Logo Przewdonik Katolicki

Odnaleziona sztuka zdegenerowana

Natalia Budzyńska
Fot.

To było jedno z najbardziej niezwykłych w dziejach historii sztuki znalezisk. W pewnym mieszkaniu w Monachium, obok słoików z przetworami odnaleziono ponad 1406 obrazów zagrabionych przez nazistów.

Po ogłoszeniu przez media na początku listopada opisu tego niezwykłego znaleziska od razu podniosły się głosy krytykujące niemieckie władze. Do opinii publicznej dotarły bowiem informacje, że na trop tej kolekcji trafiono już ponad półtora roku temu.

 

Co znaleziono?

Po oskarżeniach o brak przejrzystości dochodzenia na jednej ze stron internetowych niemiecki rząd nareszcie opublikował dane 25 dzieł z 590 już zidentyfikowanych. To dzieła, o których zwroty można się już ubiegać. Nawet ta niewielka część listy daje jednak pogląd na wartość kolekcji i jej charakter. Jest oczywiste, że wiele z tych dzieł sztuki należy do nurtu nazywanego przez Hitlera „sztuką zdegenerowaną”. Wśród nich znajdują się obrazy i rysunki takich artystów jak Marc Chagall, Otto Dix, Auguste Rodin czy Henri Matisse. Wiadomo też, że w kolekcji są także dzieła Picassa, Renoira, Toulouse-Lautreca czy Courbeta. O istnieniu wielu z nich dotąd w ogóle nie było wiadomo, dlatego to odkrycie ma tak wielkie znaczenie dla świata sztuki. Zgłaszają się już pierwsi właściciele i ich spadkobiercy, jednak cała ta – jakby się wydawało oczywista – sytuacja wcale nie jest do końca jasna. Dotychczasowy „właściciel” kolekcji wcale nie ma zamiaru się jej pozbywać i po kilkunastu dniach ciszy ogłosił dziennikarzom swoje stanowisko: „Co to za kraj, który konfiskuje własność prywatną?”.

 

Znawca

Na trop 80-letniego Corneliusa Gurlitta policja wpadła zupełnie przypadkowo i wcale nie w związku z poszukiwaniem skradzionych przez nazistów dzieł sztuki. Z kontroli podatkowej wynikało, że uchyla się od obowiązków podatnika, więc policja musiała zainterweniować w jego monachijskim mieszkaniu. To tam w marcu 2012 r. doszło do odkrycia  tej niezwykłej kolekcji . W zaciemnionych pomieszczeniach pełnych przetworów spożywczych i puszek z jedzeniem znaleziono niemal półtora tysiąca dzieł sztuki wartych około miliarda euro. Zagadkowy staruszek, samotnik, żyjący na skraju ubóstwa, to syn Hildebranda Gurlitta, niemieckiego kolekcjonera w czasie wojny pracującego dla NSDAP. To on był mianowany przez Josepha Goebbelsa na jednego z czterech specjalistów od „eksportu dzieł sztuki wynaturzonej”. Kim był Hildebrand Gurlitt? Dziś jego syn twierdzi, że dzięki jego działalności setki dzieł sztuki nie zostały zniszczone przez nazistów, ponieważ dobrze je ukrył. Chce go wybielić, zarzucając mediom, że stawiają go na równi ze zbrodniarzami nazistowskimi. Sam jest dumny ze swojego ojca. Hildebrand Gurlitt urodził się w artystycznej rodzinie w Dreźnie w 1895 r. – ojciec jego był architektem i historykiem sztuki, brat – muzykologiem, a siostra malarką. Jego matka była pół-Żydówką, co wprawdzie nie wymagało od niego noszenia naszytej gwiazdy Dawida na rękawie, ale nie mógł też pełnić funkcji publicznych. Gurlitt był miłośnikiem sztuki modernistycznej, szczególnie pociągał go ekspresjonizm. Był bardzo związany z siostrą, która znała dobrze Chagalla i która popełniła samobójstwo w 1919 r.,  jej prace zniszczyła ich matka. Hildebrand ożenił się w 1923 r. z tancerką baletową i miał dwoje dzieci: Corneliusa, urodzonego w roku 1932 i Renate, która przyszła na świat trzy lata później.  Hildebrand, który był dyrektorem muzeum i wystawiał sztukę modernistyczną musiał zrezygnować z tej funkcji i od 1933 r. zajmował się tylko handlem sztuką. Jego nazwisko zaczęło coś znaczyć w środowisku. Wykorzystał to kilka lat później Goebbels, szef propagandy III Rzeszy, który zajmował się także sztuką i życiem artystycznym. Kiedy uznano, że dzieła modernistów to sztuka zdegenerowana i zaczęto usuwać je z muzeów, Goebbels zauważył, że są ludzie, którzy zapłacą za nie całkiem spore sumy. Chciał zarobić, a potrzebował do tego sprawnych marszandów i znawców. Jednym z nich był właśnie Hildebrand Gurlitt.

 

„Sztuka wynaturzona”

Walkę ze sztuką nowoczesną prowadziła III Rzesza od 1933 r. Artystów, którzy tworzyli w duchu takich nurtów jak surrealizm, dadaizm, kubizm, a potem także ekspresjonizm, wydalano z uczelni artystycznych, ich dzieła zabierano z muzeów i często publicznie palono. Po raz pierwszy użyto nazwy „Entartete Kunst”  (tłum. sztuka wynaturzona) w 1937 r. w związku z wystawą, którą zorganizowano w Nowym Ratuszu w Dreźnie, a wymierzoną przeciwko ekspresjonistycznym malarzom skupionym w grupie „Die Brücke”. Jednak wystawa, która przeszła do historii jako najsłynniejsza wystawa propagandowa odbyła się w Monachium, trwała od lipca do listopada 1937 r. Była to pierwsza wystawa zorganizowana przez państwo. Jej zadaniem było pokazać antyideał, sztukę moralnego dna, „kulturalny rozkład” drążący sztukę niemiecką. W kilku wąskich i ciemnych salach Muzeum Archeologicznego umieszczono ok. 600 prac ponad stu artystów, niektóre obrazy w ogóle nie były oprawione, rozwieszone chaotycznie – już sama aranżacja miała działać odpychająco. Obrazy pochodziły z zarekwirowanych dzieł z kolekcji muzealnych i galerii, dominowali artyści niemieccy: Karl Schwitters, George Grosz, Max Ernst, a także Paul Mondrian, Marc Chagall, Paul Kle, Pablo Picasso, Oskar Kokoschka. Najpierw więc rekwirowano zbiory publiczne, rok później państwo dało sobie pozwolenie na grabież zbiorów prywatnych. Aż do 1941 r. wystawa pokazywana była m.in. w  Berlinie, Szczecinie, Wiedniu i Wałbrzychu. Zestaw dzieł się zmieniał, bo na cenniejsze eksponaty łatwo można znaleźć było nabywców, najczęściej za granicą. Hildebrand Gurlitt dobrze się spisał w tym zadaniu, dostał więc kolejną propozycję: miał zbierać dzieła sztuki dla tworzonego w Linzu muzeum – marzenie Hitlera. Skąd? Z całej Europy. Dostał na ten cel mnóstwo pieniędzy, a za prowizje skupował dla siebie obrazy „zdegenerowane”. Przechowywał je w Dreźnie, a po wojnie wywiózł do zamku Aschbach, gdzie został aresztowany przez amerykańskich żołnierzy. Z powodu braku dowodów dzieła sztuki zwrócono mu w 1950 r., a teraz zaledwie część z nich odnalazła się w monachijskim mieszkaniu. Hildebrand Gurlitt twierdził, że obrazów nie rabował, ale kupował, to samo mówi dziś jego syn. Niemieckie media obliczają, ile dorobił się na „zdegenerowanej sztuce”, biorąc pod uwagę, że jeśli nawet skupował ją od żydowskich kolekcjonerów, to za pół darmo, a handlował aż do lat 50. Dzięki współpracy z nazistami zarabiał mnóstwo pieniędzy. Wiadomo na przykład, że w latach 1940–1944 naziści skonfiskowali ok. 100 tys. obrazów i dzieł sztuki z domów francuskich Żydów, a podobne historie działy się przecież także i w innych krajach Europy. Najprawdopodobniej tak wyglądała działalność Hildebranda Gurlitta. W latach powojennych tysiące skradzionych dzieł wróciło do prawowitych właścicieli, ale o skali rabunku niech świadczy fakt, że to się wciąż dzieje – dzieła się odnajdują nawet po 70 latach od czasów wojennych. W październiku odnaleziono w holenderskich muzeach 139 dzieł sztuki zagrabionych przez nazistów, w tym prace Kandinsky’ego i Matisse’a.

 

Niemieckie prawo

 Znalezisko w Monachium jest jednak bez wątpienia największym od zakończenia II wojny światowej. Mimo że pogłoski o tym wydarzeniu krążyły w środowisku handlarzy sztuką od ponad roku, to opublikowanie o nim informacji w mediach wywołało na całym świecie szok, który szybko przeszedł w oburzenie. Szczegóły zostały podane dopiero po kilku dniach. Władze niemieckie przyznały, że obrazy odnaleziono ponad rok temu. Identyfikacją i badaniem autentyczności zajmowała się przez ten czas Meike Hoffmann, historyk sztuki. Powiedziała mediom, że z 1406 obrazów 1285 było nieoprawionych, a 121 posiadało ramy. Wszystkie są w doskonałym stanie. Wiadomo też, że niemal 600 ze znalezionych dzieł zostało zagrabionych przez nazistów prywatnym kolekcjonerom. Po ujawnieniu całej sprawy zwołana została konferencja prasowa w Augsburgu, podczas której nadprokurator Reinhard Nemetz tłumaczył, dlaczego władze tak długo milczały na ten temat. Oznajmił, że ujawnienie informacji wcześniej mogłoby okazać się szkodliwe dla śledztwa. W ramach konwencji waszyngtońskiej z 1998 r., Niemcy zobowiązali się do publikacji list zagrabionych dzieł sztuki, a tymczasem do dziś władze upubliczniły zaledwie 25 odnalezionych w monachijskim mieszkaniu płócien. Zgłaszają się już pierwsi prawowici właściciele, a rodziny żydowskich kolekcjonerów, których prace zostały skonfiskowane w czasie wojny lub sprzedane pod przymusem, złożyły już wnioski do prokuratury. A Gurlitt, który zniknął latem, oznajmił, że kolekcja i tak zostanie mu zwrócona, ponieważ ją odziedziczył zgodnie z prawem. Poza tym, nawet jeśli posiadanie tych dzieł było przestępstwem, to i tak uległo ono przedawnieniu zgodnie z niemieckim prawem. Na szczęście wszystkiemu uważnie przygląda się opinia publiczna.

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki