Logo Przewdonik Katolicki

Wakacje dobrze pomyślane

Kamila Tobolska
Fot.

Zdarza się, że z wymarzonych wakacji wracamy niezadowoleni i rozczarowani. Na szczęście bywa też na odwrót. Pojechaliśmy, bo jesteśmy do tego zobowiązani czy dlatego, że jest tanio, a okazało się, że to był strzał w dziesiątkę!

Zdarza się, że z wymarzonych wakacji wracamy niezadowoleni i rozczarowani. Na szczęście bywa też na odwrót. Pojechaliśmy, bo jesteśmy do tego zobowiązani czy dlatego, że jest tanio, a okazało się, że to był „strzał w dziesiątkę”!

 

Podczas minionych wakacji wiele ruchów, wspólnot i stowarzyszeń katolickich z całego kraju zaproponowało, często nie tylko swoim członkom, zorganizowane formy wypoczynku. Zazwyczaj starały się one, aby pod względem finansowym były to wyjazdy dostępne dla większości rodzin, a jednocześnie odbywały się w atrakcyjnych turystycznie miejscach. Najważniejsze jednak było to, jak na tych „wakacjach z Bogiem” uczestnicy spędzili czas i co w nich pozostało. – Kiedyś usłyszałem, jak znajomy mówi do swojego kolegi: „Chłopie, sprzedaj jacht i jedź z nami na rekolekcje oazowe. Zobaczysz, jak jest fajnie!”. Pomyślałem wtedy: „Co on opowiada?”, ale teraz z pełną świadomością mogę powiedzieć, że miał rację. Już wiem, że na oazie dzieją się dobre rzeczy i że człowiek wyjeżdża stamtąd szczęśliwy. Leżenie na plaży tego nie daje – stwierdza Krzysztof Olchawa z Laskowej k. Limanowej w Małopolsce, ojciec czworga dzieci. Razem z żoną Haliną i swoimi pociechami pokonał prawie 600 km, aby przeżyć 15-dniową oazę rodzin w Rościnnie niedaleko Wągrowca w Wielkopolsce. − Stać nas na dalekie podróże, w maju byliśmy np. na Wyspach Kanaryjskich, ale każdy wakacyjny wyjazd wymienię na czas spędzony na oazie – podkreśla Krzysztof.

 

Wakacyjna szansa

Rekolekcje, w których uczestniczyli Olchawowie, a wraz z nimi 20 innych rodzin z całego kraju, m.in. z Torunia, Bydgoszczy i Szczecina, to tzw. oaza I stopnia. – Podczas niej normalnym językiem mówimy o sprawach najważniejszych. Jest to więc szansa na pogłębienie własnej wiary, oddanie życia Chrystusowi i odnalezienie Go w swojej rodzinie. Ale jest też tu oczywiście czas na wspólną zabawę – wyjaśnia Andrzej Tomaszewski, który wraz żoną Iwoną był moderatorem oazy w Rościnnie. Tomaszewscy, na co dzień mieszkający w Śremie, należą do Domowego Kościoła, gałęzi rodzinnej Ruchu Światło-Życie, od 7 lat. − Charyzmatem naszego ruchu jest dzielenie się z innymi tym, czego sami doświadczyliśmy, bo Domowy Kościół to ludzie, którzy sobie wzajemnie pomagają – zauważa Andrzej, a jego żona dodaje, że zaangażowanie w tę wspólnotę bardzo pomaga im, mimo różnych ich niedoskonałości, budować szczęśliwy dom i wychowywać dzieci.

 − Na oazie mówimy m.in. o potrzebie wspólnej modlitwy w małżeństwie. Podkreślamy też, że żona i mąż muszą ze sobą po prostu rozmawiać o wszystkich sprawach, a rozwiązań dla swoich problemów szukać w Ewangelii, w której Jezus daje nam konkretne wskazówki – tłumaczy trzeci z moderatorów, ks. Radosław Rakowski, wikariusz w Rydzynie k. Leszna.

 

Wartościowy czas

Na oazie w Rościnnie spotkały się małżeństwa z różnym stażem. − Bardzo ubogacające są dla nas doświadczenia innych rodzin, szczególnie tych z większą gromadką dzieci – zauważa Szymon Wąsik z Poznania, tata prawie 3-letniej Julii i rocznej Łucji. Razem z żoną Agatą mają za sobą młodzieżową formację oazową i stąd wybór Domowego Kościoła jako drogi rozwoju duchowości małżeńskiej. − Wielokrotnie uczestnicząc w wakacyjnych rekolekcjach, doświadczyłem, że procentują one w codziennym życiu – wyznaje. Natomiast jego żona podkreśla, że każdy z 15 oazowych dni jest inny, bo poświęcony kolejnej tajemnicy Różańca. – Rodzicom nie brakuje tu też okazji do spędzania czasu ze swoimi dziećmi, chociażby nad pobliskim jeziorem – dodaje.

− Rekolekcje są bardzo dobrze pomyślane i mimo, że początkowo program może się wydawać intensywny, to czujemy, jak wartościowy jest to dla nas czas – dodają Małgorzata i Piotr Łuczakowie z Opola, jednocześnie przyznając, że trudno im było podjąć decyzję o wyjeździe na ponad dwa tygodnie. – Mąż stwierdził jednak, że skoro Domowy Kościół, do którego należymy od 4 lat, zobowiązuje swoich członków do udziału w takiej oazie, to widocznie jest to dobre. Postanowiliśmy więc wbrew wszelkim przeszkodom przyjechać – mówi Małgorzata. Łuczakowie do Rościnna zabrali oczywiście swoje dzieci: 12-letniego Pawła, 10-letnią Marysię, 5-letnią Jadwigę i 3-letnią Anielkę − Wiedzieliśmy, że młodszym dziewczynkom na oazie będzie się podobać. Problemem były starsze dzieci, które przyjechały, bo im kazaliśmy. Ale ich nastawienie zmieniło się po dwóch dniach pobytu tutaj. Poznały rówieśników i planują już wspólny wyjazd na oazę młodzieżową za rok – stwierdza Piotr.

 

Wypoczynek we wspólnocie

Nieco inną formułę mają letnie wyjazdy organizowane od 12 lat przez Wspólnotę Genezaret z Poznania. Należą do niej zarówno małżeństwa, jak i osoby stanu wolnego, stąd troska, aby każdy z nich mógł tam znaleźć coś wartościowego dla siebie. Co roku odbywają się one w innym, urokliwym zakątku Polski. Tym razem na miejsce wypoczynku wybrano ośrodek położony nad rzeką Krutynią na Mazurach. Jak zwykle do skorzystania z niego zaproszono także osoby spoza wspólnoty. Razem spędziło więc tam tydzień 120 osób, głównie z Wielkopolski, ale także z innych części kraju, a nawet z zagranicy. W wyjeździe Genezaretu uczestniczyło bowiem polsko-amerykańskie małżeństwo, które wraz z córeczkami przyjechało do Krutyni aż z... Hiszpanii.

Wspólnotowym wakacjom towarzyszyło hasło „Pragnę przemówić do twojego serca”. Studium pod takim właśnie tytułem, opierając się na Księdze Ozeasza, poprowadził biblista, ks. Adam Prozorowski, proboszcz parafii w Tarnowie Podgórnym. − W nawiązaniu do tych niezwykle ciekawych wykładów dyskutowaliśmy w grupach, naprzemiennie panie i panowie, wymieniając się w opiece nad dziećmi – wyjaśnia Iza Grzelka z Poznania, a jej mąż Waldek dopowiada, że przez sporą część dnia dzieci miały zorganizowany czas i uczestniczyły w zajęciach tzw. klubików. Jak na wakacje na Mazurach przystało, nie mogło zabraknąć też ogniska, rejsu statkiem i spływu kajakowego oraz wspólnych, rodzinnych zabaw. Każdy dzień zaczynali jednak Eucharystią. − Na takim wyjeździe można odczuć, jak istotna w życiu chrześcijanina jest wspólnota, która niesie ze sobą nie tylko bratnią miłość, ale i konkretną pomoc – podsumowują Grzelkowie.

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki