Logo Przewdonik Katolicki

Dokumentaliści z emerytalnym paskiem

Michał Bondyra
Fot.

Łączy ich emerytura i podróże, ale i chęć ich dokumentowania. Każdy robi to na swój sposób. Pani Małgosia z długopisem, a pan Jurek z aparatem fotograficznym.

Łączy ich emerytura i podróże, ale i chęć ich dokumentowania. Każdy robi to na swój sposób. Pani Małgosia z długopisem, a pan Jurek z aparatem fotograficznym.

 

Pani Małgosia, kronikarz

W kilkunastometrowym pokoiku jednego z mieszkań na poznańskim Piątkowie na wersalce leży rozłożona mapa. Przy niej sterta przewodników. Za dwa dni pani Małgosia Adamiak, właścicielka mieszkania, o tej porze będzie już wygodnie siedzieć w autobusie wiozącym ją do Medjugorje. W pokoju obok jest już przygotowana torba. – Na razie spakowałam leki, kupiłam trochę gorących kubków, paróweczek w opakowaniach próżniowych. Wszystkiego po dwa komplety, bo jadę z panią Stenią – mówi.

 

Pani Stenia

Z panią Stenią, emerytowanym radcą prawnym, poznała się podczas pielgrzymki do Irlandii. To był rok 2003. Zielona Wyspa nie była wtedy jeszcze synonimem dobrobytu. – To było gdzieś na końcu świata. – W czasie dwóch tygodni zjeździliśmy cały kraj włącznie z Aramem i Smoczymi Zębami – charakterystycznymi skałami – wspomina. Jechali z ks. Franciszkiem Sikorą i dyrektorem szkoły – geografem Janem Napierałą, krewnym kaliskiego biskupa. Nikt nie znał tego miejsca, a noclegi załatwiali przez internet. – Raz spaliśmy w wygodnych łóżkach, jedząc angielskie śniadania, innym razem w obskurnych hostelach. Ale nam chodziło o to, by się tylko przespać i ruszać dalej – uśmiecha się. Z panią Stenią i ks. Sikorą była zresztą pięć lat później we Włoszech. Orvieto, Lanciano, Manoppello. Coś więcej niż sztampowy Rzym. Słoneczną Italię zna jak własną kieszeń. To od niej 14 lat temu rozpoczęła zagraniczne pielgrzymowanie. Wtedy jeszcze pracowała w szkole, a do wyjazdu namówiły ją koleżanki nauczycielki.

 

Niedomykalność głośni

Belfrem była długie 30 lat. Języka polskiego uczyła w zawodówce, podstawówce, gimnazjum i liceum. Na emeryturę cztery lata temu przechodziła z niechęcią. – Dwa pierwsze lata miałam jeszcze kontakt ze szkołą, bo dwie godziny w tygodniu uczyłam. Szkołę wspominam wspaniale, ale byłam potrzebna tu, w domu – mówi. Pomaga swoim schorowanym rodzicom; mamie, która już od dawna nie wychodzi z domu i tacie, który przeszedł udar i ma alzheimera. Mimo codziennego ciężaru pielęgnacji, uśmiech nie schodzi z jej twarzy. – To przez te pielgrzymki – wyjaśnia. Każda z nich to wydatek rzędu 2,5 do 3 tys. zł. Pani Małgosia przyznaje wprost, że gdyby nie pięćset złotych dodatku za chorobę zawodową (niedomykalność głośni, guzki na strunach głosowych), z nauczycielskiej emerytury nie byłaby w stanie odłożyć na wyjazd.

 

 

Pełne teksty artykułów "Przewodnika Katolickiego" w Internecie ukazują się po 10 dniach od daty wydania drukiem.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki