Logo Przewdonik Katolicki

Maksymilian Kolbe

Monika Białkowska
Fot.

Bywa, że kolorytu i znaczenia obrazom nadaje postać malarza. Pisząc o obrazie św. Maksymiliana, nie sposób nie wspomnieć o jego twórcy.

 

 

Mieczysław Kościelniak urodził się w Kaliszu w roku 1912, w rodzinie kolejarskiej. Rysował już w gimnazjum, później studiował w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. W 1941 r. został aresztowany i osadzony w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu. W obozie działał w konspiracji – a za swój obowiązek uważał dokumentowanie szczegółów życia obozowego, które hitlerowcy za wszelką cenę starali się ukryć przed światem. Tę rysunkową dokumentację przemycano później poza teren obozu z transportami brudnej bielizny. W sumie spod ręki Kościelniaka wyszło ok. 300 rysunków, znajdujących się dziś w zbiorach Muzeum Oświęcimskiego. Na jednym z nich uwieczniony został moment, kiedy Maksymilian Kolbe ofiarowuje swoje życie w zamian za życie Franciszka Gajowniczka.
 
Droga do obozu
Rajmund Kolbe był o 18 lat starszy od Mieczysława Kościelniaka. Urodzony w Zduńskiej Woli już jako dziecko bawił się w rycerza i rysował na płocie polskie orły. Kiedy miał 12 lat, objawiła mu się Maryja, trzymająca w dłoniach białą koronę czystości i czerwoną koronę męczeństwa, a chłopiec wybrał obie. W 1907 r. wstąpił do małego seminarium franciszkanów konwentualnych i obiecał Maryi, że będzie dla Niej walczył. W roku 1910 poprosił o przyjęcie do nowicjatu, cztery lata później złożył uroczystą profesję, a w 1918 r. przyjął święcenia kapłańskie. Założył Rycerstwo Niepokalanej, wydawał „Rycerza Niepokalanej”, założył drukarnię i Niepokalanów k. Teresina – wkrótce klasztor ten stał się jednym z największych, jakie istniały w dziejach Kościoła. W 1938 r. Niepokalanów zyskał własną radiostację. Drugi Niepokalanów Kolbe założył w Japonii, tam również wydawał „Rycerza Niepokalanej”. W połowie września 1939 r. Niemcy przystąpili do likwidacji Niepokalanowa. Ojciec Kolbe w lutym 1941 r. trafił na Pawiak, a cztery miesiące później – do Auschwitz.
 
Spotkanie
Kiedy z bloku, w którym przebywał o. Kolbe, uciekł jeden z więźniów, wściekły komendant wytypował tych, którzy mieli być skazani na śmierć głodową. Był wśród nich Franciszek Gajowniczek, zrozpaczony, że będzie musiał osierocić swoje dzieci. Ojciec Kolbe postanowił zgłosić się na ochotnika, by zastąpić Gajowniczka w bunkrze śmierci. Tu właśnie spotykają się losy świętego ojca Maksymiliana i malarza Mieczysława, który zatrzymał tę scenę dla potomnych. Franciszkanin stoi ubrany w więzienny pasiak, w drewnianych chodakach, z czapką w dłoni. Nie jest zgnębionym więźniem, ale wyprostowanym i pewnym siebie mężczyzną, który wskazuje na skulonego w błagalnej postawie i strachu Gajowniczka. Jak równy z równym rozmawia więzień Kolbe ze swoimi oprawcami, patrząc im prosto w oczy. W imieniu całego tłumu bezimiennych, zgnębionych więźniów demonstruje ludzką godność i dumę. Trzej esesmani i kapo wydają się poruszeni i zaskoczeni, ale nie sprzeciwiają się tak odważnie i pewnie wyrażonej przez Maksymiliana Kolbego decyzji: Franciszek Gajowniczek zostaje ocalony, a franciszkanin trafia do bunkra śmierci. Przebywał tam przez dwa tygodnie bez jedzenia i wody, wreszcie 14 sierpnia 1941 r. został dobity zastrzykiem z fenolu.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki