Logo Przewdonik Katolicki

Biznes kosztem kobiet

Magdalena Guziak-Nowak
Fot.

Pornografia, handel bronią i antykoncepcja to jedne z największych biznesów świata. Najbardziej zakłamany i podstępny jest ten ostatni, choć akurat o tym najtrudniej znaleźć jakiekolwiek informacje.

 

 
 
Ale może już niedługo. Nawet lewicowe środowiska zaczynają wykładać kawę na ławę i głośno mówią o fatalnych dla zdrowia skutkach ubocznych antykoncepcji. Ostatnio szumu narobiła Marisol Touraine, francuski minister zdrowia.
 
Francja mówi: stop!
 
Pani minister zażądała, by Unia Europejska wprowadziła ograniczenia w stosowaniu pigułek antykoncepcyjnych, które w tym momencie zażywa we Francji nawet 2,5 mln kobiet! Zmiany chce zacząć od własnego podwórka. Pigułki antykoncepcyjne są we Francji refundowane. Dopłacanie do nich miało się skończyć we wrześniu br., tymczasem Touraine zapowiedziała, że państwo przestanie do nich dokładać już 31 marca. Wpłynął na to fakt, że 30 kobiet, które z powodu pigułek doznały uszczerbku na zdrowiu, skierowało skargi do sądu. Z kolei  w kwietniu 2012 r. głośno było o sprawie niemieckiego koncernu farmaceutyczno-chemicznego Bayer, który  wielokrotnie przegrywał w USA sprawy o odszkodowania za utratę zdrowia w wyniku zażywania pigułek antykoncepcyjnych o nazwie Yasmin. Amerykański Urząd Zdrowia FDA podał wówczas, że w wyniku ich przyjmowania na całym świecie zmarło aż 190 kobiet.
Afera Bayer i teraz zmiana stanowiska francuskiej minister jest nie w smak feministkom. Ta krytyka tabletek antykoncepcyjnych przeczy przecież  głoszonym przez nie poglądom, że antykoncepcja (obok aborcji) jest najlepszym przyjacielem kobiety i odbiera  im oręż w walce o tzw. prawa kobiet. W co teraz będą wierzyć?  Co prawda od razu francuskie feministki zaczęły tłumaczyć, że minister  Touraine na pewno nie chciała „oczernić” pigułek, a jej stanowisko podyktowane jest… ekonomią. Po prostu budżet Francji się nie domyka, trzeba więc go podreperować hormonami. A poza tym minister  na pewno przestraszyła się sprawy Bayer. Kryzys wizerunkowy związany z publikacją negatywnych informacji związanych z tabletkami antykoncepcyjnymi  zażegnany. Lewicowo-feministyczne środowiska odetchnęły z ulgą, spokojne o przyszłość zakłamanego biznesu.Jednak cokolwiek Touraine miała na myśli, jest okazja, by zobaczyć, jak funkcjonuje pigułkowa żyła złota i dlaczego tak wielu osobom nie zależy na tym, aby chronić kobiety przed skutkami tabletek.
 
Nie zapobiegają
 
Pierwsze kłamstwo, które żyje w mediach, dotyczy samej ich idei. Czym właściwie są i jak działają tabletki antykoncepcyjne? To sztuczne hormony, których zadaniem jest ubezpłodnienie kobiety. Hamują wydzielanie hormonów przez przysadkę mózgową, co z kolei blokuje owulację (uwolnienie komórki jajowej z jajnika). Modyfikują także właściwości śluzu szyjki macicy, który staje się nieprzyjazny dla plemników. Te fizjologiczne zmiany sprawiają, że poczęcie jest prawie niemożliwe.Jednak mało kto wie, że popularne tabletki, a szczególnie tzw. minipigułki, mają również działanie wczesnoporonne. Dzięki mniejszej dawce hormonów są co prawda bezpieczniejsze, jednakże w efekcie nie zawsze są w stanie zatrzymać jajeczkowanie. Uwolniona komórka jajowa może więc zostać zapłodniona. Jeśli tak się stanie, minipigułka sprawi, że zarodek nie zagnieździ się w macicy. I umrze. Kobieta zażywająca tabletki antykoncepcyjne może więc nie być świadoma, że na wczesnym etapie życia poroniła niejedno dziecko.
 
To nie jest pełna informacja
 
Ale spokojnie. Producenci i lekarze na usługach troszczą się o dobre samopoczucie kobiet. I nie napiszą w ulotce, że pigułka może mieć  działanie wczesnoporonne lub abortywne, ale antynidacyjne (czyli przeciwzagnieżdżeniowe). Tylko kto czyta ulotki ze słownikiem wyrazów obcych w ręce? To manipulowanie zgodnie z zasadą: ciemny lud i tak nie zrozumie, co mu tutaj napiszemy.
 
Nie są bezpieczne dla zdrowia
 
Wróćmy jeszcze na chwilę do Francji. Krajowi politycy francuscy i eurodeputowani „dziwią się”, że o poważnych skutkach ubocznych antykoncepcji opinię publiczną informują dziennikarze, a nie farmaceuci i lekarze. „Dziwią się”, że do prasy przedostają się informacje zawarte na zwykłej ulotce informacyjnej dołączonej do medykamentów, do przeczytania której powinien się poczuwać każdy pacjent. A znaleźć w niej można m.in. informację o tym, że antykoncepcja hormonalna zwiększa ryzyko wystąpienia zakrzepicy (ta z kolei może spowodować udar lub zawał serca), raka piersi, raka szyjki macicy i osteoporozy. Ponadto może spowodować problemy z poczęciem po odstawieniu pigułek oraz obniża chęć do współżycia. To nawet trochę zabawne, bo przecież kobiety łykają tabletki w imię swobody seksualnej... Naukowe opracowanie na temat skutków ubocznych antykoncepcji, w tym rozpadu więzi między kobietą a mężczyzną, można przeczytać m.in. na stronie  www.pro-life.pl, zakładka „Służba Życiu”.
 
Nie chodzi o dobro kobiet
 
Slogany o bezpiecznych pigułkach można włożyć między bajki. Producenci antykoncepcji wcale nie chcą, by kobieta była zdrowa. Dziś sprzedadzą jej pigułkę z setką skutków ubocznych w pakiecie, a jutro zachęcą, by właśnie u nich kupiła specyfiki niwelujące działania niepożądane. Dzięki produkcji antykoncepcji, która jest główną gałęzią koncernu, Bayer Schering Pharma AG jest jedną z największych i najbardziej rentownych firm w Niemczech i w Europie. Po aferze z Yasmin koncern zapowiedział, że nie zamierza wycofać pigułek ze sprzedaży. Można je kupić w Polsce także dziś. A więc kura dalej znosi złote jajka. Przemysł antykoncepcyjny to wielki biznes kosztem kobiet. Załóżmy, zaokrąglając, że milion Polek łyka pigułki. Kupują więc 12 opakowań w ciągu roku. Jedno kosztuje średnio 35 zł. Mnożymy i mamy 420 mln zł. Dołóżmy do tego modne ostatnio tabletki osłonowe przy antykoncepcji – ok. 12 zł na miesiąc. Od takich liczb może zakręcić się w głowie...
 „Na listach płac” koncernów farmaceutycznych są nie tylko ich prezesi. Zyski w postaci  koncernowych dotacji czerpią także organizacje (w tym pozarządowe), które promują antykoncepcję oraz  zalecający ją lekarze. W zamian za polecanie hormonów otrzymują drogi sprzęt do swoich gabinetów i  zaproszenia do udziału w sympozjach „naukowych” organizowanych w najbardziej egzotycznych zakątkach świata.
Przy okazji dorabiają się też pomysłowi sprzedawcy. Istnieją co najmniej dwa sklepy internetowe (działają w oparciu o prawo brytyjskie), w których można kupić środki antykoncepcyjne i wczesnoporonne na receptę. Wypełniasz formularz, który podobno czyta lekarz i na jego podstawie – zaocznie, bez przeprowadzenia koniecznych (!) badań (np. prób wątrobowych) – wypisuje receptę. Dodajesz do koszyka, płacisz, kurier przywozi ci paczkę do domu. Można wybrać opcję z rabatem  i zamówić zapas hormonów na pół roku.
Chyba najwyższy czas na zmianę myślenia. Kobiety chodzą na fitness, rezygnują z kawy na rzecz wody mineralnej, wybierają jedzenie bez barwników i konserwantów, a jednocześnie dobrowolnie faszerują się toksynami. 100 mln kobiet na świecie nie akceptuje swojej kobiecości i walczy z nią za pomocą pigułek. Jak długo jeszcze?
 
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki