Gietrzwałd, Świętą Lipkę, Stoczek Klasztorny i Głotowo spaja zapierające dech w piersiach piękno architektury. Przede wszystkim łączy je jednak sacrum, które odkrywa w nich pielgrzym. W każdym z tych miejsc na swój, niepowtarzalny sposób.
Warmia kiedyś przez pobożność mieszkających tu ludzi zwana była Świętą. O ich religijności świadczą sanktuaria. Odległość między najbardziej znanymi z nich to nieco ponad 200 km krętych, wąskich, ale dobrze utrzymanych dróg.
Gietrzwałd
Zaraz po Lourdes
Co roku tę liczącą ledwie 600 mieszkańców wioskę południowej Warmii odwiedza ponad 600 tys. pielgrzymów. Gietrzwałd przyciąga. Świątynią, obrazem, kapliczką z figurką, cudownym źródełkiem. Przez wieki przyciągała Maryja z Dzieciątkiem Jezus, dziś czule spoglądająca z ołtarza głównego na klęczących przed Jej wizerunkiem w sanktuarium Narodzenia NMP pątników. Z troską patrzyła na grabieże szwedzkie podczas potopu, pustoszący przemarsz Napoleona na Moskwę, wreszcie rugowanie polskości i katolicyzmu podczas kulturkampfu. Te ostatnie zmusiły ją do interwencji. Dziewiętnaście lat po objawieniach w Lourdes, 27 czerwca 1877 r. Matka Boża ukazuje się przed kościołem Justynie Szafrańskiej, wracającej po egzaminie do Pierwszej Komunii Świętej. – Przedstawiła się: „Jestem Niepokalanie Poczęta Najświętsza Maria Panna”. Zaraz potem poprosiła, aby codziennie odmawiać Różaniec – wyjaśnia ks. Krzysztof Bielawny, dyrektor Archidiecezjalnego Domu Rekolekcyjnego w Gietrzwałdzie i autor książek na temat szlaków pielgrzymkowych Warmii i Mazur. W kolejnych objawieniach, które powtarzają się aż do 16 września bierze też udział rok młodsza od Justyny Basia Samulowska. – Potem jest orędzie Maryi, dochodzą nowe elementy: trzeźwość, pokuta, nawrócenie i wierność Kościołowi – dodaje ks. Krzysztof.
Cuda zdarzają się dziś
Niemiecka administracja ośmiesza wizjonerki, uznając je za psychicznie chore. A one niezrażone przekazują słowa Matki Bożej, która w miejscu, gdzie się objawia, prosi o figurę z Jej wizerunkiem. Skutecznie. – Dziewczynki później przyznały, że ta figura nie oddaje autentycznego wizerunku Matki Bożej – jest znacznie brzydsza niż Maryja, która się im objawiła – przyznaje ks. Bielawny. Jedyne uznane przez kościół objawienia w Polsce blokowano nie tylko podczas kulturkampfu, blokował je bowiem walczący z Kościołem Hitler, a potem przez pół wieku komuniści. Z miejscem objawień integralnie łączy się źródełko. Do dziś żaden pielgrzym nie opuści Gietrzwałdu, zanim nie napije się z niego wody. Maryja pobłogosławiła je na prośbę gietrzwałdzkiego proboszcza ks. Augustyna Weichsla 8 września 1877 r. na oczach kilkudziesięciu tysięcy pątników. Od tamtego czasu za jego przyczyną następują liczne uzdrowienia. Tak jest do dziś. – W pierwszych dniach czerwca wraz z dziećmi komunijnymi z diecezji gdańskiej przyjechała pani dyrektor jednej ze szkół, by złożyć świadectwo uzdrowienia z nowotworu. Na dzień przed planowaną chemią potarła małe płócienko z Gietrzwałdu i gorąco modliła się do Matki Bożej. Nazajutrz guz, który miała na głowie zniknął – tłumaczy jedno z nich ks. Krzysztof. Takich uzdrowień są setki. Te dusze trudno zliczyć, szczególnie tych wyzwolonych z nałogu. Nie na darmo już 15 lat temu bł. Jan Paweł II mówił do anonimowych alkoholików, że ich „miastem dziękczynienia za trzeźwość ma być Gietrzwałd”.
Święta Lipka
Lipa i krucyfiks
Sto kilometrów na wschód od Gietrzwałdu, na styku Warmii i Mazur, jest wioska licząca 200 mieszkańców. Ludzi przybywa tu w ciągu roku tylu, co do Gietrzwałdu, choć charakter sanktuarium Nawiedzenia NMP różni się od niego znacznie. Ekumeniczna Święta Lipka swą nazwę zawdzięcza… lipie. Autor jednego ze spisanych w XVII w. dokumentów kreśli historię tak: „Jest w Prusach słynne miejsce, które wzięło nazwę od lipy. Bo od bardzo dawna stała na tym miejscu rozłożysta lipa, a na niej prawie z pierwszym posiewem chrześcijaństwa w Prusach pojawiła się figurka Matki Bożej z Dzieciątkiem, dzieło Boskich”. – Tę lipę z figurką Matki Bożej obudowali kaplicą w 1320 r. Krzyżacy. Przetrwała dwa wieki do czasu, gdy w 1525 r. ci, składając hołd pruski, zeświecczyli się, stając się rycerzami, do tego ewangelikami. Wtedy lipę ścięto, a figurkę spalono. Do ognia wrzucano też drewniany krucyfiks, którego postać Jezusa za każdym razem w cudowny sposób nie płonęła – wyjaśnia posługujący pielgrzymom od 28 lat w Świętej Lipce jezuita o. Franciszek Kurkowski. Dziś atrapa drzewa i figury znajduje się w sanktuarium, po lewej stronie głównego ołtarza, a cudownie ocalały krucyfiks w maleńkiej kapliczce jednej z klasztornych cel. – Prusowie będący katolikami przechodzili przez ten las z katolickiej Warmii i potajemnie w nocy na gruzach kapliczki modlili się. Później po długich pertraktacjach wykupili i przejście przez las, i teren, i gruzy, stawiając na nich, staraniem sekretarza króla Zygmunta III Wazy Stefana Sadorskiego, drugą kaplicę z wizerunkiem Matki Bożej Śnieżnej – wyjaśnia o. Franciszek.
Łączy ich Ewangelia
Kaplicę przekazano jezuitom. Przyszedł potop szwedzki i rdzenna, pruska ludność została zdziesiątkowana przez tyfus i cholerę. – Wtedy z Mazowsza przyszli Mazurzy, z których na siłę zrobiono ewangelików. Nasi ojcowie robili jednak wszystko, by przyciągnąć ich do maryjnego sanktuarium, jedynego kościoła katolickiego na Mazurach – mówi jezuita, wskazując na zieloną mosiężną bramę. – Jest jak drzwi tabernakulum, ołtarza – kościoła. Identyczne tabernakulum, tyle że mniejsze, jest bowiem w sanktuarium – zaskakuje o. Franciszek. Ma rację. Nad bramą Pan Jezus, Anioł zwiastujący Maryję i 44 postacie. Początek Ewangelii wg św. Mateusza. Kolejny ukłon w stronę ewangelików. W kościele freski Mayera. Tytuły maryjne, ale ewangeliczne. – Pierwsze i ostatnie nabożeństwo w sanktuarium było dla ewangelików. Dziś tak już nie jest, ale grupy protestantów i tak chętnie tu pielgrzymują, modląc się i śpiewając – przyznaje, wskazując na kolejną, intonując po niemiecku Ciebie Boga wysławiamy. – Ekumenizm świętolipskiej bazyliki przejawia się też w tym, że kościół wybudowany przez katolików wyposażyli ewangelicy – zaskakuje po raz kolejny jezuita. – Protestantem był rzeźbiarz ławek, konfesjonałów, głównego ołtarza oraz ambony. Także organomistrz – wskazuje na instrument. Ten urzeka nie tylko dźwiękami Fugi Bacha, Ave Maria Brucknera czy Alleluja Haendla, ale i ruszającymi się podczas gry dziewięcioma figurami.
Stoczek Klasztorny
Ogród pełen cierni
Przybywający tu muzycy chwalą jego akustykę. W sanktuarium Matki Bożej Pokoju w Stoczku Klasztornym ustawicznie sprawdzają ją ogromne, 53-głosowe organy. Mają 3800 piszczałek. Przez ściany sąsiadującego z kościołem klasztoru dochodzi ich dźwięk. Musiał słyszeć je więziony tu przez rok (od października 1953 do października 1954) Stefan kard. Wyszyński. Ks. Grzegorz Deryngowski, kustosz sanktuarium i pomysłodawca szlaku pielgrzymkowego Warmii, zapewnia, że Prymas nigdy podczas internowania w świątyni nie był: „Miał do dyspozycji tylko trzy pomieszczenia w klasztorze, z których korytarzem wychodził na ogród”. Ogród – dziś piękny, kwitnący, staraniem opiekujących się nim marianów, wtedy – zapuszczony, otoczony murem i kolczastym drutem. – Tu były cztery wieże strażnicze, każdy jego kąt był bardzo dobrze oświetlony, w górnej rozecie był żołnierz z karabinem. Prymasa cały czas pilnowało na zewnątrz 60 żołnierzy, a wewnątrz kilkudziesięciu cywilów – tłumaczy ks. Grzegorz. Czujki śledzące każdy krok kard. Wyszyńskiego były nie tylko w drzwiach czy toalecie, ale nawet w dziuplach drzew. W takich warunkach Prymas, zdając sobie sprawę, że może Stoczka już nie opuścić, postanawia oddać się Matce Bożej. Robi to 8 grudnia 1953 r. Później swój akt powtarza w imieniu całego narodu w Częstochowie już jako wolny człowiek.
Jej obecność
Wizerunek Matki Bożej Śnieżnej posiada wiele kościołów. Żaden jednak nie ma twarzy tak wymownej, jak ten 300-letni z liczącego siedmiuset parafian Stoczka. Matka Boża patrzy z niego oczami pełnymi ciepła, pokoju i miłości. Prawie niezauważalnie się uśmiecha. – Jej oblicze wyraża akceptację, przyjęcie drugiego człowieka z całym jego balastem grzechów. Maryja nie koncentruje uwagi na sobie, ona wskazuje drogę do Jezusa – trafnie interpretuje niezwykły obraz kustosz najstarszej barokowej świątyni na Warmii. Stając po raz pierwszy przed Jej obliczem w 1958 r., Prymas ze wzruszeniem mówi: „Dopiero teraz zrozumiałem, dlaczego będąc tu cały rok w więzieniu, czułem szczególną obecność Matki Bożej, była mi nieznaną opiekunką, ale bardzo skuteczną”. Srebrny bursztynowy różaniec od Prymasa do dziś zdobi ten niezwykły obraz. Podobnie niezwykła jest także figura Madonny, którą po licznych wojnach i epidemiach w połowie XVI w. znalazły grabiące siano dziewczynki. Dla niej proboszcz pobliskich Kiwit zbudował skromną kapliczkę. – To było dokładnie w miejscu obecnej rotundy sanktuarium – pokazuje ks. Grzegorz. Sanktuarium swoje wezwanie Matki Bożej Pokoju zawdzięcza pobożności bp. Mikołaja Szyszkowskiego, który w zamian za rozejm ze Szwedami obiecał Matce Bożej wznieść świątynię. Rozejm zawarto w 1635 r., a świątynia na cześć Królowej Pokoju powstała sześć lat później.
Głotowo
Klęczące woły
Nazwa oddalonego o 45 km na południowy zachód od Stoczka Głotowa pochodzi od Glotorian, bogatego pruskiego plemienia, wrogiego chrześcijanom. To oni wsparci pogańskimi Litwinami między rokiem 1300 a 1313 napadają na wioskę, plądrując ją, mordując ludność i paląc drewniany kościół. Schrystianizowani mieszkańcy przed śmiercią zdążyli jeszcze ukryć w krzakach kielich z Najświętszym Sakramentem. – Kilkanaście lat później ludzie do wioski wrócili i zaczęli tu gospodarzyć. Jeden z rolników z pomocą wołów orał pole. Nagle bydło zatrzymało się i uklękło. Rolnik spostrzegł świecące jasnym blaskiem hostie. Powiadomił o tym proboszcza, a ten zaniósł je do pobliskiego Dobrego Miasta. Hostie z kielichem na polu ukazywały się jeszcze dwukrotnie – opisuje cud w Głotowie obecny kustosz sanktuarium Najświętszego Sakramentu i Męki Pańskiej ks. Marek Proszek. – Wtedy ludzie uznali, że Chrystus tu chce być czczony i wybudowali sanktuarium Najświętszego Sakramentu – uzupełnia. Obchodzący niedługo 700-lecie istnienia kościół nawiązuje do Cudu Eucharystycznego nie tylko przepięknie podświetlonym kielichem z hostiami w lewej nawie świątyni, ale i polichromiami na jej suficie, opisującymi historię cudu. – Tak naprawdę o każdym witrażu, naściennym malunku, elemencie ołtarza można mówić godzinami kazania dotyczące Eucharystii, taki jest tu ładunek symboliki eucharystycznej – zapewnia.
Warmińska Jerozolima
Głotowski kościół jest Wieczernikiem. Wieczernikiem powstałej 118 lat temu kalwarii. Jej podobieństwo z jerozolimską przejawia się nie tylko w długości (1200 m), ale i wyglądzie 14 stacji, płynącej jak Cedron lokalnej Kwieli i projektowanej na wzór jerozolimskiej roślinności. – To jest warmińska Jerozolima – kwituje krótko kustosz. Faktycznie, może potwierdzić to każdy, kto choć raz był w Ziemi Świętej, z której fundator kalwarii Jan Martens przywiózł kamienie wtopione w niektórych stacjach w tzw. krzyżach ofiarnych. Przez 16 lat budowało ją 70 tys. ludzi – blisko 135 razy więcej niż liczy mieszkańców Głotowo. Wśród 14 stacji są jeszcze dwie. To ogród oliwny i kaplica Matki Bożej z Lourdes. Pod tą ostatnią płynie źródełko, którego woda przywróciła wzrok dwójce niewidomych pielgrzymów. – Halina Wesołowska z Ornety opowiadała, że chodziło o niedowidzącego księdza i kobietę, która wraz z synem przeszła kalwarię w latach 80. XX w. – precyzuje kustosz. Kalwarię podczas nabożeństwa można przejść przez godzinę, refleksyjnie w ciszy w czasie 20 minut. A przecież każdy potrzebuje jakiegoś uzdrowienia.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













