Charakter nowego Muzeum Śląskiego to wyzwanie nie tylko dla Ślązaków. Coraz więcej osób mówi wprost – budujemy instytucję, w której podważa się polskość Śląska. Odpowiedzialny za tę sytuację jest Ruch Autonomii Śląska, współrządzący wraz z Platformą Obywatelską w sejmiku województwa.
Nie po raz pierwszy beztroska partii dominującej, rządzącej lub współrządzącej na niemal wszystkich szczeblach państwa doprowadza do sytuacji grożącej żywotnym interesom polskim. Po raz pierwszy jednak decyzje polityczne Platformy realnie mogą zagrozić polskości Śląska i w konsekwencji przyszłej integralności Polski. W niecałe dwa lata, od momentu ostatnich wyborów samorządowych, w wyniku których Platforma Obywatelska zawiązała koalicję z marginalnym Ruchem Autonomii Śląska, widać jak ryzykowna i krótkowzroczna była ta decyzja polityczna. Emocje nie tylko na Ślasku rozpala tematyka i wymowa ekspozycji budowanego obecnie nowego Muzeum Śląskiego. Inwestycja, która pochłonie 320 mln zł zakończy się dopiero w przyszłym roku, ale już dziś budzi coraz większe kontrowersje.
Trochę historii
Muzeum Śląskie w Katowicach, podobnie jak pomnik Chrystusa Króla w Poznaniu, będący wotum za odzyskaną przez Polskę niepodległość, jako ważny symbol polskości zostało po wkroczeniu Niemców zburzone już w 1939 r. Przedwojenna historia tego muzeum sięga początku 1929 r., gdy Sejm Śląski na mocy ustawy zatwierdził budowę jego gmachu. Ruszyła ona w 1936 r. Gmach był jednym z najnowocześniejszych budynków w Europie, posiadał m.in. klimatyzację zabezpieczającą przed dostawaniem się pyłów, ogrzewanie sufitowe, ruchome schody. Autorem projektu był Karol Schayer. Do pomysłu reaktywacji muzeum udało się wrócić dopiero w 1984 r., ale projekty odradzanego muzeum były na miarę czasów „schyłkowego Jaruzelskiego”. Muzeum stało się lokalną filią Muzeum Narodowego w Warszawie, z siedzibą w XIX-wiecznym budynku dawnego katowickiego Grand Hotelu. Przełomem dla idei muzeum okazała się dopiero propagowana przez konserwatywną część PiS i PO wizja polityki historycznej i nadzieja na dotacje unijne. Miejsce dla muzeum wyznaczono w centrum Katowic, na terenie dawnej kopalni Katowice.
Kierunki historycznej inżynierii
Na początku sierpnia tego roku okazało się, że wytyczne do ekspozycji, które miały zostać wyłonione w otwartym konkursie są… proniemieckie. „Dotarł do mnie dokument, który zawierał sugestie dla organizatorów wystawy stałej historii Górnego Śląska. Po jego przeczytaniu – pierwszy raz, jak tu pracuję od półtora roku, w ogóle jak sprawuję jakąkolwiek funkcję publiczną – zostałem wyprowadzony z równowagi, wpadłem w szewską pasję. Ten materiał był skrajnie proniemiecki, tak go odebrałem” – emocjonował się słusznie marszałek województwa śląskiego Adamem Matusiewicz w rozmowie z „Dziennikiem Zachodnim”.
Co było w dokumencie? Historia Śląska, według wytycznych dyrektora placówki Leszka Jodlińskiego i stojącej za nim grupy naukowców, miała się zaczynać w 1790 r., od wizyty Johanna Wolfganga Goethego w Tarnowskich Górach. Tematem przewodnim miała być maszyna parowa i szczegółowa opowieść o industrializacji regionu z punktu widzenia niemieckich przemysłowców. Historia polskiego odrodzenia narodowego ziemi śląskiej miała być niewielkim marginesem, o piastowskiej przeszłości tych ziem w ogóle nie wspominając.
„Opowieść o Śląsku zaczyna się w momencie, gdy jest pruski, jakby wcześniej tu nic nie było. W dodatku w części «wybitne postacie» są wymienieni tylko Niemcy! Nie ma tu nawet Wojciecha Korfantego ani innego Polaka!” – na łamach katowickiej „Gazety Wyborczej” oburzali się nawet politycy rządzący województwem śląskim, którym podlega muzeum, tacy jak np. Piotr Spyra, polityk PO i wicewojewoda śląski. W projekcie, co charakterystyczne, podkreślono wymowę kulturkampfu, który w wytycznych do scenariusza wystawy muzealnej okazuje się „elementem racji stanu według Bismarcka, a nie jako działanie wymierzone wyłącznie w Polaków”, a jakby tego było mało ma być „katalizatorem życia kulturalno-
-narodowego Ślązaków”.
Muzeum Śląska bez Polaków
– Pomija się rozkwit przemysłu na Śląsku w wieku XVI, rolę Roździeńskiego i jego poemat o górnictwie i hutnictwie pisany w języku polskim. Nie wspomina się o ustanowieniu w 1528 r., przez ostatniego Piasta opolsko-raciborskiego Jana II Dobrego, „Ordunku górnego”. To w końcu Niemcy uczyli się od Ślązaków nowinek technicznych i prawnych oraz organizacji pracy. Wprowadzali je u siebie, reformując westfalskie górnictwo – podkreśla w rozmowie z nami Jadwiga Chmielowska, publicystka mieszkająca na Śląsku.
Co charakterystyczne, ekspozycja, która kosztuje prawie 9 mln zł, w przypadku powstań śląskich zachęcać ma do ich „nowej oceny jako wydarzeń o charakterze konfliktu i wyborów, które podzieliły Ślązaków na długie lata”. Z opisu ekspozycji wykreślono w ogóle historię odrodzenia polskości i walk o Śląsk Cieszyński z Czechami w latach 1918–1919. Ponadto opowieść o okresie międzywojnia miała być równo podzielona między polski Śląsk i część Górnego Śląska będącego pod władaniem niemieckim. Oczywiście nacisk położono na opiewanie sukcesów urbanistycznych i industrialnych odradzających się wielkich Niemiec. Ostała się w zgodzie z historycznymi przekazami bohaterska obrona Śląska we wrześniu 39 r., ale już czasy okupacji i terroru hitlerowskiego oraz męczeńskiej postawy kapłanów w obozach w Auschwitz czy Dachau pominięto całkowitym milczeniem, eksponując za to represje wobec Ślązaków z ręki sowieckiego okupanta, który zajął te ziemie w styczniu 1945 r. Czasy „Solidarności” i dramatycznych wydarzeń stanu wojennego w kopalni „Wujek” potraktowano bardzo pobieżnie.
– W okresie PRL-u nie wolno było mówić dobrze o wojewodzie Grażyńskim. Wmawiano na przykład Ślązakom, że Józef Piłsudski nie wysiadł nawet z salonki w Katowicach. Tymczasem w październiku 1922 r. Marszałek osobiście wręczał ordery na katowickim rynku 92 Ślązakom. Znikoma jest też wiedza, że w PRL-u nie można było przyznawać się do tego, że prosto z Wehrmachtu szło się do dywizji gen. Maczka czy Andersa. Ci, którzy się przyznali lądowali w więzieniach UB – komentuje braki w założeniach redaktor Chmielowska.
Walka o muzeum
To był, jak się wydawało, ostatni dzwonek na podjęcie wiążących decyzji. Marszałek nakazał zdjąć dyrektorowi scenariusz wystawy ze strony internetowej Muzeum Śląskiego.
2 października odbyło się ogłoszenie wyników na scenariusz wystawy stałej Historii Górnego Śląska. Zwycięska firma AdVenture Multimedialne Muzea z Katowic zaproponowała koncepcję „Światło historii”, według której zostanie przygotowany projekt wykonawczy wystawy znajdującej się na najniższej kondygnacji nowego budynku, czyli prawie 14 metrów poniżej poziomu terenu. Głównym założeniem zwycięskiego scenariusza według AdVenture jest „historia Górnego Śląska pokazana w sposób jak najbardziej osobisty”. W narracji scenariuszowej kładziemy nacisk na wyjątkowość Górnego Śląska, stawiając pytanie na czym polega fenomen tego regionu – wyjaśniają autorzy zwycięskiego projektu, choć przecież ich sława dają się interpretować na wiele sposobów. Deklaracja zwycięzców współgra z polityką osób odpowiedzialnych za wystawę. Powołują się na subiektywną wizję autorską, choć zwycięski projekt agencji reklamowej jest pracą zbiorową. Prof. Ewa Chojecka, szefowa rady muzeum i historyk sztuki z Uniwersytetu Śląskiego, mówi o planowanej ekspozycji, że nie ma to być podręcznik historii, a dzieło artysty i czas na dyskusje będzie, gdy ono już powstanie. Czyją więc wizję prezentować będzie muzeum: kuratora, agencji reklamowej, a może jeszcze kogoś innego?
Co jest kanonem śląskości?
To, co powinno być na początku, czyli otwarta debata na temat przyszłości Muzeum Śląskiego odbyła się z inicjatywy marszałka Adama Matusiewcza dopiero pod koniec października. W sali Sejmiku Śląskiego w Katowicach debatowali naukowcy, kombatanci, przedstawiciele mniejszości niemieckiej i żydowskiej. Debata jeszcze raz pokazała wyraźną linię podziału przebiegającą między dwoma wizjami muzeum. „Wystawa ma opowiadać o historii Górnego Śląska, a nie województwa śląskiego, ma charakter autorski i oto jesteśmy świadkami jakiegoś nowego mitu założycielskiego – próbował uciąć dyskusję dyrektor Jodliński. Wtórowała mu prof. Ewa Chojecka, która przekonywała, że „wystawa ma być dziełem sztuki wizualnej i musi mieć wymiar wykraczający poza lokalne, prowincjonalne partykularyzmy i ukazywać rzecz z perspektywy dziejów kulturowo-cywilizacyjnych ponad sezonowo-politycznymi uwarunkowaniami. Profesor dodawała, że „twórcy muszą mieć poczucie swobody działania. Niedobrze by było, gdyby wystawie towarzyszyć miała opinia dzieła powstałego na aktualne, polityczne zamówienie”. „To nie odrodzenie narodowe, jak chce wojewoda Spyra, ani odrodzenie moralne, o którym mówił prof. Marek, tylko industrializacja pchnęła Śląsk do przodu” – fałszywie dowodził Jerzy Gorzelik, broniąc powszechnie krytykowanej idei Muzeum Śląskiego. Odpowiedź wicewojewody Piotra Spyry była jednoznaczna. „Skoro to ma być sztandarowa instytucja kultury województwa śląskiego, powinna budować wspólnotę, tożsamość, podmiotowość województwa śląskiego i jego mieszkańców. To jest polskie muzeum na terytorium polskim”.
Wszystko wskazuje na to, że PO na Śląsku jest bezradna wobec pomysłów i działań swojego o wiele mniejszego partnera w sejmiku, jakim jest Ruch Autonomii Śląska. Za cenę politycznego przetrwania na Śląsku godzi się na bardzo daleko idące ustępstwa, choć niekoniecznie zgodne z historyczną prawdą o tym regionie. W homilii wygłoszonej 11 listopada podczas uroczystej Mszy św. w intencji Ojczyzny w archikatedrze Chrystusa Króla w Katowicach mówił o tym także metropolita katowicki abp Wiktor Skworc. „Oczekujemy, że ostateczny scenariusz wystawy w nowym Muzeum Śląskim w sposób dostateczny ukaże prawdę, a sama ekspozycja będzie nie tylko przypadkowym zbiorem odprysków czy peryferii historii, ale będzie przekazywała myśl o tej ziemi i jej mieszkańcach, którzy – nie bez trudności i rozczarowań ziemską Ojczyzną – tworzyli na Śląsku zagłębie pracy i modlitwy, nie szczędząc dla Polski ani powstańczej krwi, ani życia składanego w czeluściach kopalni” – stwierdził arcybiskup. Czy na Śląsku wezmą pod uwagę jego słowa