Logo Przewdonik Katolicki

Zaśpiewają Maleńkiemu

Kamila Tobolska
Fot.

Trudno sobie wyobrazić bardziej idealne warunki do śpiewania kolęd. Gromadka dzieci, seniorzy rodu i zawodowi muzycy w takim gronie kolędują u Rauszów.

Trudno sobie wyobrazić bardziej idealne warunki do śpiewania kolęd. Gromadka dzieci, seniorzy rodu i zawodowi muzycy – w takim gronie kolędują u Rauszów.

Piotr Rausz jest puzonistą w orkiestrze Teatru Muzycznego w Poznaniu. Gra też w Orkiestrze Miasta Poznania. Jego młodszy o rok brat Marcin to perkusista zespołu Siewcy Lednicy, na co dzień także nauczyciel w szkole muzycznej w Jarocinie. Piotr jest ojcem siedmiorga dzieci, z których najstarsze ma 17, a najmłodsze 4 lata. Jak wyznają bracia, ich zmarły już ojciec bardzo chciał nauczyć się grać na akordeonie. Jemu niestety się to nie udało, posłał więc synów do szkół muzycznych. I dzięki temu tata Agnieszki, żony Piotra, może co roku przeżywać święta Bożego Narodzenia takie, o jakich zawsze marzył.

 

Ulubiona kolęda

Kiedy Agnieszka była dzieckiem, jej rodzina mieszkała w Choszcznie na Pomorzu Zachodnim, gdzie ojciec służył w jednostce wojskowej. − Pamiętam, że w służbowym bloku nie można było zbyt głośno śpiewać kolęd ani rzucać się w oczy z obchodzeniem świąt Bożego Narodzenia. Na Pasterkę wychodziliśmy więc pojedynczo, a ksiądz przychodził do nas po kolędzie cichaczem. Dopiero gdy kończyłam podstawówkę i przeprowadziliśmy się do Poznania, mogliśmy sobie naprawdę pośpiewać kolędy – wspomina Agnieszka, dodając, że jej ulubioną kolędą, podobnie jak jej taty, jest Oj Maluśki, Maluśki. – Ta kolęda ma dla mnie szczególne znaczenie, kojarzy mi się bowiem z opowieściami rodzinnymi, które zawsze po niej snuł ojciec. Wychowywała go mama, babcia i dwie starsze ciotki, ponieważ jego ojca zabito w Twierdzy Kłodzkiej, kiedy miał trzy lata. Jako dziecko chciał, żeby mu ktoś zagrał przy śpiewaniu kolęd. Jest więc szczęśliwy, że ma zięcia muzyka, który mu akompaniuje i dzięki temu może przeżywać takie „prawdziwe” święta, wśród rodziny i tylu dzieci.

 

U nas jest wesoło i radośnie

Wspomnienia Piotra i Marcina dotyczące świąt Bożego Narodzenia z ich dzieciństwa to oczekiwanie na tatę, który jako kierowca taksówki zawsze do ostatniej chwili dowoził innych na wigilię. Ale gdy już zasiadał z nimi do stołu, to po modlitwie i wieczerzy przychodził także czas na kolędowanie. − Ojciec najchętniej śpiewał Do szopy, hej pasterze – zgodnie przyznają. − Przychodzi w życiu taki moment, kiedy człowiek chce wrócić do szczęśliwego dzieciństwa. Niektórym święta się źle kojarzą, bo to czas spotkań rodzinnych, a coraz więcej rodzin jest rozbitych. U nas natomiast jest wesoło i radośnie – zaznacza Marcin.

Jako dzieci bracia, którzy byli ministrantami, przez cały styczeń śpiewali kolędy, towarzysząc księdzu w odwiedzinach duszpasterskich. – Byłem ambitny, męczyłem ludzi czterema zwrotkami Wśród nocnej ciszy – wspomina z uśmiechem Piotr. Podczas kolędy grał też niekiedy na flecie, a kartki pocztowe ze słowami i nutami kolęd, które mu wtedy towarzyszyły, przechowuje do dziś. Obecnie, jak zauważa Marcin, dzieci już tak chętnie nie kolędują. − Z rozmów z moimi uczniami wynika, że maleje liczba domów, w których śpiewa się kolędy. Święta to obecnie czas „christmas songów”, które są wszechobecne szczególnie w sklepach i podczas świątecznych imprez firmowych. Tym bardziej staram się więc pomóc uczniom odkrywać piękno naszych polskich kolęd – przekonuje Marcin, dodając, że w czasach, kiedy dla wielu święta ograniczają się do „prezentomanii”, pozostaje nam tylko swoją postawą pokazywać, że święta można przeżyć w inny sposób.

 

Jak najwięcej zwrotek

W domu Rauszów natomiast kolędy słychać już sporo czasu przed świętami. Piotr zaprasza bowiem do siebie kolegów z kwartetu, z którym gra podczas Pasterki w jednym z poznańskich kościołów. Jak przyznaje, w domu kolęduje mu się inaczej, niż gdy gra publicznie. – Wśród najbliższych jestem bardziej na luzie, bardziej zastanawiam się nad słowami. Kolędy są dla mnie po prostu formą modlitwy. A na koncercie działa presja słuchaczy, trzeba się skupić na jak najlepszym wykonaniu i czasami warstwa duchowa schodzi na drugi plan – tłumaczy. Kiedy kolędują w swoim domu czy u rodziców Agnieszki w podpoznańskim Czerwonaku, starają się zaśpiewać jak najwięcej zwrotek, w czym pomagają im śpiewniczki. − W tych dalszych zwrotkach często ukryta jest głębia treści kolęd, nad którą pomaga się skupić ich prosta melodia – stwierdza Piotr. W ubiegłym roku zaproponował rodzinie odśpiewanie wszystkich kolęd z najgrubszego śpiewnika, jaki mają. – Do końca wytrwał tylko tata Agnieszki. Dzieci po kolei się wykruszały, nawet żona mnie opuściła... – żartuje.

Rauszowie kolędują też w... środku lata. Od siedemnastu lat są bowiem zaangażowani w Domowy Kościół, gałąź rodzinną Ruchu Światło-Życie. Rekolekcje oazowe, w których biorą udział, to przeżywanie tajemnic różańcowych, stąd jeden z dni jest na nich poświęcony Bożemu Narodzeniu.

− Chcemy przekazać dzieciom tradycję kolędowania, pokazać, że ma ona wartość. I zależy nam na tym, żeby miały jak najpiękniejsze wspomnienia z dzieciństwa – podkreślają małżonkowie. A jak będzie podczas tegorocznej wigilii u Rauszów? Zapewne Marcin w ten szczególny wieczór wejdzie, razem z mamą i siostrą, do mieszkania brata z janczarami w dłoni. Ich przypominający dzwoneczki dźwięk, jak zawsze będzie zwiastunem wspólnego kolędowania.

 


 

Skąd się wzięły kolędy?

 

Z prof. Bogdanem Walczakiem, językoznawcą, polonistą i slawistą

rozmawia Błażej Tobolski.

 

Co oznacza właściwie słowo „kolęda”?

– Słowo to pochodzi od przejętego na gruncie słowiańskim łacińskiego słowa calendae, oznaczającego pierwszy dzień miesiąca. Owe kalendy styczniowe były szczególne, gdyż był to jednocześnie początek nowego roku. Wówczas też składano sobie życzenia, obdarowywano prezentami, a towarzyszyły temu również pieśni. I to jest też pierwotne znaczenie kolędy, której mianem później określano również same podarunki. Z tym zwyczajem wiąże się także ludowy obyczaj kolędowania, czyli chodzenia w okresie świąteczno-noworocznym po domach z życzeniami i śpiewem. Obecne znaczenie słowa „kolęda”, używane przez nas, definitywnie ukształtowało się późno i pochodzi dopiero z XIX w.

 

Jak długą historię mają polskie kolędy?

– Wydaje nam się, że są one odwieczne, tymczasem są co prawda stare, ale nie najstarsze, ustępują bowiem wiekiem polskim pieśniom wielkanocnym, które swoim rodowodem sięgają nawet XIII w. Najstarsza kolęda Zdrów bądź królu niebieski pochodzi natomiast z pierwszej połowy XV w., a jej najwcześniejszy zachowany zapis mamy z 1424 r. Pierwszy zbiór kolęd, pieśni wyłącznie związanych z Bożym Narodzeniem, to Symfonie Anielskie Jana Żabczyca z 1630 r. Natomiast najstarszą z dzisiaj śpiewanych kolęd jest Anioł pasterzom mówił, poświadczona w druku w połowie XVI w., ale zapewne powstała już w XV w. Trzeba też zauważyć, że śpiewane przez nas współcześnie kolędy odznaczają się pewną archaicznością języka, ponieważ powstawały one najczęściej w wiekach od XVII do XIX. Wiele z tych archaizmów przetrwało do naszych czasów, pomimo że kolejni wydawcy usuwali z nich niezrozumiałe już dla sobie współczesnych zwroty.

 

W jaki sposób w minionych wiekach powstawały kolędy?

– Teksty znanych nam dziś kolęd wyrastały zarówno z liturgii Kościoła, jak i z otoczenia paraliturgicznego, czyli chociażby tradycji szopkowo-jasełkowej. Do nich można zaliczyć m.in. zwyczaj istniejący w zakonach franciszkańskich kultywujących za św. Franciszkiem tworzenie w okresie bożonarodzeniowym szopek, a polegający na gromadzeniu się przy kołysce oraz figurach Maryi i Józefa. Wówczas kołysząc po prostu kołyskę śpiewano tzw. kolędy-kołysanki. Pieśni kolędowe rozwijały się także w związku z ludowym obyczajem kolędowania po domach, później z przebierańcami czy kukłami. Te zaś charakteryzował już mniej poważny ton i skoczniejsze melodie.

 

A czym różnią się one od pastorałek?

– Pastorałka to etymologicznie po prostu pieśń pasterska, opowiadająca historię pasterzy, których z czasem coraz częściej osadzano w sobie współczesnych realiach polskiej wsi. Klasyczna pastorałka, która dla nas obecnie jest kolędą, to Przybieżeli do Betlejem pasterze. Dzisiaj bowiem przez pastorałkę rozumiemy pieśń ludową, nastrojową, związaną z Bożym Narodzeniem, ale rozszerzoną o wątki zaczerpnięte z życia codziennego, która nie jest wykorzystywana w liturgii.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki