Logo Przewdonik Katolicki

Perfekcyjny wygląd

Bogna Białecka
Fot.

Jaki wpływ na nasze dzieci ma świat przekazywany przez filtr mediów i internetu? Nie mówię tu nawet o doborze treści, a o... obrazach. Czy może to być niebezpieczne?

Jaki wpływ na nasze dzieci ma świat przekazywany przez filtr mediów i internetu? Nie mówię tu nawet o doborze treści, a o... obrazach. Czy może to być niebezpieczne?

Wyobraź sobie, że Twoja nastoletnia córka przegląda zdjęcia swojej koleżanki umieszczone w internecie (np. na Facebooku lub blogu). Wzdycha z zazdrością, stwierdzając, że nigdy nie będzie tak wspaniale wyglądać. Syn ogląda zdjęcia dalszego znajomego za kierownicą drogiego sportowego auta. „Niektórzy rodzice nie są takimi życiowymi fajtłapami i stać ich na dobre prezenty dla dzieci” – podsumowuje. Choć teoretycznie każdy zdaje sobie sprawę, że wiele zdjęć jest cyfrowo manipulowanych, niekoniecznie mamy świadomość jak bardzo, a co gorsza – jakie są tego rezultaty. Przetwarzane cyfrowo zdjęcia wpływają na sposób, w jaki spostrzegamy samych siebie i naszych bliskich. Są też sposobem sprzedaży produktów, czasem przekraczającym granicę bezczelnego oszustwa, czasem subtelnym. I choć sama wiedza na ten temat nie wystarcza, jest dobrym wstępem do nauki rozsądnego korzystania z mediów.

 

Amerykańska organizacja Common Sense Media udostępnia nieodpłatnie gotowe plany lekcji do wykorzystania w szkole, dotyczące właśnie nauki rozsądnego korzystania z mediów i internetu. Nie widziałam analogicznej propozycji w Polsce i, jak sądzę, nieprędko się tego doczekamy. Jednak amerykańskie propozycje do pracy w klasie można spokojnie wykorzystać jako pomysły do omówienia z własnymi dziećmi. Dlatego prezentuję nieco przepracowany i uzupełniony materiał do rozmowy z dzieckiem w wieku 10 lat wzwyż.

Kolorowa cytryna

Jeśli w wyszukiwarkę obrazu wpiszemy frazę: „Colorful Lemon”, pojawi się urocze zdjęcie przekroju cytryny zabarwionej na kolory tęczy. Pokażmy je dziecku, prosząc by wyobraziło sobie, że ktoś opublikował to zdjęcie z komentarzem: „Zrób to sam, wystarczy nasączyć cytrynę barwnikami spożywczymi”. Spytaj dziecko, jak sądzi, czy jest to prawdziwe zdjęcie, czy pokolorowane? Jakie zna sposoby, by uzyskać taki rezultat? Być może odpowie, że wystarczy rzeczywiście użyć barwników. Możecie spróbować przetestować tę hipotezę samodzielnie lub skorzystać z fotodokumentacji eksperymentu, jaki znajdziecie na stronie colorissue.blogspot.com pt.: „DIY Colorful LEMONS”. Pozostaje zatem drugie wytłumaczenie – zrobiono zdjęcie zwykłej, przekrojonej cytryny, „poprawiając” ją potem w programie graficznym. A zatem to nieprawdziwe zdjęcie.  

Zapytajcie dziecko, co myśli o samym obrazie? Czy podoba mu się nawet teraz, gdy wie, że taka cytryna nie istnieje w rzeczywistości? Czy nie byłoby fajnie, gdyby można było rozciąć cytrynę i zobaczyć wszystkie kolory tęczy? Zwróćcie uwagę, że modyfikowanie zdjęć może być czymś kreatywnym, zabawnym. Możemy wykorzystywać programy komputerowe, by różne miejsca, ludzi, przedmioty uczynić ciekawszymi. Programy komputerowe pozwalają w tej chwili puścić wodze fantazji i stworzyć rzeczy jeszcze kilkadziesiąt lat temu niewyobrażalne. Dzięki technologii powstały nowe dziedziny sztuki.

Kolejne pytanie dotyczy podpisu pod zdjęciem. Skoro już wiemy, że zostało cyfrowo zmodyfikowane, zapytaj, co dziecko myśli o podpisie: „Zrób to sam, wystarczy nasączyć cytrynę barwnikami spożywczymi”. Prawdopodobnie poczuje się oszukane, stwierdzi, że to kłamstwo. W tym wypadku jest to mało szkodliwe, w innych może mieć poważniejsze konsekwencje.

Nawiasem mówiąc, w przykładzie, który podałam na początku, konsekwencje cyfrowego oszustwa są gorsze. Chłopiec nie zauważył, że zdjęcie kolegi zostało zręcznie wklejone w obraz drogiego samochodu, co doprowadziło do zazdrości, zgorzknienia, niesprawiedliwej oceny własnych rodziców.

„Ewolucja” – reklama firmy Dove

Na YouTube łatwo można znaleźć reklamę mydła Dove pt. „Dove – Evolution  Commercial”. Jest ona o tyle odmienna od zwykłych reklam, że stawia na demaskowanie sztuczek zwykle wykorzystywanych do sprzedaży różnych produktów kosmetycznych. Obejrzyjcie ją wspólnie. Jest niema, więc nie wymaga znajomości języka angielskiego. Ukazuje w przyspieszonym tempie proces przygotowywania modelki do zrobienia zdjęcia reklamowego – od  makijażystów, fryzjerów, przez profesjonalną sesję zdjęciową aż po obróbkę cyfrową twarzy w programie komputerowym.  

Uświadom dziecku, że większość zdjęć (a jeśli chodzi o zdjęcia reklamowe – wszystkie) w mediach jest właśnie w ten sposób tworzona. Zapytaj dziecko, czy pamięta jakieś ze szczegółów, które zostały zmienione w twarzy modelki. Większość nastolatków będzie pamiętała zamalowanie piegów i pryszczy. Może także komputerowe powiększenie oczu i wydłużenie szyi. Jak sądzi, czy reklama pokazana na billboardzie pod koniec filmu może kogoś oszukać?

Przypomnij zdjęcie cytryny. Zarówno zdjęcie owocu, jak i modelki zostało cyfrowo zmodyfikowane. Ani cytryna, ani modelka nie wyglądają w rzeczywistości tak jak na zdjęciu. Podkreśl, że to zupełnie naturalny odruch, że porównujemy siebie z innymi ludźmi. Spoglądamy na czyjąś fotografię i zastanawiamy się: „Czy ta osoba wygląda lepiej niż ja? Czy chcę wyglądać podobnie?”. Jednak modelki w reklamach są wyretuszowane tak, by wyglądać perfekcyjnie. A zatem nawet one nie wyglądają w rzeczywistości tak jak na zdjęciach!

Jest to dobry moment, by wytłumaczyć zasady, na jakich opiera się reklama. Jeśli podziwiamy czyjąś doskonałość, chcemy kupić reklamowany produkt, by stać się podobnym. A ponieważ jesteśmy takimi przekazami bombardowani zewsząd, większość młodych ludzi (i dziewcząt, i chłopców) jest niezadowolona ze swego wyglądu i podatna na kupowanie produktów takich jak  kosmetyki, ubrania itp.

Czy wystarczy świadomość mechanizmu?

Jeśli macie możliwość, warto obejrzeć odcinek Fineasza i Ferba pt. Atak piętnastometrowej siostry. Przedstawia on w sposób przesadzony i komiczny – jednak dzięki temu zapadający w pamięć – istotę reklam adresowanych do nastolatków. Można też przejrzeć  jakieś pisemko dla dziewcząt (lub chłopców – zwykle o tematyce sportowej). Jakie reklamy się tam pojawiają? W sąsiedztwie jakich artykułów? Jak czuje się młoda osoba przejrzawszy takie pisemko?

Czas na pytanie zasadnicze. Czy sama świadomość tego, co się dzieje, wystarczy? Czy wystarczy sobie powiedzieć: „Oj, to tylko reklama, to nieprawda”? Większości ludzi (w tym dorosłych) wydaje się, że odpowiedź brzmi „tak”. Warto jednak wiedzieć, że mydło Dove, promowane za pomocą haseł wzywających do pielęgnacji autentycznego piękna, bez sięgania po kosmetyki, jest produkowane przez firmę Unilever, która także jest producentem np. dezodorantów Axe. Reklamy Axe bazują na zupełnie innym przesłaniu. Nie mam oczywiście pretensji do firmy, że reklamuje swoje produkty. Chcę jednak zwrócić uwagę, że strategia reklamowa nakłaniająca do odrzucania sztucznych obietnic nie szkodzi sprzedaży innych produktów firmy.

Znajomy terapeuta objaśnia to w obrazowy sposób: „Jeśli zaraziłeś się i idziesz do lekarza, nie wystarczy, by rozpoznał, że na przykład masz czerwonkę. Nie wyjdziesz od lekarza mówiąc: <<już wiem, że mam czerwonkę, to mnie uzdrowi>>. Musisz zacząć brać przepisane leki”.

Podobnie jest z reklamami, wyidealizowanymi obrazami kobiet i mężczyzn. I tak oglądamy ich codziennie dziesiątki – na billboardach, wystawach... W trosce o własne zdrowie możemy jednak nie wystawiać się dodatkowo na ich przekaz. W naszej rodzinie od lat nie ma telewizora, więc gdy chcemy oglądnąć film, nie ścigają nas reklamy. Nie kupujemy pisemek promujących styl życia oparty na przekazie: „Jesteś brzydki i niewysportowany, kup reklamowane produkty, a to się zmieni”. Do czego także Was i Wasze dzieci serdecznie namawiam.

Komentarze

Zostaw wiadomość

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki