać. Czy nie dlatego tworzymy?
 
Czy dla Pani takie spotkanie jak dziś też jest „tworzeniem“?
– Tak, uważam, że te spotkania z ludźmi są dla mnie bardzo ważne. Jak tylko mam czas, to spotykam się z ludźmi.
 

 

 

 

 

 

Co sprawia, że Pani pamięć... jest jasna i pełna nadziei?

– Dużo na temat pamięci mówię w cytowanej przez pana książce. Pamięć... i to ta najdalsza, sięgająca w głąb dzieciństwa. Jest cały rozdział poświęcony pamięci ciała. Wszystko, co przeżywamy, pozostawia swój ślad. Nadzieja jest bardzo ważna. Tak pięknie o niej pisał Czesław Miłosz – bez nadziei chyba nie można żyć. Pamiętam dzielność moich rodziców (jak mówiłam o tym w książce) – jeszcze za życia pisali testament dla swoich dzieci. I tego nie da się zapomnieć. Kiedy pracuję na planie filmowym czy w teatrze, w swoich rolach często wracam myślami do dzieciństwa, młodości... Kiedy wszystko było jeszcze możliwe. Gdybym miała powiedzieć, kto wywarł na mnie jakiś wpływ, to byłaby to długa litania.

 

Proszę wymienić chociaż kilku swoich mistrzów.

– Jeśli chodzi o teatr, to na pewno: Jerzy Grotowski, Jerzy Jarocki, Jerzy Krasowski i Krystyna Skuszanka, Helmut Kajzar, Erwin Axer, Bogdan Korzeniewski, Maciej Englert, Krystian Lupa, Krzysztof Walikowski, u którego zagrałam gościnnie rabina.

 

A w filmie?

– Wspomnę chociaż kilku reżyserów, z którymi najwięcej pracowałam: Krzysztof Zanussi, Edward Żebrowski, Andrzej Wajda i Krzystof Kieślowski. Miałam wielkie szczęście, że na swojej drodze spotkałam takich twórców – wspaniałych ludzi.

 

W czym najbardziej odnajdywało to szczęście swoją pełnię?

– Ciągle dążymy do osiągnięcia jakiejś harmonii. Ks. Prof. Janusz Pasierb pisze – nie możesz dać / czego nie masz / Czego nie możesz dać / to posiada ciebie. Właśnie – co nas posiada? To ważne i niełatwe pytanie. W miarę upływu lat mam coraz większą pewność, że wszystko było po coś; że również trudne przeżycia, chwile, okresy, miały swój sens. Z perspektywy lat można zauważyć, że to w jakiś sposób owocuje, ma wpływ na dalsze nasze myślenie, postępowanie, na to, co robimy, na czym się koncentrujemy... Dużo by o tym można mówić.

 

Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś porozmawiamy.

– Tak, obiecałam, że jeszcze przyjadę do Poznania. I wtedy się na pewno zobaczymy.

 

Postawa, o której Pani mówi, ma w sobie wiele wewnętrznej pokory.

– Chciałabym, aby tak było, ale bycie pokornym wobec życia to bardzo trudne. Dużo muszę się jeszcze uczyć, ale czy zdążę...? Nie wiadomo.

 

Czy mogłaby Pani powiedzieć, która z ról nauczyła Panią nawiększej pokory.

– Bardzo trudno na to odpowiedzieć. Każdy film, każda rola jest innym doświadczeniem. Stawiamy sobie różne pytania, szukamy odpowiedzi. To, co przychodzi mi do głowy w związku z pana pytaniem, to to, że wszystkie trudności, pokonywanie ich, mogą nauczyć pokory. Dobrze jest, jak się potrafi być pokornym wobec trudności, które nas spotykają, tego, z czym się najwięcej zmagamy. Musimy się czasem pogodzić z tym, że nie umiemy inaczej, że tylko tak potrafiliśmy. Póki jeszcze żyjemy, musimy iść na przód. Ważne jest, żeby się nie przestraszyć, nie bać.

 

Do jakiego kwiatu porównałaby Pani swoją osobowość?

– Nie wiem, nie potrafię porównać się do kwiatu, a zwłaszcza do jednego kwiatu. Wychowywałam się w Komorowie, gdzie było naprawdę bardzo dużo kwiatów, drzew... Myślę, że to mama nauczyła mnie... kwiatów, nauczyła mnie cieszyć się z nich, nauczyła mnie pielęgnować je. Po każdym przedstawieniu pierwsze, co robię po wejściu do domu, to układam kwiaty w wazonach. Pamiętam wszystkie nauki mamy, które kwiaty trzeba podciąć, ile muszą mieć wody. Pamiętam te kwiaty w poszczególnych porach roku, pamiętam forsycje (w Komorowie zawsze zakwitały na Wielkanoc), bzy, floksy, jaśminy, maciejkę, nasturcje... no i te wspaniałe drzewa – brzozy, klony, świerki, modrzewie i lipy, których zapachu kwitnienia nie można zapomnieć.

 

Kultura słowa, którą Pani podarowuje odbiorcom swojej sztuki, ma zdolność przetrwania jak tarnina – krzew potrafiący ostać się nawet na pustyni, o którym pisał jeden z najbliższych Pani wrażliwości poetów – Zbigniew Herbert.

– To wspaniałe, że nawiązał Pan do tego wiersza; mówiąc o przetrwaniu dotknął bardzo ważnej rzeczy. Każdy z nas próbuje trwać na swoim posterunku. To trwanie jest wpisane w nasze życie – nie można się jego wyrzec. To przecież jest nasza siła. Wiem, że czasami trudno jest być odważnym, ale – wracając do mojego ulubionego slowa – trzeba się starać. To teraz ja Pana o coś poproszę. Niech Pan zacytuje nasz ulubiony wiersz, od którego zaczęła się nasza rozmowa, nasze spotkanie.

 

Tarnina rozpoczyna solowy koncert / (...) / ten przydrożny krzew / łamie mowę ostrożnych / (...) / ktoś jednak musi mieć odwagę / ktoś musi zacząć / Tak tarnino / kilka czystych taktów / to bardzo dużo / to wszystko.

– No, proszę pana, chyba lepszego końca naszej rozmowy nie znajdziemy.

  

Rozmowa odbyła się w siedzibie Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Chrystusa Króla dla Polonii Zagranicznej w Poznaniu, w związku z zaproszeniem aktorki do wzięcia udziału w spotkaniu z cyklu „BursaAntyparadoksu”. 

 


 

Maja Komorowska – po ukończeniu studiów debiutowała w teatrze „Groteska” w Krakowie. Jej kariera aktorska rozpoczęła się w 1970 r., kiedy to zagrała w Życiu rodzinnym. Bierze czynny udział w życiu społecznym i kulturalnym w Europie, np. wspierając budowę warszawskiego hospicjum onkologicznego, biorąc udział w Tygodniach Kultury Chrześcijańskiej czy kongresach kultury. Pomagała internowanym w czasie stanu wojennego (była członkiem Prymasowskiej Rady Pomocy Internowanym i Ich Rodzinom). Gra przede wszystkim role dramatyczne i tragiczne. Laureatka wielu nagród, takich jak m.in.: Złoty Krzyż Zasługi (1975), Złoty Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” (2008), Krzyż Wielki Orderu Odrodzenia Polski (2011).

 

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki