Logo Przewdonik Katolicki

Czternaście pokoleń

kard. Gianfranco Ravasi
Fot.

Od Abrahama do Dawida jest w sumie czternaście pokoleń; od Dawida do przesiedlenia babilońskiego czternaście pokoleń; od przesiedlenia babilońskiego do Chrystusa czternaście pokoleń (Mt 1, 17)

Od Abrahama do Dawida jest w sumie czternaście pokoleń; od Dawida do przesiedlenia babilońskiego czternaście pokoleń; od przesiedlenia babilońskiego do Chrystusa czternaście pokoleń (Mt 1, 17)

Wiemy, że na pierwszej stronie Ewangelii św. Mateusza natrafiamy na suchy wykaz imion – genealogię, która była czymś bardzo bliskim starożytnym mieszkańcom Bliskiego Wschodu. W tym łańcuchu imion – nierzadko fikcyjnych albo niepoprawnych – doszukiwali się własnej historii i wielkości swojego rodu. Kłopot dla współczesnych czytelników, przyzwyczajonych do dyscypliny dokumentalnej i historiograficznej, pojawia się również w przypadku genealogii Jezusa. Są dwa powody tej trudności. Pierwszy wynika z zakończenia rodowodu Mateusza, który umieszcza tam liczbę czternaście jako element niepodważalny. Tymczasem, jeśli mielibyśmy rygorystycznie odtworzyć biblijną historię Izraela, zorientowalibyśmy się, że ta liczba jest nie do przyjęcia.

Gdybyśmy z kolei mieli porównać tę genealogię z analogiczną św. Łukasza (3, 23–38), bylibyśmy jeszcze bardziej zdziwieni, gdyż ta jest zupełnie inna: nie zstępująca, lecz wstępująca (od Jezusa aż do początku ludzkości), założycielem jest nie Abraham, lecz Adam, a ponadto zawiera ona tylko dwa takie same imiona jak Mateuszowa! Ten problem można rozwiązać jedynie wtedy, gdy weźmie się pod uwagę symboliczną, a nie historyczną wartość starożytnych rodowodów. Mateusz chce bowiem ukazać bliską więź Jezusa z narodem żydowskim i to, że jest On Mesjaszem. Dlatego bardziej odwołuje się do linii dynastycznej Dawida niż do naturalnego pochodzenia, które z kolei wybiera Łukasz, łączący Chrystusa z całą ludzkością reprezentowaną właśnie przez Adama.

Kierując się tym wymogiem, bardziej natury teologicznej niż historycznej, Mateusz porządkuje genealogiczną sekwencję w triadę podwójnych siódemek. Siedem, jak wiadomo, jest w Biblii jedną z uprzywilejowanych liczb na oznaczenie pełni i doskonałości. Tak więc dominacja układu 7+7 jest gloryfikacją więzi pokoleniowej z osobą Dawida. Ponadto ze względu na mistykę cyfr biblijnych i żydowskich, a także wartość liczbową przypisywaną poszczególnym literom alfabetu w technice zwanej gematrią, 14 mogłoby oznaczać również sumę cyfr rdzenia imienia Dawid, czyli trzech spółgłosek d-w-d: 4+6+4.

Niemniej spoza podobnych spekulacji wyłania się głębsze znaczenie przesłania Mateusza – iż historię zbawienia cechuje doskonałość przejawiająca się w liczbowej harmonii siódemek i tworząca pomost między Dawidem a Jezusem, któremu można przyznać mesjański tytuł „Syna Dawida” powtarzający się w Ewangelii Mateusza osiem razy. Tu jednak pojawia się druga trudność. Rodowód jest ukształtowany przez określenie „był ojcem”, które wyznacza poszczególne ogniwa łańcucha. Pojawia się ono 39 razy, ale niespodziewanie brakuje go w fundamentalnym, ostatnim ogniwie dotyczącym Jezusa. Nie czytamy tam bowiem: „Józef był ojcem Jezusa”, jak w innych przypadkach, lecz „Jakub ojcem Józefa, męża Maryi, z której narodził się Jezus, zwany Chrystusem” (1, 16).

Jak więc Jezus może być potomkiem Dawida, jeśli nie spłodził go potomek Dawida, Józef? Odpowiedź znajdziemy w następnych wersach (1, 18–25), kiedy przyszłemu małżonkowi Maryi ukaże się anioł, zachęcając go do wypełnienia funkcji prawnego, choć nie biologicznego, ojca Syna, którego jego Oblubienica nosi pod sercem. W genealogii starożytnej ojcostwo prawne (przez adopcję lub na innej drodze) powodowało zdolność dziedziczenia. Józef, potomek Dawida zgodnie z jego plemienną genealogią, czyni zatem Jezusa prawdziwym „Synem Dawida”, wprowadzając Go na scenę historii jako Mesjasza.

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki