Logo Przewdonik Katolicki

Zawsze na służbie

Michał Bondyra
Fot.

Z zewnątrz wyróżnia ich komża z kołnierzem lub alba. Zwykle służą w nich tylko w kościołach. Na ulicach tak ubranych można ich spotkać podczas procesji Bożego Ciała albo na ogólnopolskich pielgrzymkach. Ale ci chłopcy świadczą o Bogu nie tylko w kościele.

 

Z zewnątrz wyróżnia ich komża z kołnierzem lub alba. Zwykle służą w nich tylko w kościołach. Na ulicach tak ubranych można ich spotkać podczas procesji Bożego Ciała albo na ogólnopolskich pielgrzymkach. Ale ci chłopcy świadczą o Bogu nie tylko w kościele.

Nikt tak naprawdę nie wie, ilu ich w Polsce jest. Szacunki są bardzo różne. Jedne mówią, że jest ich ok. 150 tys., inne, że nawet dwa razy tyle. W różnym wieku – od zupełnie małych, aż po starszych, pokrytych siwizną panów – pełnią ważne w kościele funkcje. Dzięki inicjatywie redakcji jedynego ogólnopolskiego miesięcznika dla ministrantów „KnC – Króluj nam Chryste” i bp. Grzegorza Balcerka, przed laty delegata Komisji Episkopatu Polski ds. Duszpasterstwa Ministrantów, co dwa lata mają swoje pielgrzymki. Osiem lat temu w Częstochowie było ich blisko 7 tys. Dwa lata później 3 tys. więcej. Kolejne trzy spotkania w Krzeszowie, Niepokalanowie i przed kilkunastoma dniami w Gnieźnie przyciągały już tylko 3–4-tysięczną ich rzeszę. I to mimo że ostatnia pielgrzymka pod okiem jednego z ich diecezjalnych duszpasterzy – ks. Jakuba Dębca została przygotowana perfekcyjnie. Bowiem oprócz zwyczajowej Mszy św., w myśl hasła „Jesteście synami i dziedzicami”, 4 tys. chłopaków z 16 polskich diecezji odwiedzało stacyjne kościoły, które symbolizowały każdy z siedmiu sakramentów świętych, wracając w ten sposób do źródeł wiary. Tam, gdzie 34 lata temu bł. Jan Paweł II pozdrowił „Polskę ochrzczoną tu przed tysiącem lat”.

Połączeni jednym duchem

Bp Krzysztof Wętkowski jako ministrant w kościele św. Michała Archanioła w Gnieźnie służył od Pierwszej Komunii Świętej aż do czasu wstąpienia do seminarium. To on w zastępstwie prymasa Polski abp. Józefa Kowalczyka w homilii na katedralnym wzgórzu mówił m.in. o tym, kim dziś powinien być ministrant. – Chrystus oczekuje, że będziemy jego świadkami – przypominał, dodając, że „być świadkiem Chrystusa to sprawować się w sposób godny Ewangelii”. Co to znaczy? – Potrzebujemy tej jedności we wspólnotach Kościoła i parafiach wśród ministrantów i lektorów, abyśmy byli jednego ducha, bo wszyscy służymy Chrystusowi i to powinno zawsze nas łączyć – wyjaśniał hierarcha z Gniezna. Idealnie w tę ideę wspólnoty wpisują się ministranckie pielgrzymki, także ta V Ogólnopolska w Gnieźnie. Środowisko cementuje też sport. Z powodzeniem co roku najlepsze ministranckie ekipy rywalizują o puchar „KnC” w Mistrzostwach Polski Służby Liturgicznej Ołtarza w Piłce Nożnej Halowej. Co roku ponad tysiąc młodych ludzi zamienia alby i komże na sportowe stroje, by w czasie dwóch dni rozegrać piłkarskie mecze. A wszystko to w profesjonalnej oprawie i na poziomie organizacyjno-sportowym, którego nie powstydziłyby się zespoły zawodowo kopiące piłkę. A potem znów Msza i blisko stuprocentowa frekwencja przystępujących do Komunii św. Co robić, by nie zmarnować tego potencjału młodych, szlachetnych ludzi?

Bohaterstwo zapalonej lampy

Myli się ten, kto uważa, że ci, którzy służą przy ołtarzu to ludzie idealni. Jak wszyscy dojrzewający chłopacy mają swoje wady, zalet na pewno jest więcej. Jednak przez to, że są świadkami i sługami Chrystusa, jeszcze bardziej narażeni są na podszepty złego. Z receptą na to, jak sobie z tym mają radzić, znów śpieszy gnieźnieński biskup pomocniczy. – Nie dajcie się zastraszyć przeciwnikom – mówił bp Wętkowski do czterotysięcznej armii sług ołtarza w Gnieźnie. – Pamiętajcie, że zawsze musimy mieć świadomość, że jesteśmy wystawieni na działanie tego przeciwnika, który krąży – diabeł jak lew ryczący, szukając kogo pożreć – przestrzegał. Z tym przeciwnikiem spotykają się na co dzień. W szkole, na boisku, imprezach. – Trudno jest dawać świadectwo wiary Bogu dziś, kiedy świat jest nastawiony przeciwko Kościołowi – przyznaje Patryk Bojko, 18-latek, od sześciu lat ministrant w bazylice św. Erazma i św. Pankracego w Jeleniej Górze. Opowiada mi, jak na religii koledzy obrażali księdza, zarzucając mu, że kapłani bogacą się kosztem wiernych. – Wtedy jako jedyny opowiedziałem się po stronie wiary. Koledzy bardzo się zdziwili, ale mnie moje wystąpienie dało siłę – mówi z dumą. Kielecki duszpasterz diecezjalny ks. Paweł Zygmunt też podkreśla, że dziś ministrantura to bohaterstwo. – Na spotkaniach ze mną mówią często, jak są wyśmiewani przez kolegów. Ale gdy bardzo stoją przy swoim, inni potrafią zwracać się do nich z poważnymi problemami. W środowisku, gdzie żyją, są taką lampą – tłumaczy. Skąd czerpią siły, by tak właśnie było? – By dawać świadectwo w szkole i na boisku, wystarczy chodzić na Mszę św. i prawdziwie służyć Panu Bogu – nie ma wątpliwości Mikołaj Pawliński, mały ministrant ze Strzelna.

Dumni ze świadectwem

„Bądźcie więc dumni z tego, że jesteście ludźmi wierzącymi, dumni z tego że jesteście ministrantami i lektorami, że jesteście sługami Chrystusa i idźcie za Nim przez całe wasze życie” – kończył kazanie bp Wętkowski podczas V Ogólnopolskiej Pielgrzymki Ministrantów i Lektorów w Gnieźnie. Dumny z trwającej już sześć lat ministrantury w jeleniogórskiej bazylice św. Erazma i św. Pankracego jest Michał Niedźwiecki. Dziś fakt jego służby przy ołtarzu koledzy przyjmują normalnie, ale pamięta, jak kiedyś musiał opowiedzieć się po stronie Boga. – Koledzy kłócili się, że Boga nie ma, że można robić wszystko, co się chce. Wtedy powiedziałem im, że On jest i że nad nimi czuwa i zacząłem im to tłumaczyć. Myślę, że zrozumieli – uśmiecha się 20-latek, dziś student AWF. Też student, choć polonistyki i z oddalonego od Jeleniej Góry o blisko 240 km podpoznańskiego Antoninka, Roch Burandt zwraca za to uwagę na jeszcze jeden ważny aspekt bycia ministrantem. – Po mojej rodzinie i rodzinie moich kolegów widzę, że ministrantura wpływa na nasze rodziny, które dzięki naszej służbie liczniej i aktywniej angażują się w życie parafii – mówi prezes ministranckiego koła w Antoniku. Roch też z dumą w środowisku kolegów mówi o swojej służbie w kościele. Z jaką spotyka się to reakcją rówieśników? – Neutralną albo… pozytywną, że jest jeszcze ktoś, komu chce się w to „bawić” – tłumaczy.

Dojrzalsi niż inni

Choć ministrantura to wyjazdy, mecze, basen czy rowerowe wycieczki, to przede wszystkim także dogłębna formacja. Ćwiczona zwykle raz w tygodniu na zbiórkach. Dzięki nim ministranci nie tylko wiedzą, jak rozkładać kielich, kiedy zadzwonić gongiem lub dzwonkami czy jak rozpalić ogień w trybularzu, ale przede wszystkim zdają sobie sprawę, jak ważne jest ich miejsce w Kościele. – Ich posługa jest zobowiązująca, wymagająca, bo dziś rówieśnicy z każdego błędu, złego zachowania ich rozliczają – zauważa ks. Mirosław Dziegiński, diecezjalny duszpasterz LSO w archidiecezji wrocławskiej. Gnieźnieńską drogę przez sakramenty przebywa z setką ministrantów i lektorów, by „zaczerpnąć natchnień płynących od św. Wojciecha, które kiedyś w życiu zaowocują”. – Gdy za kilka lat przyjadą tu ze swoimi rodzinami lub jako księża ze swoimi ministrantami, będą duchowo dojrzalsi – zapewnia. Patrząc, z jaką pokorą pochylali głowy do posypania popiołem w kościele oo. franciszkanów, z jaką gorliwością robili znak krzyża wodą z lednickiego jeziora w katedrze, czy wreszcie z jaką żarliwością śpiewali „Niechaj będzie pochwalony Przenajświętszy Sakrament”, klęcząc przed Najświętszym Sakramentem wystawionym na ołtarzu kościoła garnizonowego, można zauważyć, że ich dojrzałość już dziś jest wielkiej próby. Na tyle, że nie wstydzą się przejść w czterotysięcznym tłumie w komżach i albach ulicami Gniezna, a wcześniej innych miast podczas pielgrzymek diecezjalnych. Są świadkami, których my, jako wierzący, powinniśmy wspierać nie tylko modlitwą, ale i codziennymi gestami. Wszędzie, gdzie są. Bo oni, podobnie jak żołnierze czy policjanci, na służbie są zawsze. Służbie bardziej odpowiedzialnej niż inne. Służbie Chrystusowi. 


 

X Przykazań Ministranta
I Ministrant kocha Boga i dla Jego chwały wzorowo spełnia swoje obowiązki.
II Ministrant służy Chrystusowi w ludziach.
III Ministrant zwalcza swoje wady i pracuje nad swoim charakterem.
IV Ministrant rozwija w sobie życie Boże.
V Ministrant poznaje liturgię i żyje nią.
VI Ministrant wznosi wszędzie prawdziwą radość.
VII Ministrant przeżywa Boga w przyrodzie.
VIII Ministrant zdobywa kolegów w pracy i zabawie dla Chrystusa.
IX Ministrant jest pilny i sumienny w nauce i pracy zawodowej.
X Ministrant modli się za Ojczyznę i służy jej rzetelną pracą.

 


Śp. kard. Józef Glemp

o trzech najważniejszych rzeczach dla ministranta:

– Pierwsza, to osobista pobożność ministranta. Ministrant musi wiedzieć, że jego obecność przy ołtarzu jest modlitwą i służbą Bożą. Bardzo ważna jest tu – moim zdaniem – modlitwa przed rozpoczęciem i po zakończeniu Mszy św., w podziękowaniu Bogu za możliwość służby i z prośbą o pomoc w prowadzeniu życia będącego kontynuacją tej służby. W niektórych grupach ministranci modlą się, by któryś z nich otrzymał powołanie kapłańskie.

Drugą ważną sprawą jest koleżeństwo i umiejętność współpracy. Tu nie ma miejsca na wybujały egoizm i zbyt wielką indywidualność. Ministrant musi umieć ściśle współpracować z innymi w oparciu o zasady koleżeństwa. Po trzecie, ministrant musi być wzorem, zarówno w szkole, jak i w rodzinie. To jest chłopiec, który musi żyć zasadami ewangelicznymi. Ministrant nie może więc palić papierosów i powinien trzymać się z dala od mnożących się zagrożeń, na jakie narażony jest każdy młody chłopiec.

Źródło: „KnC”

 


Bp Adam Bałabuch, delegat KEP ds. Duszpasterstwa Ministrantów:

– Trzeba pamiętać, że ministranci i lektorzy posługują przy ołtarzu podczas najświętszych czynności, są obok celebransa najbliżej ołtarza, a to zobowiązuje do tego, by dawać jak najpiękniejsze świadectwo słowem i życiem o miłości do Pana Jezusa. Chodzi bowiem o to, że ministranci i lektorzy mają być blisko Pana Jezusa nie tylko zewnętrznie, kiedy są przy ołtarzu, ale mają być blisko Niego przede wszystkim w wymiarze życia duchowego.

Wszyscy, którzy przynależą do służby liturgicznej, winni zwłaszcza pośród swoich rówieśników mieć odwagę tak rozmawiać i zachowywać się, by to było budujące dla nich. Potrzebne jest takie odważne świadectwo młodych ludzi wobec swoich koleżanek i kolegów, by zobaczyli, że jest możliwe, by np. nie kłamać i nie przeklinać oraz z szacunkiem odnosić się do innych.

Źródło: „KnC”

 


Bp Stefan Cichy, biskup legnicki, w latach 2001–2011 przewodniczący Komisji Episkopatu Polski ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów,

o zagrożeniach dla służby przy ołtarzu:

– Zagrożenia były zawsze. Były przecież momenty, że ktoś coś szepnął na ucho drugiemu, stojąc przy ołtarzu. Zaczęli wtedy szeptać pozostali. I tak ginęło skupienie. Pamiętam, że każdy chciał się też dostać do kadzidła. O kadzidło zresztą zawsze była walka, ale i tak na ogół ci starsi nie dopuszczali do niego młodszych. Te problemy są i dziś. A rozwiązaniem ich jest uświadamianie, że każdy ma przypisaną funkcję, którą powinien wykonywać w jak największym skupieniu i najlepiej, jak potrafi, by podobało się to Panu Bogu.


 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki