Spontaniczna niechęć

Zauważyłam ostatnio, że są wokół mnie osoby, z którymi dłuższa rozmowa powoduje u mnie zmęczenie. Już po chwili kontaktu z takim człowiekiem najchętniej bym uciekła. Nie mam jednak odwagi, by powiedzieć komuś wprost, że po prostu męczy mnie jego towarzystwo. Nie chcę sprawiać przykrości, ale przez to moja niechęć narasta. Nie wiem, skąd się to bierze. Czy ze mną jest coś nie tak? Czy mam się z tego spowiadać?.Zosia z Krakowa
Czyta się kilka minut

„Zauważyłam ostatnio, że są wokół mnie osoby, z którymi dłuższa rozmowa powoduje u mnie zmęczenie. Już po chwili kontaktu z takim człowiekiem najchętniej bym uciekła. Nie mam jednak odwagi, by powiedzieć komuś wprost, że po prostu męczy mnie jego towarzystwo. Nie chcę sprawiać przykrości, ale przez to moja niechęć narasta. Nie wiem, skąd się to bierze. Czy ze mną jest coś nie tak? Czy mam się z tego spowiadać?”.

Zosia z Krakowa

Problematyka, jaką Pani poruszyła w swoim pytaniu, dotyka przynajmniej dwóch płaszczyzn: psychologicznej i duchowej. Pozwoli Pani, że skupię się na tej drugiej. To zrozumiałe i chyba wspólnie się z tym zgodzimy, że nie wszystkie osoby i kontakty z nimi sprawiają nam oczekiwaną przyjemność. Podobnie można pomyśleć: czy my jesteśmy zawsze mile widziani przez wszystkich. Przecież i nasz styl może komuś nie do końca odpowiadać.

Ta konkretna sytuacja opisywana przez Panią to w moim odczuciu doskonała okazja do „poćwiczenia” cnoty cierpliwości. W liście do Efezjan (Ef 4) św. Paweł napisał: „Zachęcam was ja, więzień w Panu, abyście postępowali w sposób godny powołania, jakim zostaliście wezwani, z całą pokorą i cichością, z cierpliwością, znosząc siebie nawzajem w miłości”. To znoszenie drugich spełnia bardzo ważną rolę dla nas samych. Stajemy się wyrozumialsi, bardziej opanowani, łagodniejsi, a tym samym również z nami samymi jest innym dobrze.

Nie wykluczałbym w przypadku, o którym Pani opowiedziała, szczerej rozmowy i wspólnego zastanowienia się nad reakcjami, jakie się między Panią a niektórymi osobami pojawiają. Ale z drugiej strony, zdaję sobie sprawę, że nie z każdym będzie można o tym spokojnie podyskutować. Natomiast kwestii grzechu raczej bym się w tym wypadku nie doszukiwał. Spontaniczna reakcja niechęci nie musi być od razu grzeszna. Ważne jest, co z tymi odruchami czynimy, gdy sobie je już uświadomimy. Chodzi o to, co o naszym rozmówcy myślimy? Jak te osobę przedstawiamy innym ludziom? Czy nie popełniamy grzechu obmowy? Albo jeśli widzimy problem, którego być może konkretna osoba nie jest świadoma, to czy nie wolimy z wygodnictwa milczeć, zamiast jej pomóc?

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 36/2012