Logo Przewdonik Katolicki

Doświadczają Boga w świeżym Kościele

Michał Bondyra
Fot.

Z Ginterem Pedro Rychlikowskim, misjonarzem pracującym w Boliwii, rozmawia Michał Bondyra Jak pełni się posługę kapłańską na wysokości kilku tysięcy metrów? - Im człowiek żyje wyżej, tym jest silniejszy i bardziej czuje Boga. Widzę to szczególnie u misjonarzy, którzy pracują nawet na wysokości 5000 metrów. Są to ludzie wyjątkowi, wartościowi, o głębokiej wierze. Trudno...

Z Ginterem Pedro Rychlikowskim, misjonarzem pracującym w Boliwii, rozmawia Michał Bondyra



Jak pełni się posługę kapłańską na wysokości kilku tysięcy metrów?
- Im człowiek żyje wyżej, tym jest silniejszy i bardziej czuje Boga. Widzę to szczególnie u misjonarzy, którzy pracują nawet na wysokości 5000 metrów. Są to ludzie wyjątkowi, wartościowi, o głębokiej wierze. Trudno przetrwać komuś, kto tu się nie urodził. Z czasem udaje się to nielicznym. Ja pracuję nieco niżej. Misje zaczynałem w Peru na poziomie 3800 metrów, później posługiwałem 500 metrów niżej, a obecnie ewangelizuję w Boliwii na 2400 metrach.

Istnieje zapewne sporo różnic między Kościołem w Boliwii i w Polsce...
- Dla ludzi praktykujących Kościół w Polsce ma się dobrze i jest na poziomie o wiele wyższym niż ten w Boliwii. Szczególnie dotyczy to świadomości moralnej i chrześcijańskiego życia. Tylko nieliczne boliwijskie rodziny wychowane są podobnie jak my i żyją chrześcijańskimi wartościami. Ale jest to Kościół świeży, bez naleciałości, w którym Ewangelia jest zawsze na pierwszym miejscu, jego struktury zaś są bardziej przezroczyste. W Europie ksiądz pracuje systemem od Mszy do Mszy. Ja obok Mszy św. muszę poświęcać się też innym sprawom takim, jak: remonty, budowy, misje i nauczanie w szkole. Tu jest zupełnie inne duszpasterstwo. Jeśli chodzi o obrządek i sposób modlitwy wiernych w regionie, w którym jestem, to jest on podobny do tego w Polsce. Z pewnością duży wpływ na taką sytuację mieli misjonarze niemieccy, którzy przez lata tu pracowali. Myślę, że tak naprawdę przeżywanie nabożeństw, a nawet całego chrześcijaństwa, zależy przede wszystkim od wieloletniej pracy z ludźmi oraz od nich samych.

Czy chrześcijaństwo Boliwijczyków jest wolne od pogańskich zwyczajów?
- Na ogół ludzie gór i ludzie puszczy mają bardzo wiele wierzeń. W rozmowach starsi księża urodzeni w Peru potwierdzali wielokrotnie, że w większości serc mężczyzn jest obecna wiara odziedziczona po przodkach. Kult słońca, drewna, gór - czyli naturalna wiara Keczua. Chrześcijaństwo jest zaś sprawą intelektu i katechizacji. Jeśli tej katechizacji zabrakło, to wierzenia przodków pozostają im bliższe.

W czym zatem one się przejawiają?
- Boliwijczycy mają wielki szacunek do słońca i ziemi. Przed wypiciem wina czy singani (alkohol wysokoprocentowy) każdy mężczyzna, nim weźmie alkohol do ust, najpierw odleje kilka pierwszych kropel "dla matki Ziemi". Mają też ogromny szacunek do życia i tego, co wiąże się z samym jego przekazywaniem. Typowe rodziny są wielodzietne, a Boliwijczycy, choć często toczą dramatyczną walkę o swój byt, są dumni z każdego nowo narodzonego dziecka. Przekazywanie życia traktują jako wielki dar. Olbrzymim szacunkiem darzą też swoich zmarłych przodków.

Zapewne niektóre zwyczaje zostały zaadaptowane do religii chrześcijańskiej...
- Tak. Podam kilka przykładów: wśród Indian są "teolodzy", którzy w prosty sposób potrafią wytłumaczyć jakieś niezrozumiałe kwestie dotyczące naszej religii. Także święta, również kościelne, tutejsza ludność obchodzi na swój sposób. Szczególnie dotyczy to ludzi wysokich Andów. Pod koniec lipca obchodzą uroczystość Santiago, które jest wielkim świętem rolników. Wymieszane jest ono z różnymi wierzeniami, a obecni na święcie z kadzidłami duchowni Keczua są nawet nazywani synami Świętego Jakuba. Kolejnym przykładem są nabożeństwa pogrzebowe. Pamiętam, jakie było moje zdziwienie, gdy pierwszy raz na Mszę za zmarłych członkowie rodzin przyszli z czaszkami przodków, ubranymi w różnego rodzaju czapki i inne nakrycia głowy i położyli je na ołtarzu...

Czy to prawda, że tutejsza ludność jest gotowa do ogromnych poświęceń, by oddać cześć przodkom i pomodlić się za nich...
- Faktycznie, by uczestniczyć we Mszy za zmarłych przodków czy bliskich, ludzie mieszkający w wysokich Andach gotowi są pokonać olbrzymie odległości i iść nawet kilka dni.

Ich droga zatem staje się wielką pokutą...
- Powiem więcej, całe ich życie jest wielką pokutą. Na ogół całym ich bogactwem jest stado kóz i dwa woły. Śmierć choćby jednego z nich staje się rodzinnym dramatem. Jednak przez codzienny trud ludzie ci żyją blisko Boga, mają większą świadomość religijną i głębszą wiarę...

Podobno największym problemem tutejszej ludności są sakramenty?
- To prawda. Chrzty w Boliwii są bardzo zaniedbywane. Kiedyś dziecko było chrzczone podczas najbliższego święta kościelnego. Uroczystości te wówczas stawały się okazją do rodzinnych spotkań, które niestety często kończyły się pijaństwem. Chrzty odbywały się wówczas bez żadnego przygotowania ewangelicznego. Zrezygnowałem z tego. Teraz mamy trzy lub cztery święta w roku, podczas których każde dziecko może być ochrzczone. Uroczystość poprzedzają zawsze jakieś przygotowania, wykłady, spotkania z rodzicami. Pomimo tego najczęściej dzieci przyjmują chrzest przy okazji Pierwszej Komunii Świętej w wieku 10-11 lat. Bardzo zaniedbanym sakramentem było też bierzmowanie. Na szczęście wzrasta liczba młodzieży przyjmującej ten sakrament. Jeśli chodzi o spowiedź, to też nie jest dobrze. Na ogół ludzie przystępują do niej raz w roku.

A sakrament małżeństwa?
- Z tym jest najgorzej. Boliwijczycy mają zwyczaj servinaku, wywodzący się z kultury Keczua. Jest to próbny czas bycia młodych razem, trwający od pół roku do roku, po którym rodzina organizuje małżeństwo.
Zwyczaj ten niestety zanika. Młodzi nie czują potrzeby małżeństwa. Potrafią wiele lat żyć bez ślubu, mając trójkę, czwórkę dzieci. Pocieszające jest to, że gdy się z nimi pracuje, to ich świadomość duchowa wzrasta. Udało mi się już udzielić sakramentu wielu parom. Przed moim przyjściem w parafii był jeden ślub rocznie, teraz sakramentalne związki małżeńskie w ciągu roku zawiera sześć do ośmiu par...

Co wydaje się Księdzu łatwiejsze: nauczać o Bogu od podstaw w Ameryce Łacińskiej czy powtórnie ewangelizować silnie zlaicyzowanych Europejczyków?
- W obu przypadkach są jakieś trudności. Na misjach jest to język oraz inna niż w Europie kultura. Do tego dochodzą trudne warunki materialne i pogodowe, ograniczenia żywnościowe, brak kontaktu z najbliższymi, w pewnym sensie również odcięcie od cywilizacji, do której łatwo udało mi się przyzwyczaić. Jest też problem całkowitego wyobcowania, konieczności wejścia w zupełnie nową kulturę i zrozumienie toku myślenia tutejszej ludności.
Za to styl życia w Europie bardzo się zmienił. Postępuje laicyzacja, która związana jest z dobrobytem i z szalonym tempem życia. Szczególnie problem ten dotyczy najbogatszych krajów Europy, w których nie jest łatwo przyciągnąć ludzi do Kościoła. Poznałem to podczas kilkuletniej posługi w Niemczech. W Europie jednak jest o wiele więcej osób związanych z Kościołem, a kultura życia i myślenia jest na wyższym poziomie niż w Ameryce Łacińskiej. W krajach misyjnych człowiek jest z natury dobry, niezniszczony cywilizacją, głębszy w swoim duchu, przez co łatwiej do niego dotrzeć z Ewangelią. Wydaje mi się, że słowo Boże w Ameryce Łacińskiej jest żywo przyjmowane, podczas gdy w Europie trafia ono w próżnię. Jest to niestety żniwo materializmu i hedonizmu. Myślę, że trudniej jednak ewangelizować zlaicyzowaną Europę, w której wiara ludzi była na bardzo wysokim poziomie, a od kilkudziesięciu lat gwałtownie spada.

Ksiądz Ginter Pedro Rychlikowski na misjach jest już czternaście lat; po siedmiu latach spędzonych w Peru i dwóch latach pobytu w Puerto Rico, od pięciu lat pracuje w Boliwii. Jest tam proboszczem w jednej z siedmiu parafii diecezji Sucre na południu kraju. Pod opieką ma dwadzieścia wiosek, które zamieszkuje 3500 mieszkańców.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki