Logo Przewdonik Katolicki

Wiara to przekaz

Marcin Jarzembowski
Fot.

O roli i znaczeniu wiary w życiu człowieka, chrześcijanina w odniesieniu do ogłoszonego przez Benedykta XVI Roku Wiary, który zostanie zainaugurowany 11 października z bp. Janem Tyrawą, ordynariuszem diecezji bydgoskiej

O roli i znaczeniu wiary w życiu człowieka, chrześcijanina – w odniesieniu do ogłoszonego przez Benedykta XVI Roku Wiary, który zostanie zainaugurowany 11 października – z bp. Janem Tyrawą, ordynariuszem diecezji bydgoskiej 

 

Co to znaczy dzisiaj wierzyć, być osobą wierzącą?

– Problem wiary, jak i samą wiarę, należy rozważać w kontekście pozaczasowym. Problem wiary należy do natury człowieka. On zawsze – niezależnie od czasu – staje przed człowiekiem jako konkretne wyzwanie, konkretna rzeczywistość, z którą on się zmaga. To problem bardzo rozbudowany – bo co oznacza wiara dla katolika, buddysty, islamisty, wyznawcy judaizmu? To są tak szerokie przestrzenie, że trudno je ogarnąć jedną wypowiedzią. Powinniśmy się przede wszystkim koncentrować na wierze w rozumieniu chrześcijańskim. Nad tym, co wynika ze spotkania z osobą Jezusa Chrystusa. Nad całym tym przesłaniem, które przede wszystkim koncentruje się wokół osoby. To od osoby wszystko się rozpoczęło. Nowy Testament jest tutaj absolutną nowością. Każdy kto chce nosić imię chrześcijanina, musi wyznać wiarę w Chrystusa. To znaczy, że uznaje nie tyle Jego postać historyczną, ale „komentarz”, który tej postaci towarzyszy. A treść tego komentarza mówi, że to jest Zbawiciel. Bóg, który człowieka stwarza, kocha go, nim się interesuje, współczuje mu. Nie zostawia go samego w chwilach tragedii i rozpaczy, tylko go ratuje i stwarza takie sytuacje, że ta pomoc jest skuteczna. Bóg nie ratuje jednak człowieka na siłę. To człowiek musi sam włożyć ten wysiłek, polegający na otwarciu, przyjęciu, zrozumieniu tego, że jedynie w Chrystusie jest ratunek dla człowieka. To pierwszoplanowe postawienie na osobę Jezusa wraz z całym tym komentarzem było nowością nie tylko dla człowieka, który przychodził z różnych stron świata, ale i dla Żyda. Dla tego, który był wychowywany na Starym Testamencie. Stąd wziął się również problem odrzucenia Chrystusa przez część Żydów. A Chrystus wymagał radykalnego i autonomicznego wyznania wiary w stosunku do Jego osoby. Trzeba było jakby zapomnieć, „zostawić” Stary Testament i na nowo podjąć decyzję wiary. W tym wyraża się ów radykalizm i nowość Nowego Testamentu i to, co nazywamy wiarą.

 

Ojciec Święty w Liście Porta Fidei ogłaszającym Rok Wiary mówi o „podwojach wiary, które  są zawsze dla nas otwarte” i o tym, że „przekroczenie tych podwoi oznacza wyruszenie w drogę, która trwa całe życie”. Jak Ksiądz Biskup rozumie te słowa?

– To jest tak, jak w tej młodzieżowej piosence, gdzie śpiewamy: „Ciągle zaczynam od nowa, choć czasem w drodze upadam”. Nie chodzi w niej o sam upadek, ale o to „rozpoczynanie na nowo”. Dlatego że wciąż jesteśmy w nowych sytuacjach. Dorastamy, starzejemy się, nabieramy doświadczeń i za każdym razem ta nowość świeckiego życia musi być zsynchronizowana z przesłaniem, które przychodzi od Chrystusa. To za każdym razem jest trudne, ponieważ nie zawsze potrafimy dostrzec pewną ciągłość w tym, co dzieje się w naszym życiu. Nam się wydaje, że to, co przychodzi z zewnątrz w tym świeckim życiu, czasami stanowi jakąś rewolucję, radykalną nowość, z którą nie mieliśmy do czynienia. I ta nowość przewraca naszą wiarę, jej rozumienie. Oczywiście rewolucje są, ale one nie są w stanie zniszczyć fundamentów naszego dotychczasowego życia. Dlatego ta refleksja na każdym etapie naszego życia wymaga również nowej refleksji ze strony wiary, oświetlenia tych nowych egzystencjalnych sytuacji światłem wiary.

 

Rok Wiary zbiega się z 50. rocznicą otwarcia Soboru Watykańskiego II. Co zdaniem Księdza Biskupa wniósł do Kościoła ostatni sobór?

– Nie będzie w tym nic odkrywczego, jeśli powiem, że sobór był wielkim wydarzeniem, zwłaszcza jeśli patrzymy na niego z perspektywy 50 lat. Sobór chciał – taki był zamiar jego organizatorów, zwłaszcza Jana XXIII i Pawła VI – przybliżyć, pokazać pewną harmonię, czyli współgranie, współrozumowanie rzeczywistości przyrodzonej i nadprzyrodzonej. Kościół przed soborem był raczej rozumiany bardziej jako pewna rzeczywistość strukturalna, organizacyjna, mająca się bronić przed światem. Interpretował świat jako zagrożenie. Kościół miał się od tej rzeczywistości odgradzać, a jednocześnie wychodzić z wymaganiami, które należy przyjąć. Natomiast sobór pragnął się otworzyć, zrozumieć te różne rzeczywistości i ze światem podjąć dialog. Pokazać światu, że to właśnie Kościół może być przede wszystkim tym ratunkiem. Kościół jako rzeczywistość bosko-ludzka, nadprzyrodzona, która wchodzi w kontakt ze światem za pomocą widzialnych znaków. Znaków, które są skończone, ograniczone, a przez ten fakt mogą zawierać pewne braki, błędy i niedociągnięcia. Kościół to wszystko sobie uświadamiał, przeprosił za niedociągnięcia, które są nieodzowne. Które są jakby organicznie związane z Kościołem. Przez to, że Kościół jest nie tylko rzeczywistością nadprzyrodzoną, ale sakramentalną. Ma strukturę widzialną i niewidzialną. I ta struktura widzialna musi być jakoś stworzona. Kościół chciał się otworzyć i pokazać, że niesie w sobie tę ideę, pewną rzeczywistość inkarnacyjną, czyli wcieleniową. Chce wejść w ten świat po to, żeby go przemieniać w kierunku dobra. Prowadzić tam, gdzie Bóg by chciał go widzieć.

 

Ojciec Święty prosi biskupów na całym świecie, aby jeszcze bardziej w tym czasie jednoczyli się z następcą św. Piotra. Czym dla Księdza Biskupa jest owa jedność? 

– Przede wszystkim powinna być to jedność w wierze. Jedność, która wyraża się w tym, że wiara ma jakby swoją niezależną strukturę bytową. Wiara to nie jest tylko uczucie i coś, co jest w nas. Wiara jest – by tak rzec – wobec nas. Trzeba jej strzec, pilnować, a nade wszystko przekazywać. To nie Kościół, papieże, biskupi wymyślili wiarę. Kościół to wszystko otrzymał od Boga jako środek zbawienia. A jeśli tak jest, jeśli w pewnym sensie wiara przychodzi do człowieka z góry, to nie może być traktowana „demokratycznie”, nie może być dostosowywana do aktualnych czasów i mentalności człowieka. Przekaz wiary tak, ale nie sama wiara. Ponieważ najbardziej fundamentalną ideą organizacji życia społecznego jest demokracja, próbuje się zdemokratyzować Kościół, ale także samą wiarę. Stąd biorą się chociażby dyskusje na temat kapłaństwa kobiet. Ten problem bierze się nie tyle z wiary, ratowania kobiety, co ze współczesnych rozumień, na bazie których organizujemy sobie życie społeczne. Zaczynamy reformować to jądro wiary, która została ukonstytuowana przez Chrystusa i przekazana nam do tego, byśmy ją zachowywali i nią żyli. Nie przewracali ją na nasze potrzeby. Wiara to przekaz, który otrzymał Kościół. Wraz z tym otrzymał dar łaski zbawienia. Robiąc zamach na to, co otrzymaliśmy od Chrystusa, w pewnym sensie niszczymy samo zbawienie. Jedność z papieżem, który strzeże wiary jest zatem konieczna i fundamentalna. 

 

Dlaczego współczesny człowiek ma problemy z obroną wiary, z jej wyznawaniem?

– Świat wszedł w nowe horyzonty myślenia, odkrycia naukowe, które nie do końca potrafi zrozumieć, interpretować. Dla człowieka to, co dzisiaj jest współczesne, wydaje się wielką rewolucją do tego, co było wczoraj, a tak w rzeczywistości nie jest. W nauce nie ma rewolucji. W takim sensie, że pojawia się radykalna nowość, która przekreśla i unieważnia całą resztę. A my to tak czasami traktujemy. Wydaje się nam, że jesteśmy wielkimi odkrywcami. W rzeczywistości problem wiary polega na tym, żebyśmy również i tę nowość potrafili zharmonizować, scalić z rzeczywistością przekazu ewangelicznego, czyli z wiarą. Dziś niestety przed tym uciekamy. Chcemy sami o wszystkim decydować, wszystko relatywizujemy.

 

Benedykt XVI używa pojęcia „dyktatura relatywizmu”. Czy Rok Wiary ma być w jakimś sensie odpowiedzią na to, co dzieje się wokół nas?

– Dzisiejszy człowiek żyje w przekonaniu, że może zbawić się sam, że wszystko od niego zależy. Żyje tak, jakby zbawienie zależało od niego. My zbawienie otrzymujemy jako dar z całym bogactwem tego wszystkiego, co zostało postanowione przez Boga. Człowiek, przybliżając się do wiary, do zbawienia, albo je przyjmuje takim, jakie ono zostało ukonstytuowane przez Boga, albo próbuje je reformować, tracąc kontakt z Bogiem i rzeczywistością nadprzyrodzoną, jaką jest zbawienie. Szczęście jest w Bogu. W Nim jest przyszłość. Trzeba Mu zaufać i trwać. Na tym polega nasza odpowiedź na wszystko, co dzieje się wokół nas. 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki