Logo Przewdonik Katolicki

Pamięci padre Mario

Kamila Tobolska
Fot.

Kiedy w Boliwii umierał 36-letni ks. Mariusz Graszk, jego brat bliźniak Jacek odprawiał właśnie w Rzymie Mszę św. w jego intencji.

 

Ich kapłaństwo ma swoje początki w Starych Juchach na Mazurach. Tam wychowywali się w rodzinnym domu razem ze starszą siostrą i młodszymi o 12 lat braćmi bliźniakami. Po przyjęciu święceń w 2003 r. ks. Mariusz i ks. Jacek wyruszyli w swoją kapłańską drogę. Ks. Mariusz, po pracy w parafiach w Białej Piskiej i Giżycku, studiował teologię pastoralną na Uniwersytecie we Fryburgu w Szwajcarii, a potem misjologię na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. W październiku 2011 r. wyjechał na misje do Boliwii. Tam jego domem stała się parafia w 8-tysięcznym mieście Challapata w diecezji Oruro, gdzie nazywano go po prostu padre Mario. Ks. Jacek kończy właśnie studia biblijne w Rzymie.

 

Skąd miał odwagę?
Górale andyjscy, do których ks. Mariusz trafił w Boliwii, uchodzą za ludzi nieufnych i zamkniętych. On sam jednak relacjonując swój pobyt w ich kraju, stwierdził, że spotkał się z czymś zupełnie przeciwnym: z ciepłem i serdecznością. A może to on miał wyjątkowe podejście do ludzi? Potrafił bowiem jednać ze sobą członków wrogich grup mafijnych. Miał odwagę wyruszać do miejsc, dokąd inni nie odważali się iść. Docierał do wiosek, w których kapłana nie widziano od lat. Skąd miał w sobie taką odwagę? Odpowiedź na to pytanie można znaleźć w jednym z e-maili, który wysłał do swojego pasterza bp. Jerzego Mazura: „Za ścianą mego pokoju znajduje się kaplica z Najświętszym Sakramentem, a w niej relikwie św. Teresy od Dzieciątka Jezus i bł. ks. Michała Sopoćki. Świadomość bliskości Pana Jezusa, daje pokój serca”.
 
Autobus, który niesie śmierć
Był piątek 8 lutego. Boliwijskimi drogami przemieszczały się pracujące w tym kraju dwie polskie siostry elżbietanki: s. Anna i s. Lucyna. Kierowały się do miejscowości Sucre. Już będąc w trasie, umówiły się telefonicznie z ks. Mariuszem, żeby wyjechał na drogę przy Challapacie, chciały mu bowiem przekazać przesyłkę. Zanim jednak dotarły do umówionego miejsca, ich samochód z przyczepką uległ awarii. Poprosiły więc ks. Mariusza przez telefon o pomoc. Do jej usunięcia potrzebnych było kilku silnych mężczyzn, ksiądz przyjechał więc z czterema boliwijskimi żołnierzami. Był bowiem kapelanem oddziału stacjonującego w Challapacie. Na pomoc siostrom wyruszył z nimi także seminarzysta ze zgromadzenia bonifratrów. Kiedy mężczyźni dotarli na miejsce i zajęli się uszkodzonym pojazdem, nagle na prostej drodze pojawiły się dwa rozpędzone autobusy. Jeden z nich zaczął wyprzedzać drugi. W Boliwii był to czas przygotowania do karnawału, kiedy to wszyscy bardzo się śpieszą, żeby rozpocząć świętowanie. Niestety kierowcy stracili panowanie nad autobusami i oba uderzyły w grupy znajdujących się na poboczach drogi ludzi. Wszyscy żołnierze i seminarzysta zginęli na miejscu. Zakonnice natomiast zostały ranne. Przewieziono je do najbliższego szpitala razem z ks. Mariuszem. Chociaż jego obrażenia były bardzo poważne, był jednak przez cały czas przytomny. W szpitalu udzielono mu sakramentów i po 3,5 godziny cierpienia ks. Mariusz odszedł do Pana. Jego ostatnie słowa brzmiały: „Powiadomcie rodziców”.
 
Anioł Stróż Challapaty
Uroczystości pogrzebowe ks. Mariusza Graszka odbyły się w Boliwii 12 lutego, a w Starych Juchach 18. dnia tego miesiąca. Mszy św. w rodzinnej parafii misjonarza, w której uczestniczyły setki osób, przewodniczył biskup ełcki Jerzy Mazur, a koncelebrował ją, razem z kilkudziesięcioma kapłanami, ks. Jacek Graszk. W homilii bp Mazur zaznaczył, że śmierć ks. Mariusza woła o świętość, zwłaszcza młodych kapłanów. – Woła, aby młodzi kapłani nie lekceważyli daru kapłaństwa i z błahych powodów nie rezygnowali ze służby Bogu i ludziom jako kapłani − podkreślił kaznodzieja. W czasie liturgii odczytano także listy kondolencyjne nadesłane m.in. przez abp. Giambattistę Diquattro, nuncjusza apostolskiego w Boliwii, w którym zapewnił on w imieniu Ojca Świętego o modlitwie, oraz bp. Krzysztofa Białasika z diecezji Oruro. Napisał on, że doceniał to, iż zawsze mógł na ks. Mariusza liczyć i był pełen podziwu dla jego determinacji, z jaką głosił Ewangelię.
Zmarłego wspominali również obecni na uroczystościach pogrzebowych. W imieniu seminaryjnych kolegów zwrócił się do niego ks. Szymon Sobolewski: − Z tego wszystkiego, co Pan Bóg Ci dał, splotłeś sieć, którą w dwóch parafiach naszej diecezji, na pielgrzymkowym szlaku, w Warszawie, Szwajcarii, a ostatnio w Boliwii, łowiłeś ludzi dla Tego, który wszystko stworzył. To jest sieć spleciona przede wszystkim z zachwytu Bogiem i Jego stworzeniem.
Wśród wielu umieszczonych w kościele zdjęć ks. Mariusza Graszka najbardziej zwracało uwagę to przedstawiające go uśmiechniętego, w czasie kiedy jako przewodnik grupy prowadził pieszą pielgrzymkę z Giżycka na Jasną Górę.
Po śmierci polskiego misjonarza Rada Miasta Challapaty, w którym ostatnio pracował, jednogłośnie podjęła decyzję o ogłoszeniu go „Aniołem Stróżem miasta Challapaty”. Jego mieszkańcy wierzą bowiem, że duch ich duszpasterza pozostaje z nimi i będzie się nimi nadal opiekował.
 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki