Logo Przewdonik Katolicki

"Nie do zobaczenia. Do wyburzenia"

Natalia Budzyńska
Fot.

Nie do zobaczenia. Do wyburzenia mówią hasła na plakatach reklamujących Dolny Śląsk. W tle ruiny pałacu. Z ponad ośmiuset zabytkowych pałaców i zamków Dolnego Śląska niewiele jest remontowanych. Większość popada w ruinę. Giną budowle bezcenne! tych alarmów nikt jednak nie słyszy.

„Nie do zobaczenia. Do wyburzenia” – mówią hasła na plakatach „reklamujących” Dolny Śląsk. W tle ruiny pałacu. Z ponad ośmiuset zabytkowych pałaców i zamków Dolnego Śląska niewiele jest remontowanych. Większość popada w ruinę. „Giną budowle bezcenne!” – tych alarmów nikt jednak nie słyszy.

Książ, zamek Czocha, Chojnik czy Bolków – te nazwy są znane wszystkim, ale Dolny Śląsk to także kilkaset niewielkich miejscowości, nikomu dziś nieznanych, w których kryją się coraz bardziej popadające w ruinę skarby architektury. Dolny Śląsk jest wciąż jednym z nieodkrytych miejsc w Polsce. Brzmi nieprawdopodobnie? Ale kto słyszał o pałacach w Chocianowcu, Maciejowicach, Chobieni, Osetnie, Żmigrodzie? W 2011 r. Dolina Pałaców i Ogrodów Kotliny Jeleniogórskiej została wpisana na listę pomników historii. Ochroną objęto tylko kilka pałaców, tych zadbanych, zachowanych w świetnym stanie. Na dodatek są to obiekty prywatne i komercyjne. Nadal nikogo nie interesują setki rezydencji powoli zamieniających się w gruz, opuszczonych i dewastowanych. Po 1945 r. około 250 śląskich rezydencji rozebrano, choć wskazaniem do tego wcale nie były zniszczenia wojenne. Była to raczej zwykła bezmyślność, a nawet celowe działanie. To przecież własność znienawidzonych Niemców. Najgorsze jednak jest to, że właściwie nadal nic się nie zmieniło. Na obszarze zaledwie dwóch województw, przy obojętności urzędników oraz Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, niszczeją setki pałaców. Oblicza się, że jest ich w sumie niemal 800!

Polska Dolina Loary

Za dewastacje odpowiadają oczywiście także lokalne społeczności – z poniemieckimi pałacami, zamkami i dworkami nic ich nie łączyło. Nigdy nie zadbano o to, żeby zmienić ich stosunek do zabytków: ani lata temu, ani dziś. Ruiny najlepiej wyburzyć, żeby nie szpeciły krajobrazu – tak myślą ludzie. Dolnośląskimi ruinami zainteresowane są na razie nieliczne osoby prywatne, miłośnicy tych miejsc, społecznicy oddający tej sprawie swój wolny czas i siły. Na Facebooku działa już strona pod nazwą Polska Dolina Loary pod hasłem: „Dolnośląska kraina pałaców czeka na ponowne odkrycie. Chrońmy jej zapomniane piękno!”. Ta społeczność ma już niemal 7 tys. członków. „Nasza kraina, którą na miejsce do życia i wypoczynku upodobali sobie dawniej europejscy arystokraci i koronowane głowy, wciąż czeka na ponowne odkrycie i docenienie ze strony szerszego społeczeństwa” – piszą na swoim profilu twórcy strony. Zastanawiając się nad powodami niszczenia zabytków, wskazują brak opieki i pomysłu na zagospodarowanie obiektów ze strony właścicieli, paraliż służb ochrony zabytków i obojętność mieszkańców. „Na naszych oczach gwałtownie i bezpowrotnie ginie historyczny krajobraz kulturowy Dolnego Śląska. Jednakże można jeszcze uratować wiele z dolnośląskich pereł architektury i tchnąć w nie nowe życie” – publikując na swoim profilu informacje i fotografie o stanie rezydencji, miłośnicy zabytków mają nadzieję sprawić, że zainteresują się nimi potencjalni inwestorzy. W ten sposób być może uda się zrewitalizować ten region.

Prysła nadzieja w księciu

Przez chwilę była nadzieja: dwa lata temu mówiono, że jeden z pałaców kupi książę Walii. „Dwór Sarny w Ścinawce Górnej koło Nowej Rudy, była posiadłość rodu von Götz, zostanie kupiony przez księcia Karola, syna królowej Elżbiety II” – pisały lokalne gazety w 2011 r. Jak do tego doszło? Otóż w 2009 r. brytyjska fundacja Save Europe’s Heritage opublikowała raport Silesia: Land of Dying Country Houses (Śląsk – kraina umierających pałaców), w którym zaprezentowano ponad 100 zabytkowych rezydencji. Na raport zwrócił uwagę książę Karol, który znany jest z aktywnej działalności na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego. Nawet spotkał się w tej sprawie z ministrem Bogdanem Zdrojewskim. Chciał zrewitalizować jeden z pałaców. Po rewitalizacji obiekt miałby utrzymywać się samodzielnie, służyć lokalnej społeczności i pełnić funkcje turystyczne, kulturowe i edukacyjne. Obiekt, który został wybrany jest jednym z najcenniejszych w Kotlinie Kłodzkiej. Położony na wzgórzu renesansowy gmach, w którym po wojnie znajdował się PGR, a teraz opuszczony, zamieniał się w kompletną ruinę. W kaplicy pałacowej przetrwał wspaniały wystrój malarski, cały kompleks pałacowy wraz z parkiem zajmuje 5 ha. Pilotażowy program rewitalizacji tego uroczego miejsca miał być przykładem, za którym miały pójść kolejne okoliczne zabytkowe rezydencje, renesansowe i barokowe pałace w Ścinawce Średniej, Ratnie Dolnym, Wilkanowie, Bożkowie i zamek w Gorzanowie – jeden z najcenniejszych zabytków tego okresu w naszym kraju. Kiedy jednak Agencja Nieruchomości Rolnych wystawiła Sarny na sprzedaż, do przetargu nikt się nie zgłosił. Suma była zdecydowanie za wysoka, a książę chciał swoje pieniądze przeznaczyć przede wszystkim na remonty. Nadzieja w księciu prysła, ostatecznie wycofał się z kupna rezydencji i ze swoich planów, a dwór w Ścinawce Górnej dalej popada w ruinę.

Prysła nadzieja w ministrze

Przetargi wciąż trwają, jednak tylko nieliczne rezydencje znajdują kupców. Na sprzedaż jest wystawiony na przykład pałac w Brzegu Głogowskim, wpisany zresztą do rejestru zabytków, lecz w fatalnym stanie. Cena wywoławcza to 1,5 mln zł. Od niecałego miliona rozpoczyna się sprzedaż zabytkowego dworu „Dzikowiec” wraz z parkiem, znajdującego się na atrakcyjnych turystycznych terenach Gór Sowich. Przepiękny musiał być kiedyś pałac w Parchowie. Barokowy budynek o cechach rezydencji myśliwskiej posiadał dwukondygnacyjną salę balową. Wywoławcza cena nieruchomości, właściwie ruiny, wraz z parkiem to nieco ponad 100 tys. zł. Od czasu do czasu udaje się coś sprzedać. Od maja nowego właściciela ma pałac w Zabardowicach. Został kupiony za nieco ponad milion złotych, a powstać ma tam ośrodek rehabilitacyjny z hotelem. Jeszcze rzadziej zdarzają się takie historie, jak ta sprzed kilku miesięcy: dobrze zachowaną ruinę zamku z 1576 r. w Niemojewie kupili pasjonaci archeolodzy. Nieruchomość była wystawiona do przetargu przez 34 miesiące z ceną wywoławczą 52 tys. zł. Oferta oglądana była przez ponad 10 tys. internautów. Archeolodzy kupili ją za 47 tys. zł.

Losy dolnośląskich rezydencji są smutne, w czasach PRL-u większość z nich służyła PGR-om, ale najczęściej stała zapomniana. Po 1989 r. ta sytuacja miała się zmienić – ówczesna minister kultury i sztuki Izabella Cywińaka dostrzegała problem i chciała mu zaradzić. Wtedy jedyną nadzieją wydawała się sprzedaż pałaców prywatnym inwestorom. Nikomu nie przyszło do głowy, że pozostawienie tak naprawdę problemu samemu sobie, bez planu konserwatorskiego, nad którym czuwałoby państwo, doprowadzi do grabieży aż na taką skalę. Zaskakująca była kompletna obojętność wobec niszczenia rezydencji, sprawcy kradzieży działali dalej zupełnie bezkarnie. Kiedy ministrem został Bogdan Zdrojewski wydawało się, że to wreszcie człowiek, któremu nieobojętna jest sytuacja zabytków na Dolnym Śląsku. Pochodzi przecież z Kłodzka, związany był z Wrocławiem. Dzisiaj nikt już nie ukrywa rozczarowania. Minister oskarżany jest o to, że lansuje się, pokazując się na tle sztandarowych zabytków Polski, przez te wszystkie lata zapominając zupełnie o tych, które giną. Z miliarda złotych przeznaczonych w tym roku na inwestycje znów inwestowano w konserwację przysłowiowego „Wawelu, Zamku Królewskiego i Wilanowa”. Reszta, ukryta w chaszczach, gdzieś na rubieżach, rozpada się.

Czasem nie potrzeba wiele

Czy bez tych milionów da się w ogóle coś zrobić? Niewiele, nie da się wyremontować pałacu, ale można zadbać o to, co pozostało. Powstrzymać kradzież, zabezpieczyć ruiny, wreszcie oswoić lokalną społeczność z miejscem, żeby nie kojarzyło się wyłącznie z „poniemiecką” ruderą przydatną jedynie na libacje. Wiele tych zaniedbanych rezydencji należy do gmin. Na przykład pałac w Kamieńcu Ząbkowickim. Demolowany był systematycznie od 1945 r., jeszcze w latach 80. „porządkowano” teren za pomocą dynamitu. Kiedy znalazł się człowiek, któremu oddano pałac w wieloletnią dzierżawę, wydawało się, że wszystko jest na dobrej drodze. Niestety nie wyszło. Po jego śmierci budynki powróciły do gminy. I nagle stał się cud. Otoczenie pałacu wykarczowano, znakowano drzewa, odgruzowano fontannę, skoszono trawę, wysypano żwirem alejki, jednym słowem zabrano się za porządki. Dziś pałac można zwiedzać. W pomieszczeniach jest pusto, ale na ścianach wiszą fotografie pokazujące dawną świetność rezydencji, a za pieniądze z biletów zabytek jest autentycznie ratowany. A to wszystko siłami okolicznych mieszkańców. Na naśladowców czeka też pałac w Krzydłowicach. Przede wszystkim uporządkowano otoczenie ruin pałacu – już samo to dało piorunujący efekt. Dziś ruina otoczona jest nie chaszczami, ale parkiem, odpowiednio zabezpieczona prezentuje się interesująco dla turystów.

Dolny Śląsk to jedno z największych skupisk efektownych rezydencji szlacheckich w Europie. Opuszczone przez właścicieli, niechciane przez polskich urzędników, mogłyby przecież stać się turystycznym magnesem. Nic tak nie działa na turystów jak zadbane ruiny w górzystym baśniowym otoczeniu. Trzeba ratować i pielęgnować spuściznę kulturalną regionu, bo inaczej Dolny Śląsk zamieni się w miejsce bez tożsamości. Skala zjawiska jest niebywała, groza ogarnia każdego, kto przyjrzy się ginącym zabytkom na Dolnym Śląsku i dostrzeże kompletną obojętność władz na ten problem.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki