Logo Przewdonik Katolicki

Idźcie i głoście

Bernadeta Kruszyk
Fot.

Są młodzi i pełni życia, ale wbrew obiegowym opiniom o współczesnej młodzieży wcale nie myślą o sobie. Idą tam, gdzie jest bieda, upał, niewygody. Ruszają od grobu św. Wojciecha, by tak jak on głosić Ewangelię na krańcach świata.

 

 

Siostra Beata, księża Łukasz i Tomasz, siostra Agnieszka i Kasia, która jeszcze niedawno pracowała z autystycznymi dziećmi – to tylko kilkoro z grupy misjonarzy, którzy w tym roku w Gnieźnie, przy grobie i relikwiach św. Wojciecha odebrali krzyże misyjne – znak posłania i przyszłej posługi. W tym roku było ich 36. W ubiegłym tyle samo. Przed dwoma laty 30. Liczba zawsze jest podobna. I kraje się powtarzają: Boliwia, Kenia, Papua-Nowa Gwinea, Meksyk, Nigeria, Wenezuela, Ekwador. Egzotyczne obrazki z tych miejsc pokazuje niekiedy National Geographic. Oni zobaczą je na własne oczy i zasmakują tamtejszego życia. Doświadczą upału, niewygód, być może chorób i tęsknoty za bliskimi. Ale doświadczą też radości, bo każdy misjonarz, mówiąc, że „pracuje się ciężko”, dopowiada zwykle, „ale i z radością”, taką najpełniejszą, bo dla ludzi – jakkolwiek banalnie by to brzmiało.

Na krańcach świata

Jest franciszkanką misjonarką Maryi. Pochodzi z diecezji siedleckiej. S. Beata Karwowska zgromadzenie wybrała celowo. To wspólnota misyjna mająca placówki na wszystkich kontynentach. Siostry spotkać można w szpitalach, szkołach, sierocińcach i parafiach, gdzie pomagają m.in. w przygotowaniu do sakramentów. – Wstąpiłam do tego zgromadzenia z pragnieniem misji – mówi. – Oczywiście misje są wszędzie i do tej pory również ewangelizowałam, choćby prowadząc katechezę. Czuję jednak i zawsze czułam, że Pan Jezus wzywa mnie do czegoś więcej. Pragnie, abyśmy szli tam, gdzie ludzie nie znają Jego słowa, gdzie brakuje kapłanów i sióstr zakonnych. Idę więc posłuszna Jego woli.

S. Beata wyjedzie na niewielką wyspę Reunion, niedaleko Madagaskaru. Na tym niewielkim skrawku lądu na Oceanie Indyjskim żyje 800 tys. ludzi. To dwa razy mniej niż w Warszawie. – Czy się boję? Trochę tak. Mam takie czysto ludzkie obawy, czy dam sobie radę, czy to miejsce jest dla mnie. Zobaczymy. Na razie jadę szlifować język do Belgii. Franciszkanką misjonarką Maryi jest też pochodząca z diecezji łomżyńskiej s. Agnieszka Pal. I ona wstępując do zgromadzenia, miała świadomość, że może wyjedzie na misje. Nie było to jednak nic oczywistego. Misyjne powołanie rozeznawała dopiero w zakonie. Jej adres docelowy to Kongo w Afryce. – Trudno w tej chwili mówić o oczekiwaniach, obawach czy wyobrażeniach. Wszystko okaże się na miejscu. Ja swoje powołanie rozumiem tak, że moim podstawowym zadaniem jest głosić Ewangelię i dawać świadectwo Chrystusowi tam, gdzie zostanę posłana, pośród ludzi, z którymi przyjdzie mi żyć. Kościół posyła, a miejsce nie ma znaczenia – mówi s. Agnieszka.

26 lat i życie od nowa

Ks. Łukasz Ciupa, pallotyn z diecezji warszawsko-praskiej, pojedzie na malownicze Antyle na Morzu Karaibskim. Lazurowe niebo, palmy i rajska plaża – wakacyjne marzenie wielu ludzi. Tamtejszy Kościół boryka się jednak z poważnymi problemami. Pierwszym jest dotkliwy brak powołań i spadek liczby chrześcijan. W niektórych krajach legalna jest aborcja. Poważnym problemem jest też rasizm i duży odsetek związków niesakramentalnych. Pallotyni obecni są w tej części świata od 2008 r. Język polski usłyszeć tam można bardzo rzadko. – Wierzę głęboko, że to jest wezwanie, które Pan Bóg do mnie kieruje – przyznaje ks. Łukasz. – Już w seminarium chciałem nieść Chrystusa ludziom, którzy Go nie znają, pracować tam, gdzie brakuje kapłanów i powołań. Dlatego wybrałem Antyle. Staram się nie mieć żadnych oczekiwań. Chcę po prostu być świadkiem Chrystusa – żyjąc i pracując wśród tych ludzi. I staram się w pełni ufać Bogu, który jak dotąd nigdy mnie nie zawiódł. Do Boliwii w Ameryce Południowej jedzie Katarzyna Parnicka – jedna z dwóch misjonarek świeckich, które w tym roku otrzymały krzyże misyjne. – Mam już bilet. Lecę 13 czerwca – mówi. Pani Kasia ma zaledwie 26 lat. Pochodzi z diecezji siedleckiej. Do tej pory pracowała jako terapeutka z autystycznymi dziećmi. W Boliwii będzie pracować w internacie dla dziewcząt pochodzących z rodzin trudnych i niewydolnych wychowawczo.  – Wyjazd na misje to nie była spontaniczna decyzja. Dojrzewałam do niej przez lata. Nie traktuję tego w kategoriach przygody. Raczej jak drogę wybraną mi przez Boga – mówi. 

Misja w ojczyźnie papieża 

Jak większość misjonarzy Katarzyna Parnicka przygotowywała się do przyszłej posługi w Centrum Formacji Misyjnej w Warszawie. Przygotowanie obejmuje zarówno sferę duchową, jak i intelektualną. Obok codziennej modlitwy, medytacji i Mszy św. kandydaci przechodzą intensywny kurs językowy, mają wykłady z medycyny tropikalnej i misjologii obejmującej m.in.: religioznawstwo, adaptację misyjną, etnologię i socjologię religii, antropologię misyjną, dialog międzyreligijny i inkulturację. W czasie kursu poznają też swój przyszył dom. – Wyjazd na misje to spora zmiana w życiu i jak każda zmiana budzi obawy. Na pewno będę potrzebowała czasu, żeby się przyzwyczaić, nauczyć tych ludzi i tego świata. Nie przeraża mnie to jednak. Dużo większym wyzwaniem byłoby zostać dziennikarką – śmieje się.

Obaw nie ma także ks. Tomasz Surma z diecezji lubelskiej, który jedzie do ojczyzny papieża Franciszka. Będzie pracował w niewielkim Pueblo nieco ponad pół tysiąca kilometrów od Buenos Aires. – Dużo wiem o Argentynie. Głównie od znajomego księdza, który tam pracował. To właśnie on zachęcił mnie do wyjazdu. O misjach myślałem już w seminarium, ta myśl odchodziła i powracała. Przez osiem lat byłem wikariuszem. Ostatnio w dużej, 14-tysięcznej parafii w Puławach. Jestem pewny swojej decyzji i jadę z nadzieją, że ojczyzna papieża stanie się także moją ojczyzną.  

Szarość  

Ceremonia wręczania krzyży misyjnych podczas uroczystości świętowojciechowych w Gnieźnie ma wieloletnią tradycję. Po raz pierwszy krzyże wręczył papież Jan Paweł II podczas swojej pierwszej wizyty w grodzie św. Wojciecha 3 czerwca 1979 r. Osiemnaście lat później, w 1997 r., podczas drugiej wizyty papieża Polaka przy grobie św. Wojciecha, ceremonię powtórzono. W następnym roku, dzięki inicjatywie abp. Henryka Muszyńskiego, weszła ona na stałe do programu gnieźnieńskich uroczystości odpustowych. W tym roku z rąk nuncjusza apostolskiego w Polsce abp. Celestina Migliore krzyże otrzymało 36 osób. W grupie tej było 14 księży diecezjalnych, 6 księży zakonnych, brat zakonny, 12 sióstr zakonnych, 2 misjonarki świeckie i ksiądz mający służyć pomocą duszpasterską wśród Polonii w USA. Misjonarze i misjonarki pochodzą z 26 polskich archidiecezji i diecezji: katowickiej, przemyskiej, drohiczyńskiej, ełckiej, gliwickiej, kaliskiej, kieleckiej, lubelskiej, płockiej, rzeszowskiej, sandomierskiej, siedleckiej, zamojsko-lubaczowskiej, elbląskiej, białostockiej, warszawsko-praskiej, zielonogórsko-gorzowskiej, łomżyńskiej, opolskiej, sosnowieckiej, tarnowskiej, toruńskiej, legnickiej, bielsko-żywieckiej i szczecińsko-kamieńskiej.

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki