Logo Przewdonik Katolicki

Żołnierzy Wyklętych zwycięstwo po latach

Marcin Kuberka
Fot.

Od trzech lat 1 marca czcimy pamięć żołnierzy antykomunistycznego podziemia. Przez całe lata robiono wiele, by pamięć i ślad o ich bohaterskiej i straceńczej walce z sowieckim okupantem oraz polskimi komunistycznymi zdrajcami została wymazana z naszej historii. Dziś, wiele lat po zabójstwie ostatniego z bohaterów, ta pamięć zaczyna łączyć ze sobą wiele różnych środowisk w całym kraju.

  

Najpierw były rozmowy prywatne i wewnętrzne przekonanie, że tej sprawy nie można zostawić, że ci, którzy wówczas tak desperacko walczyli o wolność nie mogą być zapomniani. Spory dotyczyły tylko tego, jak ich upamiętnić. Powołali więc Społeczny Komitet Obchodów Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych z siedzibą w Poznaniu. – W sumie tworzy go więc trzydzieści organizacji, środowisk i stowarzyszeń społecznych i kulturalnych z Poznania i województwa – cieszy się dr Dariusz Piotr Kucharski, historyk, szef stowarzyszenia Warsztaty Idei, jeden z inicjatorów tych obchodów. – Chcemy i uczcić, i edukować – podkreśla. Komitet wydał broszurę Pamiętać – to nasz obowiązek. Żołnierze Wyklęci 1944–1963 i będzie ją rozdawał na wszystkich spotkaniach i uroczystościach w mieście i w regionie, które mają potrwać całe trzy dni. – Chcemy również, żeby wydawnictwo trafiło do kuratorium i szkół średnich. Wydawnictwo finansujemy sami, z własnych składek – mówi Kucharski. Honorowy patronat nad tą inicjatywą objął abp Stanisław Gądecki, metropolita poznański, który również będzie obecny w czasie Mszy św. Polski Kościół od zawsze przecież pamiętał o bohaterach i ofiarach podziemia. „Trzeba wspomnieć wszystkich, zamordowanych rękami także polskich instytucji i służb bezpieczeństwa, pozostających na usługach systemu przyniesionego ze Wschodu. Trzeba ich przynajmniej przypomnieć przed Bogiem i historią, aby nie zamazywać prawdy naszej przeszłości, w tym decydującym momencie dziejów” – mówił Jan Paweł II.
„Twarzą” poznańskich obchodów jest zamordowany przez UB Łukasz Ciepliński, który urodził się w wielkopolskim Kwilczu. Na ścianie kościoła w rodzinnej wsi znajduje się pamiątkowa tablica poświęcona jemu.
 
Kim byli i o co walczyli?
 
Szacuje się, że żołnierzy polskiego podziemia niepodległościowego i konspiracji młodzieżowej, walczących z okupantem sowieckim i polskimi komunistami, było po wojnie nawet  200 tys. W latach 1944–1963 na obszarze od Odry i Nysy po granicę wschodnią II RP (tzw. ryską) walczono z sowieckim okupantem. Większość z tych, którzy uczestniczyli w tych walkach, albo zginęła, albo została poddana brutalnym represjom. Ostatni z żołnierzy, sierż. Józef Franczak „Lalka”, zginął w walce  21 października 1963 r.
Nieliczni, którzy przeżyli, dziś aktywnie uczestniczą w przywracaniu pamięci o bohaterskiej walce polskiego zbrojnego podziemia. – Zmienia się podejście młodych do historii. Chcą wiedzieć więcej, pielęgnować pamięć tych, którzy przelewali krew za ojczyznę – mówił płk Jan Podhorski, były żołnierz Narodowych Sił Zbrojnych i wieloletni więzień stalinowskich Wronek, mieszkający w Poznaniu. – Jest spore zainteresowanie swoją przeszłością i wiele środowisk w całej Polsce, na próby zakrzyczenia naszej historii, potrafi pokazać, że jest czym się chwalić i możemy być dumni. Ludzie mają się do czego odnieść po latach mówienia, że jest to nieprawda i nie było sensu stawiać oporu i ginąć – dodaje Kucharski.

 

 Koniec wojny, początek pacyfikacji

Formalny koniec wojny II wojny światowej dla Polski nie oznaczał czasu pokoju. Wręcz przeciwnie. Zaczynał się okres niezwykle brutalnego pacyfikowania ludzi i środowisk, którzy nie pogodzili się z nową sytuacją geopolityczną Polski i rządami polskich komunistów wspartych siłami i technologią sowieckiego okupanta. 

Armia Czerwona do pacyfikacji powojennej Polski przygotowała się bardzo dobrze. Sięgnęła do zarządzeń i rozkazów z czasów pierwszej okupacji w 1939 r. Na bieżąco uzupełniali cele i tak np. 22 czerwca 1943 r. przyjęto dokument o zwalczaniu „partyzantów – legionistów polskich”. Jednym z zadań było: „Wszystkimi sposobami zwalczać oddziały i grupy nacjonalistyczne oraz zniszczyć polskie struktury wojskowe oraz cywilne i objąć tymi działaniami całość obszarów terenów II Rzeczypospolitej zamieszkiwanych przez Polaków, od granicy wschodniej II RP (tzw. linii ryskiej, wytyczonej zgodnie z traktatem pokojowym 18 marca 1921 r.), aż po Odrę i Nysę. Specjalne jednostki NKWD i „Smiersza” (śmierć szpiegom) wysłano do walki z Polakami. Szacuje się, że około miliona sowieckich funkcjonariuszy skierowano do rozprawienia się z polskim ruchem oporu. Podstawowymi technikami rozprawy z Polakami po wyzwoleniu ziem z okupacji niemieckiej były: aresztowania, masowe wywózki, mordy, wszechogarniający terror dotykający całe społeczeństwo. I tak na Lubelszczyźnie w krótkim czasie aresztowano prawie 21 tys. osób i deportowano głównie do sowieckich gułagów. Na początku 1945 r. po zajęciu Wielkopolski, Górnego Śląska i Pomorza aresztowano i deportowano do ZSRS ok. 50 tys. osób. Deportacje z obszaru Polski Ludowej trwały do końca 1949 r.

 

Antysowiecka samoobrona

Szacuje się, że w latach 1944–1947 istniało 350 większych i mniejszych oddziałów zbrojnych walczących z sowieckim okupantem. Wybuchło nazywane tak dziś „powstanie antysowieckie”. Terenami najzacieklejszych walk była Wileńszczyzna, Nowogródczyzna, Grodzieńszczyzna, Białostocczyzna, Polesie, Kielecczyzna, Sandomierszczyzna, wschodnie Mazowsze, Pomorze oraz część Wielkopolski. Funkcjonowało tam po kilkadziesiąt oddziałów i formacji bojowych, w których walczyło w mundurze i po cywilnemu łącznie od 15 do 20 tys. osób. W wielu miejscach sowiecki aparat komunistyczny został pokonany lub całkowicie wyparty jak np. w Kieleckiem. Te sukcesy opóźniały i tak nieuchronną klęskę, ale dawały szansę na przeorganizowanie się, albo w najgorszym razie ucieczkę w bezpieczniejsze strony. W 1947 r. osób aktywnie zaangażowanych w podziemie niepodległościowe było ok. 100 tys., z tego w konspiracji zbrojnej ok. 8 tys. Na samej Wileńszczyźnie i Nowogródczyźnie funkcjonowało wówczas 30–40 grup bojowych w sile do 500 żołnierzy.

Sowieci, widząc co się dzieje, jeszcze bardziej zaczęli przykręcać śrubę. W czerwcu i lipcu 1945 r. w ramach „obławy augustowskiej” NKWD w okolicach Gib i Sejn na Białostocczyźnie dokonało aresztowań ok. 2000 osób. Po przesłuchaniach 600 osób wywieziono na wschód i prawdopodobnie w Naumowiczach pod Grodnem wymordowano. Była to jedna z typowych akcji represyjnych skierowanych w podziemie antysowieckie i ludność cywilną. W ramach tych działań do ZSRS do 1946 r. wywieziono ok. 50 tys. Żołnierzy Wyklętych (NSZ-owców i AK-owców), z których tylko nielicznym udało się powrócić do kraju.

 

Bohaterowie i organizacje

Najbardziej znanymi Żołnierzami Wyklętymi są: rotmistrz Witold Pilecki, Łukasz Ciepliński „Pług”, Zygmunt Szendzielarz „Łupaszko”, Danuta Siedzikówna „Inka”, Maciej Kalenkiewicz „Kotwicz”, ks. Antoni Bańkowski „Eliasz”, Jan Borysewicz „Krysia”, Adolf Pilch „Góra–Dolina”, Antoni Heda „Szary”, Mieczysław Niedziński „Men”, Andrzej Rzewuski „Przemysław”, Anatol Radziwonik „Olech”, Hieronim Dekutowski „Zapora”, ks. Władysław Gurgacz „Sem”, Jan Szczurek-Cergowski „Sławbor”, Kazimierz Kamieński „Huzar”, Józef Kuraś „Ogień”, Henryk Flame „Bartek”, Franciszek Jaskulski „Zagończyk”. Wszyscy oni działali w zorganizowanych strukturach. Największe z nich to: Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość WiN (pełna nazwa: Ruch Oporu bez Wojny i Dywersji Wolność i Niezawisłość), Narodowe Zjednoczenie Wojskowe, Armia Krajowa Obywatelska, Ruch Oporu Armii Krajowej, Konspiracyjne Wojsko Polskie, Związek Zbrojnej Konspiracji, Wielkopolska Samodzielna Grupa Ochotnicza „Warta” i  wiele innych.

Z biegiem czasu struktury podziemia zaczęły kruszeć, rozluźniać wzajemne więzy, ale nie zaprzestawały oporu. „Charakterystyczne dla organizacji podziemia antykomunistycznego po 1947 r. w Wielkopolsce, jak i w całym kraju, było coraz większe rozluźnianie kontaktów pomiędzy poszczególnymi grupami. Było to również typowe dla konspiracji młodzieżowej, która rozwinęła się z impetem na przełomie lat 40. i 50. XX w. Coraz rzadziej podejmowano inicjatywy nawiązywania kontaktów z <<centralą>> lub próbowano koordynować działalność kilku organizacji działających w różnych regionach” – pisze dr Agnieszka Łuczak z IPN-u w cytowanym już opracowaniu. Podziemie miało swoich informatorów wśród funkcjonariuszy MO.

 

O jaką Polskę walczyli?

 W rocie przysięgi Narodowego Zjednoczenia Wojskowego z 10 września 1948 r. znajdują się słowa: „Walkę o Wielką Polskę uważam za swój cel życia”. Podziemie chciało, aby do Polski powróciły utracone w wyniku wojny Kresy Wschodnie z Wilnem i Lwowem. Natomiast zachodnia granica powinna opierać się na linii Odry i Nysy Łużyckiej. Tym samym narodowcy już w 1940 r. wyprzedzili komunistów, którzy przejęli od nich ten postulat. I jeszcze jeden bardzo ważny element ich idei – wiara w Boga, wyrażana wprost i jednoznacznie. Deklaracja ideowa Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość” głosiła, że wolna Polska ma być oparta na zasadach Dekalogu i religii rzymskokatolickiej. Autorzy wspomnianej powyżej deklaracji postulowali, by swobody obywatelskie realizowano w życiu publicznym zgodnie z ideałami chrześcijańskimi. Sami partyzanci na każdym kroku podkreślali swoje przywiązanie do katolicyzmu. Ich symbolem było chociażby noszenie na piersiach ryngrafów z Matką Bożą. – Żołnierze wyklęci to są ludzie, którzy doskonale wpisują się w polską drogę do niepodległości. I smutkiem napawa rzecz, że blisko przez ponad 20 lat po obaleniu komunizmu  tak mało się robiło, żeby tę znaczną grupę Polaków uhonorować. Tak jak się honoruje powstańców listopadowych, styczniowych, barskich czy warszawskich. Tak samo musimy o nich pamiętać – twierdzi dr Dariusz Piotr Kucharski. Trudno się z nim nie zgodzić.

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki