Logo Przewdonik Katolicki

Antywystawa antyartysty

Małgorzata Szewczyk
Fot.

Najprostszy przepis na to, by zyskać sławę i rozgłos oraz miano genialnego artysty we współczesnym świecie? Poniżyć, ośmieszyć i wyszydzić chrześcijan.

 

 

 

Najprostszy przepis na to, by zyskać sławę i rozgłos oraz miano „genialnego artysty” we współczesnym świecie? Poniżyć, ośmieszyć i wyszydzić chrześcijan.

Jeden z najbardziej znanych i cenionych współczesnych artystów przedstawia swój indywidualny projekt w jednej ze stolic Europy. Zanim powiem gdzie, przytoczę jej opis: „Stawia w nich pytania o współczesne rozumienie śmierci, poświęcenia, przebaczenia, genezy zła w człowieku, narodowej tożsamości i historycznej pamięci. (...) Jego prace są bardzo osobistym i dramatycznym pytaniem o sens cierpienia, które wypieramy z naszej świadomości, a które jest integralnym składnikiem życia – od narodzin aż do śmierci”. Rzecz ma miejsce w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie. Wszystko to brzmi bardzo interesująco, dlaczego zatem pojawiają się głosy sprzeciwu wobec tej ekspozycji?
 
Idiotyzm w sztuce
Wypchany powalony koń z wbitą w bok tabliczką z napisem z krzyża Chrystusa INRI, ukrzyżowana na łóżku kobieta w szpitalnym fartuchu, labradory pilnujące kurczaka, gołębie, które „usiadły” na gzymsach budynku, powieszony na masztach chłopiec, instalacja przedstawiająca obraz złożonych do modlitwy rąk, pod którym stoi łóżko z leżącymi dwoma mężczyznami, oraz podwojona postać o twarzy samego autora wystawy ubranego jak do własnego pogrzebu – to „dzieła”, które można oglądać w stołecznym centrum sztuki. Jest jeszcze „rzeźba” przedstawiająca Hitlera modlącego się na klęczkach w dawnym getcie w centrum stolicy. Eksponat stanął w bramie przy ul. Próżnej. Cała ekspozycja włoskiego „artysty” Maurizia Cattelana nosi znamienny tytuł Amen i raczej nie jest przypadkowa. Trudno też mówić o „przygodności” wyboru symboli chrześcijańskich.
Dlaczego piszę słowo „artysta” w cudzysłowie? Bo do 52-latka urodzonego w Padwie lepiej pasuje słowo „prowokator”. Ceniony we współczesnym świecie Cattelan, tak naprawdę nie ma żadnego wykształcenia artystycznego. Zajął się sztuką z powodu braku pomysłu na swoje życie. „Jestem idiotą; tak w każdym razie często traktowano mnie i moje pomysły. I okazało się, że sztuka jest być może jedyną dziedziną, w której idiotyzm na poważnie się liczy”. Można tylko się zastanowić, czy są granice owego „idiotyzmu w sztuce”? W 1997 r. wziął udział w prestiżowej wystawie rzeźby w przestrzeni publicznej „Skulptur Projekte” w Münster. „Zaistniał”, bo w miejscowym parku wrzucił do stawu rzeźbę martwej kobiety. Jeden z przerażonych przechodniów zadzwonił na policję, myśląc, że znalazł prawdziwą topielicę. W 2004 r. na jednym z placów w Mediolanie Cattelan powiesił na drzewie trzy figury dzieci. Pokaz skończył się skandalem, a mediolańczycy już po jednym dniu spontanicznie odcięli małych wisielców ze stryczków.
Jest rok 2000. O warszawskiej Zachęcie głośno jest w mediach z powodu rzeźby „La nona ora” (Dziewiąta godzina) włoskiego artysty, pokazywanej w ramach jubileuszowej wystawy Narodowej Galerii. Pierwsza w Polsce praca Cattelana przedstawiała papieża Jana Pawła II przygniecionego meteorytem. Co miał na myśli Cattelan? Czy kpił z głowy Kościoła, czy też przedstawiał raczej scenę męczeństwa? Rzeźba w swej formie nie przetrwała długo, została bowiem zniszczona przez Witolda Tomczaka, ówczesnego posła LPR.
 
 
Dyrektor nie wie, o co chodzi
Niedawno prowokator Cattelan ogłosił, że przechodzi na artystyczną emeryturę. Nie przeszkodziło mu to jednak w powrocie do Warszawy „na łono sztuki” z jawnie obrazoburczą ekspozycją szydzącą z chrześcijaństwa. Z apelem o zaprzestanie jej prezentowania wystąpili przedstawiciele Krucjaty Młodych. Młodzi znani z promocji akcji „Nie wstydzę się Jezusa” wysyłają do dyrektora Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski (nomen omen Włocha – Fabia Cavallucciego) listy z wyrazami swojej dezaprobaty. „Najbardziej skandalicznym z eksponatów wystawy Amen jest leżący koń z wbitą w ciało tabliczką z napisem INRI. Skrót ten pochodzi od liter, które zostały umieszczone na krzyżu, na którym skonał Jezus Chrystus (łac. Jezus Nazarejczyk Król Żydowski). Podany przykład jest jawnym i publicznym bluźnierstwem, na które żaden chrześcijanin oraz człowiek dobrej woli nie może się godzić. (...) Apeluję do Pana Dyrektora, jako syna chrześcijańskiej Italii, o usunięcie wystawy z wszystkich podległych Panu placówek” – napisali inicjatorzy protestu.
– Dzisiejszy świat przechodzi obojętnie wobec obrażania Pana Boga, Najświętszej Maryi Panny czy Kościoła katolickiego. Często nawet katolicy nie chcą wyrażać publicznie swoich prawdziwych poglądów, bo obawiają się, że zostaną wyśmiani i uznani za „nienormalnych”. A przecież ostatnio mamy do czynienia z prawdziwą falą bluźnierstw w Polsce, którą trzeba powstrzymać – podkreśla Maciej Maleszyk. Warszawski koordynator Krucjaty Młodych zauważa, że zachowanie Nergala, który na koncercie podarł na strzępy Pismo Święte, dało tylko sygnał do atakowania katolicyzmu. Zwraca uwagę, że 15 sierpnia, w dzień Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, odbył się w Warszawie koncert Madonny, której występy polscy egzorcyści nazwali „bezczeszczeniem chrześcijaństwa”. Natomiast haniebnym zwieńczeniem tej antychrześcijańskiej nagonki była ostatnio próba obrzucenia farbą wizerunku Matki Bożej Częstochowskiej. Na dodatek jeden z posłów Ruchu Palikota ośmielił się nazwać ten ważny dla polskiego katolicyzmu obraz „bohomazem”. – Bluźniercza wystawa włoskiego pseudoartysty Maurizio Cattelana pt. Amen wpisuje się w ten antychrześcijański trend. Chcemy przebudzić sumienia Polaków i uwrażliwić ich na to, że nie możemy pozwalać na obrażanie Pana Boga, zwłaszcza w przestrzeni publicznej – zaznacza  Maleszyk. Taki protest wysłało już kilkanaście tysięcy (jak na razie) oburzonych bluźnierstwem serwowanym przez centrum sztuki setki internautów, dołączyli do niego dziennikarz telewizyjny Przemysław Babiarz, Stowarzyszenie Solidarni 2010 oraz przedstawiciele Polonii z kilku krajów świata.
Dyrektor placówki nie rozumie jednak postawy protestujących, skoro w odpowiedzi na list Krucjaty napisał, że jest zdziwiony ich antybluźnierczą reakcją: „Nie było zamiarem artysty, kuratorki ani instytucji, aby występować przeciwko religii katolickiej”. Krucjata Młodych wystosowała adekwatną odpowiedź: „O obrażaniu uczuć religijnych nie decyduje zamiar artysty (jeśli w ogóle dopuścić jego dobrą wolę, co w tym wypadku byłoby skrajną naiwnością), kuratorki ani instytucji. Decydują o tym odbiorcy przekazu – tak stanowi polskie prawo. My, jako odbiorcy i katolicy, czujemy się obrażeni, a przede wszystkim obrażany jest Pan Bóg. Dlatego domagamy się natychmiastowej reakcji z Pana strony i usunięcia bluźnierczej wystawy. W innym wypadku pozostanie Pan współodpowiedzialny za bluźnierstwo i obrażanie uczuć religijnych. Zastanawia nas ignorowanie przez Pana katolickiej opinii publicznej, która stanowi zdecydowaną większość polskiego społeczeństwa i ciekawi jesteśmy, czy postąpiłby Pan podobnie, gdyby chodziło o dzieło obrażające Mahometa, Buddę czy też stosujące symbolikę antysemicką”.
Czy to, co jest pokazywane w Zamku Ujazdowskim, jest jeszcze sztuką? A może ta współczesna nie może się po prostu obyć bez bluźnierstwa? Warszawska wystawa ma trwać aż do 24 lutego, co nadaje tej profanacji charakter długotrwały. Warto dodać, że patronat honorowy nad ekspozycją objęli Ambasada Włoch w Warszawie oraz burmistrz Dzielnicy Śródmieście Miasta Stołecznego Warszawy, a cały projekt jest realizowany dzięki wsparciu finansowemu Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Szkoda,  że dziś proponuje się antysztukę w wykonaniu antyartysty.

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki