Zakrystia Bazyliki Prymasowskiej w Gnieźnie. Za kilka minut rozpocznie się wieczorna Msza Święta. Grupa chłopców w komeżkach szeptem, acz żywiołowo rozprawia o jakichś nader ważnych sprawach... Być może omawiają ostatni mecz, a może wczorajszy sprawdzian w szkole... Chwilę później rozmowy milkną. Każdy wie, gdzie jest jego miejsce i co należy robić. Jeszcze tylko krótka modlitwa i wraz z kapłanami oraz lektorami wychodzą do prezbiterium... Tak samo jak wczoraj, przedwczoraj, zawsze...
Lektorem się jest, a nie bywa
Służenie do Mszy Świętej to coś więcej niż wykonywanie określonych czynności we właściwym porządku i z należytą dokładnością. Sobór Watykański II w Konstytucji o Liturgii świętej uczy, iż stojący obok kapłana ministranci ukazują wszystkim wiernym naturę i duchowe bogactwo Kościoła. Są potrzebni nie tylko ze względów "praktycznych", ale przede wszystkim ze względów "teologicznych" - jako dopełnienie znaku zgromadzenia liturgicznego. Czy sześciolatek w komeżce jest w stanie to zrozumieć? Raczej nie. Z reguły jednak ma świadomość, że uczestniczy w czymś bardzo ważnym. - Od najmłodszych lat czułem, że moje miejsce jest przy ołtarzu, a nie w ławce z rodzicami - wspomina Maciej Szczepański, lektor w parafii pw. bł. Jolenty w Gnieźnie. - Oczywiście, początkowo była to zwykła dziecięca ciekawość. Chciałem wszystko dokładnie widzieć i słyszeć. Fascynowała mnie oprawa liturgii i wszystkie sprawowane w jej trakcie obrzędy. Byłem dumny, że mogę w nich uczestniczyć. Głębsza refleksja przyszła jednak znacznie później.
Maciej przywdział ministrancką komżę czternaście lat temu. Przed pięcioma zamienił ją na albę i został przyjęty w szeregi lektorów. Na co dzień jest studentem prawa na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Przyznaje, iż czasu ma niewiele, ale z posługi lektora nie zamierza zrezygnować. - Nie może być mowy o nudzie czy zniechęceniu - tłumaczy. - Lektorem się jest, a nie tylko bywa. To ogromne zobowiązanie i jednocześnie wielki zaszczyt służyć w ten sposób Panu Bogu i Kościołowi.
Nie tylko słowem, ale i czynem
Lektorem jednak nie zostaje się od razu. Zaszczytną posługę słowa poprzedzają zwykle lata sumiennej i gorliwej ministrantury. Krajowe Duszpasterstwo Służby Liturgicznej zaleca, by formacja ministrancka trwała cztery lata i była poprzedzona rocznym okresem kandydatury. W tym czasie ministrant nie tylko poznaje liturgię, ale także uczy się jej właściwego rozumienia i przeżywania. Ministrant bowiem - jak przypomina Jan Paweł II - jest kimś więcej niż tylko "pomocnikiem proboszcza". Jest przede wszystkim sługą Jezusa Chrystusa i dlatego jego służba nie może ograniczać się tylko do świątyni, ale musi promieniować na otoczenie, w którym żyje: na rodzinę, szkołę i kolegów. Kto bowiem chce służyć Jezusowi Chrystusowi w Kościele, musi być Jego świadkiem także w świecie.
Słowa Papieża są jednoznaczne. Ministrant i lektor, przekraczając próg świątyni, mówi "idę służyć". Trzeba, by wychodząc z niej, powiedział to samo. Czy to trudne? Zdaniem Daniela Konowalika, lektora w parafii pw. Świętej Trójcy w Strzelnie i studenta czwartego roku teologii, chrześcijanin ma o Chrystusie nie tylko pamiętać, ale i świadczyć. - Czy zdejmując albę, przestaję być lektorem? Nie. Czy wychodząc z kościoła przestaję być chrześcijaninem? Też nie. Jestem nim zawsze i wszędzie - mówi. - Miejsce i czas nie mają znaczenia. Liczy się tylko to, co robię i w jaki sposób wyrażam swoją wiarę.
Podobnego zdania jest Krystian Piekuciński, lektor w parafii pw. Narodzenia NMP w Pyzdrach. O tym, że zostanie ministrantem, zdecydował w pierwszej klasie szkoły podstawowej. Potem zaczął czytać lekcje. Dziś jest uczniem liceum ogólnokształcącego. To czas, w którym wielu lektorów rezygnuje i odchodzi. On nigdy o tym nie myślał. - Traktuję tę posługę trochę jak powołanie - przyznaje. - Coś, do czego zostałem wybrany. To dla mnie wielkie wyróżnienie i jednocześnie obowiązek, ale bardzo radosny.
Dobry przykład to podstawa
Czy wierni w ten sam sposób postrzegają tych, którzy są blisko ołtarza? A może uważają, że w pewnym wieku już nie wypada i należy po prostu odejść... Opinie są zapewne podzielone, zwłaszcza w tych wspólnotach, gdzie lektorami są ludzie dojrzali: mężowie, ojcowie, dziadkowie... Być może słyszą pytania: "po co ty to robisz?", "mało masz zajęć?" A jak reagują ludzie młodzi? Czy rówieśników, którzy są blisko związani z Kościołem, traktują nieco inaczej? Jakub Sadło, lektor w parafii bł. Michała Kozala w Gnieźnie, przyznaje, iż w liceum nie od razu się "pochwalił". - Nie było okazji - mówi z uśmiechem. - Nadarzyła się dopiero podczas jednej z katechez. Nie usłyszałem żadnych komentarzy ani głupich uwag. Nikt się nawet nie dziwił.
Jakub miał sześć lat, gdy poszedł w ślady dwóch starszych braci i został ministrantem. Dziś jest studentem Akademii Ekonomicznej w Poznaniu. Żałuje, że nie może uczestniczyć we wszystkich lektorskich zbiórkach i meczach, jakie rozgrywane są w każdy czwartek w hali. Lektorzy bowiem spotykają się nie tylko podczas Mszy Świętych. W niemal każdej parafii organizowane są wycieczki, obozy, wypady do kina, letnie wyjazdy w góry albo nad morze. To integruje i pozwala się zaprzyjaźnić. - Nikt nie jest odsuwany na bok czy wykluczany - mówi Leszek Bosacki, lektor w parafii pw. św. Wawrzyńca w Gnieźnie. - Przyjaźnimy się i stanowimy zgraną grupę. Trudno zresztą się dziwić, po tylu latach wspólnej służby - dodaje z uśmiechem.
Leszek, podobnie jak większość lektorów, zaczynał od ministrantury. Był wtedy w trzeciej klasie szkoły podstawowej. Dziś ma dwadzieścia osiem lat. Pamięta czas, gdy grupa lektorów i ministrantów w jego parafii liczyła ponad sto osób. Teraz jest nieco mniejsza, jednak nie mniej aktywna. - Staramy się dawać młodszym dobry przykład - tłumaczy. - To bardzo ważne, bo przecież nie można wymagać od innych czegoś, czego się samemu nie robi.
Nie tylko od święta
Leszek i Kuba przyznają, że dziwnie się czują, gdy podczas Mszy Świętej są "po drugiej stronie ołtarza", czyli tam, gdzie pozostali wierni. To, co robią, traktują jak służbę samemu Bogu. Służbę, która ma ogromny wpływ na ich życie i codzienne wybory. Lektorem bowiem nie jest się tylko przy ołtarzu, tak jak chrześcijaninem nie jest się tylko od święta. Jest się nim zawsze albo nigdy...
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













