Logo Przewdonik Katolicki

Katechezy katedralne - ks. Michał Sołomieniuk. Czy mogę wierzyć bez Kościoła?

Monika Białkowska
Fot.

O to, czy można być wierzącym człowiekiem poza wspólnotą Kościoła, ludzie pytają zwykle z trzech powodów.

Czasem pytają o to ludzie, którzy są leniwi duchowo i nie chcą angażować się w żadną drogę wiary.

 

Pytania

Pytanie to zadają również ludzie, którzy zachwycili się jakąś niekatolicką wspólnotą religijną i chcieliby do niej przystąpić. Wtedy właśnie pytają, jak odejście z Kościoła i zachowanie wiary w Jezusa będzie wyglądało w oczach Boga.

Trzecią wreszcie grupą pytających są ludzie, którzy zostali albo autentycznie skrzywdzeni przez ludzi Kościoła, albo mają subiektywne odczucie takiej krzywdy. Ludzi ci nadal pragną wierzyć, ale z powodu osobistego bólu nie potrafią utożsamić się z Kościołem – nie tylko z własną parafią, ale również z całą wspólnotą Kościoła powszechnego. Najtrudniej odpowiedzieć jest tej pierwszej grupie: należałoby bowiem poruszyć nie tylko ich intelekt, co raczej wolę; sprawić, by zachcieli poważnie potraktować to, co Bóg mówi do człowieka. Trudno również mówić do zranionych. Tych trzeba by zapytać, czy rzeczywiście mogą być szczęśliwi bez głębokich i szczerych relacji międzyosobowych? Czy ich ideałem szczęścia jest pozbawione problemów trwanie w samotności? Każdy człowiek nosi w sobie pragnienie wspólnoty – Bóg wychodzi naprzeciw temu pragnieniu relacji z Nim samym i pragnieniu dobrych i czystych relacji międzyludzkich, czyniąc to właśnie we wspólnocie Kościoła.

Wspólnota ludzka nie zawsze jest idealna. W rodzinie również zdarzają się problemy, ale mimo wszystko ważne sprawy przeżywamy w niej z bliskimi, a nie samotnie. Dziś ludziom, którzy coraz rzadziej doświadczają w rodzinie poczucia bliskości i bezpieczeństwa, trudno jest zrozumieć znaczenie, jakie ma wspólnota Kościoła – nawet ta poraniona ludzkimi słabościami.

 

Aby byli jedno

Jezus w wieczór przed swoją męką modlił się: „Nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we mnie, aby wszyscy stanowili jedno, jak ty ojcze we mnie, a ja w tobie. Aby i oni stanowili w nas jedno, aby świat uwierzył, żeś ty mnie posłał”.

Ze tych słów wynika, że jedność wspólnoty jest znakiem, który ma innych przyciągać do Jezusa. Bez wspólnoty wiara nie mogłaby być przekazywana, nie przekroczyłaby granic jednego pokolenia.

We wspólnotę łączą ludzi jedna wiara i jeden chrzest. Dla pierwszych chrześcijan naturalne było, że przyjęcie wiary w Jezusa oznaczało jednocześnie wejście we wspólnotę, która On założył i w której żyje.

Wierzyć po chrześcijańsku oznacza zatem: przyjmować Chrystusa, który we wspólnocie Kościoła daje się nam w słowie i w sakramentach.

Chrzest i wiara sprawiają, że rodzi się nowy człowiek: człowiek wspólnoty, włączony w życie Trójcy Świętej i zjednoczony z braćmi, doświadczający odkupienia w Chrystusie i doświadczający owocu tego odkupienia, czyli miłości.

 

Pielgrzymujący

Ks. Franciszek Blachnicki, założyciel Ruchu Światło-Życie definiował Kościół jako wspólnotę pielgrzymującą. Naturą zaś pielgrzymowania jest to, że ludzie potrzebują w niej siebie nawzajem i niosą sobie pomoc. Członkowie wspólnoty Kościoła chcą pomagać braciom i doznają od nich pomocy, a na braci, którzy przeżywają trudności, patrzą jako na dzieci tego samego Ojca.

Podczas rekolekcji Ruchu Światło-Życie uczestnicy poznają Boga we wspólnocie Kościoła na trzy sposoby. Pierwszym jest odkrywanie Kościoła jako Matki i nawiedzanie kościoła z relikwiami świętych. Drugim jest odmawianie Godziny czytań z Liturgii godzin: fragmentów świadectw wiary, pozostawionych przez świętych i nauczycieli Kościoła, doświadczanie bogactwa skarbów wiary wszystkich ludów i wszystkich czasów. Trzecim wreszcie sposobem są spotkania z różnymi grupami, wspólnotami i dziełami Kościoła – tak by nie zamknąć się w przekonaniu o swojej wyjątkowości, ale dostrzec wielkie bogactwo skarbów wiary, wyrastające na glebie Kościoła.

 

Małe grupy

Trudno jest doświadczyć Kościoła jako wspólnoty w wielkim tłumie obcych sobie osób. Jedność z Bogiem i braćmi realizuje się przede wszystkim w małej wspólnocie, gdzie ludzie znają się po imieniu i traktują tak jak w rodzinie. Małe grupy nie rozbijają jedności. Są one żywymi komórkami, przez które jedność zatacza coraz szersze kręgi. Podobnie jak organizm nie jest zbiorem pojedynczych komórek, ale poszczególnych układów, tak i Kościół jest wspólnotą wspólnot. Jeśli ktoś chce rzeczywiście zbudować wspólnotę w parafii, zacząć powinien właśnie od tego: od tworzenia małych wspólnot, które ożywią wielki, parafialny organizm. Zranieni w małej wspólnocie mogą znaleźć ukojenie i wsparcie. Zachwyceni niekatolicką wspólnotą powinni zadać sobie pytanie, czy zadali sobie trud odnalezienia poczucia wspólnoty najpierw w Kościele katolickim. A ci, którzy o to, czy mogą wierzyć bez Kościoła, pytają z duchowego lenistwa – być może właśnie uczynili pierwszy krok poszukiwań, które doprowadzą ich do Kościoła – Matki.

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki