Logo Przewdonik Katolicki

Królowa kryminału

Natalia Budzyńska
Fot.

Zmarła Joanna Chmielewska, mistrzyni dowcipu, kryminalnych intryg i drugiego planu. Nikt w Polsce nie pisał z takim dystansem do siebie i świata. Autorka niemal osiemdziesięciu książek zarażała pogodą ducha miliony czytelników.

„Pani Joanno, zawsze była Pani lekiem na smutki”, „Pani Joanno, dzięki Pani książkom moje życie nabierało kolorowych barw” – takie wpisy można było przeczytać w internecie po oświadczeniu Wydawnictwa Klin o śmierci pisarki. Joanna Chmielewska była pisarką, którą czytelnicy kochali. Znam kilka osób, w których biblioteczce znajdują się niemal wszystkie książki Chmielewskiej, więc te wszystkie zachwyty nad jej pisarstwem nie są wcale przesadą. Najpierw rozjaśniała mroki PRL-u, pozwalając się śmiać z sytuacji, nad którymi równie dobrze można by płakać. Uwielbiała czarny humor, a z kolei obcy był jej cynizm i dydaktyzm. Nie szydziła i nie krytykowała z piedestału przemądrzałego pisarza. Robiła oko, szturchała i wybuchała śmiechem. Była typem kumpelki, dobrej cioci, trochę zwariowanej, ale z przedwojennymi manierami. Nie lubiła telewizyjnych wywiadów i towarzystwa celebrytów, wolała spotkania z czytelnikami, których bardzo szanowała. Zmarła w szpitalu, po długiej chorobie,  w wieku 81 lat. Warszawa pożegnała pisarkę 14 października na Starych Powązkach. Przedtem w kościele pw. św. Karola Boromeusza została odprawiona Msza św.

Odczep się, żadnych zwłok nie miałam w planie

Tak naprawdę nazywała się Irena Becker, po mężu Kühn, ale pisała pod pseudonimem właśnie ze względu na męża. Tłumaczyła, że akurat się z nim rozwodziła i nie chciała szargać jego nazwiska, uprawiając literaturę, której on nie poważał. Urodziła się 2 kwietnia 1932 r. w Warszawie. Była z zawodu architektem – Wydział Architektury Politechniki Warszawskiej ukończyła w 1954 r. i nawet pracowała w zawodzie przez kilka lat. Ale rodzice marzyli, żeby została lekarzem – ona się brzydziła. „Umiałam czytać, mając pięć lat, więc marzyłam o podróżach wcześnie, chciałam mieć zawód, który by mi pozwolił objeżdżać cały swiat. Byłam pchana na medycynę, więc nawet się godziłam skończyć medycynę i być lekarzem okrętowym, na handlowym statku, myślałam o dziennikarstwie – o pisaniu reprortaży z każdego zakątka kuli ziemskiej. Ale dziennikarstwo było tak upolitycznione, że bym nie wytrzymala tego kompletnie” – mówiła Joanna Chmielewska w swoim ostatnim wywiadzie. Już na pierwszym roku wyszła za mąż i urodziła dziecko. Pierwszy tekst, jaki opublikowała, ukazał się na łamach „Kultury i Życia” i był zatytułowany Kolorystyka wnętrz zakładów pracy. Drugi dotyczył projektów domów kultury. Pierwszą powieść napisała w 1964 r., z rękopisem Klinu poszła do redaktora naczelnego „Przekroju” Mariana Eile. Ten przekazał ją dalej, do „Czytelnika”. Książka została wydana i od razu osiągnęła sukces. Autorka miała wówczas 30 lat. Jeśli ktoś Klinu nie czytał, to na pewno oglądał jego ekranizację zatytułowaną Lekarstwo na miłość z Kaliną Jędrusik i Andrzejem Łapickim w rolach głównych. Bohaterka Joanna, pracująca w biurze projektowym, stała się odtąd alter ego pisarki. Mogły się z nią utożsamić także inne kobiety pracujące – w biurach zawsze był czas na plotki, romanse, a nawet jakieś bardziej lub mniej kryminalne zagadki. Od 1970 r. Chmielewska zajmowała się już tylko pisaniem. A była autorką niezwykle płodną, czasem powstawały trzy powieści rocznie. Przełomowy był Lesio wydany w 1973 r., bohater ślamazarny, nieudacznik, urzędnik-artysta zawładnął sercami czytelników. Ale Lesio to przede wszystkim niezwykle udany obraz PRL-owskiej rzeczywistości tak beznadziejnej, że aż śmiesznej.

Wypraszam sobie, żeby jakieś trupy nosiły przy sobie mój adres!

„Ja lubię realia. Jestem w gruncie rzeczy reportażystką i bardzo łatwo mi się tworzy fikcję na bazie czegoś konkretnego. Najłatwiej jest trochę przerobić swoich znajomych, przyjaciół… Z tym, że z reguły oni są uprzedzani wcześniej i zgadzają się na to” – mówiła Joanna Chmielewska kiedyś w wywiadzie. Według anegdot dla swoich bliskich i przyjaciół, krewnych, ich dzieci i teściowych była bezlitosna. Odnajdywali siebie w kolejnych powieściach w interesujących okolicznościach, trochę różniących się od prawdziwych, ale wyraźnie zainspirowanych prawdziwymi wydarzeniami. Mówiono o niej, że jest polską Agatą Christie, ale oponowała, mówiąc: „Agata pisała inaczej i zupełnie co innego. U niej sens i sedno utworu, podstawę rzeczy stanowiła zagadka kryminalna. Zagadka skonstruowana starannie i skrupulatnie. U mnie natomiast sednem utworu są okoliczności towarzyszące tej zagadce”. Przy czym Chmielewska powtarzała w wywiadach, że nie znosi polityki, nigdy nie dała się wciągnąć żadnemu dziennikarzowi w polityczne rozmowy, choć byli tacy, którzy próbowali. Raz tylko opowiedziała się wprost za lustracją: „Tak już jest, że jeden człowiek zachowa się przyzwoicie bez względu na okoliczności, a drugi przy pierwszej lepszej okazji poleci donieść. To kwestia różnic charakteru. Nie można jednak pozwolić, by donosiciel, który powodował się zawiścią, głupota czy chęcią osiągnięcia doraźnych korzyści, nadal miał cokolwiek do powiedzenia. Niech ludzie się dowiedzą, kto pod kim dołki kopał i dlaczego” – mówiła. Zaraz potem z właściwym sobie humorem stwierdzała, że jest promilicyjna i kocha milicję, czemu dała przecież wyraz w książkach. To à propos pewngo kapusia, który ją zadenuncjował za publiczną obrazę milicji. „Poza głębokim przekonaniem, że powinnam dostać Nagrodę Nobla za rozweselanie społeczeństwa, innych ambicji nie mam. Jak zaczną się śmiać, przestaną się bić!” – mówiła. Lubiła hazard i papierosy – jeszcze do niedawna widywano ją na warszawskich wyścigach, gdzie obstawiała konie, siedziała w fotelu z puszką piwa w ręku. Nie latała samolotami, bo obowiązywał w nich zakaz palenia, ale dużo podróżowała. Znała kasyna chyba w całej Europie. Była namiętną zbieraczką – kolekcjonowała popielniczki i bursztyn, którego sama szukała na bałtyckim wybrzeżu. Oprócz kryminałów napisała także kilka książek dla dzieci i młodzieży, a także humorystyczne poradniki. Najnowsze powieści Chmielewskiej to Porwanie (2009), Byczki w pomidorach (2010), Gwałt (2011), Krwawa zemsta (2012) i Zbrodnia w efekcie (2013). Na początku października ukazała się jej autobigafia Życie (nie) całkiem spokojne – skrócona wersja siedmiotomowej autobiografii, która ukazywała się w latach 1994–2008. Naprawdę nie ma co typować największych przebojów, bo każda książka królowej kryminału osiągała największą sprzedaż. Łączny nakład jej utworów przekroczył w Polsce 6 milionów. Większe osiągnięcia miała jednak w Rosji, gdzie była najpopularniejszą pisarką zagraniczną – sprzedało się tam ponad 8 milionów egzemplarzy.

„Ja od wielu lat robię to, co lubię. To wielkie szczęście” – Joanna Chmielewska będzie z pewnością bawić kolejne pokolenia.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki