Logo Przewdonik Katolicki

Spontaniczna niechęć

Ks. Piotr Gąsior
Fot.

Zauważyłam ostatnio, że są wokół mnie osoby, z którymi dłuższa rozmowa powoduje u mnie zmęczenie. Już po chwili kontaktu z takim człowiekiem najchętniej bym uciekła. Nie mam jednak odwagi, by powiedzieć komuś wprost, że po prostu męczy mnie jego towarzystwo. Nie chcę sprawiać przykrości, ale przez to moja niechęć narasta. Nie wiem, skąd się to bierze. Czy ze mną jest coś nie tak? Czy mam się z tego spowiadać?.Zosia z Krakowa

„Zauważyłam ostatnio, że są wokół mnie osoby, z którymi dłuższa rozmowa powoduje u mnie zmęczenie. Już po chwili kontaktu z takim człowiekiem najchętniej bym uciekła. Nie mam jednak odwagi, by powiedzieć komuś wprost, że po prostu męczy mnie jego towarzystwo. Nie chcę sprawiać przykrości, ale przez to moja niechęć narasta. Nie wiem, skąd się to bierze. Czy ze mną jest coś nie tak? Czy mam się z tego spowiadać?”.

Zosia z Krakowa

 

Problematyka, jaką Pani poruszyła w swoim pytaniu, dotyka przynajmniej dwóch płaszczyzn: psychologicznej i duchowej. Pozwoli Pani, że skupię się na tej drugiej. To zrozumiałe i chyba wspólnie się z tym zgodzimy, że nie wszystkie osoby i kontakty z nimi sprawiają nam oczekiwaną przyjemność. Podobnie można pomyśleć: czy my jesteśmy zawsze mile widziani przez wszystkich. Przecież i nasz styl może komuś nie do końca odpowiadać.

Ta konkretna sytuacja opisywana przez Panią to w moim odczuciu doskonała okazja do „poćwiczenia” cnoty cierpliwości. W liście do Efezjan (Ef 4) św. Paweł napisał: „Zachęcam was ja, więzień w Panu, abyście postępowali w sposób godny powołania, jakim zostaliście wezwani, z całą pokorą i cichością, z cierpliwością, znosząc siebie nawzajem w miłości”. To znoszenie drugich spełnia bardzo ważną rolę dla nas samych. Stajemy się wyrozumialsi, bardziej opanowani, łagodniejsi, a tym samym również z nami samymi jest innym dobrze.

Nie wykluczałbym w przypadku, o którym Pani opowiedziała, szczerej rozmowy i wspólnego zastanowienia się nad reakcjami, jakie się między Panią a niektórymi osobami pojawiają. Ale z drugiej strony, zdaję sobie sprawę, że nie z każdym będzie można o tym spokojnie podyskutować. Natomiast kwestii grzechu raczej bym się w tym wypadku nie doszukiwał. Spontaniczna reakcja niechęci nie musi być od razu grzeszna. Ważne jest, co z tymi odruchami czynimy, gdy sobie je już uświadomimy. Chodzi o to, co o naszym rozmówcy myślimy? Jak te osobę przedstawiamy innym ludziom? Czy nie popełniamy grzechu obmowy? Albo jeśli widzimy problem, którego być może konkretna osoba nie jest świadoma, to czy nie wolimy z wygodnictwa milczeć, zamiast jej pomóc?

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki