Świat z żabiej perspektywy

Z dr. Jerzym Gorzelikiem, przewodniczącym Ruchu Autonomii Śląska, rozmawia Łukasz Kaźmierczak
Czyta się kilka minut

 

 

Według oficjalnych danych terytorium Polski zamieszkują przedstawiciele dziewięciu mniejszości narodowych i czterech mniejszości etnicznych. Są wśród nich: Ukraińcy, Białorusini, Czesi, ba – nawet kilkudziesięcioosobowa grupa Karaimów; próżno jednak szukać Ślązaków…

- No cóż, Karaimi są uwzględniani w statystykach MSWiA zapewne dlatego, że jest ich tak mało, a Ślązacy nie, ponieważ jest nas tak dużo…

 

Dokładnie 173 tys. osób – tylu obywateli przyznało się do narodowości śląskiej podczas narodowego spisu powszechnego w 2002 r. To więcej niż liczba Niemców stanowiących teoretycznie najliczniejszą mniejszość narodową w Polsce.

- Nasze nieszczęście polega na tym, że po roku 1989 przyjęto błędne kryteria narodowościowe, będące spuścizną okresu PRL i w jakimś stopniu także II Rzeczypospolitej. Ustawodawca, tworząc definicje mniejszości narodowej i etnicznej, niewątpliwie kierował się lękiem przed różnorodnością oraz głęboką decentralizacją, która byłaby jakąś emanacją owej różnorodności. Do tego dochodzi również wszechobecna inercja - po cóż coś zmieniać, skoro pewne pojęcia i zjawiska mamy już wygodnie poszufladkowane.

 

Te szufladki są dość precyzyjnie określone i nazwane. To sprawia, że nie jesteście uznawani ani za mniejszość narodową, ani etniczną. A innych kategorii polskie prawo nie przewiduje

- W moim przekonaniu decydująca powinna być tutaj wola samych zainteresowanych. A właśnie poprzez spis powszechny duża grupa Ślązaków taką wolę jasno wyraziła.

Mam przy tym naprawdę głębokie przekonanie, że państwo nie powinno zajmować się reglamentowaniem tożsamości obywateli, tylko przyjąć do wiadomości informacje, o które samo w ostatnim spisie powszechnym zapytało.

Dlaczego jednak mamy uważać Ślązaka za przedstawiciela osobnej narodowości, a nie jedynie pewną etno-regionalną odmianę Polaka?

- Zacznijmy od tego, że bycie Ślązakiem to przede wszystkim „czucie się” Ślązakiem. A to znacznie ważniejsze niż różne tzw. obiektywne czynniki i definicje socjokulturowe.

Poczucie śląskiej odrębności bierze się głównie z naszych odmiennych doświadczeń historycznych. Polacy jako naród patrzą na historię z perspektywy ptasiej – przez pryzmat grupy, zbiorowości - natomiast Górnoślązacy zdecydowanie bardziej przez pryzmat losów jednostki. Śląska perspektywa jest więc perspektywą żabią.

Skoro bowiem nasi przodkowie bardzo często walczyli po różnych, nierzadko przeciwnych stronach barykady, trudno nam przyjąć jednoznaczne kategoryzacje, które decydują o polskim obrazie historii. Popatrzmy choćby na II wojnę światową, w czasie której Ślązacy wielokrotnie zmieniali mundury – mogli zaczynać tę wojnę jako żołnierze Wojska Polskiego, później zostać wcielonymi do Wehrmachtu, by ostatecznie znaleźć się w szeregach Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie.

Brakuje nam także pewnych doświadczeń historycznych, które w ogromnym stopniu konstytuują polską duchowość. Dlatego Górnoślązacy wykazują zdecydowane niezrozumienie dla idei romantycznych, które bardzo często w polskiej historii prowadziły do wielkich tragedii. Trudno nam np. pojąć dzisiejsze gloryfikowanie Powstania Warszawskiego.

 

W powszechnej - i chyba jednak prawdziwej opinii - Ślązak to taki trochę narodowościowy „kundel”, który ma w sobie i coś z Niemca, i z Czecha, i z Polaka.

- Sam pochodzę z rodziny mieszanej – śląskie korzenie zawdzięczam ojcu, natomiast rodzina mojej matki przyjechała na Śląsk „za starej Polski”, czyli w okresie II Rzeczypospolitej. Jestem więc, mówiąc po śląsku, krojcokiem, czyli mieszańcem. I ja sobie ten status bardzo cenię. Uważam zresztą, że wszyscy Europejczycy w jakimś stopniu są takimi „kundlami”, ponieważ wszędzie mieszały się rozmaite wpływy i doprawdy trudno dziś znaleźć na Starym Kontynencie prawdziwie hermetyczną kulturę. Oczywiście w regionach pogranicza – takich właśnie jak Górny Śląsk – proces ten przebiegał ze znacznie większą intensywnością. Uważam, że to jest akurat źródłem naszego bogactwa. Niestety, owo bogactwo wielokulturowości było postrzegane jako upośledzenie w czasach, kiedy wszystko miało być jednoznaczne, jednolite i odpowiadać pewnym wzorcom wypracowywanym gdzieś w politycznych centralach. Ale ten czas już na szczęście mija. Jestem pewien, że stopniowo otwierać się będzie coraz większe pole do negocjowania statusu grupy śląskiej w społeczeństwie polskim.

W jaki sposób Ruch Autonomii Śląska wyobraża sobie śląską autonomiczność? Czy takim wzorcem miałby być przedwojenny Śląsk z własnym sejmem, skarbem i aparatem fiskalnym?

- Nie chciałbym mieszać dwóch porządków – otóż jako autonomiści jesteśmy regionalistami, a nie narodowcami. Postulując autonomię, nie odwołujemy się do naszej odrębności narodowej, a raczej do dobra wszystkich mieszkańców Górnego Śląska, jako dużej regionalnej wspólnoty. Jesteśmy oczywiście adwokatami sprawy śląskiej narodowości, ponieważ uważamy, że każdy ma prawo, by jego tożsamość była przez państwo uznawana, ale nie nadużywamy narodowego argumentu.

Na pewno w jakiejś mierze odnosimy się do śląskiego precedensu z okresu międzywojnia, ale także do współczesnych rozwiązań obowiązujących w świecie zachodnim. Nie zakładamy, że autonomia ma być specjalnym statusem uprzywilejowania jednego regionu. Traktujemy ją raczej jako pewną formę decentralizacji. Uważamy, że każdy region, w którym pojawiłyby się tego rodzaju aspiracje i zyskałyby stosowne poparcie, powinien mieć prawo do takiego zakresu samorządności.

Każdy ma jakąś swoją małą ojczyznę - jak to się mówi u mnie w Wielkopolsce – swój fyrtel, ale czy to powód, by domagać się od razu autonomii? Daleko idącą decentralizację można przecież osiągnąć także poprzez samorządowość terytorialną.

- Samorządowość może oznaczać bardzo wiele, w tym również pewne bardzo ograniczone formy decentralizacji. Natomiast autonomia to już jest większy „konkret”. Zakłada ona bowiem m.in. istnienie parlamentów regionalnych, które stanowią prawo w pewnych obszarach wyłączonych z kompetencji centrali. To zaś pozwala uniknąć niebezpieczeństwa, z jakim mamy obecnie nagminnie do czynienia w Polsce: ktoś z centrali podejmuje decyzję, nie znając specyfiki danego regionu, i czyni to na dodatek na nasz koszt. To taka niemal przysłowiowa sytuacja, w której np. minister ze Szczecina decyduje o losie śląskich kopalni.

Tymczasem w realiach zachodnich, w drugiej połowie XX w., autonomię zaczęto postrzegać jako pewną dojrzałą formę decentralizacji, realizowanej w dwóch formach: albo przez państwo regionalne - tak jak w Hiszpanii czy we Włoszech, albo jako państwo federacyjne – tak jak w Niemczech. Wszystkie duże i średnie państwa Unii Europejskiej opierają się dziś w jakimś stopniu na autonomii. Centralizm zachowały właściwie tylko dwa większe kraje: Francja oraz Polska.

Słynie Pan z kontrowersyjnych wypowiedzi, ot, choćby z parafrazy słynnej złośliwostki brytyjskiego polityka Davida Lloyda George’a, który porównał przyłączenie Śląska do Polski z oddaniem małpie zegarka. Pan dodał, że „po 80 latach widać, że małpa zegarek zepsuła”. Na tej podstawie niektórzy oskarżają RAŚ o tendencje separatystyczne…

- Ale przecież Ślązacy nie domagają się posiadania własnych sił zbrojnych ani prowadzenia samodzielnej polityki zagranicznej. To są atrybuty bezwzględnie zarezerwowane dla państwa i dla władzy centralnej. My oczywiście takich aspiracji nie mamy, co więcej, podkreślamy wyraźną jakościową różnicę miedzy autonomią a separatyzmem. Ten ostatni zakłada wszak, że choć państwo się zmniejsza, to władza pozostaje nadal skumulowana w jakimś jednym centrum. A to stoi w wyraźnej sprzeczności z postulowanym przez nas decentralizmem.

Przyznaję, że jestem niezmiernie ciekaw, ile osób zadeklaruje narodowość śląską podczas przyszłorocznego spisu powszechnego.

- My również czekamy na ów spis z nadziejami, ale też i niepokojem, ponieważ nadal trwają spory, jak sformułować w nim pytanie o narodowość.  Od tego zależy tak naprawdę wynik całego spisu. Jesteśmy jednak przekonani, że gdyby to pytanie zostało sformułowane tak jak poprzednio, to wówczas liczba śląskich deklaracji byłaby co najmniej dwukrotnie wyższa niż w 2002 r.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 42/2010