Logo Przewdonik Katolicki

Powstanie Wielkopolskie - historia kręcona na nowo

Marcin Kuberka
Fot.

Czy za pomocą spirytualistycznej fikcyjnej narracji historycznej da się opowiedzieć o wyjątkowości powstania wielkopolskiego? Czy powstająca właśnie megaprodukcja historyczna Hiszpanka, której celem jest spopularyzowanie wiedzy o powstaniu, ma raczej przewartościować myślenie Polaków o naszej powstańczej historii?

 
Zwycięskie Powstanie Wielkopolskie było wynikiem przeszło stuletniej ciężkiej pracy u podstaw i pracy organicznej, w której Wielkopolanie musieli rywalizować z brutalnym pruskim zaborcą, niestroniącym od przemocy kulturowej i gospodarczej. Dzięki temu zbudowali swoją potęgę, która umożliwiła w sprzyjających warunkach geopolitycznych i historycznych wystąpić zbrojnie przeciwko swojemu ciemiężycielowi i zwyciężyć. Ogromną rolę w zachowaniu i zbudowaniu nowej polskiej tożsamości miał też wielkopolski Kościół.
 
Film, ale jaki?
 
A o czym opowie kręcona właśnie Hiszpanka Łukasza Barczyka? Reżyser i scenarzysta w zarysie scenariusza filmu pisze, że „jakaś grupa czarodziejów czaruje coś, żeby Paderewskiego uchronić przed jakimś innym czarodziejem”, a cały ten „seans spirytystyczny” kończy się krwawą walką zakończoną zwycięstwem Polaków. Oznacza to, że fikcyjną ramą historyczną filmu jest opowieść o rywalizacji, będącego na usługach armii pruskiej demonicznego medium Doktora Abuse (Crispin Glover znany z Powrotu do przyszłości) z polskimi spirytualistami i przedsiębiorcami na czele z Rudolphem Funkiem. Abuse za pomocą mentalnego ataku (sic!) chce uniemożliwić polskiemu pianiście i politykowi Ignacemu Janowi Paderewskiemu wracającemu do Polski ze Stanów Zjednoczonych przyjazd do Poznania, co jak pamiętamy było w rzeczywistości sygnałem do wybuchu powstania. W tę demoniczną historię wpisany jest młodzieńczy romans Krystiana Ceglarskiego (nawiązujący do słynnego fabrykanta Cegielskiego żyjącego sto lat wcześniej). 
Całość filmu ma być osadzona w stylistyce nawiązującej do filmowego niemieckiego ekspresjonizmu znanego choćby z filmów Fritza Langa. Cechą ekspresjonizmu była mroczna i tajemnicza atmosfera, w której bohater najczęściej sprzedawał swoją duszę ciemnym nadprzyrodzonym siłom. Ekspresjonizm wywodził się z niemieckiego romantyzmu, który w przeciwieństwie do polskiego w centrum zainteresowania umieszczał zagubioną jednostkę a nie naród walczący o wolność i niepodległość. Zresztą sama postać doktora Abuse wywodzi się z filmów Langa, konkretnie – z ostatniego z 1960 r.
 
Historia pisana od nowa
 
Projekt Hiszpanka jest wynikiem zwycięstwa w 2011 r. w zamkniętym konkursie na nowelę filmową, zorganizowanym przez marszałka województwa wielkopolskiego Marka Woźniaka wraz z Polskim Instytutem Sztuki Filmowej (PISF). Organizatorzy rekomendowali zwycięski projekt jako odważną wizję w atrakcyjnej formie, idącą pod prąd w przedstawieniu polskiej zawikłanej historii. – Nie chodzi nam o dokument fabularyzowany – podkreśla Maciej Szwarc, producent kreatywny Hiszpanki i szef samorządowej Instytucji Filmowej Film-Art. producenta filmu. Z rozmów z ludźmi z ekipy filmowej, znającymi scenariusz, jasno wynika, że Hiszpanka nie będzie filmem historycznym, tylko dreszczowcem. Ma być gotowa jednak przed grudniem 2013 r., czyli na 95. rocznicę wybuchu powstania.
 
Na ironię losu zakrawa fakt, że reżyser filmu Łukasz Barczyk, krótko przed decyzją jury w internetowym dwutygodniku.com deklarował: „Nie żyjemy już w Polsce. Przekonanie o tym, że mamy jakieś zobowiązania wobec Polski, skończyło się. Naszym jedynym obowiązkiem jest robienie dobrych filmów”. Pytany, czy jest zirytowany poparciem PISF dla filmów historycznych, dodawał: „To jest polityka kulturalna, a polityka zawsze mnie przeraża”. Jako jedyny z ekspertów PISF, oceniających projekty filmów historycznych, sprzeciwił się dofinansowaniu koprodukcji Bitwa pod Wiedniem. Natomiast w wywiadzie dla portalu stopklatka.pl oświadczył: „Jestem pozytywistą w tym sensie, że uważam, iż trzeba budować i pracować”. Czy gdyby wiedział, że przyjdzie mu kręcić film z Powstaniem Wielkopolskim w tle, wypowiedziałby te słowa? Pozostaje to pytaniem otwartym. 
Gigantyczny, jak na polskie warunki, budżet filmu przyciągnął również skądinąd gorące nazwiska. Grzegorz Hajdarowicz, wydawca „Rzeczpospolitej”, zasiadający w radzie fundacji sztuki filmowej Ingenium został mniejszościowym koproducentem filmu. – Fundacja Ingenium wspiera nas finansowo – informuje Szwarc. Pytany o kwotę zasłania się tajemnicą firmową. – Ingenium w naszych relacjach działa non profit – dodaje. Dlaczego fundacja weszła w koprodukcję filmu? – Monika Laske, szefowa Ingenium, oceniła na podstawie scenariusza i twórców zaangażowanych w film, że jest szansa zwrotu zainwestowanych środków – wyjaśnia. Szwarc dopytywany o to, czy rozmawiał o Hiszpance z Hajdarowiczem, powiedział, że go nie zna. Mimo wielokrotnych próśb o kontakt i pytań skierowanych do Grzegorza Hajdarowicza nie udało się nam uzyskać jego odpowiedzi.
 
Reżyser jest bezkarny
 
Decydenci, którzy zainwestowali w tę rocznicową i ryzykowną parahistoryczną produkcję przeszło 12,5 mln zł publicznych pieniędzy, nie zapewnili sobie jeszcze prawa do wyboru montażysty filmu – a tym samym wpłynięcia na ostateczny kształt filmu – które obecnie niepodzielnie posiada reżyser, scenarzysta, mąż operator obrazu, producent i p.o. dyrektora studia „Kadr” w jednej osobie – Łukasz Barczyk. Żona Barczyka, Karina Kleszczewska, jest operatorem obrazu. Choć nakręcono 90 proc. zdjęć, montażysty filmu ciągle nie ma. Kto będzie zajmował się montażem obrazu? – Mam wpływ na jego wybór. Jestem w trakcie rozmów z potencjalnym montażystą i nie mogę jeszcze ujawnić jego nazwiska – odpowiada Szwarc. Obawy o ostateczny kształt filmu są uzasadnione. Maciej Szwarc był bowiem producentem widowiska plenerowego „27grudnia.pl” w reżyserii Filipa Bajona, transmitowanego na żywo przez Telewizję Polską w 90. rocznicę wybuchu powstania. Rozbudowana scenograficznie rekonstrukcja w konwencji telewizyjnej relacji historycznej okazała się jednak porażką artystyczną. Daniel Olbrychski recytował m.in. teksty Witolda Gombrowicza, który nie miał nic wspólnego z Wielkopolską, a tym bardziej z duchem zrywów narodowych, a wręcz był jego przeciwnikiem. Całość zaś została zwieńczona hymnem Unii Europejskiej Odą do radości i archiwalnymi zdjęciami jednających się ze sobą premiera Tadeusza Mazowieckiego z kanclerzem Helmutem Kohlem. Bajon w jednym z video wywiadów pytany o specyfikę filmów historycznych powiedział: „reżyser filmów historycznych jest bezkarny”. 
W Hiszpance najwłaściwsze byłoby pokazanie filmowym językiem myśli Romana Dmowskiego, którego idea wciągnięcia wszystkich warstw społecznych w budowę stabilnych podstaw gospodarczych jest ciągle aktualna. Tymi ideami kierował się również Władysław Reymont, pisząc swoje arcydzieło Ziemia obiecana. Historia jednego z bohaterów wiąże się z przemysłową Łodzią, ale czy twórcy Hiszpanki wykorzystają w pełni ten trop – czas pokaże. Zwłaszcza że, jak na ironię, w tym roku Ministerstwo Skarbu zapowiada prywatyzację zakładów Cegielskiego i mimo że w październiku 2012 r. Sejmik Województwa Wielkopolskiego nazwał rok 2013 Rokiem Hipolita Cegielskiego, a  Sejm RP w grudniu 2012 r. przyjął okolicznościową uchwałę, związaną z 200. rocznicą jego urodzin. Premiera filmu zapowiadana jest na 27 grudnia w 95. rocznicę wybuchu powstania. Oby cała historia nie zakończyła się spektakularną klapą i trawestacją napisu „Naród sobie” z budynku Teatru Polskiego, w którym kręcono zdjęcia do filmu, na np. „Naród Barczykowi”. Tak kosztownej filmowej produkcji jeszcze w Wielkopolsce nie widziano, tym bardziej więc trzeba patrzeć, czy ktoś nie zamierza zmarnować tej góry pieniędzy.
 

Hiszpanka z budżetem 20 mln zł będzie kosztowała więcej niż Bitwa Warszawska 1920 Jerzego Hoffmana, której budżet wyniósł przeszło 18 mln zł. Samorząd wielkopolski dał 6,5 mln, a PISF 6 mln, w tym 2 mln z puli dyrektor Agnieszki Odorowicz. Film dofinansował również Narodowy Instytut Audiowizualny (NINA), na czele którego stoi poznaniak Michał Merczyński. Jest on również twórcą i szefem Malta Festival. Dystrybutorem i koproducentem obrazu jest ITI Cinema, należąca do Grupy ITI założonej m.in. przez Mariusza Waltera. Na resztę zrzucili się koproducenci: TP S.A., Canal + i Alvernia Studios, należąca do byłego szefa stacji RMF FM Stanisława Tyczyńskiego, która jednocześnie świadczy usługi na planie filmu i zajmie się postprodukcją Hiszpanki.
 
 
 
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki