Logo Przewdonik Katolicki

Wolontariusze z misją

Błażej Tobolski
Fot.

Są wżyciu spotkania idoświadczenia, których nie można zostawić tylko dla siebie. Po prostu trzeba podzielić się nimi zinnymi ludźmi. Tak właśnie jest, jeśli spotkało się Jezusa idoświadczyło Jego miłości. Acóż, przy dzisiejszym postępie cywilizacyjnym, stoi na przeszkodzie, by dawać otym świadectwo także wróżnych zakątkach świata?

Są w życiu spotkania i doświadczenia, których nie można zostawić tylko dla siebie. Po prostu trzeba podzielić się nimi z innymi ludźmi. Tak właśnie jest, jeśli spotkało się Jezusa i doświadczyło Jego miłości. A cóż, przy dzisiejszym postępie cywilizacyjnym, stoi na przeszkodzie, by dawać o tym świadectwo także w różnych zakątkach świata?

Takich przeszkód nie widzą (a jeśli się pojawią, potrafią je pokonać) ludzie, zwłaszcza młodzi, którzy decydują się podjąć wolontariat misyjny. Poświęcając swoje wakacje czy urlop, wyjeżdżają w różne części świata, na kilka tygodni lub miesięcy, aby tam pomagać ludziom. Do tego bowiem, żeby przeżyć doświadczenie misyjne, nie trzeba być w zakonie. Wolontariusze swoją pracą najczęściej wspierają parafie i ośrodki misyjne oraz prowadzone przez nie dzieła, takie jak świetlice, domy dziecka czy szpitale. Dają przy tym również świadectwo swojej wiary w Jezusa Chrystusa. A kiedy wracają do swoich środowisk, przemienieni tym doświadczeniem i dojrzalsi, potrafią zarażać swoim misyjnym entuzjazmem innych.

 

Wśród dzieci ulicy

Niewątpliwie najbardziej prężną wspólnotą w Polsce, przygotowującą wolontariuszy do wyjazdów na misje, jest Salezjański Wolontariat Misyjny (SWM) „Młodzi Światu”. Propaguje on też tematykę misyjną, zbiera fundusze na prowadzenie misji, a także otacza modlitwą całe dzieło misyjne Kościoła. Realizuje też program Adopcji Miłości, wspierający edukację najmłodszych mieszkańców Afryki i Ameryki Południowej, z którego skorzystało już ponad 200 dzieci. W ramach SWM od 1999 r. ponad 220 osób wzięło udział w przeszło 120 zagranicznych projektach misyjnych. Ze swoją posługą dotarły one do kilkunastu krajów Afryki, Ameryki Południowej, Azji oraz Europy Wschodniej, pracując tam z dziećmi ulicy, w placówkach socjalnych czy świetlicach.

Taką właśnie posługę zdecydowali się podjąć na początku swojego małżeństwa Basia i Łukasz Piędel, którzy spędzili rok we Freetown, stolicy Sierra Leone, niewielkiego państwa muzułmańskiego w zachodniej Afryce. Zamieszkali w tamtejszym ośrodku Don Bosco Fambul, w którym co roku 60 chłopców wziętych z ulicy przechodzi 10-miesięczny program resocjalizacyjny, pomagający im w powrocie do domu. Małżonkowie pomagali też w rozbudowie zaplecza salezjańskiej parafii. − Mieliśmy świadomość, że spędzimy we Freetown określony czas. Nie chodziło więc o to, żebyśmy robili tam wszystko sami, ale aby zaszczepić w młodych ludziach ideę wolontariatu i służenia innym. Przygotowywaliśmy więc ich do tego, żeby sami byli animatorami w oratorium, które już tam funkcjonowało – zauważa Basia.

 

Oblaci i kombonianie

Oprócz salezjanów wolontariat misyjny organizują również inne zgromadzenia zakonne, m.in. Misjonarze Oblaci Maryi Niepokalanej. Działa on przy Oblackim Duszpasterstwie Młodzieży „Niniwa”, w ramach którego od końca lat 90. wolontariusze udają się przede wszystkim na Wschód – tam, gdzie oblaci prowadzą swoje misje. W tym roku jednak młodzi ludzie wyjadą podczas wakacji na trzytygodniowe wolontariaty nie tylko do Rosji, na Ukrainę i Białoruś, ale także do Czech i Mołdawii.

Od 2010 r. istnieje też w Polsce Ruch Świeckich Misjonarzy Kombonianów. W tej krakowskiej wspólnocie młodzież pod okiem ojców ze Zgromadzenia Misjonarzy Kombonianów Serca Jezusowego, służących najbiedniejszym i najbardziej opuszczonym, przygotowuje się do wyjazdów misyjnych trwających miesiąc lub nawet ponad rok.

 

O wiele więcej otrzymujemy

Głoszenie Ewangelii poza granicami Polski, zarówno poprzez krótkie rekolekcje ewangelizacyjne, jak i wyjazdy oazowiczów na wolontariat misyjny, to z kolei cele Diakonii Misyjnej Ruchu Światło-Życie. Ma ona swoje
oddziały w Warszawie, Łodzi, Poznaniu, Wrocławiu, Przemyślu, Katowicach i Lublinie. Do tej pory diakonia wysłała na ponadpółroczne pobyty dziesięciu wolontariuszy do Kazachstanu i dwie wolontariuszki na Ukrainę, a w tej chwili szuka chętnych do wyjazdu do Kazachstanu i Boliwii. Organizuje ona również krótsze wolontariaty misyjne, takie jak np. ubiegłoroczny w Berdiańsku na Ukrainie. Czternaście osób w różnym wieku przez dwa tygodnie nie tylko pomagało w tamtejszej parafii katolickiej, gdzie proboszczem jest ks. Zdzisław Zając, pochodzący z Poniatowej na Lubelszczyźnie, ale również opiekowało się dziećmi, ucząc je m.in. tańca i języka angielskiego. Spędzali oni również czas z osobami bezdomnymi, które korzystają z prowadzonej przez parafię jadłodajni oraz noclegowni. − Największym odkryciem pobytu w Berdiańsku było dla nas to, że owszem, my dajemy, ale o wiele więcej otrzymujemy – zauważa ks. Adam Pawłowski, opiekun grupy wolontariuszy.

 

Medycy na misjach

Szczególną formą wolontariatu misyjnego jest ten organizowany przez poznańską Fundację Pomocy Humanitarnej „Redemptoris Missio”. Powołano ją ponad 20 lat temu w celu stworzenia profesjonalnego zaplecza dla polskich misjonarzy prowadzących działalność medyczną wśród chorych w najuboższych krajach świata. Przez te lata fundacja wysłała ponad 150 wolontariuszy, m.in. lekarzy, pielęgniarki, położne oraz studentów kierunków medycznych, do takich krajów, jak: Papua Nowa-Gwinea, Jamajka, Kamerun, Zambia, Indie czy Etiopia. Jedną z wolontariuszek „Redemptoris Missio” jest Agnieszka Łuczak, lekarz chorób wewnętrznych w poznańskim szpitalu im. św. Jana Pawła II. Jej przygoda z wolontariatem rozpoczęła się jeszcze na studiach od trzymiesięcznego pobytu w Indiach w wiosce dla trędowatych. Potem była dwa razy w Kamerunie i na Jamajce. – Kiedy się już raz wyjedzie, to misje wciągają. Są jak choroba zakaźna – żartuje Agnieszka, która po pobycie w Kamerunie zainicjowała w fundacji adopcję misyjną. Do tej pory objęto nią ok. setki dzieci i młodzieży, umożliwiając im regularnymi wpłatami naukę w szkołach i na studiach.

 

4 tysiące roboczogodzin

Również w Poznaniu działa reaktywowane w 2000 r. Akademickie Koło Misjologiczne (AKM) zrzeszające studentów i pracowników naukowych poznańskich uczelni. Jego członkowie nie tylko spotykają się na wspólnej modlitwie, ale pogłębiają swoją wiedzę na temat misji i propagują tematykę misyjną na uczelniach, w szkołach i parafiach. W organizowanych przez AKM letnich wyjazdach do tej pory wzięła udział blisko setka wolontariuszy, którzy w sumie przepracowali już ok. 4 tys. roboczogodzin na rzecz prowadzonego w Jerozolimie przez siostry elżbietanki sierocińca oraz ośrodków misyjnych na Wyspach Zielonego Przylądka. Studenci zresztą przygotowują się do nich przez cały rok, zbierając także na nie fundusze. I to nie stojąc z koszyczkiem przed kościołem, ale rozprowadzając własnoręcznie wykonane cegiełki, m.in. butelki do przechowywania wody święconej, publikacje AKM-u przybliżające jego wyjazdy misyjne czy tzw. pakiet pokojowy, czyli obrazek z widokiem Jerozolimy i słowami z Psalmu 122: „Prośmy o pokój dla Jerusalem”, przyklejonym listkiem oliwnym oraz dziesiątką różańca z drzewa oliwnego.

Jedną z członkiń AKM-u jest Anna Stachowiak, studentka II roku farmacji, która w ubiegłym roku była na wolontariacie misyjnym w Jerozolimie. Jego uczestnicy pomagali tam siostrom odnowić budynek sierocińca i zadbać o jego otoczenie. W tym roku natomiast Ania wyrusza z AKM-em do Kazachstanu. – Takie doświadczenie misyjne to absolutnie nie jest zmarnowany czas. Ono pozwala poznać innych ludzi i kulturę, ale także siebie w trudnych warunkach i w szczególny sposób doświadczyć wspólnoty – przyznaje Ania, dodając, że w swoim środowisku stara się potem świadczyć o tym, co przeżyła, i zachęcać innych do włączania się w akcje AKM-u wspierające misjonarzy.

 

Wystarczy mieć chęci

Wyjazd na wolontariat misyjny może również zorganizować we własnym zakresie praktycznie każda parafia. – Wystarczy mieć chęci, nawiązać kontakt z jakąś placówką misyjną albo misjonarzami i dowiedzieć się, jak można im pomóc – przekonuje ks. Dawid Stelmach, wikariusz poznańskiej parafii pw. św. Andrzeja Boboli, z którym podczas tegorocznych wakacji sześciu parafian pojedzie na dwa tygodnie do Kamieńca Podolskiego na Ukrainę. – Pracuje tam akurat pochodzący z naszej parafii ks. Jerzy Molewski ze zgromadzenia księży chrystusowców, więc chętnie nas przyjmie. Pomimo niepokojów panujących w tym kraju udało mi się zebrać grupę młodych osób, z którą będziemy prowadzili półkolonie dla dzieci i pomagali przy rozbudowie kościoła – wyjaśnia ks. Stelmach.

W podpoznańskich Tulcach, poprzedniej parafii, w której był wikariuszem, zorganizował on wyjazd dziesięciu osób do Maroka, gdzie posługują siostry Misjonarki Oblatki Maryi Niepokalanej.
– Ten wyjazd bardzo zintegrował młodzież, która po powrocie z wielkim zapałem zaangażowała się w rozmaite inicjatywy misyjne, jak choćby Salezjański Wolontariat Misyjny. Jednocześnie swoim przykładem zachęciła ona innych młodych ludzi z parafii – podkreśla kapłan, namawiając do podejmowania tego typu parafialnych wyjazdów. – Kiedy ma się misyjny zapał, nie warto czekać, tylko zacząć realizować pragnienia, które nosi się w sercu. A Bóg tak wszystko poukłada, że w końcu trafi się na ludzi, którzy będą chcieli z nami jechać.              

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki