Depresja, zaburzenia snu, niemożność rozpoznawania zapachów, ból przypominający rwę kulszową albo dolegliwości kręgosłupa – wszystko to mogą być nietypowe objawy początków choroby Parkinsona. Schorzenie to jest często mylone z innymi chorobami.
Marek z Warszawy miał „szczęście”, bo jego choroba zaczęła się dość typowo, a jednak rozpoznanie i tak nie było łatwe. – Pierwsze symptomy choroby pojawiły się u mnie w wieku 40 lat. Zauważyłem, że moje pismo jest coraz drobniejsze oraz mniej wyraźne. Poza tym zaczęła mi drżeć prawa ręka w czasie zdenerwowania, podniecenia, stresu itp. Jeden ze specjalistów, do którego skierował mnie lekarz rodzinny, stwierdził, że jest to tzw. drżenie samoistne. Przepisał propranolol i zalecił mniej stresujących sytuacji, powodujących drżenie ręki. Niestety, objawy nie ustępowały, a lekarz nie potrafił postawić właściwej diagnozy. Tymczasem choroba postępowała: zmieniła mi się mimika twarzy, poruszałem się z trudem – bez balansowania górnymi kończynami podczas chodzenia. Podczas badań kontrolnych lekarz medycyny pracy skierował mnie na szczegółowe badania – trafiłem do szpitala przy ul. Banacha w Warszawie. Dopiero tu neurolog, po przeprowadzeniu specjalistycznych badań, zdiagnozował u mnie chorobę Parkinsona – mówi pan Marek, członek Mazowieckiego Stowarzyszenia Osób z Chorobą Parkinsona.
Chorują coraz młodsi
Choroba Parkinsona jest trzecim (po alzheimerze i chorobie alkoholowej) najczęstszym schorzeniem wyniszczającym mózg. Chorobę wywołuje zanik istoty czarnej w mózgu. Odpowiada ona za produkcję dopaminy, czyli neuroprzekaźnika przesyłającego informacje do części mózgu kierującej pracą mięśni. Niedobór dopaminy prowadzi do zaburzenia ruchów, sztywnienia mięśni, drżenia, a w końcu do całkowitego paraliżu. Objawy kliniczne zauważalne są dopiero wtedy, gdy zniszczonych zostanie 70 proc. komórek produkujących neuroprzekaźnik. Chociaż od opisania choroby Parkinsona minęły już prawie dwa wieki, to do dzisiaj nie są znane jej przyczyny. Rozważa się udział czynników genetycznych, wpływ toksyn środowiskowych, stres oksydacyjny i czynniki zapalne. Choroba zazwyczaj ujawnia się pomiędzy 40. a 60. rokiem życia i chorują na nią częściej mężczyźni niż kobiety. Jednak lekarze coraz częściej diagnozują chorobę Parkinsona u osób, które są znacznie młodsze, nie przekroczyły nawet 20. roku życia. Zazwyczaj u młodszych osób szybko pojawiają się powikłania ruchowe, m.in. ruchy mimowolne zwane dyskinezami. Częściej u młodszych chorych występuje dodatni wywiad rodzinny, co świadczy o genetycznym podłożu choroby. W związku z postępem nauk medycznych znamy geny, których mutacje związane są z zachorowaniem na chorobę Parkinsona o wczesnym początku, należy do nich przede wszystkim gen PARK2. Chociaż początek choroby Parkinsona we wczesnym wieku wiąże się z nieco szybszym przebiegiem, to zazwyczaj odpowiedź na leczenie jest lepsza.
Trudne rozpoznanie
Generalnie choroba Parkinsona rozwija się powoli. Pierwszym, zazwyczaj najbardziej widocznym objawem dla pacjenta i otoczenia jest drżenie ręki, któremu może towarzyszyć spowolnienie ruchowe i zwiększone napięcie mięśni. Zdarza się jednak tak, że choroba zaczyna się nietypowo i bywa mylona z innymi chorobami. Jak wynika ze statystyk, ok. 25 proc. rozpoznań choroby jest pochopnych, a w wielu wypadkach – pomimo ewidentnych jej oznak – stwierdzane są inne schorzenia. Rozpoznanie opiera się tylko i wyłącznie na kryteriach klinicznych, nie jest możliwe przeprowadzenie pewnego testu diagnostycznego. Lekarz neurolog dokonuje tego, opierając się na stwierdzeniach, że występują przynajmniej dwa z trzech podstawowych objawów choroby (drżenie spoczynkowe, sztywność lub spowolnienie ruchowe), brak innych objawów neurologicznych, postępujący przebieg choroby, dobra odpowiedź na leczenie. Często w celu potwierdzenia diagnozy pacjentom podaje się leki stosowane w terapii parkinsonizmu. Jeśli zareagują na nie pozytywnie (objawy złagodnieją), wiadomo że ocena była trafna.
Leczenie przez hamowanie
Od lat 60. XX w. główną metodą leczenia wciąż pozostaje podawanie syntetycznego neuroprzekaźnika L-DOPA, który zwiększa produkcję endogennej dopaminy. Jedną z form terapii jest wszczepienie pod skórę pod obojczykiem elektronicznego stymulatora i połączonej z nim elektrody prowadzącej do mózgu. Wytwarzany przez urządzenie prąd wysokiej częstotliwości hamuje aktywność neuronalną nadmiernie pobudzonych regionów mózgu. Zmniejsza to objawy choroby i umożliwia pacjentom normalne funkcjonowanie przy znacznej redukcji dawek leków. Zabieg wykonuje się przy miejscowym znieczuleniu. Podczas operacji chory cały czas jest przytomny, a na podstawie jego odczuć lekarz może ustalić, do jakiego miejsca w mózgu dotarła elektroda. Inną, mniej bezpieczną metodą leczenia parkinsonizmu jest termiczne uszkodzenie tkanki mózgowej. Po zlokalizowaniu źle funkcjonujących struktur do mózgu wprowadza się elektrody. Energia elektryczna przemieniona w ciepło trwale uszkadza obszar odpowiedzialny za powstawanie objawów chorobowych. Jeśli zabieg przeprowadzony jest precyzyjnie, ustępuje drżenie i sztywność mięśni. Gdy jednak zniszczone zostaną zdrowe struktury, nie ma sposobu, by proces odwrócić. – Choruję już sześć lat, choroba niestety postępuje (ostatnio pojawiły się zaburzenia stabilności postawy oraz sztywność mięśni podczas porannego wstawania), ale staram się żyć normalnie. Pracuję zawodowo, mam cudowną żonę, dwoje dzieci, hobby. Staram się pomagać innym chorym na parkinsona, udzielam się w stowarzyszeniu – mówi pan Marek. Jego przykład pokazuje, że nawet z tak trudną chorobą da się jednak żyć.
Klasyczne objawy choroby Parkinsona:
• sztywność mięśniowa (zwiększenie napięcia mięśniowego),
• spowolnienie ruchowe (bradykinezja),
• drżenie spoczynkowe (u niektórych chorych),
• trudności w rozpoczynaniu wykonywania ruchów dowolnych.
Chorzy mają problemy z wykonywaniem ruchów precyzyjnych. W efekcie zmienia się ich charakter pisma (coraz mniejsze i niewyraźne litery). Mogą pojawić także inne objawy choroby, np. specyficzny rodzaj drżenia palców i kciuka określany jako „kręcenie pigułek”, trudności w inicjacji ruchów dowolnych, zaburzenia chodu: małe, szurające kroczki i brak balansowania kończyn górnych, zaburzenia równowagi i częste upadki, niewyraźna, cicha mowa, brak mimiki twarzy, rzadkie mruganie, pochylenie tułowia do przodu.
Najsłynniejszą osobą z chorobą Parkinsona był bł. Jan Paweł II. Oznaki choroby stały się u niego widoczne od października 1996 r. Z upływem czasu coraz bardziej się pogłębiały, utrudniając papieżowi mówienie i poruszanie się. By móc swobodnie wypełniać swoje obowiązki, zaczął korzystać z fotela umieszczonego na specjalnej platformie na kółkach. Gdy w październiku 2003 r. trwały obchody 25-lecia pontyfikatu, najdłuższego w XX w. i trzeciego co do długości w dziejach Kościoła, Ojciec Święty był wyraźnie zmęczony, nawet wyczerpany. Mimo złego stanu zdrowia nadal był aktywny. Wszystkie spotkania, audiencje i inne wystąpienia odbywały się jak dawniej, choć na ogół były krótsze. Sam fakt, że papież nie ukrywał swych słabości fizycznych, ale starał się, na ile było to możliwe i konieczne, pokazywać publicznie, zjednał mu wiele sympatii i dodatkowego szacunku, szczególnie wśród chorych, których stał się jakby symbolicznym przedstawicielem.
W 2005 r., dwa miesiące po śmierci, wydarzył się cud uzdrowienia za jego wstawiennictwem. Francuska zakonnica s. Marie Simone-Pierre została cudownie uleczona także z choroby Parkinsona. Cud ten stał się podstawą beatyfikacji Jana Pawła II.