Logo Przewdonik Katolicki

Dzieła świętego maksymalisty

Łukasz Kaźmierczak
Fot.

Tuż przed wybuchem wojny ojciec Maksymilian Kolbe bardzo poważnie rozważał kupno helikoptera i budowę dla niego lądowiska w Niepokalanowie. Zdążył nawet wysłać kilku braci na kurs pilotażu. Nierealne marzenia? Wcale nie, dla niego nie było przecież rzeczy niemożliwych. A najlepszym na to dowodem pozostaje sam Niepokalanów. W 1927 roku ojciec Maksymilian Maria Kolbe postawił figurkę...

Tuż przed wybuchem wojny ojciec Maksymilian Kolbe bardzo poważnie rozważał kupno helikoptera i budowę dla niego lądowiska w Niepokalanowie. Zdążył nawet wysłać kilku braci na kurs pilotażu. Nierealne marzenia? Wcale nie, dla niego nie było przecież rzeczy niemożliwych. A najlepszym na to dowodem pozostaje sam Niepokalanów.

W 1927 roku ojciec Maksymilian Maria Kolbe postawił figurkę Matki Bożej Niepokalanej na jednym z pól należących do księcia Jana Druckiego-Lubeckiego. Wkrótce potem magnat podarował franciszkanom 2,5 hektara terenów pod Warszawą.

Dzięki tej darowiźnie ojciec Maksymilian, wieczny marzyciel, który już w szkole średniej rysował pierwsze szkice silników kosmicznych i przekonywał rówieśników, że podróż ludzi w kosmos będzie możliwa, otrzymał szansę na realizację największego zamierzenia swojego życia: budowy Miasta Niepokalanej.

Państwo w państwie
Dwudziestu zakonników zaczynało nieomal od zera. Jednak o to właśnie chodziło „świętemu maksymaliście” – ojciec Kolbe chciał bowiem zbudować klasztor, zgodnie z regułami franciszkańskiego ubóstwa, od podstaw, całkowicie samodzielnie.

Mimo to w przeciągu zaledwie dziesięciu lat Niepokalanów rozrósł się do olbrzymiego ośrodka zamieszkanego przez ponad siedmiuset zakonników i seminarzystów, stając się przy okazji największym koncernem wydawniczym przedwojennej Polski.

– Maksymilian był znakomitym organizatorem. Niepokalanów pod jego rządami funkcjonował jako dynamiczna struktura organizacyjna, oparta nie tyle na sztywnych zasadach zakonnych, co raczej na nowoczesnych formach organizacji pracy. Przez cały czas zresztą wysyłał swoich zakonników na nowe kursy „menedżerskie” – wyjaśnia ojciec Roman Deyna z niepokalanowskiego klasztoru.

W ten sposób powstała całkowicie samowystarczalna struktura, z własną elektrownią, kolejką wąskotorową dowożącą papier i drewno, ogromnym gospodarstwem rolnym, a nawet z pilnującą porządku klasztorną służbą ochrony.

Ojciec Deyna z dumą podkreśla, że większość tych pomysłów doskonale sprawdza się także i dziś. Nadal więc w klasztornej piekarni piecze się smakowity chleb, cały czas funkcjonuje pralnia, pracownia krawiecka, warsztaty techniczne, franciszkańska straż pożarna, a także szpitalik.

Wszystko to wszak miało i ma służyć jednemu najważniejszemu, niezmienionemu celowi: zdobyciu całego świata dla Chrystusa przez Niepokalaną za pomocą intensywnej pracy wydawniczej i przy użyciu najnowocześniejszych narzędzi komunikacji masowej. Pod tym ostatnim względem święty Maksymilian wyprzedził swoją epokę o całe lata świetlne.

Mleko dla trzeciej zmiany
Wydawany przez franciszkanów „Rycerz Niepokalanej” od samego początku był znakomitym, wysokonakładowym, żywo redagowanym pismem, bogato ilustrowanym i przede wszystkim niezwykle tanim. Raz czy drugi udało się nawet wydrukować magazyn w nakładzie ponad miliona egzemplarzy, przy czym największe polskie tytuły ukazywały się wówczas w liczbie nie przekraczającej 200 tys. sztuk. Była to więc prawdziwa wydawnicza przepaść.

– Kiedy tylko pojawiło się radio i telewizja, Maksymilian z miejsca zapalił się do nowych możliwości komunikacji. Zdążył jeszcze wybudować stację radiową, wylać fundamenty pod potężny nadajnik i nadać dwie audycje. Na przeszkodzie w realizacji ambitnych planów stanęła wojna – wzdycha ojciec Roman Deyna, który postać ojca Kolbego zna przede wszystkim z opowiadań jego najbliższych współpracowników.

– To był człowiek bez reszty oddany idei, który starał się zawsze zgodnie z nią postępować. Próżno było szukać w nim agresji czy despotyzmu. On wiedział, że zdobywanie świata dla Niepokalanej może realizować się tylko przez postawę pełną miłości i pokory – opisuje ojciec Deyna.

Św. Maksymilian nie tylko więc zarządzał ogromnym klasztorem, nie tylko wydawał polecenia, ale w okresach największego natężenia pracy, sam imał się najprostszych zajęć. Takim zapamiętali go bracia pracujący w drukarni, którzy wspominali, że kiedy tylko kończyła się trzecia zmiana, jak spod ziemi wyrastał ich przełożony, częstując wszystkich świeżutkim mlekiem.

Sprawiedliwi z Niepokalanowa
Ojciec Roman Deyna zżyma się, kiedy słyszy opowieści o rzekomym antysemityzmie św. Maksymiliana.

– To są niesprawiedliwe twierdzenia. Już przed wojną ci, którym nie w smak były wydawnicze sukcesy Niepokalanowa, roznosili takie pogłoski i już wtedy atakowano Maksymiliana. Tymczasem wielokrotnie wypowiadał się on publicznie o Żydach w sposób jak najbardziej pozytywny. Po wybuchu wojny apelował też do swoich współbraci, mówiąc im, że mają moralny obowiązek chronienia wszystkich Żydów, którzy zwrócą się do nich o pomoc – wyjaśnia ojciec Deyna i odsyła do akt IPN, w których znajdują się obszerne materiały dokumentujące działalność klasztoru w czasie wojny. Niektóre kroniki mówią nawet, że przez Niepokalanów przewinęło się kilka tysięcy żydowskich uciekinierów. Być może właśnie ta działalność stała się więc jedną z przyczyn aresztowania ojca Kolbego przez gestapo. Okoliczności tamtych tragicznych wydarzeń pozostają nadal tajemnicą.

– Ze strzępków słów, jakie usłyszeli bracia, którzy podsłuchiwali rozmowę Maksymiliana z gestapowcami, wynika, że Niemcy oskarżyli go o kontynuację – wbrew zakazom – formacji młodych zakonników. Tyle tylko, że oficer, który przyjechał go aresztować, rozmawiał z nim aż dwie godziny. Mogło więc chodzić o coś więcej – spekuluje ojciec Roman, który od pewnego czasu stara się o dostęp do niemieckiej dokumentacji zawierającej m.in. protokoły z przesłuchań Maksymiliana przez Niemców. Jest zatem nadzieja, że już wkrótce wszystkie wątpliwości w tej sprawie zostaną wreszcie rozwiane.

Fabryka świętych męczenników
Z Pawiaka i Auschwitz św. Maksymilian przysłał jeszcze kilka listów w języku niemieckim, w których standardowo potwierdzał, że dobrze się czuje i prosi współbraci o pamięć w modlitwie. Potem przyszło już tylko powiadomienie o jego śmierci. Stało się to przed 65 laty, 14 sierpnia 1941 roku. Tego dnia ojciec Maksymilian Kolbe został dobity śmiercionośnym zastrzykiem fenolu, kończącym jego wielodniową głodową mękę w bunkrze śmierci.

– Dla braci w Niepokalanowie informacja o śmierci Maksymiliana nie była czymś nadzwyczajnym. Ci, którzy go doskonale znali, uważali, że to był jeden z tych czynów, które mieściły się w zwykłej logice działania Maksymiliana – wyjaśnia ojciec Deyna.

Jednak to, co się stało w Auschwitz, na trwałe zmieniło świadomość innych więźniów kacetu.

– Rozmawiałem kiedyś z Marianem Kołodziejem, wybitnym scenografem teatralnym i autorem projektu papieskiego ołtarza na Zaspie, który przebywał na jednym bloku obozowym z Maksymilianem. Mówił on, że tamten pamiętny apel i heroiczny, ofiarny gest ojca Maksymiliana był dla wszystkich jak piorun z jasnego nieba, jak objawienie, jak dowód na to, że w tym upodlonym miejscu można mieć jeszcze iskierkę nadziei na przetrwanie – dodaje ojciec Roman.

Niepokalanów miał zresztą „szczęście” do męczenników. W czasie wojny zginęło jeszcze dwudziestu innych niepokalanowskich zakonników, w tym czterech błogosławionych męczenników oświęcimskich. Życiorys każdego z nich to osobna, bohaterska karta, tak jak w przypadku bł. o. Jana Antoniego Bajewskiego, który nie chciał zdjąć franciszkańskiego habitu nawet jako więzień Pawiaka, czym naraził się na jeszcze większe prześladowania. Kiedy zaś przewieziono go transportem śmierci do Auschwitz, już pierwszego dnia został brutalnie pobity przez esesmanów koronką franciszkańską, którą nosił u swego boku. Zmarł po miesiącu pobytu w obozie, wyczerpany pracą, głodem i tyfusem.

Patron jak znalazł
Dziś Niepokalanów funkcjonuje niemal tak samo, jak w czasach ojca Maksymiliana. Nie zmienia się także trzon życia codziennego, które nadal wypełnia przed wszystkim modlitwa i praca.

Jedyna zauważalna różnica wiąże się z wybudowaniem w 1954 roku bazyliki pw. Matki Bożej Niepokalanej Wszechpośredniczki Łask. Do codziennych zakonnych obowiązków doszła zatem także obsługa pielgrzymów, których przyciąga w to miejsce przede wszystkim męczeński kult św. Maksymiliana.

W Niepokalanowie mieszka obecnie 150 zakonników i około 70 seminarzystów. Klasztor cały czas się rozrasta, w tej chwili zajmuje ponad 28 hektarów. Franciszkanie prowadzą dziś nie tylko wydawnictwo i klasztorne zaplecze, ale także dom rekolekcyjno-formacyjny dla pielgrzymów oraz niepubliczne gimnazjum i liceum dla chłopców.

– Myślę, że Niepokalanów znajduje się w tej chwili w okresie pewnej transformacji. Technika posunęła się tak bardzo do przodu, że do wydawania „Rycerza” nie potrzeba dziś zaangażowania aż tylu ludzi, jak to było w czasach ojca Maksymiliana. Według mnie trzeba położyć dużo mocniejszy nacisk na sanktuarium św. Maksymiliana i sanktuarium Matki Bożej Niepokalanej, a więc otworzyć się na ruch pielgrzymkowy i grupy przybywające do Niepokalanowa – uważa ojciec Deyna, któremu marzy się stworzenie programu formacyjnego dla pielgrzymów. W programie tym akcent położony byłby na podstawowe cechy patronackie św. Maksymiliana: komunikację społeczną, trudne czasy i rodzinę. Czyli wszystko to, co pozostaje aktualne i dziś.

Niemiecki bohater
– Myślę, że sami nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak wielkie dziedzictwo pozostawił po sobie ojciec Kolbe i jak mało jest ono zagospodarowane. Ja sam byłem zdziwiony, kiedy zacząłem szukać parafii i kościołów pw. św. Maksymiliana. Po dosyć pobieżnym przeszukaniu znalazłem ich ponad trzysta, a także ok. pięćdziesiąt polskich miejscowości, w których są ulice nazwane jego imieniem. Przy okazji w Niemczech odkryłem sto takich miejscowości, zaś we Włoszech ponad sto czterdzieści – wylicza ojciec Deyna. Wyniki jego „śledztwa” są przy tym dość zaskakujące. Okazuje się bowiem, że w tych miejscowościach w Niemczech, w których znajduje się ulica św. Maksymiliana, w 80 procentach otaczają ją ulice z tymi samymi powtarzającymi się patronami. Są nimi zaś najwięksi niemieccy opozycjoniści antyhitlerowscy – kard. von Galen, pułkownik Stauffenberg, rodzeństwo Scholl i Anna Frank. Te właśnie osoby pozostają dziś w świadomości przeciętnych Niemców największymi narodowymi bohaterami. Nawet jednak w tym gronie polski zakonnik traktowany jest ze szczególnym szacunkiem. Może więc ojciec Maksymilian powinien stać się najważniejszym patronem pojednania polsko-niemieckiego? I to nie takiego ograniczającego się do pustych gestów polityków obu państw, ale prawdziwego, płynącego z serc zwykłych ludzi. W końcu rzeczy niemożliwe niepokalanowski zakonnik załatwiał zawsze „od ręki”.

14 sierpnia 2006 r. na terenie byłego obozu zagłady Auschwitz odbędą się uroczystości 65. rocznicy męczeństwa św. Maksymiliana

godz. 9 – rozpoczęcie w kościele św. Maksymiliana w Oświęcimiu pieszej pielgrzymki do celi śmierci św. Maksymiliana (długość trasy 4,5 km); pielgrzymka z różańcem św. Maksymiliana i refleksja modlitewna
godz. 10.25 – śpiew litanii do św. Maksymiliana
godz. 10.30 – Msza św. koncelebrowana przy Bloku Śmierci pod przewodnictwem bp. Tadeusza Rakoczego
godz. 12 – złożenie kwiatów w celi śmierci św. Maksymiliana, pod ścianą śmierci i na placu apelowym.

Organizatorzy zapraszają na uroczystości wszystkich czcicieli św. Maksymiliana. Szczególne zaproszenie kierują do rodzin pomordowanych w hitlerowskich obozach koncentracyjnych i sowieckich łagrach.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki