
fot. Carlos_Barba_PAP_EPA
O 48-letniej katechetce z Andaluzji świat pewnie nigdy by się nie dowiedział, gdyby nie fakt, że pani Resurrección Galera wygrała ciągnącą się przez jedenaście lat sprawę sądową, którą wytoczyła Kościołowi katolickiemu – jak orzekł sąd – „w imię swoich podstawowych praw jako człowieka”.
„To nie mogło ujść płazem. Kościół nie może przykładać takiej samej miary do wydarzeń współczesnych, jak robił to za czasów inkwizycji” – powiedziała zadowolona „bohaterka” najgłośniejszej ostatnio hiszpańskiej sprawy sądowej po ogłoszeniu wyroku, w wywiadzie dla „El País”. „Wygrała niesprawiedliwie zwolniona”, „Kościół nie będzie mógł zwalniać tych, którzy nie postępują zgodnie z Dekalogiem” – wtórowały jej hiszpańskie gazety.
Jak katechetka dociekała swoich racji Resurrección Galera od 1994 r. pracowała jako katechetka w różnych szkołach publicznych hiszpańskiej Almeríi. W 1999 r. nauczała religii w szkole im. Francisca Ferrara Guardii w miejscowości Los Llanos de la Canada, w południowo-wschodniej części Hiszpanii. W tym też roku poznała starszego o 15 lat rozwodnika, Niemca Johannesa Romesa, z którym rok później wzięła ślub cywilny. Biskup miejsca ostrzegał nauczycielkę, że nie może tolerować takiej sytuacji i w związku z tym nie zostanie jej przedłużona misja kanoniczna. Kobieta, nie widząc w swoim postępowaniu żadnych sprzeczności, postanowiła dochodzić swoich praw w sądzie.
W 2002 r. Sąd Najwyższy Andaluzji orzekł, powołując się na zapis zawarty w konkordacie między Hiszpanią a Kościołem katolickim, że władza kościelna ma prawo wystawiać nauczycielom religii swego rodzaju świadectwo moralności. Resort oświaty miał wydawać opinię na temat odpowiednich kwalifikacji do pracy z dziećmi. Jednak sprawa ponownie trafiła do sądu w maju ubiegłego roku. W końcu swój finał znalazła w Trybunale Konstytucyjnym. „Argumenty natury religijnej nie mogą przeważyć nad prawem każdego Hiszpana do swobodnego wyboru stanu cywilnego i osoby, z którą chce się związać. Ślub cywilny z rozwodnikiem nie umniejszył wiedzy teologicznej katechetki ani jej kompetencji pedagogicznych” – uznali sędziowie i jako winnych całej sprawy wskazali Kościół katolicki, hiszpańskie ministerstwo oświaty i władze Andaluzji.
Zgodnie z orzeczeniem sądu nauczycielka ma być przywrócona do pracy w szkole oraz otrzymać 200 tys. euro zaległych poborów. Kościół już zapowiedział, że nie pozwoli pani Galerze uczyć religii.
Cel nie uświęca środków
Co się stało z uważaną jeszcze pod koniec XX w. za jeden z bastionów wiary Hiszpanią? Tok rozumowania Resurrección Galery, orzeczenie sądu przyznające rację biskupowi miejsca po to, by po kilku latach było zmienione na wyrok korzystny dla katechetki, głosy wielu hiszpańskich katechetów, którzy chcą, by traktować ich jako zwykłych nauczycieli...
Najnowsze dane przygotowane przez hiszpańskie Centrum Studiów Socjologicznych (CIS) nie napawają optymizmem. Chociaż ponad 70 proc. Hiszpanów określa samych siebie jako katolików, tylko 13,6 proc. z nich przyznaje się do praktyk religijnych i uczestnictwa we Mszy św. niedzielnej oraz podczas świąt kościelnych. Aż 58,2 proc. przyznaje, że „prawie nigdy” nie uczestniczyło we Mszy św. Uczestnictwo, a właściwie jego brak, w nabożeństwach, na pewno można „tłumaczyć” zeświecczeniem społeczeństwa, utratą autorytetu przez Kościół, wyrugowaniem wartości duchowych z przestrzeni publicznej, wszechobecnym relatywizmem. Nietrwanie w Chrystusie prowadzi do tego, co swoją postawą zaprezentowała hiszpańska katechetka.
Sprawa Resurrección Galery jest jednak bardziej złożona. Na gruncie prawa państwowego nie można odmówić sądowi racji. Z kolei o tym, kto może reprezentować Kościół w nauczaniu religii, zgodnie z konkordatem, decyduje on sam. Wyrok hiszpańskiego sądu stawia jednak tę kwestię pod znakiem zapytania.
Sprawa Galery nie dotyczy kwestii finansowania oświaty przez państwo, bo problem odnosi się do kwalifikacji każdego nauczyciela religii, których ocena leży w kompetencji Kościoła.
Okazuje się jednak, że w imię nadinterpretacji prawa albo niezrozumienia pewnych prawd, można postawić aż trzy instytucje na ławie oskarżonych. Pani Galera potraktowała bowiem Kościół jak zwykłego pracodawcę, naukę religii w szkole jak każdą inną pracę kojarzoną z kodeksem pracy i etatową formą zarabiania pieniędzy, a nie jako misję głoszenia Ewangelii. Misję determinującą określone zasady postępowania: dawaniem świadectwa o Chrystusie słowem i czynem przede wszystkim w środowisku, w którym żyje się i pracuje. Jeśli jestem chrześcijaninem, to przyjmuję tę religię w pełni, z wszystkimi jej zasadami, także – a może przede wszystkim – moralnymi – i apostołuję, czyli jestem chrześcijaninem „w świecie”.
Nie można być przecież równocześnie człowiekiem religijnym i niewierzącym, wierzącym a niepraktykującym (popularne również w Polsce).
Chrystus przestrzegał przed byciem letnim. Być letnim to być chorym duchowo, a mimo to uważać się za człowieka bez zarzutu. To próbować pogodzić rzeczy nie do pogodzenia – zachowanie Bożych przykazań, służbę Bogu i przedkładanie własnych pragnień nad hierarchię wartości etycznych.
Pani Galera twierdzi, że Kościół „nie może postępować jak w czasach inkwizycji”, tymczasem istnieje coś takiego jak moralna wyobraźnia, która w jasnym świetle ukazuje, co jest dobre, a co złe. Z punktu widzenia etyki chrześcijańskiej cel nie uświęca środków. Nie można zmierzać do dobrego celu, dobierając do tego złe metody, bo człowiek powinien stać ponad złem.
***
Kościół coraz częściej staje na ławie oskarżonych. Kilka lat temu głośna była sprawa obecności krzyża we włoskiej szkole wniesiona przez Soile Lautsi Albertin. Pozew odrzucił sam Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu.
Sprawa Resurrección Galery to kolejne ogniwo w sekwencji ataków skierowanych przeciwko Kościołowi i próba wyrugowania wartości chrześcijańskich z europejskiej przestrzeni publicznej. Do czego nas to doprowadzi?
Zachęcamy do przeczytania wywiadu z ks. dr. Arturem Filipiakiem, redaktorem naczelnym czasopisma "Katecheta"