Ani ziębi, ani parzy

29 lipca w Toruniu, na moście im. Marszałka Józefa Piłsudskiego, na dwie godziny został zablokowany ruch. Co się stało? Na jeden z wierzchołków konstrukcji wszedł 50-letni mężczyzna zamierzający wykonać samobójczy skok.
Czyta się kilka minut

Zaalarmowane służby zadziałały tak, jak powinny. Przybyli funkcjonariusze policji i straży pożarnej, sprowadzono łodzie, ratowników, ambulans Pogotowia Ratunkowego. Negocjacje z desperatem prowadził z podnośnika psycholog. W korku ulicznym stanęły autobusy miejskie, samochody, rowery i przechodnie. Doszło do istotnych utrudnień w ruchu drogowym w centrum miasta. Dzięki Bogu, że sprawił, iż negocjator dobrze wywiązał się ze swojego zadania. Po dwóch godzinach nieszczęśnik zdecydował się odstąpić od zamiaru i zszedł. Jego zatrzymaniu towarzyszyły oklaski obecnych.

Jestem porażona wiadomością, że owi „obecni” zwłaszcza kierowcy, zirytowani przebywaniem w korku, nawoływali mężczyznę, żeby „ze sobą skończył”. Wrzeszczeli: „Skacz, nam się spieszy!”. W stronę desperata kierowali najgorsze przekleństwa i wyzwiska. (źródło: www.wiadomości.dziennik.pl z 29 lipca)

Kilka lat temu do identycznego zdarzenia doszło we Włocławku. Też były służby, w karetce pogotowia siedział m.in. lekarz. Też doszło do paraliżu komunikacyjnego śródmieścia. Tak samo jak w Toruniu pojawili się fotoreporterzy, a zirytowanym kierowcom i przechodniom towarzyszyli tęskniący za sensacją gapie. Jednak nikt nie wznosił tak strasznych w konsekwencjach okrzyków. Przebywając w tym zbiorowisku, odczuwałam ludzką wiarę w to, że po pewnym czasie służby dadzą sobie radę z tzw. wariatem, którego trzeba „zamknąć do czubków”. Jeśli ktoś wrzasnął, to najwyżej: „złaź, idioto, i do domu, do kobity szoruj”, czy coś podobnego, może ostrzej. Do dramatu nie doszło. Z pewnością nie wskutek rad tego rodzaju, lecz dzięki wykwalifikowanemu psychologowi. Mężczyzna dobrowolnie oddał się w ręce funkcjonariuszy i medyków. Życie potoczyło się dalej.

Pod informacją dotyczącą zdarzenia w Toruniu pojawiły się komentarze. Przytoczę kilka, w wersji oryginalnej: „Po co w ogóle się przejmować takim, jakby chciał zeskoczyć to by zeskoczył, a jak nie, to by sam w końcu zszedł”; „Też uważam, że gdy ktoś chce skoczyć, to decyduje, idzie i kończy z sobą”; „Jak wlazł, to powinien skoczyć, a nie 4 litery zawracać”. I wreszcie: „Bydło nie ludzie...”. Do kwestii „bydła”, na innym portalu internetowym nawiązał jeden ze świadków wydarzenia: „Nie wiem, co kierowało tym człowiekiem (…). Ale ludzie zachowywali się jak bydło. Co za znieczulica i zezwierzęcenie”.

Znieczulica owszem. Jednak przepraszam bydło, które nie jest „zbydlęcone” i zwierzęta, niezezwierzęcone w ludzkim rozumieniu tego słowa.

Jestem przekonana, że większość osób zebranych na moście w Toruniu, również ci ponaglający desperata do samobójczej śmierci, to katolicy. Gorliwie czy mniej gorliwie praktykujący, na co dzień znani w swoich środowiskach jako tzw. dobrzy, normalni  ludzie. Co wykrzyczałby każdy z nich, gdyby na zwieńczeniu konstrukcji mostu zobaczył swojego ojca czy syna? Sąsiada? Przyjaciela? Kumpla ze szkoły czy wojska?

Ilu z nas wierzy, że Chrystusa cierpiącego należy dostrzegać w bliźnich?  Czy przyszedł czas, kiedy mowa o miłosierdziu, o kochaniu bliźniego jak siebie samego, o empatii, dla wielu ochrzczonych stała się tzw. kościelnym gadaniem? Czy jest zrozumiała i pierwszorzędna tylko nielicznym? Odbieranie sobie życia jest grzeszne i nie jest żadnym rozwiązaniem. Jak nisko musi upaść człowiek, aby nie przekonywać o tym drugiego, załamanego, lecz skłaniać go do samobójstwa! Z egoizmu, dla swojej wygody!

Ów nieszczęśnik z pewnością miał swoje powody, by nienawidzić świata i ludzi. Myślę, że reakcja torunian dała mu dodatkowe doświadczenie. Myślę, że miotających obelgi pod jego adresem na toruńskim moście ani to ziębi, ani parzy. Jakoś zdążyli do celów podróży. Kto się spóźnił, miał powód do usprawiedliwienia.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.

Co otrzymujesz w subskrypcji?

- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów

- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym

- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej

- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online

- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży

- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF

Najlepsza cena

Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.

- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł

↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 32/2013