Od kilkunastu już tygodni sprawa pedofilii w Kościele (co ciekawe, niemal wyłącznie w nim) nie schodzi z czołówek informacji medialnych. Telewizje i media, którym często brakuje pieniędzy nawet na zupełnie podstawowe wydatki, tym razem nie szczędzą środków, by wysłać reporterów w miejsca, gdzie miało dojść do przestępstw (np. na Dominikanę), a eksperci i publicyści, nawet tacy, którzy o sprawie nie mają najmniejszego pojęcia, z pasją perorują o rzekomej specyfice Kościoła, która ma sprawiać, że jest on bardziej podatny na tego rodzaju zbrodnie. A jeśli do tego dodać jeszcze polityków, którzy z rzekomej pedofilii w Kościele zrobili sobie trampolinę wyborczą, i urzędników, to obraz staje się pełny. I niestety, nic nie wskazuje na to, by sytuacja miała się w najbliższym czasie zmienić.
Wyciszyć Kościół
A powód jest niezmiernie prosty. Otóż – i to trzeba powiedzieć zupełnie jasno – celem środowisk liberalnych i laickich, a to właśnie one dominują w mediach – wcale nie jest troska o dzieci. Te ostatnie są dla nich tylko narzędziem w walce z Kościołem i jego wpływami publicznymi. I choć wiem, że są to bardzo ostre zarzuty, to nie jest wcale trudno je udowodnić. Otóż wystarczy zadać pytanie o to, czy środowiska te z równą pasją szukają pedofilów w szkołach, klubach sportowych, chórach i organizacjach młodzieżowych? Odpowiedź brzmi „nie”, a przecież z zachodnich doświadczeń i amerykańskich badań wynika zupełnie jednoznacznie, że w wymienionych powyżej grupach jest statystycznie o wiele więcej pedofilów niż wśród księży.
A mimo to Ministerstwo Edukacji Narodowej rozpoczyna sprawdzanie wyłącznie katechetów, choć – o czym warto przypomnieć – całkiem niedawno media ujawniły także inną, bulwersującą sprawę nauczycielki, która zaszła w ciążę z czternastolatkiem (pomijam tu, bo to odrębna kwestia, nieetyczny sposób, w jaki dziennikarka weszła w posiadanie informacji na temat związku nauczycielki i ucznia). Media też jakoś nie kwapią się do sprawdzania innych grup, a każdą sugestię, że pedofile wybierają na swoje ofiary skrzywdzone już wcześniej przez dorosłych dzieci lub że na samych zboczeńców wpływ może mieć zseksualizowana kultura, traktują jak myślozbrodnię, którą chcą za wszelką cenę potępić.
Wszystkie te elementy nie pozostawiają wątpliwości, że w istocie w walce z pedofilią wcale nie chodzi o dzieci, ale o to, by doprowadzić do osłabienia autorytetu Kościoła jako instytucji i samych duchownych. I to się niestety udaje. Wielu duchownych otwarcie, choć z pewnym zażenowaniem, mówi już o tym, że rodzice odmawiają wysyłania z nimi dzieci na wycieczki, a autorytet Kościoła wyraźnie spada.
Wzmocnić lewicowe ideologie
Innym elementem rozgrywanego na naszych oczach scenariusza jest zastąpienie autorytetu Kościoła autorytetem zwolenników rozmaitych lewicowych ideologii. To oni stają się teraz głównymi ekspertami, oni pouczają Kościół (sugerując, jak dziennikarka Monika Olejnik, że powinien on znieść tajemnicę spowiedzi) i budują opinię, że za wszystkie problemy seksualne odpowiada „rygorystyczne nauczanie moralne Kościoła”. A gdy abp Józef Michalik wskazał, w niezwykle mocnym kazaniu, że swoją odpowiedzialność za zbrodnię pedofilii ponoszą także feministki czy ideologia gender, to... pozwano go do sądu. Zrobiła to w formie prywatnego oskarżenia działaczka ruchu feministycznego, która pozwała abp. Michalika za wypowiedź podczas kazania wygłoszonego 16 października we Wrocławiu. I to mimo że każdy prawnik podkreśli, iż szans na wygranie tej sprawy nie ma żadnych, a jedyne, co można uzyskać, to... nękanie arcybiskupa.
Ten pozew jest jednak także próbą odwrócenia uwagi od dramatycznych dla społeczeństwa działań feministek i ideologów gender. To próba wymuszenia milczenia na krytykach tych ideologii, które można porównać tylko do marksizmu, bo przynoszą podobną liczbę ofiar. Marksizm pochłonął 100 mln ludzi. A rocznie, wedle danych WHO, abortowanych jest ok. 50 mln dzieci. Innymi ofiarami tych ideologii są setki tysięcy dzieci poddawanych ideologicznej obróbce podczas lekcji wychowania seksualnego czy rozmaitych równościowych kursów. O tym jednak Kościół ma milczeć, bowiem każda próba przypomnienia o tych sprawach wiąże się z zarzutem o lekceważenie problemów we własnych szeregach.
Odpowiedź na wyzwanie
Jednoznaczna ocena ataku, który jest przeprowadzany na Kościół, nie powinna nas jednak skłaniać do złożenia rąk czy lekceważenia problemu. Nawet jeden ksiądz pedofil czy duchowny lekceważący ten problem to o jednego za dużo. I każdy powinien być za takie działania pociągnięty do odpowiedzialności. Pierwszym krokiem jest zatem wyczyszczenie wszystkich takich spraw, a także pełne wprowadzenie zasad i norm, które zostały przygotowane przez Stolicę Apostolską, a przyjęte przez Konferencję Episkopatu Polski. Słowa nie wystarczą, trzeba też działać.
Ale ten pierwszy krok nie wystarczy. Po drugie, trzeba mądrze i dynamicznie zacząć mówić o całym szeregu problemów, który wychodzi przy okazji debaty nad pedofilią. Pierwszym z nich jest wyraźna nadreprezentacja osób homoseksualnych wśród przestępców seksualnych. Wiele z przestępstw, które media określają mianem pedofilii, wcale nią zresztą nie jest, a jest homoseksualną efebofilią czy wręcz wykorzystaniem młodych dorosłych. Owszem, z perspektywy moralności różnica nie jest wielka, bo i jedno, i drugie jest grzechem (choć niewątpliwie niszczenie niewinności dzieci jest grzechem o wiele większym), ale dla prawa różnica jest istotna. A do tego dobitnie pokazuje to, że promowany przez media styl życia ma wpływ na zwiększanie się liczby takich przypadków.
Ogromnie ważne jest także, by nie ustawać w pokazywaniu, że pedofile często wybierają na swoje ofiary dzieci już wcześniej skrzywdzone przez dorosłych. A krzywdą tą może być, o czym mówił abp Józef Michalik, także rozwód rodziców czy przedwczesna seksualizacja w szkołach. Prawda na ten temat należy się rodzicom i społeczeństwu, a powtarzanie jej w niczym nie zdejmuje odpowiedzialności ze sprawcy, ani nie składa jej na ofiary czy ich rodziny, ale pomaga zrozumieć całościowy kontekst sprawy. Dobrze by było, choć to akurat wymaga ogromnych środków, by polski Episkopat wzorem amerykańskiego przygotował pierwsze, potężne badania dotyczące skali zjawiska pedofilii w całym społeczeństwie.
Przejść do ataku
Ostatnim zaś krokiem na drodze odwojowywania przestrzeni publicznej jest walka. Ale żeby nie było wątpliwości, nie chodzi mi o jakąś formę akcji bezpośredniej, ale o wielką akcję solidarności ze zwyczajnymi księżmi, a także modlitwę. W walce ze złym duchem, a to on niewątpliwie stoi zarówno za rozkręcającą się nagonką, jak i za przestępstwami dokonywanymi przez część duchownych (uwaga dla niewierzących – nie zdejmuje w ten sposób odpowiedzialności z samego sprawcy), najlepszą bronią jest Różaniec, post i przyjmowana w intencji kapłanów, ale i naszych przeciwników Komunia Święta. Tylko w ten sposób możemy sobie poradzić z kryzysem pedofilskim. I to zarówno w wymiarze kościelnym (to znaczy odwagi koniecznej do jego rozwiązywania), jak i medialnym.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













