Jak robią to Polki?

Rozmowa zMarią Kuźmiak, instruktorką metod naturalnego planowania rodziny (NPR), o stylu życia z płodnością, na przyjęcie którego nigdy nie jest za późno, a także o tym, gdzie znaleźć potrzebną pomoc i o wsparciu męża, którego tak potrzebuje kobieta
Czyta się kilka minut

Z Marią Kuźmiak, instruktorką metod naturalnego planowania rodziny (NPR), o stylu życia z płodnością, na przyjęcie którego nigdy nie jest za późno, a także o tym, gdzie znaleźć potrzebną pomoc i o wsparciu męża, którego tak potrzebuje kobieta rozmawia Kamila Tobolska

 

Jakie Pani zdaniem my, Polki, mamy podejście do metod naturalnego planowania rodziny?

− Podczas dziesiątek lat mojej pracy z parami przygotowującymi się do ślubu i małżeństwami zaobserwowałam, że kobietom często wydaje się, że znają i stosują metody naturalnego planowania rodziny. A tak naprawdę okazuje się, że nie wiedzą dokładnie, czym one są.

Czyli to planowanie do końca nam nie wychodzi?

− Opowiem, jak to moim zdaniem wygląda u przykładowej Polki. Przed ślubem taka kobieta trafia z przyszłym mężem do poradni dla narzeczonych, bo w naszym kraju osoby pragnące zawrzeć katolicki ślub mają obowiązek zawitać do niej w ramach przygotowania do małżeństwa. Tam zaleca się jej prowadzenie obserwacji własnego cyklu. Może nawet czuje się zachęcona do poznania swojej płodności. Ale jako młoda mężatka chce od razu mieć dziecko, więc uważa, że naturalne planowanie rodziny nie jest jej potrzebne. Rodzi się pierwsza, wkrótce druga pociecha, no i przychodzi czas, kiedy razem z mężem stwierdzają, że na razie nie chcą mieć więcej dzieci. Kobieta ma wówczas trzydzieści kilka lat i niestety zaczyna stosować antykoncepcję. Wiedza dotycząca płodności zdobyta w poradni dla narzeczonych ulotniła się, a ona i jej mąż uważają, że muszą skutecznie „zabezpieczyć się” przed ciążą. Zdarza się, że na wybór antykoncepcji naciska mężczyzna, zarzucając żonie, że boi się współżyć i unika seksu.

Przecież nie wszystkie z nas stosują antykoncepcję...

− Oczywiście, ale jeśli nasza Polka nie stosuje antykoncepcji, to zdarza się, że prowadzi obserwacje według jakiejś własnej, domowej wersji metody naturalnej. Najczęściej gdzieś coś przeczytała, coś usłyszała, co próbuje jako tzw. metodę naturalną zastosować w małżeńskim życiu. Nie jest to jednak stosowanie żadnej rzetelnej metody rozpoznawania płodności. Ta kobieta może nawet przeżywać lęk przed poczęciem dziecka, który rzutuje na relacje w jej małżeństwie. Co gorsza, nawet gdyby chciała zdobyć jakąś wiedzę w tej materii, to niestety w praktyce brakuje miejsc, gdzie mogłaby to uczynić.

A do tego wielu ludzi nawet nie wie, że może szukać tego typu pomocy chociażby w parafii.

− Ma Pani rację. Warto wiedzieć, że można skontaktować się z nauczycielem NPR pracującym w parafialnej poradni dla narzeczonych, który przygotowany jest również do tego, aby pomagać małżeństwom i omówić z nim swoje problemy z płodnością. Idealnie byłoby jednak, gdyby w każdej parafii działała poradnia rodzinna, do której w razie potrzeby można się umówić telefonicznie tak, aby na każdym etapie życia małżeńskiego można było tam przyjść i uzyskać fachową pomoc. Niestety często ludzie uważają sprawy swojej płodności za temat tabu, najczęściej nie mając ich do końca uporządkowanych. Nie chcą zresztą podejmować tego tematu, obawiając się, że będą musieli naprawdę dużo w swoim życiu zmienić.

Może myślą, że trzeba stosować te metody w małżeństwie od początku, a dla nich teraz jest już po prostu za późno?

− Nigdy nie jest za późno! Zawsze można zacząć nowy etap życia. Również kobieta, która ma trzydzieści kilka, albo przekroczyła już czterdzieści lat, nawet jeśli wcześniej nie prowadziła obserwacji płodności, szybko może nauczyć się podstaw NPR. Warto też sięgnąć po informacje na ten temat na dobre strony internetowe. Najlepiej jednak dotrzeć do kompetentnej osoby, która w tym pomoże. Mam jednak świadomość, że kobiety w małych miasteczkach mogą mieć z tym problem, odczuwając wstyd przed taką wizytą i bojąc się, że nie zostanie zachowana ich anonimowość. Nauczyciela NPR obowiązuje dyskrecja, zawsze jednak można przecież szukać pomocy w innych miejscowościach.

Ale przyzna Pani, że najlepiej wiedzieć, czym jest NPR jeszcze przed małżeństwem?

− To oczywiste, bowiem wówczas od pierwszych wspólnych dni małżonkowie mogą obrać metody naturalne jako styl życia z płodnością, który polega m.in. na korzystaniu z dobrego narzędzia do jej rozpoznawania, jakim jest metoda objawowo-termiczna. Prowadzenie obserwacji własnego ciała i w ten sposób poznawanie siebie, ma też w przypadku kobiety dobry wpływ na poczucie własnej wartości. Bardzo cenne jest tutaj wsparcie, jakie żona otrzymuje ze strony męża, który akceptuje jej płodność i uczy się okazywać miłość na wiele różnych sposobów, zwłaszcza wtedy, gdy odkładają poczęcie. Umacnia to szacunek i zaufanie żony do męża.

Spotkania w poradni dla narzeczonych nie są więc, wbrew obiegowej opinii, stratą czasu.

− Przykro mi, że wiele par odbiera obowiązek uczestnictwa w tych spotkaniach jako ciężar. To tam przecież mogą usłyszeć o życiowej drodze z płodnością, którą proponuje Kościół. To dla nich ogromna szansa. Tym bardziej że wielu nauczycieli NPR traktuje swoją pracę jak służbę, pewien rodzaj powołania, dając świadectwo własnym życiem małżeńskim, że można żyć inaczej, niż proponuje świat, po prostu lepiej i pełniej.

Dlatego też bardzo cieszą mnie takie inicjatywy, jak ta, kiedy drużyna harcerek poprosiła nauczycielkę NPR, aby w ramach zdobywania sprawności nauczyła je rozpoznawania płodności. Na szczęście takiej wiedzy szukają również studentki z duszpasterstw akademickich czy dziewczyny z Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży. Te młode kobiety już wkrótce przekonają się, że ich płodność jest wspaniałym darem od Stwórcy, a one mogą ją poznać i przez to lepiej rozumieć siebie, swoje nastroje i samopoczucie w określonych fazach cyklu. Kiedy przed ślubem trafiają one wraz z narzeczonymi do poradni, często prowadzą już obserwacje swoich cykli. Teraz chodzi o to, aby ich przyszły mąż przyjął ten sam sposób patrzenia na ich wspólną płodność. Na szczęście zazwyczaj nie trzeba go do tego za bardzo przekonywać.

Ta wiedza jest jednak nie mniej potrzebna także dojrzałym kobietom. Kiedy zbliżają się one do menopauzy, ich cykle zaczynają robić się nieregularne, coraz trudniej więc rozpoznawać im własną płodność. Jednak nie jest to niemożliwe?

− Wyznaczanie dni płodnych i niepłodnych jest oczywiście możliwe dla cykli o każdej długości. Jeśli kobieta zna reguły interpretacyjne, poradzi sobie w każdym z nich. Trzeba tylko pamiętać, że zarówno dla okresu przed menopauzą, czyli po czterdziestym roku życia, okresu poporodowego, a także po odstawieniu antykoncepcji, te reguły są inne. W każdym z tych przypadków naprawdę warto zasięgnąć porady nauczyciela NPR.

W gorszej sytuacji są dojrzałe kobiety, które, jak mówiłyśmy wcześniej, mają tylko ogólną wiedzę na temat swojej płodności. Teraz może im ona już nie wystarczać, dlatego zaczynają czuć się coraz bardziej niepewnie. Bywa nawet, że z powodu lęku przed poczęciem dziecka, ale też złego samopoczucia i objawów okresów przekwitania, unikają one współżycia małżeńskiego. Wówczas często narastają też z tego powodu konflikty w małżeństwie, bowiem mąż zazwyczaj nie rozumie całej tej sytuacji. Zdarza się również, że z poczucia bezradności kobiety sięgają po antykoncepcję. Decydują się na to, a jednocześnie czują pewną niespójność. Słowa męża: „Kocham cię” odbierają bowiem jako: „Kocham cię, ale twoja płodność mi przeszkadza”. A jeszcze gorzej jest, kiedy zdarzają się z jego strony pretensje, że żona odmawia współżycia, mimo że jest „zabezpieczona”.

Niektórzy jednak tłumaczą się, że stosują antykoncepcję, ponieważ cykle kobiety są tak krótkie, że przy stosowaniu NPR-u nie mieliby kiedy współżyć...

− Ci ludzie powinni sobie uzmysłowić, że liczba aktów małżeńskich nie przekłada się na jakość relacji w małżeństwie. Faktycznie, jeśli cykle są krótkie, może przed jajeczkowaniem nie występować faza niepłodności. Na zbliżenia pozostają więc jedynie dni po owulacji. Małżeństwa, które mają takie doświadczenia radzą, aby ten czas dobrze zaplanować, zrobić wszystko, by się nim nacieszyć i nasycić. A przy tym warto pamiętać, że na współżycie satysfakcjonujące w sensie psychicznym składa się również atmosfera całego dnia, tak bardzo ważna dla kobiety.


Maria Kuźmiak pracuje w poradni dla narzeczonych prowadzonej przez Duszpasterstwo Rodzin Archidiecezji Poznańskiej, jest wykładowcą Podyplomowego Studium Rodziny na Wydziale Teologicznym UAM w Poznaniu, wieloletnim prezesem, a obecnie członkiem zarządu Oddziału Poznańskiego Polskiego Stowarzyszenia Nauczycieli NPR. Szczęśliwa żona, matka trójki dzieci oraz babcia trzech wnuczek.

 
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 6/2012